Czasami ludzie zapominają, że autoagresja niewerbalna, samookaleczanie to nie tylko widoczne blizny na nadgarstkach, które w oczywisty sposób są wołaniem o pomoc. Często są to dobrze ukryte szramy za paskiem od bielizny, bo tam nikt nie zajrzy. Są to blizny na stopach, bo łatwo je ukryć pod skarpetkami. Często to w ogóle nie są rany robione żyletką. To siniaki w różnych miejscach na całym ciele, wyglądające na zupełnie przypadkowe i niewinne, ale ty pamiętasz, że powstały od uderzania się w kant stołu raz po raz po raz po raz. Są to sińce tworzone pod nagłymi impulsami, ponieważ to było dla ciebie za dużo. Autoagresja to piękące zadrapania gdziekolwiek na ciele, ponieważ miało się potrzebę skrzywdzenia się w miejscu publicznym, więc po prostu zaczęliśmy z furią przesuwać paznokciami po udach pod stołem. To czerwone ślady, bo musieliśmy ulżyć sobie na szybko i zaczęliśmy mocno szczypać się gdziekolwiek. To zchodząca skóra po tym, jak przypalaliśmy się zapalniczką, zapałkami, albo kiedy mówimy komuś, że palimy świeczkę zapachową dla klimatu, a oni nie wiedzą, że tak naprawdę to narzędzie zbrodni. To okrągłe ślady na ciele po papierosach. To pozdzierane knykcie od walenia w ściany i podłogi i stoły i siebie samych. To boląca mocno od uderzeń pięścią głowa. To wypadające włosy od wyrywania ich z frustracji. To bolące i niekiedy ukruszone zęby, bo zaciskaliśmy je w złości za mocno, albo próbowaliśmy wyładować się i gryźć samych siebie gdzie popadnie.
Autoagresja to też prowokowanie walk i bójek, by zostać przez kogoś pobitym. To poddawanie się komuś w walce, by poczuć ból. To pozwalanie, by ktoś robił nam tyle krzywdy, ile tylko chce.
Samookaleczanie nie znaczy tylko: cięcie się. Inne formy autoagresji są równie niebezpieczne, co sięganie po żyletki, cyrkle, temperówki, igły, nawet ostre krawędzie kartki papieru.
KAŻDA FORMA AUTOAGRESJI JEST POWODEM DO NIEPOKOJU ZE STRONY OTOCZENIA. Brak śladów znaczy tyle, że nabraliśmy wprawy w tym co robimy.