Znałem kiedyś takiego chłopaka,
Który od młodości dostaje w kość,
Stara się byś normalny,
Ale wszystko zwraca się przeciwko niemu,
Wszyscy go niszczą,
A on sam już stracił wiarę w siebie,
Odrzucił wszelką formę i ma gdzieś zasady społeczeństwa,
Pokazując się mi zaczął od środka a skończył na zewnętrzu,
Zupełnie inaczej niż inni,
Nigdy się nie śmiał a uśmiechał tylko fałszywie,
Ręce w bliznach po dawnym życiu,
W oczach widać ból i cierpienie,
Które ciągle mu towarzyszy,
Tyle razy był u psychologa,
Ale nic to nie dało,
Ma złe wspomnienia,
Którymi niechętnie się dzieli bo to go boli,
Nie ma przyjaciół bo nie potrafi znów zaufać,
Nie ma miejsca na kolejny nóż,
Nie rozmawia o uczuciach bo boi się, że go wyśmieją,
Udaje twardego choć co noc płacze,
Nie pozwala nikomu się zbliżyć do siebie,
Wszystkich odrzuca,
Boli go samotność ale nie chce napotkać kolejnego fałszywca,
Na co dzień wydaję się normalny,
Nie wyróżnia się z tłumu ale prawda jest inna,
Zamknął się w sobie już lata temu,
Nigdy nie prosił o pomoc choć tak bardzo jej potrzebował,
Nikt mu jej nie dał bo nie wiedzieli, że jej potrzebuje,
Bardzo dobrze gra kogoś innego,
Kogoś kim nie jest,
Nie mówił słów “Kocham Cię” bo uważał, że są nic nie warte,
Tyle razy je słyszał, że straciły dla niego sens,
Uważał - Jeśli ktoś kogoś naprawdę kocha to nie mówi tego tylko to okazuje,
Niestety nie miał takiej osoby,
Przez swoje przeżycia stracił całą radość z życia,
Z roku na rok stawał się bardziej agresywny,
Izolował się od świata i stworzył swój własny,
Bardzo miło go wspominam,
Niestety mogę go już tylko wspominać…