STM Solutions na 5 033 m n.p.m.
W dniu 18 czerwca 2015 roku logo STM Solutions znalazło się ponad pięć kilometrów nad poziom morza. Firmę reprezentował Karol, który wyjazd planował przez pół roku. Towarzyszyli mu znajomymi Łukasz, Tomek oraz Paweł. Mowa o szczycie Kazbek, jednej z gór Kaukazu znajdującej się w Gruzji. Pierwsze dwa dni potwierdziły wcześniej wyczytane informacje o kaprysach pogody na szczycie. Praktycznie codziennie szczyt odsłaniał się na godzinę przed samym południem po to, aby w godzinach popołudniowych zanurzyć się na dobre we mgle. Cała wyprawa zajęła 6 dni, w których ekipa stopniowo zwiększała wysokość łagodnie aklimatyzując się. Te sześć dni, pozwoliły nam obejrzeć na znacznej wysokości takie zjawiska pogodowe jak deszcz, mgła, opad śniegu oraz gradu z nierozłącznym towarzyszem, czyli sporym wiatrem. Wszystko to w starciu z charakterami członków ekipy przegrywało i plan był realizowany w dalszym ciągu. Zachowaliśmy również typową dla świata IT dyscyplinę rannego wstawania i codziennie około godziny 11 wychodziliśmy w dalszą drogę :-). Pierwszego dnia, nocowaliśmy na wysokości 2160 m n.p.m. przy klasztorze Cminda Sameba gdzie doszliśmy na własnych nogach wśród powszechnego zdziwienia turystów jeżdżących taksówkami.
Wieczorem, szczyt ładnie odsłonił się, co napawało nas nadzieją na dobrą pogodę w dalszych dniach:
Drugi dzień to dalsza wędrówka do wysokości 3020 m n.p.m. i spanie przy bardzo ładnej rzeczce, której zdjęcie widać poniżej.
Następnego ranka okazało się, że dobra pogoda postanowiła zrobić sobie wakacje. Za to wędrówka była już nieco ciekawsza, ponieważ, dotarliśmy do pierwszego lodowca i po jego przejściu dotarliśmy do ostatnich znamion cywilizacji - stacji meteo znajdującej się na wysokości 3690 m n.p.m.
W ramach jednego dnia aklimatyzacji postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę bez dużych plecaków za Plateau, na wysokość 4500 m n.p.m. Po drodze spotkaliśmy grupę Rosjan, która rozbijała obóz na wysokości 4270 m n.p.m..
Następnego dnia my również postanowiliśmy przespać się na 4200. Zdecydowaliśmy zostawić mniej potrzebne rzeczy w stacji meteo tak, aby zmniejszyć wagę plecaków i wyruszyć z namiotami na wyższą część góry. Po dojściu okazało się, że wiatr jest zbyt silny na zwykłe rozbicie namiotów, przez co musieliśmy okopać go w śniegu.
W dniu ataku na szczyt, wyjątkowo wyruszyliśmy o 5 rano tak, aby być na miejscu około godziny 11. Ponieważ w dalszej drodze istnieje duże ryzyko wpadnięcia w szczelinę lodową z uwagi na duże opady śniegu przykrywające dziury, związaliśmy się wszyscy dynamiczną liną. Szła za nami dwójka Białorusinów związanych liną oraz dwójka Polaków również na osobnej linie. Jeden z Białorusinów zaraz po wyjściu zdecydował, że przerywa wejście i wraca. Ponieważ mieliśmy jeszcze kawałek liny, zdecydowaliśmy przyłączyć pozostałego Białorusina. Po godzinnej walce spotkaliśmy grupę Rosjan, którzy wracali ze względu na złą pogodę. Przy zerowej widoczności spowodowanej mgłą, nawigowaliśmy się za pomocą GPSu, mapy oraz raz na jakiś czas pokazującym się fragmentom gór. Po wejściu na najwyższy punkt, pomiary pokazywały, że jesteśmy na wysokości około 4900 m n.p.m. a więc zabłądziliśmy. Krótka chwila rozpoznania sytuacji upewniła nas, że jesteśmy za bardzo na prawo i musimy przetrawersować stromym stokiem do przełęczy. Zostało nam ostatnie podejście ścianką o znacznym nachyleniu, jakieś 100 metrów w pionie. Po morderczym podejściu, podczas, którego nikt nie miał wątpliwości, że pogoda jednak nam się nie trafiła, doszliśmy na szczyt upewniając się odczytem z GPSu. Poniżej zdjęcie pokazujące warunku panujące na szczycie:
Z dołu wyglądało to tak jakby szczyt założył sobie czapkę z chmur :)
Po paru ciepłych słowach w kierunku panującej pogody zdecydowaliśmy się na zejście do stacji meteo gdzie przenocowaliśmy. Ostatni dzień poświęciliśmy na zejście do miasteczka Kazbegi, podczas którego szczyt odsłonił się i zdawał się mówić zapraszam jeszcze raz. Poniżej zdjęcie szczytu wykonane z punktu, gdzie zaczęliśmy wędrówkę:
Zdobycie szczytu nie nastręcza praktycznie żadnych trudności technicznych. Trzeba jednak pamiętać, że jest to znaczna wysokość i planując wejście należy zadbać o odpowiednią kondycję i aklimatyzację. Głównym niebezpieczeństwem są szczeliny i zmieniająca się jak w kalejdoskopie pogoda. Posiadanie odpowiedniego sprzętu oraz podstawowych umiejętności i wiedzy na temat asekuracji, wychodzenia lub wyciągania ze szczeliny może nas uchronić przed utratą życia. Nie można góry lekceważyć i trzeba mieć świadomość, że pomóc w pierwszej kolejności musimy sobie sami.
/Celin












