Aktualizacja pracowa.
Na jednym ze spotkań - szczebel wyżej, choć dla mnie był to dywanik, heloł nazywajmy rzeczy po imieniu, okazało się, że owa "kuleżanka" podała mi złe dane i nawet jeśli bym odwaliła robotę za nią zrobiłabym to źle. Teraz wyobraźcie sobie moją minę i to jak poszła mi para z uszu. Tak się zagotowałam, że wywaliłam kawę na ławę i przytoczyłam swoje argumenty, staralam się być kulturalna, raczej mi wyszło.
Ale powiedzcie mi jak można pracować na danym stanowisku ponad 10 lat, brać full kasy i nie znać podstawowych pojęć ze swojego zakresu obowiązków, że to nie jebło wcześniej, aż się dziwię.
Nie dałam się! 💪
Szef 2 szczebla nieco umył rączki, nieco przyznał mi rację, ale w białych rękawiczkach i nie powiedział tego wprost, czytaj "kuleżanka" nie skumała i poszła do szefa wszystkich szefów.
Zwołano zebranie kierowników.
Okazało się, że owa pani od dawna działa wszystkim na nerwy...
Koniec końców wszyscy stanęli po mojej stronie.
Ufff, czuję ulgę i jestem z siebie dumna, że się odważyłam i nie dałam sobą pomiatać, bo to sobie obiecałam, gdy zmieniałam pracę.
I wiem, że teraz będzie o mnie głośno, bo się postawiłam, jak mogłam tyle czasu było dobrze, aż przyszłam ja...
Trudno, czas na zmiany.














