Pamiętam jak w moim "prime mia era" jadłam... no dużo jadłam, śnadanie, obiad, kolacja, inne przekąski, ale najlepsze rzeczy:
Po każdym posiłku szłam z psami i rzygałam w krzakach. Mieszkam na wsi, na uboczu, wokół polne drogi i te krzaki obok nich. Psy po paru dniach się przyzwycziły i tylko stały obok, czekając, aż skończę rzygać.
Na obiad często jadłam całą pizze, na śnadanie nawet czasem 900 kcal.
Ale wieczorami, jak mama szła spać ja szłam się myć. Jedzenie chowałam pod wanną, po kąpaniu jadłam to w kuchni i rzygałam już w łazience. To było często po 5 batonów, cała czekolada. Po jakimś czasie się zablokowałam i nie mogłam rzygać, bo robiłam to ponad 5 razy dziennie.
To trwało dwa tygodnie. W grudniu. Codziennie rzygłam przy nawet -10°C w krzakach.
Mama wtedy jeszcze nie wiedziała o ed. Nie zauważyła, że nic nie jadłam miesiąc, a później pół miesiąca nawet 6 posiłków na dzień.
Albo nie chciała widzieć.