Mój kilim
Zabieram swój kilim wszędzie ze sobą
Jest za mną na zdjęciach z kolejnych lotnisk i mieszkań
Nieznajomi zaglądają A niech sobie patrzą I tak co roku przeplatam nowe sploty
Wieszam na ścianach
(tysiące lat mają
nadal w nich wiercą)
Ja już maleję,
on jeszcze rośnie
Zamykam w pętlach "nie mów nikomu"
"Czemu tyle czerni" pytają mnie czasem To zwykły jest kolor przecież bywało u mnie gorzej
Kiedy zaczynałam miał pewne wzory Więc przędę na ślepo, zgodnie z zasadą
Mój jest ten kilim. Ale komuś go zostawię, Haczyki obrywa, bo ciężki się zrobił
No i za mocno trochę już daje Dam do wywietrzenia z zapachu krain przeze mnie zwiedzonych
Poza tą jedną.
Kiedyś wyruszę
bo len mają w misternych odcieniach
i limit bagażu praktycznie zerowy

















