KONIEC CZŁOWIEKA
Kiedy można mówić o końcu człowieka?
Od jakiś dwóch miesięcy dzień w dzień puszcza mi krew z nosa, czasem nie dam rady zatamować krwi, ale do tego idzie przywyknąć, nawet mnie to kręci. Wstaję bardziej martwa niż żywa, siły brak na cokolwiek, raz śpię 16 godzin innym razem powieki nie chcą opaść. Zmęczenie stało się częścią mojej osobowości, nerwowość -moje drugie imię. Byle co powoduje apogeum wkurwienia, skok ciśnienia, kula gazu w żołądku, niewyobrażalnie duży przypływ siły po czym następuje kurewskie osłabienie i często omdlenie. Mięśnie ciężkie jak cholera, jakby zwiotczałe, psychiczny dyskomfort i obsesyjne myśli o zmianie świadomości. Z jednej strony wewnętrzny głos mówi mi, że się uzależniam, że jestem już uzależniona i wpierdalam się w alko jeszcze, a z drugiej neguje wszystkie objawy łudząc się, że to nie prawa. Nie wiem już co jest prawdą, a co nie. Izoluję się od ludzi, jestem wśród nich, ale nie jestem ich częścią. Oddycham zatrutym przez kłamstwa powietrzem, rzygać mi się chce patrząc na siebie i te pozory, które tworzą mnie, a duma nie pozwala przyznać się do błędów, zniszczyć wizerunek twardej, pokazać słabość. Coraz ciężej znoszę skoki wagi, coraz częściej łapię się na pomijaniu posiłków. Czuję się kurewsko gruba. Wyglądam źle, podkrążone oczy, blada cera, siwe przebarwienia. Łzy nie chcą lecieć już. Kurewskie uczcie samotności i pustki, którą znów próbuję zapchać. Nie mogę znieść tego stanu, kiedy to się skończy? Kiedy ja się skończę ? Jestem bezsilna, poddaję się kurwa.











