List Jakuba.
"I'm Dorothy Gale from Kansas"
Monterey Bay Aquarium
I'd rather be in outer space 🛸
h

tannertan36
dirt enthusiast
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH
Not today Justin
cherry valley forever

ellievsbear
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open

祝日 / Permanent Vacation
noise dept.
$LAYYYTER

Kiana Khansmith

❣ Chile in a Photography ❣
will byers stan first human second
i don't do bad sauce passes

PR's Tumblrdome
Keni
seen from United States

seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States
seen from Malaysia

seen from France

seen from Germany
seen from United States

seen from United States

seen from Malaysia

seen from India
seen from Malaysia

seen from United Kingdom

seen from Japan
seen from Bangladesh

seen from Bangladesh

seen from United States
seen from Bangladesh
seen from Bangladesh

seen from United States
@offline-jakub
List Jakuba.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Zostawił jakiś list lub wiadomość?
Zostawił list.
Jak to zrobił?
Nie wiem co dokładnie było powodem jego śmierci ale przedawkował leki, podciął żyły i się powiesił.
Kiedy?
W nocy z soboty na niedzielę (20-21.03.2021r.)
Jakub nie żyje?
Tak.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
[*]
~Jakub aka Mrówek
Przepraszam...
Piszę ten post już kilka dni. Nie wiem nawet co chcę napisać. Od jakieś czasu wszystko się rozsypało. Wiele się wydarzyło. Oczywiście były pozytywne i negatywne rzeczy... niestety więcej było negatywnych przynajmniej w moim odczuciu. Wiele osób umarło, moja siostra, przyjaciółka, rodzice z rodziny zastępczej, nauczycielka... było mnóstwo pogrzebów. Dawno temu przestałem sobie radzić. Zraniłem i być może również zniszczyłem dużo osób. Za dużo. Chciałbym wszystkich przeprosić. Wiem, to nic nie da, nic nie zmieni. Jestem jebanym gównem i już dawno nie powinno mnie tu być. Przepraszam. Nigdy moim celem nie było by kogoś zranić. Zaraz jak ktoś to przeczyta (jeśli ktokolwiek to zrobi) będą wiadomości/myśli "znowu ten debil się użala" "znowu kłamie, w końcu nic innego nie potrafi" i zapewne wiele innych. Nikomu nie każę czytać tego posta. Czułem potrzebę by to napisać. Chciałbym zakończyć ostatni rozdział swojej historii zwanej życiem. Poznałem mnóstwo wspaniałych osób i mam nadzieję, że ich życie skończy się lepiej niż moje. Trzymajcie się wszyscy ciepło. Nie poddawajcie się. Każdy zasługuje na szczęście. Kocham was.
~Jakub aka Mrówek. Ostatni post.
Widać ile dla was znaczyła.
Znów zamknięty w czterech ścianach Tak do Ciebie pisze list A w tym liście pożegnanie Bo do przodu chciałbym iść Znów zamknięty w czterech ścianach Tak do Ciebie pisze list A w tym liście pożegnanie Bo do przodu chciałbym iść
Siostro...
Tęsknię. Mam nadzieję, że tam, gdzie jesteś jest Ci lepiej. Kiedyś się spotkamy tam, po drugiej stronie.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Wesołych świąt.
Introwertyk
Kocham gdy przychodzi noc, dzień to wszystko pieprzy Kocham pustki, każdy tłok wprawia szybko w mętlik Kocham ludzi kiedy są gdzieś tam w pip odlegli Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi Nie, nie, nie Czasem siedzę sam na chacie i rozkminiam swoją przyszłość Mógłbym dzisiaj wyjść do ludzi, ale znów mi to nie wyszło Tak nie trawię tych idiotów zwanych ludźmi, że doprawdy Potrzebuję elektryka, ciągle urywam kontakty Dałem im wszystko, to co miałem w sobie - bierzcie jeszcze więcej Zwracam się do was uprzejmie, poznajcie to moje bogate wnętrze Mówisz mi święty, znasz mnie krótko Nie mam uczuć, a w sercu strasznie pusto Pytasz o rasę, wciąż gardzę ludzką Nie chcę widzieć ludzi nawet kiedy patrzę w lustro Ten sukinsyn na mnie patrzy i zaczyna się wydzierać Dziś zostałem wokalistą w mym zespole aspergera Co jest dzisiaj z tobą Piotrek? Tylko spójrz na swoje czyny Tyle czasu byłeś grzeczny, może dziś coś odwalimy? Mam zbereźne myśli, znowu grzech się przyśnił Znowu jestem bliski, by dać kres mej misji W głowie jęki, piski niebezpieczne zmysły Znów oleję bliskich znowu pieprzę wszystkich O mamo mam omamy mimesis moją mamoną Znowu kiedy wychodzę do ludzi jestem introwertykiem Dla nich jestem obcy jak pasażer "nostromo" Kocham gdy przychodzi noc, dzień to wszystko pieprzy Kocham pustki, każdy tłok wprawia szybko w mętlik Kocham ludzi kiedy są gdzieś tam w pip odlegli Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Kocham gdy przychodzi noc, dzień to wszystko pieprzy Kocham pustki, każdy tłok wprawia szybko w mętlik Kocham ludzi kiedy są gdzieś tam w pip odlegli Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi Nie, nie, nie Fon na off, już ponad tydzień, wzrok zwieszony na suficie Znów się muszę zamknąć w sobie żeby kurwa zamknąć płytę Mieliśmy się dzisiaj widzieć, lecz nie widzimisię typie I nie pytaj mnie o powód, bo jak wyżej widzimisię Wszyscy coś ode mnie chcą, więc się muszę w tym odnaleźć Zacznę wychodzić na ludzi jak przestaną wchodzić na łeb Typ mnie pyta czy to prawda, że sprzedałem duszę diabłom Nie miałem grosza przy duszy, więc jaką by miała wartość? Pusty wzrok, lecz pełen obaw te mieszkanie jest pułapką Muszę przebić głową ścianę, która w kolejności czwartą jest Szyby okien o północy dają obraz moim lękom Znów pół nocy biłem się z myślami i dostałem wpierdol Chciałem marzenia dogonić dziś tak bardzo wszystko jedno Nikt nie pyta już o wersy pytają o zdjęcie ze mną Nie jestem atrakcją, co się chwalić będziesz przed koleżką Nie chcę stać się celebrytą, suko ja będę legendą Kocham gdy przychodzi noc, dzień to wszystko pieprzy Kocham pustki, każdy tłok wprawia szybko w mętlik Kocham ludzi kiedy są gdzieś tam w pip odlegli Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi wciąż, mów mi introwertyk Nienawidzę ludzi
Puzzle
Wymieszane narko z alko, hardkor, czystki w baniach Ucieczka przed samotnością, jakieś dziwki w barach Często na własne życzenie był mi bliski dramat Dziś powyciągałem wnioski z tamtych blizn i złamań Umiem zniszczyć, skłamać i wiem czym jest honor, pizdo A mosty, które palę, oświetlają moją przyszłość Niech łuny co noc błyszczą, to dla mnie żadna strata Jebać tych, którzy widzą we mnie tylko mój awatar Z własnej winy w tarapatach, młody głupi Wojtek Najebany w sztok gdzieś pod klubem darłem mordę W którą sobotę lub piątek zgarnąłem tęgi wjeb A los śmiał mi się w oczy jak te świnie z Angry Birds Leciała mi z gęby krew, czułem się w chuj żałośnie Jestem zwykłym gościem, żaden ze mnie zapaśnik czy bokser I wiem, że na własną prośbę dostałem wpierdol Bo żyłem w przekonaniu, że znam kod na nieśmiertelność Bo każdy mędrzec jest czasem zwykłym głupcem A słowa największego z mówców bywają puste Nim urwie się mój hejnał i bezpowrotnie usnę Układam na bitach mój własny świat jak puzzle Nie słucham rad tych którzy krzyczą, że czas zawracać Come on feel it – tą samą drogą – mijają lata Puzzle, niby je znam – dobrze wiesz kto je ułożył Życie jest walką – od dnia moich narodzin Żaden ze mnie matematyk ani Maradona w piłce Choć nie były mi obce zdarte podeszwy i sińce Wolałem latać z gołym tyłkiem wystającym z shortów Bo lepszy był ze mnie błazen niż orędownik sportu W pracy mówili "Wojtku, po co ci ten hip-hop?" Szczeniackie marzenia w zderzeniu ze światem znikną Mogłem odpuścić wszystko, nie przelewać słów na kartki Gdybym wierzył w siebie tak jak oni we mnie, byłbym martwy W garści chudy portfel, brzęczy trochę drobnych Pierwszy mixtape i solówkę pisałem na starej Nokii Chciałem podbić całą polską scenę w stylu Cezara Szybkie wejście z buta veni, vidi, wypierdalać Żyje tym nadal składam historie do rytmu Jak cię wkurwia to, co widzisz, to po prostu sobie oczy wydłub Chłystku, chcesz mnie zatrzymać? Śnisz! Prędzej odwrócisz do góry nogami grecki krzyż! Bo każdy mędrzec jest czasem zwykłym głupcem A słowa największego z mówców bywają puste Nim urwie się mój hejnał i bezpowrotnie usnę Układam na bitach mój własny świat jak puzzle Nie słucham rad tych, którzy krzyczą, że czas zawracać Come on feel it – tą samą drogą – mijają lata Puzzle, niby je znam – dobrze wiesz kto je ułożył Życie jest walką – od dnia moich narodzin Te wszystkie negatywne myśli to niepotrzebny balast Puszczam je w siną dal jak trumny na morskich falach I okłamałbym cię, mówiąc, że nie wiem czym jest marazm I że nie byłem nigdy blisko, żeby się załamać Lata temu w podstawówce nauczyciel od fizyki Stał nade mną, drąc japę, że w przyszłości będę nikim Że skończę na ulicy, już nic ze mnie nie będzie Niestety nie dożył chwili, aby skumać, że był w błędzie Ten stary belfer zawsze był bałaganiarzem A w przeddzień śmierci wyczyścił swój gabinet i klasę I słyszałem, że niektórzy ludzie czują, kiedy umrą Minął taki szmat czasu, a ja myślę o tym w kółko W pokoju półmrok, nie śpię już od dwóch godzin Życie bywa czasem ciężkie, więc nie będę mu słodzić Słońce powoli znów wschodzi nad zaspanym miastem (Czwarta rano piętnaście siedzę piszę i nie zasnę) Bo każdy mędrzec jest czasem zwykłym głupcem A słowa największego z mówców bywają puste Nim urwie się mój hejnał i bezpowrotnie usnę Układam na bitach mój własny świat jak puzzle Nie słucham rad tych, którzy krzyczą, że czas zawracać Come on feel it – tą samą drogą – mijają lata Puzzle, niby je znam – dobrze wiesz kto je ułożył Życie jest walką – od dnia moich narodzin
Chce ktoś popisać?
...
Komu mam zaufać kiedy nie ufam sam sobie Gdy zamykam swe oczy, to stoję nad swoim grobem To spędza mi sen z powiek To jak ostatni spowiedź Nim nacisnę na spust i w końcu się spotykam z Bogiem, nie A może tego nie zrobię Widziałem ziomek demony jak żywe Piłem przez tydzień i ćpałem przez tydzień I rzygałem potem dale niż widzę Nienawidziłem też samego siebie O wiele trudniej się wspina na szczyty O wiele łatwiej się spada na glebę

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
A oni skąd mają wiedzieć?
życie jest pełne niewiadomych
To był zwykły dzień jak każdy zaczynał się od poranka. Nikt nie wiedział co się zdarzy ten dzień był jak niespodzianka pełna zaskoczenia, zadawanych pytań w sobie bólu rozpaczy cierpienia co się działo w jego głowie chłopak 18 lat pozornie był szczęśliwy nawet jego własny brat dla niego był złośliwy mimo to że był wrażliwy nie potrafił się otworzyć wykreował własny świat i w nim do marzeń dążył. Pragnął spełnić swe marzenia, lecz nikt go nie doceniał, przez brak zrozumienia, więc charakter mu się zmieniał. Nikt do niego nie docierał czuł się wyobcowany zamiast być wspierany, to przez swoich wszystkich bliskich wciąż oszukiwany, ale w końcu zauważył, znów bity po twarzy i kolejny raz się sparzył. Nikt nie wiedział, co się zdarzy przestał marzyć, miał wszystkiego dość, chciał inny świat zobaczyć. Nie potrafił se poradzić nawet w prostej sytuacji. Ucieczkę stanowił w parku braci przy libacji skłonny do wariacji mocno zdesperowany, chciał samobójczej akcji, lecz nie był przygotowany. Lecz jutro było wczoraj nie doczekał go dziś. Wyciągnijcie z tego morał czy warto jest żyć. Na pewno nie łatwo, ale warto iść przed siebie wszystko to co zrobisz zależy tylko od ciebie. Jego życie toczyło się skrycie, jak uczucia nie opowiadał o nich bo nie nauczony ufać w samotności w domu w swym pokoju godzinami rozmyślał o swoim życiu, pochłonięty problemami przestał wierzyć. Stracił sens istnienia, wmówił sobie, że nie chce żyć. W niebie będzie lepiej, gdy chciał się pocieszyć bo w tym świecie nie mógł już wytrzymać. Przestał wierzyć w swoje szczęście i nikt nie mógł go zatrzymać choć za drzwiami jest rodzina on samotny w bieli ścian, to była przyczyna tak jak i jego stan, zawsze był sam i czuł się nie potrzebny jego każdy dzień był szary, pochmurny i ulewny. Już był pewny na 100%, gotów przejść na drugą stronę, bo wszystko o czym marzył pozostało niespełnione. Jego serce zawiedzione zakochane platonicznie, nie wytrzymał tego i załamał się psychicznie. To był koniec, a wszystko było piękne, jako chłopiec zawsze miał pomocną rękę, teraz chciał zakończyć mękę i zrobił to głupstwo, napisał ostatni list i popełnił samobójstwo. Lecz jutro było wczoraj nie doczekał go dziś. Wyciągnijcie z tego morał czy warto jest żyć. Na pewno nie łatwo, ale warto iść przed siebie wszystko to co zrobisz zależy tylko od ciebie. Pisze ten ostatni list, nie mam do stracenia nic. Zerwana nadziei nić, pozbawiła mnie radości. W życiu byłem tylko widz, w samotności, w bólu, smutku bez zrozumienia, bo nikt nie chciał poznać skutku mego wizerunku, który nie pasował do natury, bo ja mogłem tylko marzyć, a ty zdobywać góry. Ja przeżywałem tortury, kiedy los ostrzył pazury. W mojej duszy ciągle chmury, u ciebie słonce świeci. Cieszysz się jak małe dzieci, a u mnie tylko płacz. Po raz trzeci ci tłumacze : doceniaj to co masz!, w końcu przerażeniu w twarz, bo w rzeczywistość nie mogłem. Nie pierdol, że to znasz. Przecież to nie jest twój problem. To mój obłęd. Mam powody, no to co, że jestem młody. Skończył się mój rozdział, ale los spotkał się ploty, zresztą w dupie mam dowody na to czy szczęście istnieje. Już czuję dotyk śmierci, skończyło się utrapienie.