Opis - Narkotyki to życie Harrego, żyje dzięki nim i zapomina o przykrej rzeczywistości. Louis to doświadczony psycholog w miejscowym ośrodku dla osób uzależnionych. Los chce aby to właśnie Lou był opiekunem Harrego i pomógł mu wyjść z uzależnienia. Podczas trwania terapii młody terapeuta i zniszczony przez życie nastolatek poznają swoje słabości, problemy i nawiązują między sobą więź, która z czasem staje się nie do zniszczenia.
Kto by pomyślał, że relacja między dwoma osobami, w ciągu jednego dnia może zmienić się tak diametralnie. Przez dłuższy czas było to niemożliwe, jednak jak się okazało, tylko pozornie. Rozmowy prowadzone przez Louisa nie były już długimi monologami, po których musiał wypić pół litra wody, aby ponownie nawilżyć gardło. Teraz konwersacja stała się zupełnie inna. Poprawna, taka jak powinna być od początku.
Szatyn wiedząc, że będzie mógł rozmawiać ze swoim podopiecznym, z uśmiechem na twarzy wstawał każdego ranka i szedł do pracy tryskając pozytywną energią. Ogromnie cieszył się, że jego cierpliwość po takim czasie nareszcie się opłaciła, dzięki czemu mógł w zwyczajny sposób porozmawiać z młodszym chłopakiem.
Jednak nie wszystko było takie idealne, jakby mogło się wydawać. Louis zaraz po tym, jak dowiedział się o handlu narkotykami, jeśli w ogóle można było nazwać to handlem.. poszedł do dyrektora i opowiedział mu o zaistaniałej sytuacji. Wywołało to aferę na cały ośrodek. Pan Jones natychmiast powiadomił policję. Wszyscy mieszkający w zakładzie zostali przesłuchani, niektórzy nawet po kilka razy.
Louis czuł się źle, że jest nieszczery wobec policji, dyrektora i przede wszystkim samego siebie. Z drugiej strony cieszył się, że sprawa się wyjaśnia, a Harry nie jest w to zamieszany. Musiał go chronić za wszelką cenę. Wiedział, że gdyby chłopak miałby ponosić jakiekolwiek konsekwencje, nie dałby rady. Po prostu przy pierwszej lepszej okazji zabiłby się. A Lou nie wybaczyłby sobie tego do końca życia.
W ciągu kilku dni zamieszanie w ośrodku stawało się coraz mniejsze, sprawa nieco przycichła i przyjęła charakter bardziej prywatny i zamknięty. Tylko kilka osób brało w tym wszystkim czynny udział. Louis i jego podopieczny odsunęli się od całej sytuacji i wrócili do rutyny.
- Harry! Harry! - Krzyknął, wchodząc z impetem do pokoju chłopaka.
Młody właśnie wyszedł z łazienki, spojrzał na Louisa ze zmarszczonym czołem.
- Co się stało? - Spytał spokojnie. Chłopak miał naprawdę dziwny charakter. Na co dzień był zanadto spokojny. Był wręcz oazą spokoju, jednak kiedy tylko coś go zdenerwowało wybuchał niczym bomba atomowa. Krzyczał, machał rękoma i z chęcią rozwaliłby wszystko, co stało mu na drodze.
- Pakuj się, przekonałem dyrektora, żebyśmy pojechali na farmę! - Powiedział rozentuzjazmowany. Niesamowicie ucieszył się, że uda mu się spełnić marzenie swojego podopiecznego.
- Żartujesz? - Uśmiechnął się szeroko. Nie dowierzał w słowa Louisa.
- Nie, nie żartuje. Szykuj się raz, dwa! - Klasnął kilka razy. - Gdzie masz torbę? Pomogę ci. - Rozejrzał się. Harry wskazał na szafę. Szatyn wyjął ją szybko. Zaczęli pakować rzeczy młodego.
Po niespełna dwudziestu minutach oboje siedzieli już w samochodzie Louisa i jechali do jego mieszkania.
- Gdzie dokładnie jedziemy? - Spytał zielonooki, kiedy stanęli pod kamienicą, gdzie mieszkał Lou.
- Um.. Na farmę. - Zaśmiał się. - Nie mogę ci powiedzieć. - Pokręcił głową i wysiadł z samochodu. - Chodź młody, zobaczysz sobie jak mieszka twój terapeuta. - Uśmiechnął się i zamknął drzwi.
Harry od razu wysiadł za Louisem i poszedł w stronę wejścia. Nie wiedział, czego może się spodziewać po mieszkaniu chłopaka. Czasem się nad tym zastanawiał. Czy mieszka w apartamencie, w kawalerce czy też może w typowym, angielskim szeregowcu z czerwonej cegły. Jaki kolor ma jego sypialnia, czy lubi twarde czy miękkie materace. W jakim stylu ma urządzone swoje mieszkanie. Czy jest przestronne, a może to po prostu zwykła klitka. Ciekawiło go, co lubi jadać na śniadanie, czy lubi herbatę. Jaki typ filmów najczęściej ogląda i czy czyta książki. Ciekawiła go każda rzecz związana z Tomlinsonem. Każdy przyziemny aspekt, który tak naprawdę dla każdego innego żyjącego na tej planecie nie miałby najmniejszego znaczenia. Pragnął poznać Lou. Pochłonąć jego życie jak najciekawszą powieść. Najchętniej poznałby każdy szczegół z życia starszego chłopaka. Po prostu, tak już miał i nie potrafił tego zmienić. Powoli zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie popadł w obsesję na punkcie szatyna.
Nie sądził, że kiedykolwiek znajdzie się w mieszkaniu Louisa. Nie sądził, że w ogóle kiedykolwiek polubi się choć trochę z jakimkolwiek psychologiem. Cała znajomość Harrego z tym chłopakiem była miłą odmianą w jego pospiesznym i zniszczonym życiu. Cieszył się, że jest taki ktoś na świecie, kto nie będzie go oceniać za to kim jest i za to, co zrobił. Po prostu jest, wspiera i rozmawia jak gdyby nigdy nic. To było coś, co Harry kochał w Lou najbardziej.
Po wejściu na drugie piętro kamienicy, oboje znaleźli się w mieszkaniu.
- Rozgość się Hazz, ja wezmę tylko kilka rzeczy i możemy jechać. - Powiedział z uśmiechem skierowanym do młodszego chłopaka. - Może chcesz herbaty? - Zaproponował.
Harry po wejściu rozejrzał się od razu. Przyglądał si każdemu szczegółowi, starał się zarejestrować jak najwięcej. Sądząc, że nie znajdzie się tu ponownie chciał zapamiętać wszystkie, nawet najdrobniejsze rzeczy.
- Halo, mówię do ciebie. - Lou pomachał chłopakowi przed twarzą. - Nie jesteś w muzeum. Nie zwiedzaj tak. - Zaśmiał się. Niebieskooki miał dziś wyjątkowo dobry humor.
Harry ocknął się i oblizał usta. Spojrzał zdezorientowany na szatyna.
- Co? Coś mówiłeś?
- Spytałem, czy chcesz herbaty. - Zmierzwił mu włosy, na co kędzierzawy uśmiechnął się i skinął głową.
Oboje udali się do kuchni. Młodszy chłopak usiadł na wysokim krześle przy wyspie. Spojrzał na Lou. Ten stanął na palcach i wyciągnął z jednejj z górnych szafek pudełko z herbatą. Było ich tam mnóstwo. Zielone, czarne, czerwone, białe, owocowe i wiele, wiele innych. Więc już wiedział, że Louis jest miłośnikiem herbat. Uśmiechnął się na myśl o tym, że wyłapał tak zbyteczny fakt o szatynie.
Całe mieszkanie było urządzone w starym typie. Pasowało do kamienicy, w której się znajdowało. Nie było przytłaczające, wręcz przeciwnie. Mały salonik był połączony z aneksem kuchennym i prowizoryczną jadalnią. Wszystko było czyste i przejrzyste. Widać, iż terapeuta to poukładany człowiek, z pedantycznym podejściem do życia.
Jak na typowego psychologa przystało, w salonie znajdował się wielki regał wypełniony po brzegi książkami. Harry też niegdyś lubił czytać, jednak zmieniło się to, zresztą tak jak wiele innych rzeczy. Jasne kolory ścian dodawały przestrzeni całemu mieszkaniu. Z salonu było wyjście na mały balkon, z krórego był ładny widok na miasto. Chłopak z pewnością chciałby siedzieć tam ze swoim terapeutą i pić herbatę, patrząc na zachodzące słońce.
- Jak widać na załączonym obrazku. - Zachichotał. - Typowy anglik. Zalej jak się zagotuje woda, dobrze? Ja idę się do końca spakować. - Harry skinął, a Lou uśmiechnął się tylko i zniknął za drzwiami swojej sypialni.
Mimo, że mieszkanie szatyna było małe, kędzierzawy widział tam miejsce dla siebie. W ciągu tych kilku minut wyobraził sobie dziesiątki przyziemnych sytuacji, w których był on i Lou w tym mieszkaniu. Widział jak robią wspólnie obiad, jak oglądają telewizje. Widział jak sprzątają salon, czy czytają książki. Wszystko było tak realistyczne w jego głowie, a tak mało możliwe w realnym życiu. Młody westchnął tylko i wstał zalać filiżanki z herbatą.
- Ah, kurwa! - Harry usłyszał jęk Louisa i od razu poszedł szybko do sypialni.
- Co się stało? - Spytał przerażony, patrząc jak chłopak trzyma się za stopę i zaciska mocno oczy. - Lou, co jest?
- Palec.. Mój mały palec.. i kurwa łóżko.. - Jęknął, na co zielonooki wybuchnął śmiechem.
- Klasyk. - Powiedział przez śmiech. - Przechodzę przez to prawie codziennie w ośrodku. Tak mnie to moje łóżko uwielbia. - parsknął śmiechem.
Chwilę po jedenastej oboje zebrali się z mieszkania niebieskookiego i jechali już na farmę. W drodze śmiali się i rozmawiali o wszystkim i niczym. Po niespełna godzinie dojechali na miejsce. Stanęli przed bramą wielkiego ośrodka agroturystycznego. Może nie była to dokładnie farma, jednak na pewno Harry mógł poczuć tutaj jak za dawnych czasów. Wbrew pozorom miejsce, w którym się znajdowali było podobne do tego, gdzie brunet co roku jeździł na wakacje.
- Harry.. - Zaczął Louis wyjmując torby z bagażnika. - Mam nadzieję, że nie będzie ci bardzo przeszkadzał fakt, że mamy jeden pokój. Znaczy, dwuosobowy.. - Zagryzł wargę i spojrzał na niego. Poczuł się nieco niezręcznie. Nie pomyślał, żeby spytać wcześniej o zdanie swojego podopiecznego, przy rezerwowaniu pokoi.
- Nie, jasne, że nie. - Pokręcił głową i uśmiechnął się. - Pięknie tu. - Rozejrzał się dookoła. - Wiesz może, czy można jeździć tu konno? - Spytał, na co Louis pokiwał głową.
Weszli do ośrodka i rozpakowali się w pokoju. Mimo, że ich wycieczka miała trwać jedynie dwa dni, oboje pokładali nadzieję, na zbliżenie się i poznanie siebie nawzajem jeszcze bardziej. Pomocny był w tym jeden pokój. W końcu nie mogli od siebie uciec i zamknąć się w samotności. Chodziło tu o Harrego, rzecz jasna. Musiał być pod stałą opieką. Pod takim warunkiem pan Jones pozwolił na ten wyjazd Louisowi.
Mimo, że miał to być odpoczynek dla obu chłopaków, Tomlinson nie mógł sobie odpuścić kwestii terapii i psychologicznych rozmów. Kiedy oboje byli już po obiedzie i siedzieli w pokoju zaczęli rozmawiać. Zupełnie luźno i normalnie, trwało to kilkadziesiąt minut. Jednak z chwili na chwilę rozmowa zaczęła przyjmować bardziej formę ostrej wymiany zdań niż zwyczajnej rozmowie o pogodzie. Louis jak zawsze zachowywał profesjonalną postawę, natomiast Harry przestał nad sobą panować i krzyczał.
- Harry, nie zrozum mnie źle. Po prostu próbuję ci wytłumaczyć, że ludzie zmagają się z różnymi problemami. Większymi czy mniejszymi, ale nie sięgają po narkotyki. - Odetchnął ciężko patrząc na młodszego chłopaka.
- Ale ja nie jestem innymi, czy tobie to kurwa jest ciężko zrozumieć?! - Wyrzucił ręce w powietrze denerwując się jeszcze bardziej.
- Hazz, słuchaj. Narkotyki to nie jedyne wyjście z sytuacji. Nie każdy jest na tyle silny, żeby wybrnąć z czegoś w inny sposób, ale warto próbować.
- Co ty pieprzysz Louis?! - Warknął i wstał z łóżka. - Nie wiesz jak to jest! Nigdy nie czułeś się tak jak ja! Od lat jestem nieakceptowany wśród społeczeństwa, rozumiesz? I nie da się tego zmienić. Po prostu się kurwa nie da! - Krzyknął.
- Nie znasz mnie Harry, nie wiesz, co było ze mną kiedyś. - Terapeuta nadal zachowywał spokój. Nie podniósł głosu ani razu. Nie uważał tego za konieczność.
- Tak? Naprawdę? - Zaśmiał się ironicznie. - Nie wiesz jak to jest być wyzywanym od męskich dziwek. Od najgorszych śmieci. Byś traktowanym jak gówno przez wszystkich bliskich i obcych a to wszystko tylko dlatego, że jest się pierdolonym gejem! - Krzyknął, a w jego oczach pojawiły się łzy.
Nie wytrzymał. Za dużo emocji kłębiło się w jego głowie. Zaczął płakać. Łzy jedna po drugiej spływały mu po bladych, kościstych policzkach. Oczy stały się jak dwa małe źródełka, błyszczały niczym iskierki przez nadmiar płynu.
Nienawidził siebie za to, że nie potrafił zmienić swojej orientacji, że urodził się po prostu innym. Nie potrafił wyjaśnić sobie dlaczego nie jest tacy jak inni, czemu brzydzi się dziewczynami. Że nie podniecają go piersi czy pośladki. Uważał to za coś pięknego, jednak tylko z artystycznego punktu widzenia. Próbował, wiele razy być z dziewczyną. Starał się przekonać się do płci pięknej. Wszystko kończyło się fiaskiem, a Harry z dnia na dzień nienawidził siebie coraz bardziej.
Nie był w stanie przetłumaczyć sobie, że jest jaki jest i to w porządku. Większość jego otoczenia odwróciła się tylko dlatego, iż był innej orientacji. Cierpiał, bo nawet najbliższa rodzina tępiła go za to, kim był.
Nie dawał rady i to był jedyny powód, dla którego sięgnął po narkotyki. Nie lubił tego, nie sprawiało mu to najmniejszej przyjemności, ale wiedział, że jeśli wciągnie działkę będzie mu lepiej. Zrzuci choć na chwilę ciężar przytłaczającej codzienności. Polubi siebie i to kim jest. Kiedy był pod wpływem, nie przeszkadzało mu jego gejostwo. Był to jedyny moment, w którym się akceptował.
- Wiem. Wiem, co to znaczy. - Powiedział cicho i spojrzał na podopiecznego.
- Niby skąd?! - Harry otarł łzy, pytając z wyrzutem.
- Odkąd miałem dwanaście lat i zdałem sobie sprawę, że sam jestem gejem. - Mruknął. - W szkole średniej przechodziłem piekło. Też nie było mi łatwo Harry. - Podniósł się i usiadł obok niego na łóżku. - Znalazłem cel, dążyłem do niego i osiągnąłem go, mimo to jak bardzo niszczony byłem. I teraz siedzę tutaj z tobą. - Pogładził plecy chłopaka i uśmiechnął się delikatnie. - Bycie homoseksualnym to nic złego. To nie koniec świata. Jesteś taki jak każdy inny. Nie myśl, że to choroba psychiczna. I mówię ci to ja, wykwalifikowany psycholog.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Opis - Narkotyki to życie Harrego, żyje dzięki nim i zapomina o przykrej rzeczywistości. Louis to doświadczony psycholog w miejscowym ośrodku dla osób uzależnionych. Los chce aby to właśnie Lou był opiekunem Harrego i pomógł mu wyjść z uzależnienia. Podczas trwania terapii młody terapeuta i zniszczony przez życie nastolatek poznają swoje słabości, problemy i nawiązują między sobą więź, która z czasem staje się nie do zniszczenia.
Od autorki - Hej, przychodzę z kolejnym rozdziałem TIC. Mam nadzieję, że się spodoba. Nie zaprzeczę, że nie zrobiło mi się nieco przykro, kiedy zobaczyłam jedynie dwie notki pod poprzednim rozdziałem, jednak rozumiem to. Jestem dobrej myśli i wierzę, że tą cześć obdarzycie większą ilością serduszek i reblogów. Jeśli sami piszecie, wiecie jak ważna jest to kwestia i mocny kop motywacyjny do dalszego pisania. Liczę na Was kochani.
Louis wrócił ze śniadaniem dla Młodego. Gdy wszedł do pokoju, chłopak nadal był w łazience. Położył tackę z jedzeniem na biurku po czym usiadł na stołku. Czekał na Harrego.
Minęło niespełna piętnaście minut, kiedy Brunet pojawił się w pomieszczeniu. Tomlinson poczuł uderzenie gorąca przechodzącego przez jego całe ciało. Harry wyszedł z łazienki odziany jedynie w niezwykle opięte, czarne rurki. Klatka piersiowa bruneta była odkryta, teraz mógł zobaczyć jak chłopak jest dobrze zbudowany. Przełknął ciężko ślinę. Spojrzał na jego twarz i jeszcze nie do końca wyschnięte włosy. Wyglądał uoczo, pięknie, idealnie. Frustracja Louisa przeszła na wyższy poziom. Pragnął patrzeć na Harrego cały czas. Chciał codziennie patrzeć jak wychodzi spod prysznica. Chciał codziennie podziwiać perfekcyjność chłopaka.
- Zjesz teraz? - Spytał po chwili nie spuszczając wzroku z chłopaka. Harry standardowo pokiwał tylko głową. Przewiązał kawałek kraciastego materiału przez głowę i ubrał białą koszulkę. Louis uwielbiał, kiedy się tak ubierał. Wyglądał w tym zwykle, jednak wyjątkowo.
Po chwili usiadł na krześle przy biurku i wziął jedną z kanapek, odpakował ją z folii. Lou wpatrywał się w pracę palców swojego podopiecznego. Były takie smukłe i długie. Idealne, zresztą tak, jak cała reszta ciała chłopaka. Przygryzł wnętrze policzka. Po raz kolejny złapał się na wpatrywaniu w którąś z partii ciała Harrego. Nienawidził siebie za to, jednak robił to mimowolnie i odruchowo.
Ocknął się, kiedy jedna z kanapek spoczęła na jego kolanach. Spojrzał na nią, a potem na Bruneta.
- Nie chcę. To dla Ciebie. - Uśmiechnął się delikatnie i odłożył ją z powrotem na tackę. Harry nie dał za wygraną i ponownie położył chleb na kolanach Lou. Starszy chłopak poddał się, wziął do ręki zawiniątko i rozpakował je.
- Dziękuję. - Loczek skinął głową i zrobił gryza. Popił herbatą i przełknął. - Możemy teraz porozmawiać? Wiem, że będzie to ciężka rozmowa, ale proszę Harry, chyba oboje chcemy ją mieć już za sobą. - Westchnął ciężko.
- Możemy. - Mruknął krótko młodszy chłopak.
-Musimy sobie wszystko wyjaśnić Hazz. Ufasz mi? - Spytał niepewnie, na co Harry pokiwał szybko głową. Lou odetchnął w duchu z ulgą. Cieszyło go to, że jego podopieczny w końcu mu zaufał. To było podstawą do jakiejkolwiek współpracy. Zrobili wielki krok do przodu. Tomlinson był dumny z tego postępu, jednak póki co nie chciał nic zapeszać i cieszyć się na wyrost.
- No to.. - Zaczął biorąc głęboki wdech. - Skąd miałeś narkotyki, Harry?
Młodszy chłopak siedział w ciszy i jadł powoli swoje śniadanie. Nie mógł powiedzieć Lou od kogo miał dragi i przede wszystkim w jaki sposób je zdobył. Nie chciał się upokorzyć jeszcze bardziej, nie chciał być brany za jeszcze większego śmiecia.
- Nie powiem Ci. - Pokręcił głową. - Nie mogę. - Powiedział po chwili namysłu.
- Hazz, musisz mi powiedzieć. Obiecuję, że nikomu nie powiem i obejdzie się bez konsewencji. Inaczej będę musiał iść do dyrektora i opowiedzieć mu o zaistniałej sytuacji. Wtedy trafisz do izolatki na jakiś czas. Jest tam okropnie, uwierz mi wykończysz się tam. To jest ostatnia rzecz, którą chcę. Wiem, że tego nie zniesiesz. - Louis patrzył na niego pokrzepiającym wzrokiem. Zdawał sobie sprawę z tego, co ludzie uzależnieni są w stanie zrobić dla choćby jednej działki. Przerażało go to, jednak zdołał przywyknąć, dzięki niedługiemu stażowi w tej branży.
Harry siedział cicho jeszcze przez kilka minut. Nie potrafił się przełamać i powiedzieć prawdę. Było mu wstyd. Nienawidził siebie za to, co zrobił. Teraz bardzo tego żałuje, jednak wie, że nie może tego odwrócić. Choć z chęcią by to zrobił. Nie było to warte tak naprawdę czegokolwiek.
- Chłopak spod 350 handluje narkotykami. - Powiedział cicho patrząc na swoje stopy. - Zaproponował mi narkotyki pierwszego dnia, kiedy tu byłem. - Było mu coraz ciężej mówić. Tak naprawdę nie pamiętał, kiedy powiedział tyle słów na przełomie jednego dnia. Ta rozmowa była dla niego czymś nowym. Z reguły nikt nie chciał podejmować z nim jakichkolwiek interakcji. Po prostu był dla wszystkich jak powietrze. Przyzwyczaił się do tego, przez co stało się to dla niego czymś normalnym. Swego czasu uważał, że nie potrzebuje z nikim rozmawiać, że to i tak nic nie daje. Jednak zmieniło się to po poznaniu Louisa. Zaczął zauważać, że rozmowa to ważny aspekt w życiu każdego człowieka - nawet jego. Wszystko to kręciło się tylko wokół Lou. To z nim chciał rozmawiać, to jego chciał słuchać i to na nim mu zależało. Gdyby miał wybrać jedną osobę do której miałby się odzywać byłby to z pewnością ten niebieskooki szatyn.
- Handluje? - Spytał. - Przecież nie macie mu jak płacić. - Zdziwił się. Cała sytuacja stawała się dla Louisa coraz bardziej dziwna. Potrzebował wyjaśnień. Choćby po to, żeby to Jake poniósł konsekwencje.
Harry przetarł twarz. Nigdy w życiu nie czuł się tak upokorzony. Był jednak świadom, że musi powiedzieć całą prawdę.
- Życzy sobie zapłaty w naturze. - Wymamrotał, mając nadzieję, że nie będzie musiał mówić już na ten temat nic więcej. Niestety, los mu wtedy nie sprzyjał.
- Możesz powiedzieć mi jaśniej? - Zmarszczył brwi.
- Boże! - Wyrzucił ręce w powietrze. - Musiałem mu obciągnąć, żeby mi dał działkę. - Wydusił z siebie poirytowany.
Louis uniósł brwi będąc zszokowanym tym, co właśnie usłyszał. Nie mógł uwierzyć, że Harry był zdolny posunąć się do tego. Był zawiedziony, jednak starał się zrozumieć chłopaka. W końcu musiał mu pomóc. Mimo wszystko.
- Hazz.. - Zaczął najspokojniej jak potrafił. - Musisz mi pomóc rozwiązać tą sprawę. To jest niemożliwe, żeby jeden z mieszkańców handlował narkotykami w ośrodku, gdzie za wszelką cenę usiłujemy wraz z całym personelem pomóc wam wyjść z tego. Jestem zobowiązany powiedzieć o tym dyrektorowi. - Spojrzał na niego z poważnym wyrazem twarzy.
- Proszę, nie rób tego.. - Szepnął Harry. Zachciało mu się płakać. Wyć i jęczeć z bezsilności jaka go otaczała. Wiedział, że zrobił źle, ale nie chciał ponosić tego konsekwencji. Nie takich..
- Słuchaj, obiecuję, że nikt się nie dowie o tym, że Ty też wziąłeś od niego te narkotyki. Po prostu zeznasz, że kiedy wchodziłeś do jego pokoju, ten wyjmował akurat działki. To musi się skończyć, Harry. Przyrzekam na wszystko, że Tobie nic nie będzie grozić. To Jake trafi prawdopodobnie za kratki. W porządku? Zgadzasz się? - Spytał niepewnie. Wszystko przestało mu się mieścić w głowie. Zastanawiał się, czy w ośrodku jest taka gówniana ochrona, że dochodziło do takich rzeczy, czy po prostu ten gówniarz był tak sprytny i przemycał to jakimś sposobem.
Harry pokiwał głową zaciskając jednocześnie usta. Poczuł sie w tym momencie wyjątkowo. Doskonale zdawał sobie sprawę, że powinien odpowiedzieć za to wszystko i trafić do więzienia razem z Jake’iem. Przecież Louis był świadkiem tego jak był znarkotyzowany. Widział wszystko, a mimo to milczy przed dyrektorem i pomaga mu za wszelką cenę.
- Dziękuję Lou. - Powiedział po chwili. Był niesamowicie wdzięczny chłopakowi, że ocalił go przed kolejnym piekłem. Szatyn słysząc te słowa z usta Stylesa poczuł jak miód rozlewa się po jego sercu. Uśmiechnął się do chłopaka i poklepał jego kolano.
- Nie ma za co dzieciaku, wiesz, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. Chcę, żebyś wyszedł stąd jak najszybciej. Znalazł w końcu właściwą drogę i był szczęśliwy bez tego gówna w proszku. To nie jest Ciebie warte. Jesteś zbyt wyjątkowy, żeby niszczyć się takim czymś. Zapamiętaj to sobie.
Harry widząc po raz kolejny piękny uśmiech swojego terapeuty aż sam delikatnie się uśmiechnął. Kochał na to patrzeć. Uważał to za najpiękniejszy widok na świecie i chciał, żeby już tak zostało.
Oboje siedzieli przez kolejne kilka godzin i po prostu rozmawiali. O wszystkim i o niczym. I mimo, że Louis mówił co najmniej trzy razy więcej od Harrego, nie przeszkadzało to ani jednemu ani drugiemu. Szatyn rozumiał, że jego podopieczny dopiero się otwiera. Niesamowicie cieszył się z tego, że w ogóle postanowił z nim porozmawiać. Może nie o problemach, nie na poważne tematy, jednak ta luźna rozmowa znaczyła dla niego bardzo dużo. Nie tylko z powodów zawodowych, ale też prywatnych. W końcu mógł posłuchać cudownego barytonu chłopaka, którego tak bardzo uwielbiał.
- Hazz, mogę Cię o coś spytać? - Harry skinął głową. - O czym marzysz?
Brunet zastanawiał się przez dłuższą chwilę. Tak naprawdę nie wiedział o czym marzył. Nie wymagał wiele od życia. Na pewno nie chciał udać się w podróż przez świat, nie chciał być obrzydliwie bogaty, nie marzył też o posiadaniu szczęśliwej rodziny, trójki dzieci i domu z ogródkiem. Zastanowił się, czy w ogóle o czymś marzył.
Wtedy przypomniało mu się dzieciństwo. Wspaniałe chwile, kiedy jeszcze był akceptowany i kochany. Kiedy to jego rodzice stawiali go na pierwszym miejscu i był on dla nich czymś najważniejszym na świecie. Pierwsze o czym pomyślał była farma. Miejsce do którego jeździł ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Spędzał tam wakacje i wszelkie przerwy w ciągu roku. Kochał to miejsce. Kojarzyło mu się ono z ciepłem rodzinnego domu, z serdecznością i miłością jaką był wtedy obdarzony. Przypomniało mu się jak szalał wśród siana, ganiał po całym podwórku kury i pił prawdziwe, ciepłe mleko. Sięgając pamięcią do swojego dzieciństwa chłopak wspominał najlepiej czas spędzony na wsi. Uwielbiał chodzić do stajni, głaskać i czesać konie. Był niezwykle zżyty z tym miejscem. Uśmiechnął się delikatnie przypominając sobie jak uczył się jeździć konno. Zawsze sprawiało mu to wiele radości. Czuł niesamowitą satysfakcje, kiedy po długich dniach nauki mógł pojechać w końcu sam, bez pomocy starszych. Kochał to. Kochał wszystko, co wiązało się z farmą.
Ludzkie wspomnienia z czasem bledną, są niewyraźne i przeważnie stają się przeinaczone. Ze wspomnieniami Harrego tak nie było, cały czas pamiętał wszystko dokładnie, w ostrych barwach. Pamiętał każdy moment, wszystkie zabawy, wspólne wieczory przy szklance mrożonej herbaty jego cioci czy wycieczkach nad jezioro. Zatracał się we wspomnieniach na tyle, iż wydawało mu się, że czuje zapach suchej trawy, powiew wiatru i ciepło prażącego słońca. Całość stawała się rzeczywistym obrazem w jego głowie.
Pragnął tam powrócić, znów cieszyć się na nowo swoim dzieciństwem. Powspominać i opowiedzieć Louisowi o wszystkich przeżyciach. Chciał znów pojeździć konno, iść nad jezioro, chciał napić się prawdziwego mleka, przejść się do stodoły, poleżeć w sianie i odpocząć.
Koniecznie chciał zabrać Lou w to wspaniałe miejsce, pokazać mu kawałek swojego życia opowiadając każdy szczegół z jego wakacji. Wiedział, że terapeuta będzie zachwycony każdą opowieścią. Często o to pytał, jednak do tej pory nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Zielonooki czuł do siebie żal za to, jak traktował Lou. Dopiero teraz zdołał zrozumieć, że traktował psychologa w niewłaściwy sposób. Było mu przykro, za to jak się zachował. Nie mógł już zmienić przeszłości, jednak postanowił, że się otworzy. Zrozumiał, iż starszy chłopak chce mu pomóc. Ma dobre intencje i mimo tego, że był jedynie jego opiekunem czuł, że łączy ich coś więcej niż tylko stosunek uzależniony - terapeuta. Przeszło to już na wyższy poziom.
Zauważył to dopiero poprzedniego dnia, kiedy Louis przyszedł do niego z pomocą. Wybaczył mu jego wyjazd, zrozumiał, że tak naprawdę to on zachwiał się nie w porządku wobec chłopaka. Starał się jak mógł, a to Harry nie wychodził z jakimkolwiek odzewem. Ich relacja opierała się teraz bardziej na przyjaźni niż jedynie na terapeutycznych spotkaniach.
- Marzę o tym, żeby ludzie zaakceptowali mnie takim jakim jestem. - Powiedział cicho. Nie chciał mówić o co dokładnie mu chodzi. Bał się, że i Louis będzie go traktował z góry, że odwróci się od niego i zniknie jak wszyscy bliscy z jego życia. No właśnie, ‚bliscy’ Czy Louis był dla niego kimś bliskim? Tak, zdecydowanie był obecnie najbliższą osobą w jego życiu. I dziękował Bogu, że mógł go poznać.
Louis pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie chciał pytać, co ma na myśli mówiąc ‚takim jakim jestem’uważał to za coś osobistego. Uznał, że skoro sam nie rozwinął tej myśli nie chciał o niej mówić. Tomlinson nie był typem człowieka, który naciskał na innych aby dowiedzieć się więcej. Nie lubił być nachalny i tego samego nie tolerował u innych osób. To działało u niego w dwie strony.
- A jest na świecie takie miejsce, które chciałbyś odwiedzić? - Harry znów zastanawiał się przez chwilę.
- Tak, chciałbym pojechać na prawdziwą farmę. - Lou zaśmiał się cicho.
- Naprawdę ze wszystkich miejsc na świecie wybrałbyś właśnie farmę? - Spytał unosząc brwi. Harry pokiwał na to głową. - Wydaje mi się, że mogę spełnić to marzenie i zabrać Cię na farmę. - Uśmiechnął się szeroko. Każda, nawet najmniejsza błahostka, którą Louis był w stanie zrobić, aby jego wychowanek był szczęśliwy choć na chwilę, była dla niego wielkim sukcesem. Uważał uśmiech Harrego za coś wyjątkowego, unikatowego. Dlatego też postanowił przekonać dyrektora i zabrać swojego podopiecznego na wieś. Doskonale wiedział, że to pomoże Brunetowi w terapii. Takie oderwanie się od rzeczywistości jest potrzebne każdemu.
- Poważnie? - Harry od razu uśmiechnął się z niedowierzaniem. - Przecież nie wolno opuszczać mi ośrodka.
- Jestem tutaj najbardziej szanowanym terapeutą, nie chwaląc się oczywiście. - Machnął żartobliwie ręką. - Sądzisz, że dyrektor nie zgodzi się, kiedy wyjaśnię mu, że to będzie przełomowa forma terapii. O to się nie martw. Po prostu czekaj aż przyjdę do Ciebie i oznajmię, że za chwilę wyjeżdżamy.
- Dobrze, dziękuję Ci bardzo. - Uśmiechnął się szczerze przez co w jego policzkach ukazały się dwa dołeczki, te które Lou tak bardzo kochał.
Opis - Narkotyki to życie Harrego, żyje dzięki nim i zapomina o przykrej rzeczywistości. Louis to doświadczony psycholog w miejscowym ośrodku dla osób uzależnionych. Los chce aby to właśnie Lou był opiekunem Harrego i pomógł mu wyjść z...
Opis - Narkotyki to życie Harrego, żyje dzięki nim i zapomina o przykrej rzeczywistości. Louis to doświadczony psycholog w miejscowym ośrodku dla osób uzależnionych. Los chce aby to właśnie Lou był opiekunem Harrego i pomógł mu wyjść z uzależnienia. Podczas trwania terapii młody terapeuta i zniszczony przez życie nastolatek poznają swoje słabości, problemy i nawiązują między sobą więź, która z czasem staje się nie do zniszczenia.
Od autorki: Witam kochani, w końcu jestem z 6 rozdziałem. Mam nadzieję, że jest jeszcze choć jedna osoba, która pamięta o tym opowiadaniu i cieszy się na ten rozdział. Jak zwykle proszę o reblogi i serduszka, żeby mnie troszkę zmotywować i wywołać uśmiech na mojej twarzy. Opinie, krytyka, pytania i pomysły na prompty bardzo mile widziane. Cóż, zapraszam do czytania, mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu.
Ps. Witam kilkudziesięciu nowych obserwatorów. Bardzo mi miło, że spodobała Wam się moja twórczość i zostaliście ze mną na dłużej.
Harry leżał na łóżku. Z jego nosa sączyła się gęsta, ciemna krew. Co chwila wydobywał z siebie niekontrolowane jęki i pomruki. Louis stał w progu patrząc na niego z przerażeniem.Wszedł powoli w głąb pokoju i rozejrzał się po nim. Wszystko było porozrzucane, panował chaos. Przełknął ciężko ślinę, kiedy spojrzał na twarz młodszego chłopaka, była blada, prawie tak biała jak kartka papieru, zmęczona i zmordowana. Odetchnął cicho przenosząc wzrok na biurko, oświetlała je lampka, która stała w rogu. Zrobił kilka małych kroków, by dojść do niego. Przesunął delikatnie palcem po resztkach białego, dobrze zmielonego proszku. Obok leżała karta bankowa i pusty przeźroczysty woreczek.
Zastanawiał się skąd Młody miał narkotyki, no i kartę bankową, w końcu wszystko miał skonfiskowane przy przyjęciu. Nurtowało go to, jednak na odpowiedź musiał jeszcze trochę poczekać. Był cholernie zły i zawiedziony, ale niestety nie mógł na to nic w tym momencie poradzić, postanowił czekać na wyjaśnienia. Oparł się tyłem o biurko, zamknął oczy i policzył w myślach do dziesięciu, biorąc przy tym miarowe oddechy. Odbił się od blatu i podszedł do łóżka. Usiadł na skraju, po czym złapał za ramię chłopaka.
- Harry.. Ocknij się. - Potrząsnął nim, odwracając na plecy. Jego ciało było bezwładne, prawdopodobnie, gdyby Louis złapał go za nogi i przeciągnął po ziemi i po schodach z drugiego piętra na dziedziniec ośrodka Harry nawet by nie zaprotestował. To był okropny widok, Szatyn już nigdy nie chciał widzieć swojego podopiecznego w takim stanie.
Kędzierzawy otworzył na moment oczy, jego źrenice były rozszerzone do granic możliwości, a białka przekrwione, być może od płaczu. Spojrzał na Lou, widział go za mgłą, jakby w oddali. Pomyślał, że to kolejny sen więc zamknął oczy ponownie.
- Chłopaku, spójrz na mnie. - Znów poczuł potrząśnięcie. Uchylił powieki, obraz stał się już nieco wyraźniejszy. Podniósł dłoń do swoich oczu i przetarł je. Teraz widział już wszystko przejrzyście, widział swojego terapeutę siedzącego tuż obok niego.
- Harry, Harry, słyszysz mnie? Ile widzisz palców? - Pytał zmartwiony. - Trzy czy cztery? - Gestykulował palcami przed twarzą chłopaka. Ten jedynie jęknął cicho i rozejrzał się dookoła. Zrozumiał już, co się wokół niego dzieje i zebrał siły. Podniósł się powoli, był twarzą w twarz z Louisem. Patrzył na niego kilka dłuższych sekund.
- Hazz, wszystko dobrze? Nie kręci Ci się w głowie? Powiedz coś, proszę.. - Lou jęknął z desperacją. Harry zmrużył oczy, wymierzył cios prosto w twarz starszego chłopaka. Ten spadł z łóżka i złapał się za czerwony policzek, Harry nie przejmował się jękami Lou, wymierzył jeszcze jeden, drugi i kolejny cios w jego stronę nie patrząc gdzie celuje. Czuł wściekłość. Czuł się oszukany. Był zły. Po części sam już nie wiedział za co, jednak nie widział innego wyjścia z sytuacji. To było głupie, co robił, dobrze o tym wiedział, ale nie dbał teraz o to.
Louis jęczał cicho z bólu, ale podniósł się z podłogi i spojrzał na chłopaka.
- Zostawiłeś mnie! Zostawiłeś ty pieprzony dupku! - Harry dał upust swoim emocjom i kopnął go po raz kolejny. Szatyn zgiął się wpół i zakasłał. Przed jego oczami pojawiły się na moment gwiazdki. Jedyne, co czuł to palące policzki i ból w klatce piersiowej. Zasłużył sobie na to, dlatego nawet nie próbował się bronić. Wiedział, że Harry musi jakoś odreagować, więc pozwolił mu na to wszystko.
- Czemu jesteś takim egoistycznym kutasem?! - Ryknął, a w jego oczach pojawiły się łzy. Łzy bezradności, wściekłości i jeszcze wielu innych emocji kłębiących się w jego ciele. Louis podniósł się z podłogi, sam nie wiedział do końca, co ma w tym momencie zrobić, chciał pomóc podopiecznemu, jednak bał się, że będzie musiał przyjąć kolejne, bolesne uderzenie.
- Przepraszam Harry.. - Wydukał. - Nie płacz. - Spojrzał na niego ze smutkiem w oczach. Było mu w tym momencie źle na duszy, że zostawił Harrego samego. Zrozumiał, że źle zrobił odchodząc od niego bez wyjaśnień. Czuł się winny, czuł się odpowiedzialny za to, w jakim stanie był teraz jego podopieczny.
- Jak mogłeś mnie zostawić? - Powiedział przez płacz. Bezsilność sięgała góry, zaczął drżeć. Nagle wszystko zaczęło z niego schodzić, znów odczuwał ból. Louis podniósł się i usiadł ostrożnie obok niego. Harry od razu przytulił się i zapłakał. Tomlinson poczuł się w tym momencie jak mama, która zostawiła swojego synka w innej alejce supermarketu. Tulił go mocno do siebie gładząc plecy.
- Shh.. Spokojnie, już jestem. Nie płacz, proszę. - Szepnął uspokajająco. Nie wiedział, co mógł innego powiedzieć. Pragnął jedynie, żeby Styles przestał płakać i trząść się. Cała ta sytuacja przytłaczała go. Z minuty na minutę czuł się coraz bardziej winny i coraz bardziej zdeterminowany, aby pomóc Harremu wyjść z tego, wyjść z nałogu i wyprowadzić go na prostą. Pragnął jego szczęścia bardziej niż czegokolwiek innego. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak bardzo ważny stał się dla niego szczupły chłopak z burzą loków na głowie.
- Byłem sam, bałem się. Było tak okropnie.. - Zaszlochał młodszy chłopak.
- Shh.. Uspokój się, cichutko. - Wsunął palce w jego ciemne loki. Teraz dokładnie czuł jego zapach, ten który tak bardzo uwielbiał. Była to specyficzna mieszanka, coś miętowego z nutą tytoniu i czegoś z pogranicza drogich, męskich perfum. Czasem pragnął zatracić się w tym zapachu, po prostu utonąć w nim cały, najlepiej będąc zamknięty w ramionach właściciela tego pięknego zapachu.
Siedzieli w takiej pozycji jakiś czas, Louis czekał aż jego podopieczny w końcu się uspokoi i wyciszy. Wiedział, że to niestosowne przytulać się do swojego wychowanka. Jednak wiedział też, że Harry to nie zwykły uzależniony, a ktoś więcej. Ktoś na kim zależało mu, bardziej niż mogło się wydawać.
- Zostań ze mną na noc.. - Szepnął cichutko Harry, owijając swoim ciepłym oddechem szyję i kark Szatyna. Ten zadrżał delikatnie na jego gest i zacisnął usta powstrzymując cichy jęk. Zamknął oczy i odetchnął.
- Wiesz, że nie mogę. To wbrew wszelkim zasadom Hazz. Zostanę tu dopóki nie będę pewny, że śpisz, dobrze? - Harry potrząsnął przecząco głową. Lou wypuścił powietrze.
- Boję się. Ty już nie wrócisz, ja to wiem, znów mnie zostawisz.. - Mówił łamiącym się głosem.
- Shh.. Nie, obiecuję, że wrócę. Obiecuję na wszystko, że będę tu zanim się obudzisz, w porządku? Zostawię tu portfel i telefon, żebyś miał pewność, że przyjdę. - Próbował go uspokoić.
-Przysięgasz? - Spojrzał na niego. Ten wzrok i wyraz twarzy złamał serce Louisowi. Po prostu jego serce rozsypało się na pięć miliardów kawałeczków. Szatyn miał ochotę się rozpłakać i przepraszać Harrego już do końca życia, że zostawił go na te kilka dni.
- Przysięgam. Przysięgam na wszystko, Harry. - Pokiwał głową.
Louis pomógł Harremu się przebrać, wyczyścił ściereczką jego ubrudzoną od krwi twarz, a potem czuwał. Siedział przy nim trzymając go za rękę i czekał aż zaśnie. Trwało to godzinę, może trochę dłużej. Lou mając pewność, że młodszy chłopak zapadł w głęboki sen, wstał z łóżka. Posprzątał cały pokój najciszej jak to było możliwe. Pozamiatał potłuczone szkło i sprzątnął resztki narkotyków z biurka. Po wszystkim zgasił lampkę nocną i wyszedł z pokoju.
Kiedy już dotarł do domu, był wykończony, jedyne co miał siłę zrobić, to rozebrać się i umyć zęby. ‚Brawo Louis’ - chłopak przybił sobie mentalną piątkę, kiedy na ślepo wycierał mokre usta. Dotarł w końcu do łóżka. Położył się w nim wygodnie i zamknął oczy. Wbrew pozorom zaśnięcie tamtej nocy nie było takie łatwe. Mimo przemęczenia Tomlinson nie potrafił przestać myśleć i Harrym. Pomyślał nawet, że powinien zapisywać dni, w których nie myśli o nim przed zaśnięciem. To stało się dla niego rutyną, bardzo męczącą psychicznie rutyną.
Nad ranem umysł Szatyna nareszcie mógł odpocząć. Jednak nie na długo, bowiem już chwilkę po szóstej rano, obudził go budzik. Po wyłączeniu go, Louis zwlekł się ze swojego posłania i udał się do łazienki. Spojrzał na swoje zmęczone odbicie i jęknął.
- Jasna cholera.. - Mruknął przejeżdżając opuszkami palców po swoim sinym i opuchniętym policzku. Przemył twarz zimną wodą, odbył wszystkie rutynowe, poranne czynności i jak najszybciej udał się do ośrodka, a dokładniej do swojego Harrego.
Standardowo kiwnął do recepcjonistki i szybko udał się na drugie piętro. Nawet nie zwracał uwagi na to, jak bardzo bolała go klatka piersiowa przy każdym ruchu. To teraz nie miało większego znaczenia. Po prostu chciał jak najszybciej znaleźć się obok swojego podopiecznego i popatrzeć jak spokojnie śpi.
Zdyszany stanął przed drzwiami pokoju. Żałował wtedy, że zrezygnował jakiś czas temu z siłowni i porannego biegania, ale miał wtedy ważniejsze rzeczy na głowie niż kondycja, z reguły ta ważna rzecz zaczynała się na literę 'H’ a kończyła na 'Y’, ciekawe o kim mowa.
Wyrównał swój oddech i wszedł po cichu do pokoju. Uśmiechnął się delikatnie widząc śpiącego chłopaka. Przysunął stołek do łóżka i usiadł na nim. Pogładził delikatnie dłoń Kędzierzawego, jednak szybko ją zabrał, uznając to za niestosowne.
Harry wyglądał w jego mniemaniu jak anioł, jak coś nadludzkiego. Coś, co jest ponad rozum zwykłego człowieka. Często myślał o jego długich, szczupłych nogach, smukłej sylwetce. Myślał o tatuażach zdobiących ramiona chłopaka. Zawsze zastanawiał się, co one wszystkie oznaczają. Myślał o długiej wąskiej szyi, mocno zaznaczonej szczęce. O wyraźnych kościach policzkowych. Pięknych, zielonych oczach, długich, gęstych rzęsach. O ustach. Tak, zdecydowanie najczęściej myślał o ustach. Równych, wyrysowanych, mocno malinowych i tak cholernie idealnych. Pragnął ich dotknąć, choć na moment. Delikatnie, opuszkiem palca, marzył o tym, aby poczuć ich ciepło i sprawdzić ich fakturę. Pragnął dotknąć ich swoimi ustami, jednak rzadko się do tego przyznawał. Nawet przed swoimi własnymi myślami. Marzył też o ciemnokasztanowych, lśniących włosach, kochał te niesforne loki. Uwielbiał kiedy były przewiązane kawałkiem materiału. Uwielbiał także ich zapach, chociaż to mógł poczuć jedynie dzisiejszej nocy. Wiedział, że nie zapomni tego unikatowego zapachu.
Louis czekał, aż jego wychowanek się obudzi. Przychodziło mu to z wielkim trudem, bowiem sam był nadal zmęczony i nie raz przez myśl przeszło mu położenie się obok chłopaka i zaśnięcie. Jednak jego rozsądek zabronił mu tego.
Harry obudził się po około trzech godzinach od przyjścia Louisa. Był wypoczęty i spokojny. Gdy uchylił delikatnie powieki i zobaczył przed sobą swojego terapeutę, w pierwszej chwili pomyślał, że to sen, w drugiej o mało jego serce nie wyskoczyło mu z piersi, natomiast potem, kiedy już dokładnie mógł zobaczyć twarz Louisa przestraszył się. Szybko podniósł się do pozycji siedzącej. Patrzył z przerażeniem wprost na jego policzki. Uniósł niepewnie dłoń i przjechał po nich opuszkami palców. Louis na ten gest mimowolnie przymknął oczy i wypuścił z płuc drżący oddech. Po krótkiej chwili otworzył oczy.
- To nic, nie martw się. - Powiedział cicho, choć nie zamierzał. Odchrząknął i uśmiechnął się delikatnie. Nadal czuł przeszywający ból, lecz nie mógł sobie pozwolić na pokazanie go. Nie chciał, żeby Kędzierzawy się smucił z jego powodu. Po raz kolejny zresztą.
Harry pokręcił powoli głową i opuścił wzrok. Czuł się winny, czuł się bardzo źle. Nie powinien ranić Lou, nie powinien sprawiać mu bólu. Był pieprzonym dupkiem bez mózgu.
- Harry, naprawdę, nie jest tak źle jak wygląda. Zejdzie za kilka dni. - Zapewniał go Louis. Jednak chłopak mu nie wierzył. Wiedział, że kłamie, tylko po to, żeby go uspokoić. Westchnął cicho i znów się położył.
- Jak się czujesz Hazz? Jesteś wypoczęty? - Spytał z troską, na co Harry pokiwał głową. Uwielbiał, kiedy jego terapeuta używał określenia ‚Hazz’, czuł się wtedy taki wyjątkowy. Czuł się jakby należał tylko do Louisa. Podobała mu się ta opcja, jednak wiedział, że jest to bariera nie do przejścia.
- Wiesz, że musimy porozmawiać, prawda? - Lou patrzył na chłopaka z uwagą. Ciężko było mu się skupić na czymkolwiek innym poza nieskazitelną twarzą bruneta. - Ale nie tak jak zwykle, nie tylko ja będę mówić. Tak jak zawsze. Musimy rozmawiać oboje. Wiem, że to dla Ciebie trudne, ale spróbuj. Musimy wyjaśnić kilka rzeczy. Powiedz coś Hazz, proszę.
- Przepraszam.. - Szepnął jedynie. Nie wiedział, co innego mógłby powiedzieć. Wydawało mu się to najbardziej stosowne i odpowiednie.
- Naprawdę nie masz za co. - Odetchnął. - Przemyślałem całą sytuację i to ja przepraszam, że zostawiłem Cię tu bez słowa. To była głupota. - Opuścił głowę i przymknął na chwilę oczy. - Ale tak jak obiecałem, już Cię nie zostawię i pomogę Ci. A teraz idź się umyj, ubierz, a ja w tym czasie pójdę Ci po śniadanie. Wiem, że zaniedbałeś odżywianie przez ostatnie dni. - Harry ponownie pokiwał tylko głową i posłusznie wstał, po czym udał się do łazienki.
Szatyn poszedł na stołówkę. Wziął jedną ze stosu tacek, podszedł do stolika i wziął trzy zapakowane kanapki, kilka owoców i ciepłą herbatę. Martwił się o młodszego chłopaka, wiedział, że jest mu ciężko, zaniedbał się tylko i wyłącznie przez niego.
Całość była toczącym się kołem. Harry miał wyrzuty sumienia, Louis również je miał. Harremu było przykro, że zawiódł swojego terapeutę oraz, że go skrzywdził. Lou natomiast pluł sobie w brodę przez to, że Harry cierpiał, że był sam i poległ. Było mu przykro, że płakał, że przechodził przez to wszystko, tylko i wyłącznie z jego powodu. Obaj wiedzieli, że muszą sobie wszystko wyjaśnić, jednak dla Harrego było to ciężkie ze względu na to, że musiał mówić. Już dawno doszedł do wniosku, że słowa w życiu nie są ważne, że nie wnoszą nic przełomowego do jego egzystencji. On ich nie potrzebował, bo dla niego liczyły się czyny, ale był jeden wyjątek, gdzie to słowa miały największe znaczenie. A ten wyjątek nazywał się Louis Tomlinson.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Mała, słuchaj nie możesz tak zakładać i się załamywać. Czytaj książki, jeśli serio to kochasz to będzie wszystko dobrze, tylko z czasem. Nic nie przychodzi od razu. Nikt nie każe Ci też pisać jakiś filozoficznych słów, które sama ledwo rozumiesz. Serio, czytaj opowiadania innych i troszkę wzoruj się na nich, inspiruj, jakkolwiek by tego nie nazwać. To Ci pomoże naprawdę. Jeśli nie masz dostępu do polskich książek to jest mnóstwo pdf na chomikuj.pl
Żartujesz dwa dni to mało :) Naprawdę jest świetny czekam na dalsze prompts bo może ktoś złożył ci ciekawą propozycję ^^ (tak btw uwielbiam czytać promts♥) Tak dobrze piszesz że z chęcią złożyłabym jeszcze jedną propozycję ale głupio by tak było :p
Już mam dwie, zaraz biorę się za pisanie. Pisz jeśli masz pomysły, naprawdę z chęcią wszystko napiszę. To tylko pomaga mi rozwinąć kreatywność i wyobraźnię. Wiesz, pewnego rodzaju wyzwanie, bo muszę wejść w czyjąś głowę i napisać tak, jakby pisał to autor pomysłu.
Hejo! xx Jejku dziękuję za prompt jest idealny ♥ Masz do tego smykałke i oh jejku uwielbiam tak słodkiego Harrego *.* Naprawdę nie wiem co mogę jeszcze napisać ale jest taki jak go sobie wyobrażałam :*** DZIĘKUJĘ JESZCZE RAZ xx
Hej, wybacz, że musiałaś czekać na niego dwa dni, ale musiałam się mocno zastanowić jak się do tego zabrać. Bardzo dziękuję za pozytywną opinię i niezmiernie mi miło, że sprostałam Twoim oczekiwaniom. I nie ma za co :)
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Hejo! xx Widzę że Przyjmujesz prosty to ja poproszę Larrego :) A więc H i L są przyjaciółmi ale H ma chłopaka który się nim bawi a na boku go zdradza. L jest zakochany w H ale nic mu nie mówi. Pewnego dnia H i L są na kawie i przylapują chłopaka H na zdradzie H jest załamany a L od razu rozlicza się z chłopakiem :p Potem L zabiera H do domu robi mu kąpiel a potem leżą na łóżku i L opiekuje się H który myśli że jest beznadziejny dlatego jego chłopak go zdradzał. Przytula go i mówi jaki jest wspaniały w pewnym momencie ryzykuje i delikatnie całuję H. Potem H pyta się co to było i L mówi mu że go kocha a H wtula się w niego i mówi że może to jeszcze nie miłość ale chcę temu dać szansę. Jak można prosić dużo flufu, dziękuje :))
Tytuł: You’re perfect to me
Autorka: Mylarreh
Ilość słów: 1567
Od Autorki: Mój pierwszy prompt, mam nadzieję, że wam się spodoba. Nie wiem, czy jestem dobra w pisaniu takich rzeczy, jednak postanowiłam się sprawdzić i spróbować. Zapraszam do czytania.
Jeśli macie jakieś pomysły śmiało piszcie, postaram się je zrealizować. Proszę o reblogi i serduszka jako wyraz pozytywnej opinii, będzie mi bardzo miło.
Ps. Jak podoba wam się wygląd bloga? Postanowiłam przede wszystkim postawić na przejrzystość, prostotę i łatwość czytania. Dodaję tu tylko tekst więc myślę, że czyta się w porządku. Jaka jest wasza opinia?
Wiecie jak to jest mieć najlepszego przyjaciela od dzieciństwa? Takiego najlepszego i jedynego, który zawsze pomoże, wesprze i poświęci ci czas. Takiego przyjaciela miał Louis. Z Harrym znali się od przedszkola i mimo trzyletniej różnicy wieku zawsze się dogadywali. Byli niczym bracia, nawet się tak nazywali.
Teraz, kiedy mieli po dwadzieścia i dwadzieścia trzy lata, nic się nie zmieniło.. No, może poza jednym aspektem. Lou kochał się w Harry, natomiast ten, oddał już swoje serce innemu mężczyźnie.
Szatyn, nie chciał mówić nic swojemu przyjacielowi, bowiem sądził, że tym mógłby zepsuć ich relacje. Po prostu akceptował jego związek z Benem. Mimo, iż nie trawił chłopaka starał się być zawsze miły i sympatyczny w stosunku do niego, aby nie dać po sobie nic poznać.
Chłopak widział jak Ben poniewiera Harrym, bawi się nim, traktuje jak rzecz. Bolało go to, wiedział, że nigdy nie obchodziłby się tak z zielonookim.
Twierdził jednak, że jeśli Harry jest z nim szczęśliwy, to on też jest, bo jego szczęście jest dla niego priorytetem.
Pewnego dnia Harry razem z Lou umówili się na kawę w ich ulubionej już od dawna kawiarni. Oboje usiedli przy stoliku i zamówili standardowy dla nich zestaw - czekoladowe ciasto i mrożona kawa o smaku karmelowym.
Oboje cieszyli się na to spotkanie, szczególnie starszy chłopak. Ostatnio spędzali ze sobą bardzo mało czasu, wszystko przez to, iż kędzierzawy poświęcał każdą wolną chwilę swojemu chłopakowi. Tomlinson to akceptował. Nie miał wyjścia.
Kiedy Ben wyjechał do swoich rodziców, do pobliskiego miasta wtedy przyjaciele mieli czas, aby się spotkać.
- I jak tam Hazz? Wszystko u ciebie w porządku? - Spytał starszy chłopak mieszając słomką w kawie.
- Jasne. Wszystko okej. - Skinął głową z uśmiechem na twarzy, po czym zaczesał włosy.
- Układa ci się z Benem? Ostatnio mało, co o nim mówisz. - Wziął kawałek ciasta do ust i spojrzał na przyjaciela.
- Tak, wydaje mi się, że nam się układa. Wiesz, raczej nie mamy żadnych większych konfliktów.
Zadzwonił dzwoneczek oznajmiający, że ktoś otworzył drzwi frontowe i właśnie wchodził. Lou odruchowo zerknął na drzwi. Wstrząsnęło nim. Do kawiarni wszedł Ben trzymając za rękę jakiegoś dupka z zarostem na twarzy. Przeniósł powoli wzrok na Harrego.
- Hazz.. - Pokazał ostrożnie palcem za plecy chłopaka. - Czy to..
Chłopak spojrzał za siebie, w jego oczach pojawiły się łzy.
- Ben. - Dokończył szeptem wyższy. Wstał, jednak nie wiedział, co ma zrobić. Widok jaki go spotkał sparaliżował ciało kędzierzawego. Jego miłość właśnie pocałowała chłopaka i to wcale nie był Harry.
Lou od razu wstał i podszedł do Harrego w geście wsparcia potarł jego plecy.
- Ja go zabije. - Pokręcił wolno głową i podszedł do stolika, gdzie siedział Ben wraz z obcym mężczyzną.
Wszystko działo się szybko. Krzyk Stylesa, wylana kawa na głowę chłopaka, a następnie kilka ciosów z pięści, które Ben przyjął od niebieskookiego.
- Nie chcę cię więcej widzieć, słyszysz?! Zabierz swoje szmaty z mojego mieszkania i wypieprzaj! - Harry krzyknął przez łzy. - Ty niewierny kutasie! - Uderzył go w twarz, chciał wykonać jeszcze więcej ciosów, jednak Louis powstrzymał go od tego, odciągając za ramiona.
-Hazz, już starczy, chodź. Nie warto. - Pokręcił głową. - Chodź. - Pociągnął chłopaka, a ten nie protestując, po prostu poszedł za nim. Wyszli z kawiarni i wsiedli do samochodu starszego. Harry siedział z rękoma w dłoniach i płakał. Łkał tak głośno, że rozbolała go głowa. Lou, z bólem serca przytulił pocieszająco przyjaciela.
Po niespełna piętnastu minutach oboje znaleźli się w mieszkaniu szatyna. Zielonooki wziąż płakał mamrocząc, że jest beznadziejny i do niczego. Załamał się, nie rozumiał czemu spotkała go tak straszna rzecz. Kochał Bena, a ten zrobił mu takie świństwo. Nie mógł pogodzić się z tym, że jego chłopak go zdradził.
- Lou.. - Załkał. - M-mogę zostać u ciebie na noc? Ja nie chcę wracać do mojego mieszkania. - Łzy spłynęly mu po policzkach. - Ja nie chcę już tam mieszkać. - Pokręcił głową i otarł kolejną porcję łez.
- Jasne, że tak. Wiesz, że jeśli chcesz możesz tu zamieszkać. - Usiadł obok niego na łóżku i pogładził plecy przyjaciela. - Co ty na to, żebym przygotował ci kąpiel, hm? Odprężysz się trochę, potem zrobię ci coś do jedzenia.. - Zagryzł wargę, Harry pokiwał delikatnie głową.
- Jestem taki beznadziejny.. Nie byłem wystarczająco dobry. - Zapłakał. - To dlatego znalazł sobie nowego. Na pewno dlatego. - Zacisnął dłonie na kołdrze.
- Nie mów tak Hazz, to zwykły kutas, który cię wykorzystał. Zapomnij o nim, tak będzie najlepiej. - Wstał i pocałował ją w czoło. Ujął jego twarz w dłonie i uniósł do góry, tak aby ten mógł na niego spojrzeć. - On nie był ciebie wart, uwierz mi. - Uśmiechnął się pokrzepiająco i poszedł do łazienki.
Serce pękało mu widząc jak przyaciel wciąż płacze i rozpacza, że jest beznadziejny. Kiedy tak naprawdę, był najwspanialszym człowiekiem na całej kuli ziemskiej. Z drugiej strony cieszył, iż Bena już nie ma w ich życiu. Zniknął i znów są tylko razem. Jak najlepsi przyjaciele lub może niebawem jako coś więcej.
Louis kochał Harrego całym swoim secem. Każda cząsteczka należała do chłopaka. Był on najważniejszą osobą w jego życiu już od ponad piętnastu lat. Kochał go jako młodszego brata, przyjaciela, chłopaka. Kochał jego oczy, długie rzęsy, szmaragdowe tęczówki i zawsze rozszerzone źrenice, przez co oczy wydawały się być większe. Kochał jego usta, w ciemnym odcieniu różu, pełne i wydatne, kochał to jak układają się w szeroki uśmiech, czy grymas niezadowolenia. Kochał jak jęczał, że jest głodny albo głośno śpiewał chcąc go zdenerwować. Kochał jego policzki, zawsze ciepłe, często zarumienione od śmiechu, czasem od zimna. Kochał je dotykać, muskać palcami, kiedy leżeli na kanapie i oglądali film.
Louis napuścił do wanny gorącej wody, zrobił dużą pianę i wlał kilka olejków, które zawsze uspokajały go dzięki swojemu zapachowi. Zapalił jedynie małe świeczki i puścił cicho muzykę z laptopa. Położył na półce świeże ręczniki. Uśmiechnął się na to wszystko. Postarał się, chciał aby jego przyjaciel odpoczął. Zapomniał na chwilę o otaczającym go świecie i po prostu się odprężył.
Wyszedł z pomieszczenia i złapał za rękę zielonookiego. Ten zerknął na niego zaszklonymi oczami.
- Chodź Hazz, musisz odpocząć. - Pociąnął go, a ten wstał. - Siedź tam ile ci się podoba, okej? - Odgarnął jego włosy, po czym uśmiechnął się delikatnie.
- D-dobrze.. - Pokiwał głową i powoli poszedł do łazienki.
Minęła godzina, może półtorej. Lou zapukał kilka razy do drzwi.
- Harry, wszystko w porządku? - Spytał z troską w głosie.
Młodszy chłopak przysnął w wannie. Ocknął się, kiedy usłyszał pukanie.
- T-tak. - Wychrypiał. - Za chwilkę wyjdę. - Ruszył zdrętwiałymi nogami i podniósł się do pozycji siedzącej.
- W takim razie nakładam już jedzenie. - Odpowiedział spokojnie starszy i wrócił do kuchni.
Harry wyszedł z łazienki ubrany jedynie w bokserki. Usiadł przy stolę patrząc wciąż w jeden punkt. Z mokrych włosów kapała woda. Kropelki sunęły po jego ramionach i klatce piersiowej zostawiając wilgotne ślady na skórze. Tatuaże chłopaka iskrzyły przez to w świetle kuchennych światełek.
Był przybity, przygnębiony, rozsypany. Wraz z tym, co zobaczył w kawiarni jego serce roztrzaskało się na kawałeczki. Jeszcze nie wiedział jak poradzi sobie z tym wszystkim. Nie chciał mieszkać w swoim mieszkaniu, które dzielił ze swoim chłopakiem. Wszystko kojarzyłoby mu się tylko z nim, wspomnienia wziąż by wracały, wszystko byłoby jak rozdrapywanie głębokiej rany. Harry był głupi kochając kogoś, kto tak po prostu się nim bawił. Teraz już sobie to uświadomił. Nie chciał popełnić drugi raz tego samego błędu. Mimo to, zdawał sobie sprawę, że serce nie sługa. Szczególnie jego serce, z tendencją do szybkiego zakochiwania się, za co serdecznie się nienawidził.
Oboje w ciszy zjedli kolację. Słychać było jedynie ciche uderzenia sztućcy o talerze. Styles nie chciał rozmawiać, nie w tym momencie. Jego przyjaciel to rozumiał, znał go doskonale, przez co nawet nie podejmował rozmowy. Chłopacy rozumieli się bez słów, jedna wymiana spojrzeń była u nich zastępstwem dla dziesięciominutowej rozmowy.
Po zjedzeniu kolacji położyli się na łóżku w sypialni starszego. Często to robili po jedzeniu. Po prostu leżeli obok siebie i odpoczywali jednocześnie rozmawiając na mało istotne tematy.
- Lou, ja nie dam bez niego rady. - Szepnął kędzierzawy starając się znów nie rozkleić. - Jestem taki do dupy. - Głos mu się załamał. - Czemu nie mogę być lepszy? - Spojrzał na niego załzawionymi oczami. Tomlinson przytulił przyjaciela i pogładził jego plecy.
- Nie jesteś beznadziejny Hazz. Nie jesteś też do dupy. Jesteś najlepszy na świecie, wiesz? - Szeptał mu we włosy. - I mimo, że teraz tak nie uważasz i wydaje ci się, że jest inaczej, to uwierz mi, jest tak jak ja mówię. To on nie zasługiwał na ciebie, a nie ty na niego. To zwykły chuj, zrozum to. - Masował tył jego głowy, starając się aby było mu jak najlepiej. - Jesteś perfekcyjny Hazz. W każdym detalu. Twoje ciało, twój głos, twoje ruchy, charakter, śmiech, mimika, wszystko.. Wszystko jest w tobie perfekcyjne. - Przymknął oczy. - Dla mnie. - Dodał prawie niesłyszalnie. Chłopak wziął drżący oddech i ujął w dłonie twarz przyjaciela. - Jesteś najwspanialszym człowiekiem jakiego znam. Najlepszym. - Potarł swoim nosem o jego.
Harry zamknął oczy, z których wydobyło się kilka łez wzruszenia. Jeszcze nigdy nie usłyszał tak pięknych słów od kogokolwiek. Szatyn zbliżył bardziej swoją twarz, do twarzy młodszego i musnął jego usta. Odczekał kilka sekund. Harry nie protestował, więc pocałował go jeszcze raz, mocniej i czulej, przekładając na niego wszystkie swoje uczucia i emocje.
Pocałunek nie trwał długo, jednak była zawarta w nim miłość, jaką Louis pragnął przekazać brunetowi.
- Co to było Lou? - Spytał cichutko młodszy chłopak patrząc prosto w niebieskie oczy chłopaka.
- Wyraz.. Wyraz mojej miłości Hazz.. - Nabrał powietrza, a razem z nim odrobinę pewności siebie. - Kocham cię, całym sercem cię kocham. - Przejechał kciukiem po jego policzku.
Harry przytulił się do chłopaka chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Uśmiechnął się delikatnie w jego skórę.
- Spróbujmy Lou. - Pocałował go delikatnie w obojczyk i przymknął oczy.
Hejka! Miałam napisać Ci moją opinię i piszę ją tutaj, bo na tt zapewne bym się nie zmieściła nawet w 5 tweetach...cóż, muszę stwierdzić, że świetnie mi się czytało twojego one shota i aż ogarnął mnie smutek jak dobrnęłam do końca. Uwielbiam tematykę szkolną i szkoda, że nie napisałaś ff, ponieważ Lou w roli nauczyciela od angielskiego powalił mnie na łopatki :D małe uwagi: popracuj nad interpunkcją i troszkę nad słownictwem, a będzie naprawdę dobrze! Miłego dnia xx @thelouboo
Bardzo mi miło, że spodobał Ci się mój shot. FF może i byłoby dobrym rozwiązaniem, jednak ja i pisanie czegoś na dłuższą metę to ciężka sprawa. Staram się zakończyć jedno opowiadanie i być może, jeśli wpadnie mi jakiś super, mega pomysł to napiszę drugie. Na razie chcę się skupić na shotach, bo je się lepiej czyta i więcej osób ma na nie 'zapotrzebowanie' (?) Dziękuję również za uwagi. Przejrzę jeszcze raz ten tekst i poprawię, co mogę.
Myślę, ze na początku przyszłego tygodnia. Mam napisane w zanadrzu trzy rozdziały, w tym tygodniu planuje napisać jeszcze chociaz dwa i wtedy juz postaram się regularnie dodawać co tydzień, az do końca opowiadania.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
Opis: Harry to zapalony miłośnik Szekspira marzący o studiach na uniwersytecie, gdzie będzie studiował swoją ukochaną filologię. Louis to nowy nauczyciel w szkole, do której uczęszcza zielonooki brunet. Ich drogi krzyżują się już na początku roku szkolnego. Co wyjdzie ze znajomości nowego nauczyciela i wzorowego ucznia angielskiego?
Od Autorki: Napiszę tylko tyle, ze wracam do was z kolejną dawką Larrego. Mam nadzieję, ze poniższy tekst spodoba wam się i zachęci do przeczytania reszty moich prac. Zapraszam do komentowania, reblogowania oraz serduszkowania. To dla mnie wiele znaczy i mocno motywuje do dalszego pisania.
Początek września, ostatni rok edukacji w szkole średniej. Harry już podjął decyzję, co do dalszej nauki na studiach. Już od jakiegoś czasu myślał, aby iść w kierunku filologii angielskiej i tak właśnie zdecydował. Uwielbiał angielski. Uwielbiał literaturę, zawsze czytanie wierszy i ich analizowanie sprzyjało mu przyjemność. Nie miał z tym większych problemów, wiec stwierdził czemu nie. Miał dobry kontakt z innymi ludźmi. Uważał, że posiada preferencje do zostania nauczycielem lub wykładowcą na jakimś uniwersytecie.
Harry lubił tak bardzo ten przedmiot chyba ze względu na swoją nauczycielkę. Starsza kobieta po pięćdziesiątce. Bardzo spokojna i wyrozumiała. Potrafiła wysłuchać swoich uczniów, poświęcała się pracy, dlatego też była tak bardzo szanowaną osobą w szkole. Miała fantastyczny kontakt z uczniami i mimo wieku dobrze się z nimi rozumiała.
Pierwszy dzień szkoły, pierwsza lekcja na jaką Harry miał iść był właśnie jego ulubiony angielski. Chyba cieszył się na powrót do tego miejsca tylko i wyłącznie ze względu na ten przedmiot. Usiadł w klasie jak zawsze w tej samej ławce. Pierwszej w środkowym rzędzie. Lubił tam siedzieć, miał wtedy dobry kontakt ze swoją nauczycielką i mógł skupić się na lekcji.
Rozpakował książki i zeszyt. Wziął ołówek do ręki i obracał go między palcami, czekając na dzwonek. Zielonooki chłopak może i nie był fenomenalnym uczniem, jednak lubił naukę na tyle, żeby zdobywać pozytywne oceny. Było to sprawą nie tyle chęci do nauki, co inteligencji chłopaka. Bardzo dużo zapamiętywał z lekcji, był oczytanym człowiekiem. Interesował się z reguły wszystkim, co go otaczało i tym sposobem uczenie się nie przysparzało mu większych problemów.
Zadzwonił dzwonek. Brunet wyprostował się i patrzył na drzwi czekając na swoją nauczycielkę. Ku jego zdziwieniu, kiedy drzwi się otworzyły chłopak nie ujrzał starszej kobiety, a młodego mężczyznę, średniego wzrostu, z lekkim zarostem, włosami zaczesanymi na bok. Był ubrany w ciemnych kolorach. Czarna marynarka przykrywała burgundowy, obcisły golf. Na nogach miał czarne, obcisłe, wąskie spodnie z podwiniętymi nogawkami, a na stopach ciemnobrązowe eleganckie buty. W ręku natomiast trzymał skórzana teczkę. Cała klasa wstała i przywitała mężczyznę.
Widać było po wyglądzie chłopaka, że nie miał jeszcze skończonych trzydziestu lat. Jak na oko Harrego mógł skończyć dwudziesty siódmy rok życia.
- Witam państwa serdecznie w nowym roku szkolnym. Nazywam się Louis Tomlinson i będę w tym roku uczył was języka angielskiego. - Powiedział nauczyciel po odłożeniu teczki na duże, drewniane biurko.
Harry zagotował się od środka. Jak to do cholery będzie go uczył ktoś inny niż pani Montgomery.
- Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie ma tu z wami pani Montgomery. - Spojrzał po całej klasie. - Otóż, wasza nauczycielka została przeniesiona do innej szkoły niedaleko naszego miasta. Naprawdę bardzo mi przykro z tego powodu, lecz mam również nadzieję, że ten rok spędzony ze mną będzie przez was miło wspominany. - Uśmiechnął się.
- Oczywiście. - Warknął pod nosem Harry, patrząc na ławkę. Louis jedynie zmierzył wzrokiem chłopaka i puścił tą uwagę mimo uszu.
- Dobrze, więc zaczynamy lekcję. - Powiedział po kilku chwilach i otworzył podręcznik.
Kędzierzawy nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał na początku lekcji. Jak? Przecież to niedorzeczne, żeby zmieniać nauczyciela w ostatnim roku nauki. Harremu od samego początku nie podobała się perspektywa edukacji z innym, obcym nauczycielem. Było to dla niego coś nie do zniesienia. Od razu nastawił się negatywnie do nowego nauczyciela i nie miał najmniejszego zamiaru być choć odrobinę aktywny na lekcjach. Miała to być forma jego wewnętrznego protestu na całą zmianę.
Minął miesiąc, może dwa. Harry nadal był źle nastawiony do pana Tomlinsona. Mimo, że podobała mu się forma, w jakiej prowadził zajęcia, nie potrafił się przełamać i zachowywać tak jak w poprzednich latach. Nawet po kilkunastu dniach zmienił ławkę z pierwszej na ostatnią. Nie skupiał się szczególnie na lekcjach, często rysował coś na końcu zeszytu lub uczył się na inne przedmioty. Wracał do domu i przerabiał materiał ze szkoły przy swoim biurku w pokoju.
Powoli zaczynał go męczyć ten przedmiot. Z ulubionego stał się znienawidzony, a to wszystko za sprawą nowego nauczyciela. Kiedy przyszło do napisania pierwszego eseju, chłopak jak zwykle przyłożył się do pracy jak tylko mógł. Mimo, że nie znosił angielskiego, zależało mu na ocenach. Jak to miał w zwyczaju rozpisał się na kilka stron. Był przekonany, że z pracy dostanie ocenę bardzo dobrą, tak jak było to za czasów pani Montgomery.
Kiedy przyszedł czas oddawania prac, Harry wziął swoją pracę ręki. Jego źrenice rozszerzyły się, a tęczówki pociemniały. Otworzył lekko usta. Był wściekły, a jednocześnie zaskoczony. Zobaczył wielkie, czerwone D na swojej kartce. Myślał, że wybuchnie, albo rzuci się z rękoma na swojego nauczyciela. Jakim cudem ten dupek postawił mu tak słabą ocenę?! Nienawidził go. Z dnia na dzień coraz bardziej jego uczucie się pogłębiało.
Przewertował kartki na ostatnią stronę i przeczytał uzasadnienie napisane przez pana Tomlinsona.
‚ Praca długa i wyczerpująca. Język poprawny, jednak zbyt potoczny. W pracy znalazło się wiele zbędnych wątków niedotyczących głównego tematu. Esej mimo, że napisany na cztery kartki nie do końca zgadzał się z poleceniem.’
- Jak się kurwa nie zgadzał? - Warknął bezsilnie sam do siebie. Louis podszedł do chłopaka i oparł się o jego ławkę.
- Coś nie tak Harry? - Spytał unosząc brwi.
- Wszystko jest nie tak. Moja praca nie zasługuje na taką niską ocenę. - Spojrzał na niego mówiąc z wściekłością.
- Według mnie jak najbardziej zasługuje. Poza tym, może gdybyś bardziej uważał na lekcjach i słuchał tego, co mówię dostałbyś wyższą ocenę. - Powiedział z obojętnością. - Po prostu na następny raz postaraj się bardziej, może będzie C - Uśmiechnął się złośliwie i odszedł od niego.
Harry pokazał mu tylko w środkowy palec i odłożył pracę. Wiedział, że jeśli będzie sie trzymać na takich ocenach cały rok może pomarzyć sobie o swoich wymarzonych studiach. Był zmieszany, nie wiedział, co robić. Nienawidził z całego serca swojego nauczyciela, a wiedział, że daje z siebie wszystko na testach, czy przy pisaniu prac. Mimo to, ten dupek oceniał go swoim systemem, a on nie miał na to najmniejszego wpływu.
Minęło kolejnych kilka tygodni, w których Styles został obdarowany kilkoma miernymi ocenami przez swojego nauczyciela, pana Tomlinsona. Brunet chodził przez ostatni czas jak tykająca bomba. Wszystko go denerwowało, każde niewłaściwe słowo skierowane w jego stronę powodowało, że chłopak krzyczał i klną. To nie było w jego stylu. Z reguły był spokojnym człowiekiem.
Przyszedł czas na kolejne wypracowanie, już piąte z rzędu, za które Harry dostał D na pół strony. Nie odezwał się ani słowem, nie skomentował nawet tego, tak jak miał to w zwyczaju. Chciał poczekać do końca lekcji. Po prostu zerknął na ocenę, podpisał się swoim nazwiskiem i odłożył kartki na róg ławki.
Kiedy zadzwonił dzwonek, a wszyscy uczniowie spakowali swoje podręczniki i wyszli z klasy, Harry podszedł do biurka. Louis siedział spokojnie i zapisywał temat lekcji w dzienniku. Młodszy chłopak poczekał chwilę, aż ten zainteresuje się jego obecnością.
- Czego chcesz Styles? Znów się nie zgadzasz ze swoją oceną? - Uniósł jedną brew.
- Co jest z panem nie tak?! - Położył dłonie na blacie i spojrzał mu prosto w oczy.
- Ze mną? Zastanów się, co jest nie tak z tobą chłopcze. - Odłożył długopis i oparł się o plecami o oparcie.
- Ze mną jest wszystko w porządku. Od pieprzonej podstawówki dostawałem z angielskiego same najlepsze oceny. Co roku miałem wyróżnienie. Wygrałem niejeden konkurs. A tylko u pana mam do cholery mierne. - Powiedział poddenerwowany, jednak za wszelką cenę chciał zachować spokój.
- Słuchaj, oceniam cię na takie oceny, na jakie zasługujesz. To, że byłeś pieszczony przez tyle lat to już nie mój problem. Masz się dostosować do mojego systemu, a jeśli nie, to po prostu masz pecha. - Skrzyżował ręce na piersi.
- Jak mam się dostosować, jak pan ma jakiś swój wymyślony i swoją drogą bardzo popieprzony system oceniania. - Wyrzucił ręce w powietrze. Powoli tracił cierpliwość.
- Jestem świeżo po studiach. Doskonale wiem jak są oceniane pracę przez wykładowców, oceniam wasze wypracowania właśnie w ten sposób. Nie jestem głupi i sam sobie nie wymyśliłem tych kryteriów. Wiem, czego oczekują od studentów profesorzy. Wiem jakich sformułowań powinno się unikać i wiem również jakim językiem powinno się pisać. Chcę ci pomóc dzieciaku. - Wstał i oparł się rękoma o blat. - Wiem, że chcesz studiować filologię. Rozmawiałem z panią Montgomery i jestem zorientowany w wiedzy większości uczniów. Wiem, że masz potencjał, ale nie potrafisz go wykorzystać i uwierz mi, bawienie się w Picasso, siedząc w ostatniej ławce na moich lekcjach ci w tym nie pomoże. - Nachylił się nad nim. - Twoja wściekłość również. Więc opanuj się, bo złością niczego nie załatwisz. - Wymusił uśmiech i odsunął się.
- Więc co mam zrobić? - Uniósł brwi. - Panie wszystkowiedzący..
- Przychodzić do mnie za dodatkowe zajęcia we wtorki i czwartki po lekcjach, w tej sali. - Zapiął teczkę. - A teraz zapraszam na korytarz. Muszę iść na swój dyżur. - Pokazał ręką na drzwi. - I na przyszłość, radzę mieć w sobie więcej pokory do ludzi postawionych nad tobą. Pamiętaj, że mogą zrobić z tobą, co tylko chcą. - Uśmiechnął się do siebie po czym wziął do ręki klucze od sali i wyszedł z niej.
Harry nic nie mówiąc wyszedł za nim i szybkim krokiem udał się na szkolny dziedziniec, aby ochłonąć po tej rozmowie. Usiadł na ławce i odetchnął głośno. Nie potrafił sobie wyobrazić ich współpracy. Jakiejkolwiek.. Żywił do niego taką nienawiść, że z chęcią wziąłby młotek i uderzył go mocno w głowę.
To fakt, Styles miał czasem problemy z pohamowaniem emocji, jednak starał się jak mógł. Tak było i tym razem. Oparł się o oparcie drewnianej ławki i odchylił głowę, pozwalając słońcu ogrzać jego twarz. Mimo iż był październik w Anglii było stosunkowo ciepło. Temperatura pozwalała na ubieranie jedynie bluz, a słońce wciąż dawało o sobie znać w postaci przebijających przez chmury promieni.
Harry zamknął oczy chcąc jak najbardziej się uspokoić i wyciszyć. Myślał wciąż o tym, co powiedział jego nauczyciel. Fakt, że chłopak miał spędzać dodatkowe godziny po szkole ze swoim nauczycielem przytłaczała go, jednak wiedział, iż musi dążyć do swojego celu, nie patrzeć na nikogo innego. Tak naprawdę było to w jego interesie, żeby chodzić na dodatkowe zajęcia i poświęcać jeszcze więcej czasu na angielski. Pan Tomlinson wyrażał jedynie swoją dobrą wolę pomagając uczniom poza godzinami swojej pracy.
Przez chwilę w głowie kędzierzawego pojawiła się myśl, że może Louis nie jest taki zły jak mu się wydaje. Zaśmiał się po chwili sam do siebie, słysząc w swoim umyśle ten absurd.
Postanowił przemyśleć całą kwestie dodatkowych zajęć i zadecydować o tym w najbliższych dniach.
Poniedziałek rano. Harry szedł przez korytarz do swojej szafki, aby wyjąć z niej potrzebne na ten dzień książki. Jak zwykle nie był w humorze. Odkluczył szafkę i otworzył ją.
- A ty co Styles? Nikt nie chciał ci dać dupy? - Zaśmiał się jeden z chłopaków, którzy podeszli do niego.
- Spierdalaj John. - Wyjął kilka podręczników i schował je do plecaka.
- Nikomu nie obciągnąłeś? Naprawdę nasza szkolna męska dziwka nic nie zaliczyła? - Uniósł brwi, na co reszta się zaśmiała.
- Powiedziałem spierdalaj. - Spojrzał na niego i zamknął szafkę, po czym odszedł.
- Pieprzony pedał! - Zawołał za nim.
Chłopak tylko warknął coś pod nosem i poszedł przed siebie do klasy, gdzie miał lekcje. Całej sytuacji przyglądał się nauczyciel angielskiego. Czyżby jego uczeń był homoseksualny? - Zadał sobie w głowie to pytanie. Na to wychodzi. Uśmiechnął się do siebie. A gdy zadzwonił dzwonek poszedł do pokoju nauczycielskiego.
Pan Tomlinson we wtorek przed godziną czternastą skończył swoje lekcje. Poszedł do automatu z gorącymi napojami i czekając aż jego kawa zrobi się do końca, rozejrzał się po korytarzu. Zobaczył swojego kędzierzawego ucznia.
- Styles! - Zawołał za nim.
Harry słysząc ten irytujący głos. Przymknął na moment oczy, otworzył je i odwrócił się do swojego nauczyciela.
- Słucham? - Podszedł do niego bliżej. Spodziewał się, że ten spyta go o zajęcia i tak też się stało.
- Zdecydowałeś się? - Wyjął kubek z automatu. - Będziesz chodzić do mnie na zajęcia? - Upił malutki łyk gorącego płynu po czym oblizał powoli usta, czyszcząc je z białej pianki.
Zielonooki przełknął głośno ślinę widząc to, co właśnie zrobił jego nauczyciel. Czemu do cholery poczuł gorące uderzenie? Co.. Co to miało znaczyć?
- T- Tak. - Pokiwał powoli głową. - Chciałem tylko zanieść książki do szafki i iść do pana. - Pokazał palcem za siebie.
- To leć, ja czekam na ciebie w klasie. - Kiwnął mu i poszedł z powrotem do klasy.
Zajęcia minęły szybciej niż Harry mógł się spodziewać, a co było dziwniejsze, minęły one w całkiem przyjaznej atmosferze. Nawet nie przeszkadzało mu to, że jest sam na sam ze swoim nauczycielem przez całe dwie godziny. Przerobili kilka krótkich tekstów i zrobili do tego zadania.
Wszystko wyglądało zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażał. Widział jedynie złośliwego Tomlinsona docinającego mu przy każdej okazji. Z lekcji na lekcję zaczął zauważać zalety w swoim nauczycielu. Po prostu wcześniej nie rozumiał, że mężczyzna jedynie gra złośliwego, aby uczniowie mieli do niego respekt. To było dosyć mądre zachowanie z jego strony. W końcu zbudował sobie przez to szacunek, jedynie przez niecałe trzy miesiące pracy w tej szkole.
W ciągu kolejnych tygodni relacja między nauczycielem i Harrym zmieniła się diametralnie. Przez to, że spędzali ze sobą tak wiele czasu zbliżyli się do siebie. Kiedy młodszy chłopak dowiedział się, że wtorkowe zajęcia są organizowane tylko dla niego, uśmiechnął się szeroko w duchu, wiedząc jak bardzo Louisowi zależy na dalszej karierze swojego ucznia.
Harry jako uczeń również przeszedł przemianę. Wrócił na pierwszą ławkę i udzielał się w lekcjach tak jak to miał wcześniej w zwyczaju. Jego podejście do przedmiotu znów zmieniło się na pozytywną stronę. Polubił też swojego nauczyciela. Nie tylko jako kogoś, kto przekazywał mu wiedzę, ale także jako człowieka. Zwykłą osobę, z poczuciem humoru, z którą można sobie porozmawiać nie tylko na temat twórczości Szekspira, czy losów Makbeta, ale również na tematy bardziej przyziemne. Chłopak z czasem zaczął czuć się bardzo swobodnie w obecności Louisa. Stawał się on bardziej kolegą, a to bardzo podobało się kędzierzawemu.
Harry zaskakiwał siebie coraz bardziej. Niekontrolowanie zaczął zauważać w swoim nauczycielu dziwne detale, małe rzeczy, na które nikt nie zwróciłby uwagi. Fascynował się tym. Zobaczył pana Tomlinsona w zupełnie innym świetle. Patrzył na niego przez pryzmat.. Partnera? Tak, to chyba trafne określenie.
Siedząc na lekcjach często wpatrywał się w mężczyznę. Widział jego długie palce, którymi aż zanadto manewrował podczas lekcji. Patrzył na jego twarz. Zdecydowanie ona fascynowała go najbardziej. Wąskie, ciemnoróżowe usta, wyraźne kości policzkowe, lekki zarost, który swoją drogą bardzo działał na dolne partie ciała Harrego. Lubił wpatrywać się w jego oczy. Wiecznie skupione na czymś, niebieskie, tak cholernie intensywnie niebieskie tęczówki, które przeszywały go na wskroś za każdym razem, kiedy zerknął na kędzierzawego. Jednak najbardziej uwielbiał patrzeć na uśmiech szatyna. Był wyjątkowy. Jedyny w swoim rodzaju. Mimo, że Louis nie uśmiechał się aż tak często. Harry zawsze wariował przy każdym, nawet najmniejszym uśmieszku.
Mijał miesiąc za miesiącem, powoli zbliżał się maj. Miesiąc, w którym był bal ostatnich klas i bardzo ważny konkurs z angielskiego. Harry jako jeden z uczestników, pilnie przykładał się do nauki. Spotykał się ze swoim nauczycielem prawie dzień w dzień po lekcjach. Siedzieli w sali po dwie czasem nawet trzy godziny i przerabiali zakres materiału potrzebny do olimpiady. Chłopak wiedział, że to bardzo ważne wydarzenie, bowiem dzięki pierwszemu miejscu otwierały mu się drzwi na wymarzone studia.
Podczas jednych z zajęć oboje zaczęli rozmawiać na temat zbliżającego się balu. Okazało się, że pan Tomlinson jest czynnie zaangażowany w organizacje całej imprezy. Osobiście zajmował się wszystkimi dekoracjami i wystrojem sali.
- A Ty Harry z kim się wybierasz na bal? - Spytał Louis wertując kartki w poszukiwaniu odpowiedniego tekstu. Był ciekaw, czy zaprosił jakąś dziewczynę, czy może przyjdzie ze swoim chłopakiem.
- Naprawdę myśli pan, że ktokolwiek chce iść z pedałem na bal? - Uniósł brwi i zaśmiał się.
Louis spojrzał na niego i wzruszył ramionami.
- Fajny z ciebie chłopak, jakie to ma znaczenie?
- Widocznie ma i to wielkie. - Obracał ołówek między palcami.
- Zależy dla kogo. - Spojrzał na niego i uśmiechnął się, po czym wyjął odpowiedni tekst z pliku kartek.
Harry siedział chwilę w ciszy i jak zwykle wpatrywał się w swojego nauczyciela.
- Ile ma pan w domu marynarek? - Wypalił bez namysłu, jednocześnie wymierzając sobie mentalny policzek za głupotę jaką puścił w tamtym momencie.
- Co? - Spytał zdezorientowany.
- Um.. No wie pan.. Od początku nie nosi pan nic innego niż marynarki. - Wzruszył ramionami. - Po prostu zastanawiam się ile ich pan ma.
- Aż tak mi się przyglądasz Styles? - Skrzyżował ręce na piersi.
- N-nie.. To znaczy, po prostu codziennie się widzimy, gdyby miałby coś innego.. No po prostu trudno tego nie zauważyć. - Próbował mieć obojętny ton.
Szatyn pokręcił rozbawiony głową.
- Mam ponad dziesięć marynarek. Nie wiem, nigdy nie liczyłem. - Podszedł do niego i podał mu kartkę z fragmentem szekspirowskiego tekstu. - Przeczytaj to dzieciaku, a potem będziemy robić zadania.
Harry pokiwał głową wyraźnie speszony i od razu opuścił głowę zasłaniając twarz włosami, po czym wczytał się w tekst.
Niecałe dwa tygodnie później kędzierzawy był już po testach i czekał na szczegółowe wyniki. Był dobrej myśli, czuł się zdecydowanie przygotowany. Uważał, że po takiej ilości czasu jaką spędził na nauce musiałby naprawdę źle trafić na zadania, żeby nie zaliczyć całości. Wszystko było jednak w porządku. Z odpowiedzi jakie zapamiętał wynikało, że zdecydowana większość była trafna. Chłopak bardzo cieszył się, że prawdopodobnie spełni swoje marzenie i pójdzie na dobre studia.
Nadszedł wielki dzień dla każdego ucznia ostatniej klasy - bal maturalny. Większość osób przygotowywała się na niego już od dłuższego czasu. Dziewczyny gubiły kilka zbędnych kilogramów, a chłopacy chodzili na siłownie. Wszyscy chcieli wyglądać jak najlepiej, bowiem jest to pamiątka na całe życie.
Harry szczególnie nie przejmował się tym wszystkim. Zależało mu jedynie na dobrze skrojonym garniturze i wygodnych butach. Wiedział, że nigdy nie będzie bardzo umięśniony i jego wygląd mu nie przeszkadzał. Po prostu nie miał sobie wiele do zarzucenia. Garnitur jaki kupił był bardzo elegancki. Czarny, idealnie uszyty, z wąskimi nogawkami. Miał do tego białą, rozpiętą koszulę oraz marynarkę, której rękawy podciągnął na wysokość łokci. Czuł się swobodnie, a to było dla niego najważniejsze. Na stopach miał również czarne, skórzane sztyblety, które perfekcyjnie wpasowały się w całość stroju. Włosy miał jak zwykle zaczesane do tyłu i na bok .
Okazało się również, że chłopak dobrej koleżanki z klasy się rozchorował i leży w szpitalu, a ta tym samym straciła partnera na bal. Harry stał się jedynym potencjalnym chłopakiem, który a)nie śmierdział b)nie był obleśnym grubasem c)nie chciał zaciągnąć każdego do łóżka. Chłopak przyjął propozycję Rosie.
Cieszył się, że ma z kim iść na imprezę, jednak było mu też przykro, bowiem pragnął tak ważne wydarzenie dzielić ze swoim chłopakiem. Pojawiła się tu jednak jedna przeszkoda, która kategorycznie to wykluczała. Harry nie miał chłopaka.
Elegancko ubrany, z bukieterką małych, białych kwiatuszków w kieszeni marynarki pojechał pod dom swojej partnerki. Ta od razu wyszła z mieszkania i wsiadła do samochodu zielonookiego.
Rosie, była jedną z tych dziewczyn, którym nie zależało na idealnym wyglądzie. Naturalnie, sama w sobie była bardzo urodziwa. Włosy ciemnobrązowe, sięgające do ramion, wydatne usta, mały, lekko zadarty nos i ciemne, duże oczy. W tamten dzień miała lekki makijaż, jednynie wyraźnie zaznaczone usta ciemnoczerwoną szminką rzucały się w oczy, włosy luźno spięte z tyłu z kilkoma kosmykami wpuszczonymi z przodu . Sukienkę miała długą, sięgającą do ziemi.
- No, no Styles - Rosie zmierzyła go wzrokiem, kiedy wysiedli już z samochodu i szli w stronę wejścia na salę. - Powiem ci, że wyglądasz dzisiaj bardzo seksownie. Masz zamiar kogoś wyrwać? - Poruszyła brwiami śmiejąc się.
- Może.. - Powiedział z udawaną tajemniczością w głosie i również zawtórował jej śmiechem.
- Zdecydowanie kogoś potrzebujesz Harry, wszyscy z naszych znajomych mają swoje drugie połówki, a ty jako jedyny jesteś taki samotny. Musisz się postarać. - Poklepała go po plecach.
- Łatwo ci mówić. - Westchnął. Wiedział, że ktoś by mu się przydał, jednak wiedział również, że ten ‚ktoś’, kogo by bardzo chciał mieć dla siebie jest zwyczajnie nieosiągalny. Pogodził się z tą myślą już jakiś czas temu sam śmiejąc się z siebie za swoją głupotę. - Chodźmy lepiej do środka, reszta na pewno za nami czeka. - Wziął dziewczynę pod ramię i oboje weszli do sali.
W środku było już całkiem sporo ludzi. Wszyscy rozmawiali i śmiali się. W tle leciała muzyka z ogromnych głośników porozstawianych po całym pomieszczeniu. Całość była w klasycznym wystroju. Dziesiątki metrów białego i złotego materiału zakrywało sufit. Na bokach porozstawiane były duże okrągłe stoły, przykryte jasnymi obrusami. Na każdym z nich leżały małe lampeczki choinkowe, przez co, wieczorem całość będzie wyglądała jeszcze lepiej. Kolorowe światła wirowały po parkiecie, a na scenie trwały jeszcze przygotowania sprzętu na wieczorny koncert lokalnego zespołu.
- Postarali się w tym roku, co? - Rosie rozejrzała się po sali. - Jak w bajce. - Stwierdziła.
- Tak, jest wyjątkowo ładnie. - Uśmiechnął się bardziej do siebie niż do niej. Wiedział doskonale, że cały wystrój jest zasługą pana Tomlinsona. Nie dość, że humanista, to jeszcze esteta. - Pomyślał od razu.
Uroczystość z godziny na godzinę rozkręcała się coraz bardziej. Po około godzinie od przyjścia Harrego zebrali się już wszyscy uczniowie. Wszyscy jedli, tańczyli i bawili się w najlepsze. Wbrew pozorom brunet nie czuł się specjalnie osamotniony, również uczestniczył w rozmowach i tańczył ze znajomymi.
To nie tak, że kędzierzawy był nielubiany w szkole. Był to naprawdę sympatyczny chłopak. Zawsze chętny do pomocy i uśmiechnięty. Po prostu wiele osób miało mu za złe, że podchodził do siebie z dystansem, nie bał się otwarcie powiedzieć, że jest homoseksualny. Jemu to nie przeszkadzało, wiedział, iż taki się urodził i nie zmieni tego, nie zmusi się do kochania dziewczyn, bo to niemożliwe. Skoro on to akceptował, a inni nie, to już nie jego problem. Szanował się, każdy to wiedział, a mimo to krążyły po szkole głupie plotki typu ‚Styles to męska dziwka, puszcza się co tydzień w klubach’. Harry nie dbał o to. Po czasie doszedł do wniosku, że skoro dla kogoś jest to atrakcją, urozmaiceniem czasu i tym podobne, to niech puszcza takie plotki i już.
Zielonooki przez cały czas trwania balu zetknął się ze swoim nauczycielem kilka razy, jednak wymieniali się za każdym razem jedynie spojrzeniami i uśmiechami. Kiedy zobaczył go po raz pierwszy, aż oniemiał na moment z wrażenia. Nie sądził, że Louis może wyglądać jeszcze lepiej niż zwykle, a jednak.
Idealnie skrojony garnitur w ciemnogranatowym kolorze perfekcyjnie leżał na chłopaku. Spodnie lekko opinały pośladki chłopaka. Biała koszula zapięta pod szyję komponowała się z resztą. Na nogach miał jasnobrązowe skórzane buty. Włosy nietypowo jak na niego zaczesane do tyłu, co sprawiało, iż był jeszcze bardziej przystojny.
Z początku loczek starał się nie zwracać uwagi na pana Tomlinsona. Po prostu na niego nie patrzeć i nie zawracać sobie nim głowy. Niestety lub może stety, kiedy w grę wszedł alkohol, Harry z każdym łykiem wódki stawał się coraz bardziej odważny. W pewnym momencie postanowił iść i po prostu porozmawiać z nauczycielem. Znalazł go siedzącego przy jednym ze stołów. Obserwował wszystko pijąc sok pomarańczowy. Kędzierzawy uśmiechnął sie do siebie patrząc, że nie ma przy stole nikogo więcej. Podszedł do niego i usiadł.
- Cześć panie Tomlinson. - Wyszczerzył się. - Jak się pan bawi hm? - Przekrzywił głowę.
Louis spojrzał na chłopaka z rozbawieniem w oczach. Lekko nietrzeźwy wydawał się jeszcze bardziej uroczy niż zwykle.
- Jak widać. - Wzruszył ramionami. - Wiesz, że nie wolno tu pić alkoholu, prawda? - Uniósł brwi.
- Kto by się tym przejmował.. - Machnął ręką i zachichotał. - Zwyczajnie lepiej się bawimy. - Uśmiechnął się ukazując dołeczki w swoich policzkach.
- Ja mój drogi, ja. Nie zapominaj, że jestem waszym opiekunem i jeśli się coś stanie to ja będę za to odpowiadał. - Chłopak za wszelką cenę starał się być poważny i zachowywać, tak, jak na nauczyciela przystało. Było to dla niego niemałe wyzwanie..
- Jestem już ‚mój drogi’? - Położył dłoń na kolanie nauczyciela i pogładził je. Przez Louisa przeszedł dreszcz, a właściwie piorun, który wstrząsnął jego ciałem. - To urocze. - Ciągnął. - Wiesz co, panie Tomlinson? Lubię cię, tak po prostu. Fajny z ciebie facet. Pewnie laski się za tobą uganiają, co? - Poruszył śmiesznie brwiami.
- C-co? Nie, jakoś niespecjalnie. - Zaczął się stresować. Chyba jeszcze nigdy nie był w tak niezręcznej dla niego sytuacji.
- Nie? W sumie to dobrze. - Ponownie się zaśmiał. - Bo wiesz, panie Tomlinson, ja znam taką osobę. - Zagryzł wargę patrząc na niego. Prawdopodobnie gdyby trzeźwy Harry stał obok i patrzył na tą całą sytuacje pijany Harry już dawno leżałby na podłodze okładany pięściami przez trzeźwego Harrego.
Louis przełknął ślinę patrząc na usta chłopaka. Czuł coraz mniejszą kontrolę nad sobą i swoim ciałem. Zdjął marynarkę i zawiesił ją na krześle.
- Jeszcze nie wiesz kto to, a już się rozbierasz? - Harry spytał rozbawiony i już całkowicie pozbawiony zdrowego rozumu.
- Po prostu mi gorąco Harry. - Odchrząknął.
- Harry.. - Westchnął. - Ładnie to brzmi z twoich ust, wiesz? - Uniósł głowę do góry sprawiając wrażenie rozmarzonego.
- Miło mi. - Lou uśmiechnął się delikatnie do chłopaka.
Przybiegło wtedy do stołu kilku znajomych do stołu przy którym oboje siedzieli.
- Styles, rusz się, idziemy robić zdjęcia do budki! - Krzyknął jeden z chłopaków.
- Pan też niech z nami idzie. - Dodał drugi. - Chcemy mieć zdjęcie z naszym ulubionym nauczycielem.
Harry spojrzał od razu z entuzjazmem na Louisa, wstał i złapał go za rękę po czym pociągnął.
- Idziesz z nami panie Tomlinson. - Wyszczerzył się. Szatyn pod wpływem kolejnego pioruna, jaki przeszedł przez jego ciało po zetknięciu się z dłonią młodszego chłopaka, wstał i poszedł za nimi.
Cała grupa przyjaciół wraz z nauczycielem angielskiego stali w kolejce przed budką. Większość z uczestniczących w balu była już po alkoholu i było to widać już na pierwszy rzut oka. Jednak nauczyciele specjalnie nie robili sobie nic z tego, bowiem każdy był już pełnoletni i zwyczajnie nie chcieli psuć całej uroczystości.
Louis stał zestresowany razem z grupką swoich uczniów. Pewnie gdyby Harry tak a niego nie zadziałał, również śmiałby się i rozmawiał z młodymi. Tymczasem był sparaliżowany, nie potrafił myśleć w tamtym momencie logicznie. Chciał już ochłonąć.
- Nie pogadasz z nami panie Tomlinson? - Harry podszedł do niego od tyłu i położył mu głowę na ramieniu.
Za to chłopak w kręconych włosach przestał mieć jakiekolwiek opory i zwyczajnie flirtował sobie z nauczycielem, jakby to była najbardziej normalna rzecz na świecie. Alkohol pomógł mu się wyzbyć rozsądku, którym przeważnie brunet się kierował.
- Harry.. - Wzdrygnął się i obrócił delikatnie głowę w jego stronę.
- I znów ‚Harry’- Uśmiechnął się i zamknął oczy. - Pięknie panie Tomlinson. - Przejechał nosem wzdłuż jego policzka i odsunął się.
- Naprawdę jesteś wstawiony dzieciaku. - Wziął drżący oddech i pokręcił głową.
- Tak bardzo ci to przeszkadza? - Ponownie zagryzł wargę i puścił ją powoli spomiędzy swoich równych i bialutkich jak perełki zębów.
Louis pokręcił przecząco głową.
- Bardzo nie, ale wiesz, co mi przeszkadza?
- Hm? - Louis przysunął się do niego i złapał za łokieć.
- Przeszkadza mi.. Cholernie przeszkadza mi, kiedy przygryzasz wargę, wiesz? To bardzo źle na mnie działa. - Wyszeptał mu wprost do ucha. Harry wstrzymał na moment powietrze czując gorący oddech swojego nauczyciela na szyi. Na jego ciele od razu pojawiła się gęsia skórka.
Louis odsunął się od niego i poprawił swoją koszulę, udając, że nic się nie stało. Czekali jeszcze kilka chwil, aż w końcu całą grupką weszli do budki. Każdy śmiał się i pozował, również pan Tomlinson i Harry, niebezpiecznie blisko siebie, uśmiechali się oraz robili głupie miny.
- Styles - Zaczął Lou, patrząc na chłopaka, który stał w grupie ze swoimi przyjaciółmi. - Chodź ze mną, pomożesz mi donieść napoje i ciasta na sale. - Harry kiwnął głową i poszedł za nim.
Po chwili oboje znaleźli się w klasie od angielskiego, na pierwszym piętrze budynku. W sali nic nie było, poza kilkoma ławkami. Żadnych ciast i napojów.
Louis zamknął sale na klucz i spojrzał na swojego ucznia.
- A gdzie.. - Chłopak rozejrzał się, po sekundzie uświadomił sobie po co tam przyszli. Podszedł śmiało do nauczyciela i spojrzał mnie w oczy cwaniacko się uśmiechając. - Jest pan bardzo niegrzeczny, panie Tomlinson. - Wyszeptał mu wprost w usta.
- Nie tak bardzo jak ty Styles. - Popchnął go na drzwi. Złapał za ręce i uniósł do góry. Spojrzał na iskierki wirujące w oczach młodego chłopaka po czym złączył ich usta.
Z początku był to niewinny pocałunek. Bardziej niepewne muskanie niż coś zachłannego. Oboje nie czuli się pewnie w tym, co robią. Jednak szybko przerodziło się to, w coś namiętnego i jednocześnie czułego. Zarówno Harry jak i Louis spełniali wtedy swoje skryte fantazje. Szatyn przycisnął mocno swoje biodra do bioder swojego partnera. Ocierali się o siebie, dając upust podnieceniu jakie krążyło w ich żyłach. Każda cząsteczka obu chłopaków pragnęła siebie nawzajem ze zdwojoną siłą. Co chwila z ust jednego z chłopaków wydobywał się cichy jęk. Słychać było jedynie echo zabawy trwającej na dole budynku i oddechy partnerów, które mieszały się w jedność przy każdym złączeniu ust.
Pragnienie bliższego spotkania się ich ciał wzięło górę. Harry odepchnął od siebie nauczyciela, przez to ten oparł się o biurko. Patrzył na niego ciężko dysząc. Młody chłopak zaczął rozpinać jego koszulę jednocześnie składając krótkie, mokre pocałunki na szyi szatyna.
- Ten zapach prześladuje mnie i doprowadza do szaleństwa od pieprzonego roku. - Wymamrotał w skórę pana Tomlinsona. Ten zaśmiał się cichutko i odchylił głowę.
Styles rozpiął do końca koszulę swojego partnera i złapał za jego przyrodzenie. Mocno je ścisnął czując pod palcami coraz większą erekcję. Uśmiechnął się cwaniacko, po czym rozpiął pasek i guzik. Spodnie zsunęły się lekko z bioder Louisa, odsłaniając gumkę i czarny materiał, mocno przylegających do skóry bokserek. Nauczyciel przyglądał się tylko poczynaniom swojego ucznia.
Nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, że poważnie jest w klasie z jednym ze swoich uczniów i dochodzi pomiędzy nimi do takiego zbliżenia. Nie sądził, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Myślał, że scenariusze tego typu mają miejsce jedynie w filmach lub produkcjach pornograficznych. A jednak, to wszystko dzieje się w jego realnym życiu, a on w tym wszystkim uczestniczy całym sobą.
Harry oblizał usta i sekundę po tym był już na kolanach, a przed jego oczami była jedynie wielka erekcja Tomlinsona. Jednym ruchem ręki ściągnął z zniego spodnie i bokserki. Louis jęknął mimowolnie, czując palce młodego chłopaka na swoim członku. Moment później uczeń wziął go w dłoń i zrobił kilka kółek kciukiem na jego główce. Delikatnie polizał całą długość czubkiem języka. Wsunął go do buzi i zamknął oczy. Louis zagarnął do tyłu jego opadające na twarz włosy i przytrzymał, co chwilę z ust chłopaka wyrywał się cichy jęk przyjemności. Jeszcze nigdy nie czuł się tak dobrze z żadnym wcześniejszym partnerem seksualnym. Może dlatego, że jeszcze nigdy nie pragnął kogoś tak bardzo jak Harrego.
Młodszy chłopak ruszał głową i ssał członka swojego partnera. Sprawiał mu tym ogromną przyjemność, jednocześnie stając się coraz bardziej podnieconym.
- Wstań młody, czas na ciebie. - Szepnął Lou uśmiechając się do chłopaka. Harry wyjął z buzi penisa z cichym mlaskiem i wstał. Oblizał usta po czym zagryzł wargę.
Już wiedział, iż to działa na mężczyznę, dlatego postanowił wykorzystywać ten ruch w każdej możliwej sytuacji.
Tomlinson powoli rozebrał do naga Harrego składając gdzieniegdzie mokre i czułe pocałunki. Czując pod swoimi ustami rozpaloną skórę partnera pragnął całować ją bardziej i bardziej rozkoszując się tym dotykiem.
Po kilku chwilach już oboje stali nadzy patrząc na siebie z pożądaniem. Nie czuli wobec siebie wstydu. Wszystko było swobodne i normalne. Tak jakby robili to już nie raz.
- Jesteś jeszcze piękniejszy bez ubrania, niż z nim, wiesz Harry? - Nauczyciel objął szyję chłopaka i pocałował kilka razy jego linię szczęki. - Pragnę zrobić ci mnóstwo malinek, pragnę ssać twoją skórę, aż stanie się ciemnofioletowa. Chcę naznaczać twoje ciało moimi ustami, żeby każdy wiedział, że należysz do mnie. - Szeptał owijając skórę Harrego swoim gorącym oddechem. - Ale nie mogę, jeszcze nie teraz. - Przejechał dłonią po jego pośladkach, wzdłuż kręgosłupa, zatrzymując się na karku. - Chcesz się kochać? Tu.. Teraz.. Ze swoim nauczycielem od angielskiego? Hm? - Polizał szyję swojego ucznia, przez co ten został pogrążony w jeszcze większej euforii.
Co to za pytanie? Oczywiście, że chciał, nie marzył o niczym innym od roku. Pragnął swoje nauczyciela każdą, nawet najmniejszą cząsteczką swojego ciała.
- Tak. Tak chcę, pragnę tego jak niczego innego. - Harry szepnął prawie niesłyszalnie. Nie mógł wydusić z siebie głośniejszego dźwięku przez natłok emocji, jakie kłębiły się w nim już od jakiegoś czasu.
- Robiłeś to wcześniej, Harry? - Spytał nauczyciel powoli obracając chłopaka do tyłu. Harry położył się klatką piersiową na biurku jednocześnie wypinając się.
- Nie, jeszcze nie. Ale to chyba nie jest problem..? - Spytał niepewnie zmieszanym głosem.
- To zaszczyt Harry. - Nachylił się nad nim, po czym zaczął całować delikatnie jego skórę wzdłuż kręgosłupa. Zielonooki przymknął tylko oczy i uśmiechnął się z przyjemności jaką dawał mu szatyn. - Boisz się skarbie? - Przejechał dłonią po jego pośladku i delikatnie rozchylił je.
- Będzie bolało, ale nie dbam o to. Ufam ci. - Szepnął Harry i wziął głęboki wdech, czując palce swojego partnera na jego wejściu.
- Musisz się rozluźnić, inaczej nic nie zrobię. - Masował delikatnie wrażliwe miejsce chłopaka. - To będzie dla ciebie przyjemność. Myśl o tym i postaraj się odprężyć. Obiecuję, że będę delikatny. - Pocałował jego łopatki. Próbował pocałunkami sprawić, aby brunet się zrelaksował. Udało się, powoli mógł wsunąć w niego palec. Harry jęknął cicho. - Shh.. To będzie przyjemne, po prostu musisz się przyzwyczaić. Chłopak pokiwał głową i oparł policzek o blat, aby go ochłodzić. Był rozpalony, jego skóra wręcz błagała o lód, o coś chłodnego. Ale on wiedział, że to niemożliwe, zresztą sam tego nie chciał. Pragnął jedynie rozpalić się jeszcze bardziej przy stosunku ze swoim wymarzonym partnerem.
- Jesteś gotowy, Harry? - Mężczyzna wysunął z niego palce i nakierował członka.
- Gotowy. Gotowy jak na nic innego. - Szepnął i odetchnął.
- Tylko spokojnie. - Poślinił odrobinę wejście i wsunął się w chłopaka z większą łatwością, niż mogłoby się wydawać. Harry odchylił głowę i jęknął gardłowo. Bolało go, jednak zdążył wbić sobie do głowy, że wszystko będzie za chwilę jedynie przyjemnością.
I faktycznie, po kilkunastu pchnięciach biodrami Lou, Styles poczuł niesamowitą przyjemność. Jeszcze nigdy nie był tak podniecony jak w tamtym momencie. Jego ciało pulsowało z nadmiaru testosteronu jaki obiegał jego ciało wraz z krwią.
Kropelki potu na jego czole iskrzyły się w blasku księżyca pod wpływem ruchów jakie wykonywał. Pragnął zachować to uczucie do końca świata i jeszcze dłużej. Jeszcze nigdy nie czuł się tak, jak wtedy.
Jęki obu chłopaków mieszały się ze sobą tworząc melodię piękną jedynie dla ich uszu. W pewnym momencie Louis złapał za włosy Harrego i pociągnął je do siebie, przez, co głowa chłopaka wygięła się jeszcze bardziej do tyłu.
- Marzyłem o tym, od pierwszego razu, kiedy cię zobaczyłem. - Sapnął usatysfakcjonowany, młody chłopak zaśmiał się tylko.
- Pociągnij mocniej. - Warknął, będąc przez to jeszcze bardziej podniecony. Louis wykonał to i usłyszał kolejny gardłowy jęk.
Z minuty na minutę oboje byli coraz bliżej orgazmu. Louis czując to wziął w dłoń członka bruneta i zaczął nią szybko i mocno ruszać. Chwilę później oboje doszli, jeden po drugim.
- Na tym się nie skończy Lou.- Szepnął Harry, kiedy już oboje byli ubrani.
- Na pewno nie. Obiecuję. - Złożył na jego ustach pocałunek i poprawił włosy. - Jest tak, jakby nic się nie stało, jasne młody? - Harry uśmiechnął się i pokiwał głową.
Oboje po chwili byli w sali i rozkładali na stołach napoje. Bawili się do samego rana razem z innymi nauczycielami i uczniami.
Od:Harry
Do:Lou
‚Skarbie, dostałem się! Dostałem się na filologię. Dziękuję!’