Cień cz.2
Przez kilka pierwszych dni marca chodziłem po szkole jak burzowa chmura. Sam nie wiem czemu, ale zamiast być smutnym, byłem wściekły.
Dorian zniknął dokładnie dwudziestego dziewiątego lutego. Podobno wyszedł z domu do szkoły, ale już tego dnia nie było go na żadnych lekcjach. Od tamtej pory go nie widziałem. Przesłuchiwano mnie chyba z pięć razy - i za każdym mówiłem to samo: że nic nie wiem, że się ze mną nie kontaktował i że nie mam pojęcia, gdzie teraz może być.
Nikt mnie jednak nie pytał o moje podejrzenia, ani o to, co mogło się stać z Dorianem i czyja to wina. A tak się składa, że miałem swoje podejrzenia...
***
Naprawdę trudno było złapać Samaela kiedy był sam. Nadal uważam, że to prawdziwy cud, że mi się udało. Cały czas otaczał go wianuszek wiernych fanów i żeby poważnie porozmawiać z tą piekielną materią, musiałem się porządnie namęczyć.
Zauważyłem, że on w ogóle nie chodzi nigdzie sam. Kiedy wychodził z klasy lub do niej wchodził, zawsze otaczali go ludzie. Nigdy nie widziałem, żeby kiedyś wchodził do szkolnej toalety. W dodatku do szkoły przychodził równo z dzwonkiem, a od razu po lekcjach znikał - po prostu wsiąkał jak kamień w wodę.
Siedziałem z Samaelem tylko na godzinie wychowawczej (to i tak godzinę więcej niż bym chciał), która była w poniedziałki. To oznaczało, że jeśli chciałbym pogadać z nim w poniedziałek, musiałbym czekać z tym do siódmego marca, czyli upłynąłby dokładnie tydzień od zniknięcia Doriana. Wtedy zrozumiałem, że nie mam innego wyjścia - musiałem czekać.
Nie spodziewałem się jednak, że okazja do rozmowy z Samaelem nadarzy się tak szybko. Już w czwartek czekała mnie spora niespodzianka.
Kiedy przyszedłem do szkoły na rano i otworzyłem moją szafkę, na pierwszej półce leżała koperta. Wyglądała zwyczajnie - była biała i niezaklejona, ale ktoś napisał na niej czarnym atramentem moje imię i nazwisko: Adam Lewandowski. Charakter pisma był elegancki, w ogóle nie przypominał czcionki ucznia. Tylko na jednej lekcji siedziała obok mnie osoba, która pisała w ten sposób, starannie i pochylonym na lewo pismem...
Zmarszczyłem brwi i drżącymi rękami wyciągnąłem z koperty kartkę. Nie było na niej wiele napisane:
Adamie,
Wiem, że chcesz ze mną porozmawiać. Jeżeli chcesz, możemy spotkać się dzisiaj na przerwie obiadowej w bibliotece. Tylko my, we dwóch. Będę tam na ciebie czekał.
Samael
PS. Radzę ci zastanowić się, jakie pytania chcesz mi zadać.
Nie wiem czemu, ale nagle przeszedł mnie dreszcz. Wszystko to było jakieś chore... Skąd on wiedział, że chcę z nim pogadać? Przecież nikomu o tym nie mówiłem... I biblioteka? Ostatnie miejsce, do jakiego zaprosiłbym kumpla na miłą pogawędkę - tam zawsze jest pusto, szaro i zimno... W sumie Samael nie był kumplem, a pogawędka nie miała być miła, ale biblioteka?
Przedarłem list na pół. Kto pisze listy w dzisiejszych czasach? I w dodatku zostawia w szafce?
W tamtym momencie coś sobie uświadomiłem. List w szafce? Szafce zamkniętej na klucz? Będę musiał się dowiedzieć, kto mógł buszować mi w rzeczach, kiedy tylko załatwię sprawę z Samaelem.
Kiedy kilka minut później stałem samotnie pod klasą, pojawił się Samael w towarzystwie Edmunda i Kacpra. Uśmiechał się do mnie, jakby wiedział coś, czego nie wiem ja. Zapragnąłem nagle wbić mu pięść w twarz. Już za kilka godzin będę miał do tego świetną okazję.






















