Criticism of the Jew is not anti-Semitism
thus spoke... me too

2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year

if i look back, i am lost

tannertan36
taylor price
🪼
Cosmic Funnies
AnasAbdin

oozey mess

izzy's playlists!

@theartofmadeline
Today's Document
I'd rather be in outer space 🛸
styofa doing anything
tumblr dot com

pixel skylines

Kaledo Art

Discoholic 🪩
Jules of Nature
seen from United States

seen from Singapore
seen from Austria
seen from Poland
seen from United States
seen from Germany

seen from Argentina

seen from Singapore
seen from Australia

seen from United States

seen from Malaysia
seen from Belarus

seen from United Kingdom

seen from Germany

seen from France

seen from Paraguay
seen from Brazil
seen from Switzerland
seen from Chile

seen from United States
@nowdees
Criticism of the Jew is not anti-Semitism
thus spoke... me too

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Siedzą gołębie na drucie Nie poddają się napięciu Siedzą i gruchają cicho Licząc do dwudziestu pięciu
Postanowiłem podzilić się przemyśleniami osobistymi odtyczącymi poznawania i przeżywania muzyki.
Zawarłem je w zeszycie do pobrania (niecałe 19 MB): https://www.dropbox.com/s/ly4ue3q6c3ajrtq/%C5%BBycie%20przy%20muzyce.pdf?dl=0
Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości wspominania i obnażania się z własnych przeżyć i emocji, ale postanowiłem tak zrobić nie po to, by pochwalić się światu swoim dorastaniem i kształtowaniem gustu muzycznego, ale żeby choć w części zachować wspomnienie lat dzieciństwa i młodości i pokazać rozterki młodzieńca, który dorastał w latach przełomu.
Personal coach says when you are average that you are great, a sports trainer says when you are average that you are average and shows you how to be great.
Trener personalny mówi, gdy jesteś przeciętny, że jesteś świetny. Trener sportowy mówi, gdy jesteś przeciętny, że jesteś przeciętny i pokazuje jak być świetnym.
SBFG
Witaj biegaczu w krainie prawd oczywistych i objawionych! niezbędne wyjaśnienia znajdują się na samym dole tekstu
Jedna z nich brzmi: "Nieważne jak biegasz, nieważne kiedy biegasz, ważne, że w ogóle biegasz (chyba, że właśnie czytasz te słowa)".
Grupa naprędce skrzykniętych wolnych badaczy ruchów fenomenologicznych, której przewodziłem założyła Stowarzyszenie Biegowe im. Foresta Gumpa (SBFG). SBFG powstał z myślą o tych wszystkich, którym znudziło się czytanie poważnych artykułów i książek.
SBFG został już raz założony i nie może zostać rozwiązany, gwarantuje to statut który znajdziesz w darmowym ebooku (rozdziały: 1, 7, 13, 21 - których numeracja jest jak najbardziej zamierzona i zakodowana jest w niej informacja do przyszłych pokoleń o ukrytym skarbie w starej kamienicy).
SBFG posiada monopol na pomysły dotyczące biegania konwencjonalnego, biegania niekonwencjonalnego, a także biegania takiego normalnego, choć jak wiadomo dobrze wszystkim, że jeżeli istnieje normalne, to musi istnieć nienormalne i paranormalne, a jeżeli istnieje paranormalne, to także kilkunormalne, wielonormalne, a także...
Za lidera i członka honorowego, prezesa, zarządce ogłosiłem się ja - Dariusz Sidor, bo w końcu coś mi się należy za wymyślenie takiej niezbędnej instytucji, jak najbardziej wyższej użyteczności.
To z mojej inicjatywy zostały opracowane przesłanki obniżania się poziomu biegu na świecie oraz lansowane są różnego rodzaju porady treningowe.
Niektóre z nich są ze wszechmiar mądre: Nie próbuj wszystkiego stosować, bo i tak się tego nie da zrobić.
Niektóre z nich są tylko mądre: Najlepsze na zmęczenie jest zmęczyć się powtórnie i stwierdzić, że za pierwszym razem to było się prawie wypoczętym.
Ponadto: 1. To ja z Felicjana Dulskiego uczyniłem patrona chodziarzy oraz opiekuna trenujących w domu. 2. Doceniłem udział Alicji w organizowaniu zawodów, zwłaszcza w czarodziejskich krainach. 3. Dostrzegłem przebłysk zbiorowej, wspólnej świadomości, w zawodach Nurmiego z Levy'm. 4. A także wiele innych, o których wkrótce się dowiesz.
Pamiętasz jeszcze co jest najlepsze dla twojego dobrego samopoczucia?
Oto niezbędne i zapowiadane na początku wyjaśnienia:
Powyższy teskst znajdował się na stronie zwanej w skrócie "etrener". Serwer został zlikwidowany, a zawartość skasowana. By tak doniosłe odkrycia, działania i powołane stowarzyszenie nie przepadło postanowiłem odświeżyć archiwalny wpis i przywrócić go do życia już na innej platformie.
Rozdziały, o których mowa i odsyłające do darmowego ebooka wkrótce się pojawią wraz z samym ebookiem. Wystarczy cierpliwie czekać.
Cztery punkty wymieniane na końcu odnoszą się do: 1. "Moralności pani Dulskiej" 2. "Alicji w krainie czarów" 3. "Maratończyka"
Odnalezienie autorów pozostawiam czytelnikom tego tekstu.
Kim jest Forest Gump? Choć książka była pierwsza, to zrozumienie przychodzi po obejrzeniu filmu.
Wpis po raz pierwszy został opublikowany ok. roku 2000.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Zielona coca-cola
Kampania ograniczania i wykluczania cukru trwa w najlepsze. Przynajmniej tam, gdzie ilość grubasów i chorób cywilizacyjnych jest spora. Świadomość społeczna też wzrasta i by nie stracić rynku odbiorców koncerny wychodzą oczekiwaniom na przeciw i już nie nabierają nas "zerem cukru" (cukru nie było, był słodzik i ciągle mnóstwo kalorii) za to przekonują np. stewią. Stewia to taka roślina, która daje słodycz a nie daje kalorii.
Jak to wygląda w przypadku coca-coli? Będąc w Niemczech nabyłem w sklepie takiż oto produkt: "zieloną coca-colę"; taką zieloną, znaczy się ekologiczną, czyli lepszą, bo zdrowszą; nawet ze stosownym napisem: "life". Nic tylko pić. I to pić dużo.
Na szczęście w końcu biurokraci w Brukseli wyprodukowali jakiś rozsądny przepis (pod naciskiem światłych ludzi, bo sami w trosce o obywateli, to mogą tylko co najwyżej sobie podwyżki przegłosować), co objawia się stosowną tabelką z kalorycznością i składem (patrz na zdjęcia).
Dzięki temu można wiele wyliczyć z tabeli. Np. że cukry to 17 g w porcji, a porcja to 250 ml, a w butelce jest 1 litr, czyli 4 x 250 ml, co daje nam 68 g cukru.
Jeśli przyjmiesz, że 1 łyżeczka cukru to 5 g (ale jest to łyżeczka czubata, bo płaska to ok. 3,5 g - patrz na kolejne stosowne zdjęcia), to wypijając 1 litr coli, a cóż to dla młodego, spragnionego osobnika, bo 1 litr, to się wypija duszkiem!, to w ciągu chwili wypija się przynajmniej 14 łyżeczek cukru. Niech ktokolwiek spróbuje zrobić to z cukrem i wodą. Dla wielu będzie to zbyt słodkie, ale coca-cola, to co innego!
Jedna porcja, to także 19% zapotrzebowania kalorycznego realizowanego poprzez podaż cukru. A jedna porcja, to zaledwie 250 ml, a cała butelka? Toż to prawie 80%! Dokładnie 76%. Przy założeniu z butelki (etykieta informuje o 2000 kcal), to 4/5 dziennego (sic!) zapotrzebowania. Jedna butelka i... w zasadzie już. Jeśli chcesz się odchudzać zwabiony stewią na etykiecie, to... nigdy się nie uda!
Jest jeszcze jedna ciekawa informacja: że coca-cola ze stewią ma mniej aż o 37% cukru niż jej "czerwona" odpowiedniczka.
Prosta matematyka wskazuje mi, że w takiej coca-coli jest… niecale 100 g cukru. 20 czubatych łyżeczek cukru! Prawie 30 płaskich łyżeczek cukru!
I jeśli zielona butelka dostarcza niecałe 80% dziennego zapotrzebowania na kilokalorie, to "czerwona" musi tę wartość przekroczyć.
Wybór jest łatwy dla czytających etykietki i włączających logiczne myślenie. Pełnoletni sami podemują decyzje ze wszystkimi konsekwencjami.
Cóż, kiedyś napiszę o smaku, ale jeszcze się nie odważyłem otworzyć.
Widząc te wszystkie oszustwa koncernów i ciągłe uzależniania nas od cukru chyba muszę zmienić "tnij cukier" (czasami twitty oznaczam tzw. hashtagiem: #tnijcukier), które to hasło sugeruje ograniczanie, na "wywal cukier" (#wywalcukier), co powinno być już jednoznacznie odebrane jako całkowitą i świadomą eliminację z życia wszelkiego dodawanego i dodatkowego cukru.
At the shooting range.
4 czerwca Bractwo Kurkowe Miasta Wrocławia zorganizowało dla każdego chętnego "Piknik Strzlecki".
Na strzelnicy Stadionu Olimpijskiego.
Wspaniała okazja żeby postrzelać z różnego rodzaju broni z różnych pozycji i na różnych dystansach, zobaczyć wspaniałą i jednocześnie prywatną kolekcję broni palnej od tej z XV wieku, aż po czasy współczesne, a także uraczyć się klasyczną grochówką z kuchni polowej.
Wszystkie atrakcje dostępne za darmo!
Z wszystkich skorzystaliśmy!
Bo nie byłem tam sam, ale reazem z małżonką.
Najwięcej frajdy, rzecz jasna, sprawiało strzelanie.
Strzelaliliśmy z wiatrówki do uchylnych tarcz na 10 m.
Huknęliśmy, i to jest bardzo dobre słowo, z broni czarnoprochowej (i własnoręcznie ją do tego strzału przygotowaliśmy). 9 na tarczy oddalonej o 25 m - to chyba nieźle (dokładnie: linia między 8 a 9).
I z kbksu, z niesamowicie delikatnym spustem sportowym, oddaliśmy z pozycji leżącej 3 + 10 strzałów na 50 m.Rewelacji nie było, ale po kilkudziesięciu latach od oddania ostatniego strzału z wyniku (patrz tarcza) jestem zadowolony.
Kolejny "Piknik Strzelecki" jesienią i już wiem, że tego wydarzenia już nie opuszczę. A może uda się potrenować do tego czasu?
It is not perfect but it is. First time muscle-up with full of determination.
Po kilku treningach skupionych na podciąganiu się na drążku, wspieraniu na drążku i poręczach, etc. przyszedł czas próby, czyli wejścia siłowego na drążęk.
Łatwo nie było, ale... pierwsze koty za płoty
Teraz już będzie tylko lepiej.
Przy okazji pobawiłem sie nieco programem iMovie i powyższy filmik dokumentujący moje pierwsze wejście siłowe na drążek zamieniłem w filmowy zwiastun:
https://youtu.be/e_THJ-XRJRk
Physical education - very important. Everybody is busy.
Wychowanie fizyczne jest bardzo ważne. Szczególnie w rozwoju młodego człowieka.
Nie będę się skupiał na "minusach", które każdy zauważy na tym zdjęciu (i nie chodzi mi o techniczną stronę fotogtrafii).
Na plus: nauczyciele w ogóle zdecydowali się na opuszczenie sali gimnastycznej i wyjście ze szkoły, by skorzystać z obiektów ogólnie dostępnych do rekreacji fizycznej i sportu.
Maja recepta na uzdrowienie wychowania fizycznego w szkole (którą proponowałem już ponad 20 lat temu, i której nikt nie chciał słuchać):
usnąć w młodszych klasach krzesełka, które rozluźniają mięśnie grzbietu i są powodem skolioz oraz osłabienia mięśni posturalnych; nawet najbardziej anatomiczne robią więcej szkody niż pożytku; i zastąpienie ich stołkami bez oparcia z regulowaną wysokością siedziska; do tego nauczyciele, którzy będą na postawę zwracać uwagę;
dobierać grupy na lekcje wychowania fizycznego wg rozwoju i sprawności motorycznej, a nie wg lat życia; to tylko z pozoru wydaje się trudne;
wymagać treningu sportowego w klubie sportowym; dyscyplina dowolna; potrzebne do tego rozwiązanie systemowe, ale można je wprowadzić z samymi korzyściami i dla dziecka, i dla szkoły, i dla klubu.
To tylko trzy najważniejsze postulaty, stricte ruchowe. Mam ich więcej i jestem pewien, że po ich wprowadzeniu, nie tyle uczniowie nie będą unikać lecji wf-u, co w końcu po kilkunastu latach odpadnie nam, polskiemu społeczeństwu, plaga schorzeń kręgosłupa, chorób cywilizacyjnych i skończy się patrzenie na zrozpaczonych, otyłych 40-latków "łapiących" się biegania - remedium na zrzucenie kilogramów.
Cukier to trucizna Krzepi nas tężyzna
Thus spoke coach Sidor / Tak powiada trener Sidor

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Deadlift
This video: 8 x 110 kg (242,5 lbs)
and this session: 150 kg PB (330,7 lbs)
Z martwego ciągu najpierw osiągnąłem własną masę ciała, potem 100 kg. Potem przesuwałem granicę co 10 kg każdego kolejnego tygodnia.
Chciałem względnie szybko sięgnąć po 1,5 x masa ciała, czyli 130 kg z górką. I to mi się udało.
Dalej już było mozolnie.
Celem jest 2 x masa ciała, co daje 170 kg (zaokrąglone w górę).
Na 200 kg już się nie zdecyduję.
Z ostatnich zajęć, nowe życiówki:
wyciskanie na ławeczce 102,5 kg
martwy ciąg 155 kg
This video:
bench press 90 kg = 198,4 lb 2 x
then 1 x 95 kg = 209,4 lb
then 1 x 100 kg = 220,5 lb
and 105 kg... next time
W ramach doskonalenia siłowego postanowiłem dokonać jeszcze raz w życiu wysiłku (dosłownie). Wysiłku siłowego.
Z wyciskania na ławeczce najpierw osiągnąłem własną masę ciała, potem zaatakowałem "magiczne" 100 kg i zaliczyłem! W przysżłości chcę tę wartość przekroczyć.
130 kg, czyli 1,5 x masa ciała "z górką", to cel końcowy.
Na razie staram się.
100 kg i ani grama więcej.
*turn up *don't complain *never quit
pojaw się nie narzekaj nie rezygnuj
Szukasz motywacji? Oto ona!
W trzech krótkich zwrotach!
How many runners went this way?
Na trasie weekendowych zawodów biegowych można znaleźć wiele interesujących dla badacza śladów. Można podążyć czyimś tropem i uważać by go nie zgubić.
Jest to możliwe?
Soon premiere of the new part of the Star Wars and the whole world takes a deep breath and ... choose on either side.
We are Rebels of Triathlon! The Force is with us!
Wkrótce zobaczymy nową część Gwiezdnych Wojen, filmu którego siłę oddziaływania trudno przecenić. Pewnie nawet James Bond nie ma takiego oddziaływania na marketing i umysły widzów.
Jest to porywająca siła, tak wielka, że powstała religia wyznawców Jedi: jediizm https://pl.wikipedia.org/wiki/Jediizm a bondyzmu trudno szukać w ruchach religijnych.
Porzucę dociekania o wpływach, sile (mocy) i ciekawostkach, którymi internet jest zawalony i przejdę do meritum. Zestawiłem dwa logotypy ścierających się, głównych sił i... dołożyłem do tego trzecie, które narodziło się "dawno temu w odległej galaktyce" (hmm..., a może nie tak dawno?).
"A long time ago in a galaxy far, far away..."
Popatrzyłem na to zestawienie i wniosek nasunął mi się jeden, bo chyba żaden inny nie mógł.
Jesteśmy sympatykami lub oparciem, lub może nawet siłą Rebelii w TEJ galaktyce!
Jesteśmy REBELIANTAMI TRIATHLONU!
I czy się to komuś podoba czy nie, zmienimy tę galaktykę!
Moc jest z nami!

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Paryż, król i pycha doczesnych
Paryż należy zwiedzać dwa razy - gdzieś te słowa czytałem i w pełni się z nimi zgadzam. Najpierw jest szalona gonitwa po muzeach i miejscach, które MUSI się zobaczyć. Za drugim razem są spacery i smakowanie miejsca przesiąkniętego urzekającą atmosferą.
W takich niespiesznych wędrówkach dotarłem do kościoła Saint-Germain-des-Prés (6. dzielnica), który ma znaczącą polonicę, za Wikipedią: „W 1669 opatem klasztoru został Jan II Kazimierz Waza, który wcześniej zrzekł się korony polskiej i przybył do Paryża. Po śmierci jego serce zostało pochowane w kościele Saint-Germain-des-Prés, natomiast sam król spoczął w katedrze wawelskiej w Krakowie (https://pl.wikipedia.org/wiki/Saint-Germain-des-Prés_(opactwo); zdjęcie kościoła też pochodzi z tego źródła).
Życiorys króla obfituje w różnego rodzaju, jak mogę domniemywać, wahania, wątpliwości i zawirowania osobowościowo-charakterologiczne, zwłaszcza w wieku dorosłym ok. 30-40 lat, o czym można przeczytać w Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_II_Kazimierz_Waza. Potem jakby uspokojony i okrzepły, a zarazem wytrwały a nawet dość hardy starał się być najlepszym królem, ale nie do końca mu się to udało. Życiorys miał burzliwy i niespokojny, i chyba można zaryzykować twierdzenie, że czasy go przerosły lub miał znaczniejszych przeciwników, którym nie sprostał.
To za jego panowania miała miejsce inwazja szwedzka, o której w zbeletryzowanej formie czytamy w sienkiewiczowskim „Potopie” pasjonując się losami bohaterów; zawiera wątek królewski spleciony ze zdradą i odkupieniem Kmicica. To za jego panowania Rzeczpospolita prowadziła wojny kozackie, moskiewskie, tatarskie, szwedzkie, pruskie, siedmogrodzkie…
„Zakonne ciągoty” powróciły, gdy opuściwszy po abdykacji Polskę został opatem Saint-Germain-des-Prés, a potem samotnie umierał w klasztorze, w środkowej Francji. Zyskał u oceniających go historyków epitet „pożałowania godny”, a jemu ówcześni ICR - Iohannes Casimirus Rex z fałszowanych srebrnych przez Tynfa monet tłumaczyli jako „initium calamitatis regni” - początek nieszczęść królestwa.
Obecnie w kościele (i to w sumie od niedawna) można podziwiać tablicę upamiętniającą króla (spójrz na dwa pozostałe zdjęcia).
Jako mieszkańcowi Wrocławia jest mi podwójnie przyjemnie.
Teraz zrobię wtręt o pysze. Pysze rozumianej jako jeden z siedmiu grzechów głównych.
Pamiętacie, a może chcecie pod wpływem tego wpisu obejrzeć film „Siedem”? http://www.filmweb.pl/Siedem#
Klasyczny kryminał z seryjnym mordercą i dość „specyficznym” kluczem zabójstw. Jest też tam pycha.
Pychę ciekawie wyjaśnia Joanna Petry-Mroczkowska we fragmencie książki: http://mateusz.pl/mt/znak/sggd.htm
Dlaczego o tym piszę i co połączy te dwa fakty: zwiedzanie kościoła z polonicami i pychę? Bo w tym kościele znajdziesz jeszcze jeden miły polski akcent: popiersie „naszego” papieża. Wraz z tablicą kto jest jego fundatorem.
I to jest w porządku, i taka jest tradycja, że osoba lub grupy osób, związki, stowarzyszenia, etc. upamiętniają także pamięć o sobie, tak niejako przy okazji.
Ale ta tablica ma jeszcze kilka dodatkowych słów wyjaśnienia. Otóż ta tablica upamiętniająca ufundowanie papieskiego popiersia zawiera jeszcze jeden wpis: parę słów kto jest inicjatorem, bez mała - pomysłodawcą!
„…z inicjatywy…”.
Przyznam, że zobaczyłem coś takiego po raz pierwszy.
Coś niebywałego! Pycha, która nie pozwala przemilczeć minimalnego, własnego wkładu. Bo czymże jest inicjatywa, czym jest podsuwanie pomysłu na daną rzecz czy jakieś działanie? A uwiecznianie tego?
Oszczędzę miejsce zdjęcia tej tablicy, ale nie oszczędzę nazwiska Rafała Dutkiewicza - pysznego prezydenta Wrocławia, który by w kraju nie narazić się na śmieszność i krytykę, realizuje swoje lekceważenie skromności za granicami kraju.
Na zakończenie fragment książki Joanny Petry-Mroczkowskiej: „Pyszny żyje oburzeniem, że nie jest doceniany przez wyższych, próżny, w obawie przed upokorzeniem, bojąc się, iż wyda się jego prawdziwa wartość”.
Jeśli to miała być ostatnia ciepła, letnia niedziela, to trzeba było ją właściwie wykorzystać. Niegdyś siedziałbym na rowerze kręcąc kołami jakieś +100 km. Dzisiaj zmieniam kąt w nadgarstku prawej dłoni, a koła kręcą się same.
Znalezienie konkretnej propozycji wycieczki z Wrocławia, nie powiodło mi się. Albo są opisane krótkie, popołudniowe wypady "wokół komina", albo ogólne wskazówki typu: Kotlina Kłodzka (jest jeszcze możliwość nie znalezienia potrzebnej informacji).
Zdecydowałem się na południe, ale nie na górskie serpentyny. "Słońce, woda i przygoda". Coś takiego tłukło mi się po głowie, więc zaufawszy intucji wiedziałem już gdzie pojadę.
Poranek chłodny, a nawet nieco mroźny - jak to mawiają, rześki - więc nie ma potrzeby się spieszyć. Można spokojnie zjeść śniadanie.
Do Jelcza dzisiaj (!) lepiej jechać przez Kamieniec Wrocławski (równoległa droga jest w remoncie). Za Jelczem wybieram kierunek na Oławę, by po chwili [wskazówki na obrazku] skęcić w lewo w leśną, bardzo przyzwoitą drogę i dokonać pierwszego testu prędkości.
Wioska i cały czas prosto, bo w końcu w Janikowie nowy asfalt położono. Co prawda daleko przy kościele jest brukowany zygzaczek i wątpliwej jakości droga, ale trzeba ją potraktować jako miłę uprzyjemnienie jazdy.
Nim się dojedzie do Brzegu czeka jeszcze kilka atrakcji jezdnych - można podoskonalić wchodzenie w zakręty i układanie się w nich. Asfalt cały, równy, ruch znikomy, zakręty nie zaskakują. Moim zdaniem idealne dla kogoś takiego jak ja, kto ciągle ćwiczy przeciwskręty.
Wjazd do Brzegu zawsze zachwyca mnie mostem [zdjęcia]. Miłośnicy zwiedzania znajdą tutaj coś dla siebie. Chcąc sie przygotować wystarczy "przebuszować" zasoby interentu. I to nie tylko planując zwiedzanie Brzegu. Cała trasa nacechowana jest różnymi smaczkami. I jezdnymi, i widokowymi, i architektonicznymi, i jakimi jeszcze jesteś w stanie sobie wyobrazić.
Potem do Nysy. Po minięciu autostrady miłośnicy prędkości odnajdą się doskonale. Muszą wykazać wiele determinacji i być wielbicielami historii i militariów, by zrobić sobie przerwę na oglądnięcie np. armat przy pomniku w Skoroszycach.
Nie mam ochoty zatrzymywac się w Nysie, ale obowiązkowo wjeżdżam do Otmuchowa i robię poznawczą przerwę.
I to jest w zasadzie połowa wycieczki. Trochę żal już wracać, więc przedłużam lato wyciągając się na opustoszałej plaży na Jeziorem Otmuchowskim i chłonąc ostatnie wygrzewające promienie słoneczne w ciepłym wietrze znad wody.
Droga do Strzelina jest taka sobie. Może ciąży mi powrót i widmo poniedziałku. Za to od Strzelina już o tym nie muszę myśleć. Pędzę w sznurze samochodów i uważam, by zdążyć redukować biegi, gdy ci z przodu nagle zaczną naciskać na hamulce.
Już Wrocław. Garaż, zmiana ciuchów i spacer nad Odrą przy zachodzącym słońcu, by jeszcze raz przywołać obrazy dzisiejszego dnia i utrwalić we wspomnieniach.