Moja droga z końmi trwa nieprzerwanie od 1991r. Kiedy to pojechałam na swój pierwszy obóz jeździecki. A może zaczęło się to dużo wcześniej gdy jako kilkuletnia dziewczynka wyobrażałam sobie jak z rozwianym włosem i szerokim uśmiechem galopuję na koniu po łąkach i lasach. Czułam zapach świeżo skoszonej trawy, słyszałam oddech końskich chrap i widziałam oczami wyobraźni falującą, czarną końską grzywę. Po latach zdałam sobie sprawę, że to się właśnie dzieje, moje marzenia się spełniły i spełniają nadal. Z tą tylko różnicą ,że grzywa jest biała…
Jak to się właściwie stało? Po obozie konnym trafiłam dzięki koledze na Partynice gdzie znajduje się tor wyścigów konnych. Gdy pierwszy raz zobaczyłam galopujące konie na torze, wiedziałam, że tu chcę być, to chce robić. Machina wyścigowa wciągnęła mnie na dobre. Zaczęłam brać udział w wyścigach. Do 2014 r. przejechałam ponad 800 gonitw wygrywając 130 z nich. Jak to w sporcie bywa doświadczyłam wzlotów i upadków. Wygrałam upragnione Derby, zdobyłam tytuł dżokeja itp. Sportowa rywalizacja nauczyła mnie cierpliwości, dążenia do celu i pokory. Przez ponad 20 lat miałam okazję spotkać wiele końskich osobowości i tzw. „trudnych koni”. Na wyścigach się mówiło koń albo się nadaje albo nie. Jednak po jakimś czasie poczułam ,ze czegoś zaczyna mi brakować, że jestem w jakimś martwym punkcie. Momentem przełomowym było spotkanie z pewnym koniem… Nazywał się Sang Jang. Wtedy określiłabym go mianem „wcielony diabeł”. Koń był tak trudny ,ze tradycyjne metody nie działały na niego. Wierzgał, kopał, nie dawał się ujarzmić. O pomoc poproszono Jurka Sawkę, znanego „zaklinacza koni”. Jakież było moje zdziwienie jak po kilku miesiącach Sang Jang wystartował w gonitwie. Był spokojny przed startem z dawnego „diabła” nie pozostał żaden ślad. No i wsiąkłam na dobre. Zaczęłam szukać i uczyć się różnych metod pracy z końmi zwanych „naturalnym jeździectwem”. Miałam okazję spotkać na swojej drodze ludzi z cudownym podejściem do koni: Monikę Damec, Agnieszkę i Adama Susłowskich, Gosię i Kubę Gołębiów i wiele innych osób. Od każdego z nich chłonęłam wiedzę jak gąbka szukając jednocześnie swojej własnej drogi do koni. Poznałam Porozumienie bez przemocy Marchala Rosenberga, Mindfulness. Po czasie zorientowałam się, że „natural” też potrafi być różny i jest w nim wiele wątpliwości. Zaczęłam na moich koniach jeździć bez wędzidła i bez podków. Pracując z różnymi końmi zorientowałam się że nie ma jednej drogi, którą można dotrzeć do każdego konia. Jak już wydawało mi się, że złapałam byka za rogi i znalazłam cudowną metodę zaraz znajdował się koń, który obalał tą teorię. To nauczyło mnie pewnej elastyczności i ciągłego poszukiwania. Nauczyłam się, że podążanie schematami nie sprawdza się w kontakcie z końmi.
Postanowiłam, że Bachtanka i Sauron będą ścigać się w gonitwach „bez bata”. Moim celem stało się oswojenie ich ze stresem przed startem w gonitwach. Koń spokojny przed startem, jest w stanie pokazać pełnię swoich możliwości fizycznych. Chociaż nie było łatwo, wymagało to ode mnie wiele cierpliwości i nauki samoświadomości. Tego co dzieje się we mnie jak np. konie się stresują i co mogę z tym zrobić. Jeśli chodzi o sukces sportowy to wyniki przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Bachtanka wygrała najważniejszy wyścig płaski na Partynicach i została ogłoszona „ koniem roku”. W sumie na 9 startów 4 razy zwyciężyła i 4 razy była druga. Sauron wygrał trzy wyścigi.
Po czasie zrezygnowałam z wyścigów i sportowej rywalizacji zauważając jak ona wpływa na mnie i konie. Zaczęłam zwracać baczną uwagę na potrzeby koni, które wcześniej zaniedbywałam przede wszystkim te psychiczne. Z wszystkich moich doświadczeń z końmi wyciągnęłam wiele dla siebie. Odkryłam jak wrażliwe są to zwierzęta i że można się od nich wiele nauczyć. Praca z końmi to tak naprawdę praca nad sobą. Pozwoliłam im by mnie uczyły, jednocześnie czując ogromną wdzięczność za to, że sobie i im na to pozwoliłam. Spowodowało to również, że zaczęłam siebie odkrywać na nowo, w swojej prawdzie i tej jasnej i tej ciemnej. To pozwala mi żyć w zgodzie ze sobą.
Poszukując nowej drogi jak wiedzę i doświadczenie, które mam krzewić dalej, trafiłam na szkołę Agaty Wiatrowskiej Horse Assisted Education, która przygotowała mnie do prowadzenia warsztatów rozwojowych z udziałem koni.