Mam przyjaciółkę, przyjaźnimy się od około 2.5 lat, ale ostatnio zaczęła mnie okropnie męczyć. Pierwszy rok wszystko było w porządku, potem zaczęła mnie ignorować, odpisywać na wiadomości po trzech dniach, mimo że była aktywna i wiedziałam, że pisze z innymi, no ale jakoś tam to przebolałam, dużo płakałam, mówiłam jej nawet o tym kilka razy, że ja potrzebuję stałego kontaktu, bo poza nią właściwie nie mam nikogo i dotyka mnie to, że spędzam tyle czasu sama, ale nie mogę jej też do końca winić, bo w końcu nie byłam nigdy jej obowiązkiem cn, potem zaczęła do mnie pisać już tylko jak miała gorszy czas, żeby zventowac, żeby się wygadać, ewentualnie pisała do mnie jak pokłóciła się z innymi, ja zawsze dla niej byłam, wspierałam ja jak mogłam, słuchałam i wgl, ale ona nigdy nie robiła tego samego dla mnie. Tłumaczyłam sobie to tym, że ja jestem w lepszej sytuacji niż ona, bo wiem że ona naprawdę cierpi psychicznie i wierzę jej w to, więc powinnam wręcz doceniać, że moim zadaniem jest tylko jej pomagać, a nie przeżywać coś podobnego, dlatego byłam dla niej zawsze, nawet jak jednostronność mojej jedynej przyjaźni, mnie raniła. Stawiałam ja na pierwszym miejscu, nawet jak sama miałam gorszy czas, starałam się jej pomóc, ale ostatnio mnie to tak irytuje, bo dochodzi do mnie, że ona wcale tej pomocy nie chce. Ma okropny victim mindset i moje słowa niczego nie zmienia, ponieważ ona sama nie robi nic ze swoimi problemami poza narzekaniem do mnie, ja naprawdę ją kocham i chce dla niej dobrze, ale nie jestem jej psychologiem, nawet jeślibym była to i tak bym jej nie pomogła, jeśli ona nie da nic od siebie. Ostatnio nasza relacja opiera się już tylko na ventach, wtrąca to tak niby niepozornie, niby żartem, ale ja wiem, że oczekuje mojej rozbudowanej odpowiedzi i wsparcia i zawsze jej to daje. Wyszłam z nią jakiś czas temu, słuchałam jej dramy z przyjaciółmi, potem trochę o jej zainteresowaniach. Chciałam też opowiedzieć o czymś swoim, więc zaczęłam jej opisywać dynamikę między dwoma postaciami z książki, która ostatnio czytałam i jak źle postrzega ja pewna część fandomu, to dosłownie przerwała mi podczas tego chyba z 10 razy, na początku patrzyła w telefon, potem musiała wtrącić jak jest zimno, pokazać mi baner, wtrącić w moją opowieść coś z jej zainteresowań i się o tym rozgadac, więc końcowo nie mogłam powiedzieć jej nawet o tym i się zamknęłam, pozwalając jej mówić, bo najwyraźniej tego właśnie potrzebowała, starałam się jak zawsze dopytywać, reagować na to co mówi, wydawać się zainteresowana, ale in fact to jedyne o czym wtedy myślałam, to o tym jak mnie olala, gdy przyszła moja kolej mówić i niby to nie jest taki big deal, ale patrząc na to, że ja ogólnie mało mam do powiedzenia w naszej relacji, to zabolało mnie to bardziej niż powinno. Od dwóch miesięcy jestem nią po prostu zmęczona, nie mam siły z nią pisać, szczerze to nawet się irytuje gdy widzę od niej powiadomienie, ale z drugiej strony to nadal ja zaczynam większość rozmów, bo mi na niej zależy, bo jestem lojalna jak jebany pies i naprawdę chce wiedzieć czy wszystko u niej w porządku i jeśli nie, to ja nadal naprawdę chce jej pomóc, jeśli będzie tego potrzebowała. Kocham ją i właściwie, to że mnie irytuje i przestałam ja lubić po 2.5 latach, brzmi trochę jak mój problem i czuje, że jeśli zostawiła bym ją teraz, go byłoby to też nie w porządku w stosunku do niej, bo w końcu się przyjaźnimy i nwm co zrobić... dajcie mi znać, co byście zrobili w takiej sytuacji