Pierwszy dzień w Chorwacji był przyjemny. Olbrzymie słońce grzało na tle niebieskiego nieba. Jachty odbijały się w lustrze modrej wody. To było moje pierwsze doznanie, kiedy wyszedłem z autobusu w Sukosanie. Był pogodny i miły dzień. I miałem ufność, że taki będzie następujący tydzień. Teraz właśnie rozpoczynałem mój pierwszy w życiu rejs jachtem. Jacht Sun Odyssey 54 DS był rzeczywiście spory. Miał spore niebieskie okienka, komfortowy kokpit, wysoki maszt a także mnóstwo kolorowych lin. Na jego pokładzie czekał na swoją załogę szczupły chłopak, Marcin, to był nasz kapitan. Na pokład wspólnie ze mną weszli: 2 koleżanki (jedna zjawiskowa blondynka, druga szczuplutka brunetka), starsze małżeństwo oraz 2 chłopaków w wieku kilkunastu lat. Na pomoście było gwarno, dookołoa kolorowo i wesoło. Kapitan Marcin przywitał sympatycznie z każdym z nas, pokazał gdzie są nasze miejsca do spania. Pomieszczenia były raczej wąski i krótkie, ja jestem stosunkowo spory, ale generalnie i tak nie spałem wiele potem w ciasnej kabinie, jak to się zademonstrowało. Po smacznym posiłku nasz kapitan przeprowadził szybkie przeszkolenie. Zademonstrował, do czego służą kolorowe cumy, jak używa się ostrego bosaka, po których elementach kadłuba należy chodzić roztropnie oraz ogólnie wypracował najważniejsze zasady bezpieczeństwa. Po nauczaniu poszliśmy na zakupy do lokalnego sklepu: kupiliśmy świeże i pachnące bułki, przeróżne warzywa, duży rezerwuar wody, gorzkie oraz słodkie przyprawy, smakowite wędliny. Zapomnieliśmy nabyć środków do czyszczenia brudnych plam, do czyszczenia cuchnących łazienek i środków przeciwko wścibskim komarom.
Wieczorem każdy poszedł w swoją stronę. Ja zobaczyłem wiekową, ogromną katedrę w sąsiednim Zadarze. Potem zwiedziłem krużganki a także regionalny targ, gdzie były wielkie oraz małe dywany, świecące pamiątki, radosne i poważne obrazki oraz grube książki, niestety w języku chorwackim. Później przysiadłem sobie w knajpie, sympatyczny kelner zarekomendował mi najlepszą według niego potrawę, po czym po dosyć długim czekaniu przyniósł gorący półmisek różnorodnych mięs oraz cienko krojonych warzyw. Zamówiłem do tego wspaniałe, lecz dosyć kosztowne wino i w świetnym stanie wróciłem na jacht. Tam nieco się poznaliśmy z pozostałymi załogantami i wszyscy radośni i w doskonałych humorach udali się na zasłużony sen. Nastepnego dnia mieliśmy wychodzic w morze.