Shut the fuck up!
Raport z samego dna
Nowe Horyzonty są jak lata osiemdziesiąte: jeśli cokolwiek pamiętasz, to znaczy, że tak naprawdę cię tam nie było. Festiwal dobiega końca, tak jak możliwości mojej wątroby. Przy piwie przysiada się Wojcieszek, za chwilę ma premierę autobiograficznego dokumentu. Wzdycha melancholijnie: „Zdecydowałem się wyciąć swojego fiuta”. Na szczęście tylko na ekranie. Piotrek Stasik przekonuje mnie za to wieczorem: „Mam już dość tego cholernego kina!”. Jak go znam, poszedł po piwo i odpalił na laptopie własny „Dziennik z podróży”. Oglądanie swoich filmów to także ulubiona rozrywka Abla Ferrary. Czekamy na seans „Spod ciemnej gwiazdki”, przed salą kłębi się tłum ludzi. Abel szturcha mnie i rzuca od niechcenia: „Widzisz, ilu sukinsynów przyszło obejrzeć film?”. Szkoda tylko, że większość sukinsynów wyszła z sali przed końcem. Może i Abel od lat nie zrobił nic dobrego, ale wciąż pozostaje najpiękniej przeklinającym twórcą amerykańskiego kina. Na seansie specjalnie głośno gadałem i wybuchałem śmiechem w nieodpowiednich momentach, żeby odwrócił się i powiedział do mnie „Shut the fuck up!”. Następnym razem postaram się wkurzyć Bogusława Lindę!
Piotr Czerkawski
dziennikarz filmowy, impertynent















