Znowu wszystko popsułam, ale to nic nowego, ig. Powiedzmy, że najważniejsza jest waga w poniedziałek i teraz zrobię znowu wszystko, aby była niższa.

Discoholic 🪩

oozey mess
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
🪼
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH

shark vs the universe
RMH
d e v o n

@theartofmadeline

Andulka

祝日 / Permanent Vacation

❣ Chile in a Photography ❣
taylor price
"I'm Dorothy Gale from Kansas"

Origami Around
occasionally subtle

Monterey Bay Aquarium
Alisa U Zemlji Chuda
seen from Saudi Arabia

seen from United States
seen from Kazakhstan
seen from Germany
seen from United States

seen from United States
seen from Norway

seen from Malaysia
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from Poland

seen from United States
seen from United States

seen from Argentina

seen from United States
seen from United Kingdom
seen from Ireland

seen from Venezuela

seen from Australia
@wikusiaeqqq
Znowu wszystko popsułam, ale to nic nowego, ig. Powiedzmy, że najważniejsza jest waga w poniedziałek i teraz zrobię znowu wszystko, aby była niższa.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Chcę, aby to przeminęło, ale jednak nie chcę.
Pragnę osiągnąć cel, ale boję się go zdobyć.
Bycie normalnym brzmi pięknie, ale bycie nieziemsko chudym lepiej.
Nigdy nie wyzdrowieję.
20.04.2026r.
Dzień doberek! Dzisiejszy dzień był gdzieś pomiędzy dobrym, a złym, ponieważ przez cały poranek i wczesne popołudnie dosłownie tryskałam energią i czułam się wręcz doskonale - w przeciwieństwie do wczorajszego całego dnia oraz.. dzisiejszego wieczora, wraz z późnym popołudniem. Jak tylko przebudziłam się z mojej drzemki to czułam się tak okropnie - spocona i zmęczona jeszcze bardziej niż wcześniej. No i cholernie głodna, chociaż do tego powinnam powoli przywykać, bo chyba będzie to moja nowa codzienność. Zdaje mi się wręcz że wcześniej jak to wszystko robiłam to nie czułam się tak słabo, a teraz? Czuję się non stop jakaś taka osłabiona, mimo że śpię wystarczająca ilość, ruszam się i piję dużo wody. Wręcz radzę sobie lepiej, niż wcześniej, a jednak - czuję się znacznie gorzej, a przynajmniej przez większość czasu - bo poranek nie był taki zły. Nawet czułam się dobrze przez chwilę.
Zważyłam się rano, tak jak sobie obiecywałam od początku i uwaga.. pojawiło się 51,7kg na wadze. Powiedzmy, że nie tego się spodziewałam w dobrym znaczeniu tych słów. Przygotowałam się na najgorsze przez prawie cały wczorajszy dzień, a jednak - czasami moje życie umie zaskoczyć chociaż troszkę pozytywnie. Dziwi mnie to, bo minęło dopiero pięć dni - dzisiaj tak właściwie jest dopiero szósty dzień. Nie minął nawet tydzień, a waga pokazała -2,3kg do czego raczej nie jestem przyzwyczajona, ponieważ raczej tak szybko wcześniej nie zwalałam wagi. Może poniekąd moje ważenie się raz w tygodniu będzie działać lepiej, niż myślałam na początku. Przynajmniej aż tyle nie myślę o mojej wadze, chociaż czasami łapie się na wręcz obsesyjnym myśleniu o następnym ważeniu się.
Obrzydzenie do siebie to akurat codzienna myśl.
Aczkolwiek dzisiejszy dzień był luźny - nie wymagał ode mnie wiele wysiłku na moje szczęście. Byłam z klasą w teatrze na jakimś słabym spektaklu, ale przynajmniej byłam wcześniej w domu, więc też mogłam zjeść wcześniej obiad - wiadomo jak to wszystko działa u mnie. Czym wcześniej jedzenie, tym dłuższe okno pomiędzy śniadaniem następnym.
Wracając do głównego tematu zjadłam dzisiaj na śniadanie serek wiejski lekki (nic nowego wiem), do "szkoły" gruszkę, a na obiad pierożki gyoza. Jakoś strasznie dużo tego jedzenia nie była na moje szczęście. Czuję się tak lepiej - a przynajmniej moje sumienie mnie nie obarcza poczuciem winy, że zjadłam zdecydowanie za dużo, niż powinnam.
W końcu mogłam zawsze zjeść mniej. Zrzucić więcej.
Podsumowując zjadłam 350kk, spaliłam 70, więc końcowo na dzisiejszy dzień przypada mi 280kk. Jak już mówiłam wcześniej nie jest jakoś tragicznie. Zjadłam w miarę mało. Nie czuję się tak źle psychicznie chociaż, bo fizycznie - no wiadomo. Czuję się dosłownie tragicznie. Trzeba do tego przyzwyczaić się, bo chyba teraz to będzie tak wyglądać.. bo raczej nie mam zamiaru poddawać się myślom, aby zjeść więcej. Jeszcze nie teraz. Minęło za krótko. Za mało.. za dobrze mi idzie, żeby to teraz zaprzepaścić, bo czuję się troszkę gorzej. Będzie dobrze.
Chyba będzie dobrze.
Dziękuję Wam za przeczytanie i..
Chudej, spokojnej nocy, najdroższe motylki!!!
Czemu jedzenie nie mogłoby zniknąć? Wyparować spod moich oczu, przestać kusić, jak najobrzydliwszy grzech.
synkó co to za spam
tylko nadrabianko zaległości z dzisiejszego dnia haha

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
19.04.2026r.
Dzisiejszy dzień jest chyba najgorszy z tych wszystkich dotychczasowych. Obudziłam się, czując się kompletnie wycieńczona i zmęczona. Jakby po co ja poszłam spać, skoro nawet się nie wyspałam ani trochę? Co najlepsze poszłam nawet wcześnie spać, jak na to o której idę spać najczęściej w weekendy. Przez cały dzień czuję się jakaś osłabiona, zmęczona i taka słaba. Ciągle czułam się głodna i tak właściwie dalej czuję ten sam upierdliwy głód, wraz z burczeniem w brzuchu, co naprawdę mnie irytuje. Nie mam nawet ochoty na jedzenie, ale chyba jestem głodna. Nigdy nie byłam dobra w określenie tego czy jestem głodna w danym momencie. Tak właściwie zawsze miałam z tym problem - pewnie też dlatego mam stricte swoje godziny jedzenia kiedy jeść, ale dzisiaj? Dzisiaj czuję się cholernie głodna, ale jakoś nic z tym za bardzo nie robiłam.
Nie naliczę się ile razy dzisiaj myślałam o binge właśnie przez to cholerne uczucie. Moje myśli dosłownie prawie tylko krążyły wokół jedzenia przez co automatycznie miałam gorszy humor i chodziłam wszędzie ponura oraz z kompletnym brakiem siły. Dzisiejszy spacer to wręcz wymusiłam w siebie, aby spalić te kalorie, bo jakoś nie wyobrażam sobie nie mieć spalone chociaż troszkę w szczególności, że pogoda jest w miarę ładna i nawet zachęca do wyjścia na zewnątrz - jedyny problem był taki, że nie miałam na to kompletnie siły, ani chęci. Ale jakoś się zmusiłam do tego, chociaż teraz czuję się jeszcze gorzej. Niby nie chce mi się spać, ale czuję się zmęczona, tak jakbym przebiegła jakiś maraton - zrobiłam dzisiaj tylko spacer and that was it.
Wiem, że to poniekąd może być spowodowane tym jak jadłam przez to ostatnie dni, ale jakoś nie dopuszczam do siebie tej myśli. W końcu dopiero mija pięć dni odkąd znowu zaczęłam. Przecież nie mogę tak szybko wykończyć mojego organizmu.. a napewno nie do tego stopnia, więc za bardzo nie wiem co się dzieje, ani co jest tego przyczyną. Może to tylko dzisiaj - i mam taką nadzieję, że to tylko dzisiaj, bo dosłownie nie przeżyję tego tygodnia, jeśli mam zamiar czuć się tak codziennie. Trochę dobija mnie już sama myśl o takim tygodniu.
Zero siły. Zero chęci na nic.
Czuję się dosłownie, jakbym nie spała przez parę dni i jeszcze codziennie przebiegała jakieś ogromne maratony. Poranek w ogóle zdawał się jakiś okropnie trudny - same stawianie kroków były uciążliwe. Czułam się tak jakoś dziwnie lekko.. Ale i uciążliwie. Dziwne uczucie, którego sama nie rozumiem. Jeszcze później do tego myślałam, że umrę na kiblu (broski, to nie jest śmieszne, gdy nagle mnie rozsadza znikąd). Ten cały dzień był jak jakiś niefajny koszmar - czuje się, jakbym była za mgłą, a życie po prostu gdzieś mija - chociaż w pewnym momencie wszystko mi się okropnie dłużyło, a teraz znowu wszystko przyspieszyło. Nie nadążam już nad tym wszystkim, a mój mózg napewno też nie.
Wracając do głównego, zjadłam dzisiaj na śniadanie serek wiejski lekki (normalnie kto by zgadnął), a na obiad makaron - starałam się zjeść, jak najmniejsza porcja i mi się nawet udało, bo czułam się.. jakbym się męczyła tym jedzeniem, mimo że niby byłam tak głodna. Normalnie nie chciało, ale chciało mi się jeść. Bardzo dziwne uczucie.. chociaż teraz jakbym mogła to bym normalnie zjadła wszystko, co by mi wpadło w rękę, ale chyba za bardzo mnie przeraża stojąca waga jutrzejszego dnia. Może chociaż ta liczba jutro trochę mnie pocieszy.. za te katusze dzisiejsze, bo tak źle dawno się nie czułam, jeśli mam być szczera.
Męczyłam się normalnie przez cały dzień i nawet nie wiem czym. Nie miałam czym.
Podsumowując zjadłam 520kk, spaliłam 320, więc na dzisiejszy dzionek nieszczęsny mam 200kk. Niby mało, więc powinnam się cieszyć, ale jakoś przez tą mgłę umysłową nie potrafię się w ogóle tym pocieszyć. Czuję.. dosłowną pustkę, nie licząc tego okropnego zmęczenia, które nie chce mnie opuścić jak narazie.
Widzimy się jutro wieczorkiem z wagą:).
Dziękuję za przeczytanie i..
Chudej, spokojnej nocy, najdroższe motylki!!!
Motywacja znika, a dyscyplina powinna zostać. Powinna to słowo klucz, bo w końcu nie oznacza ono, że musi.
18.04.2026r.
Dzisiejszy dzień zaliczyłabym do wręcz takiego jednego z idealnych - dobry humor, długi spacer i w miarę mało jedzenia - lepiej już nie mogło być zwyczajnie. Dzień był tak zapracowany, że nawet nie myślałam o jedzeniu w ogóle, chociaż mój tata wyskoczył dzisiaj z jakimiś donatami, które wyglądają radioaktywnie - na szczęście nie zjadłam żadnego i raczej nie mam zamiaru ich jeść, gdyż nawet ich wygląd nie zachęca, a kalorii też pewnie mają dużo. Nawet nie miałam ochoty na słodkie, co jest równie dużym zaskoczeniem dla mnie, bo raczej jestem typem osoby, która pochłania słodycze - a później katuje się, aby spalić je haha.
Kupiłam sobie dzisiaj strasznie dużo napoi zero - jakaś pepsi cream, ale jeszcze jej nie zdarzyłam pić. Narazie napajam się wodą, jak zawsze zresztą. Ostatnio nawet picie dużej ilości wody nie sprawia mi większego problemu, chociaż czasami jest to problem, gdy nie jestem w domu. Nie wiem czemu, ale mam tak, że kompletnie nie mam ochoty pić, gdy jestem poza domem - jak wypije choć łyczek wody poza domem to już jest jakiś najświętszy cud.
Trochę obawiam się tej wagi w poniedziałek, mimo że trzymałam się wszystkich założeń, które wcześniej ustaliłam sobie. Czuję, że nie usatysfakcjonuję mnie ta liczba wyświetlona, bo wiadomo wcześniej przywykłam do czegoś innego, a odkąd się tak zapuściłam to już nawet czwórka z przodu brzmi, jak piękny sen, który mógłby się nigdy nie skończyć - ale się skończył tak szybko, jak zaczęłam jeść normalnie. Wiem, że raczej mogę obstawiać najniżej 52 kilogramy, bo raczej więcej nie zrzuciłam przez ten tydzień - moja waga lubi się niemiłosiernie wahać, gdy jestem w szkole i jem nie tak równomiernie, jak jem w dni wolne. Jeśli mam być szczera to nawet to jak muszę jeść w dni szkolne mnie lekko irytuje. Jakbym mogła to bym nic nie brała, ale no rodzice dalej mnie pilnują ze wszystkim, a jedzenie nie mam zamiaru wyrzucać - dlatego tak kombinuję z w miarę niskokalorycznym jedzeniem i braniem jak najmniej, chociaż koleżanki, patrząc się na mnie jak na debila, jak jem tyle ile jem.. ale jakoś mi to nie przeszkadza. Chyba do tego przywykłam.
Chociaż w tym następnym tygodniu będę mieć sporo okazji do zjedzenia mniej to.. w końcu zobaczycie:). Zapowiada się to dość dobrze przynajmniej, chociaż czeka mnie wyjazd w kolejny weekend, co raczej pewnie nie będzie mi ułatwiało ciągnięcia tego, ale postaram się robić to jak najlepiej i jak najmniej.
W końcu kiedyś muszę osiągnąć wymarzoną sylwetkę, a nie ciągle się guzdrać w tym ohydnym, grubym ciele.
Wracając do najważniejszego na śniadanie zjadłam serek wiejski lekki, a na obiad kurczaczki domowej roboty z pomidorkami - i to tyle na ten dzień. Jak mówiłam wcześniej w miarę mało, co mnie.. poniekąd zadowala. Czuję się tak lżej i lepiej, gdy jem tak mało ilościowo. Sylwetka też zdaje się wyglądać znacznie lepiej, bo nawet dzisiaj nie czułam się aż tak obrzydliwie sama ze sobą - przynajmniej w tej jednej czwartej, bo wiadomo że większość mojego ciała nie należy do najpiękniejszych widoków dla mnie.. i najprawdopodobniej dla innych. W końcu nie tylko mnie obrzydza moje ciało, prawda? A przynajmniej tak sobie wmówiłam, aby dalej to kontynuować. Jakąś małą motywację trzeba mieć w sobie.
Podsumowując zjadłam 390kk, spaliłam 320, więc końcowo na dzisiejszy dzień mam 70kk.. i aby tak dalej, tak właściwie. Takie dni sprawiają, że nawet wierzę, że może osiągnę to. Że może jednak nie jest tak źle, jak sobie to wszystko wyobrażam w głowie i że to tylko moja wyobraźnia tak histeryzuje. Chociaż nigdy nie wiadomo.
Dziękuję Wam za przeczytanie i..
Chudej, spokojnej nocy, najdroższe motylki!!!
Moja młodsza wersja mnie byłaby zawiedziona tym jak gruba dalej jestem.
17.04.2026r.
Dzisiejszy dzień jest taki klasyczny - obrzydliwie męczący i stresujący, chociaż to już nic nowego u mnie. Nie powiedziałabym, że działo się coś interesującego, raczej załamujące sprawy w szkole. Przez cały dzień czułam się jakaś napuchnięta - dosłownie bloated w najgorszym wydaniu, mimo że wczoraj zjadłam mało. Ciągle siedzę na kiblu, co jest dość irytujące - no i męczące also. Chociaż chyba lepsze to niż problemy z załatwieniem się.
Dzisiaj chyba bez pesymistycznych gadek z mojej strony, jako iż w większości czasu nie czułam się najgorzej - bardziej zwyczajnie zmęczona wszystkim, co się dzieje wokół. Może i lekko przygnębiona i obwiniająca się za wszystko, ale to już chyba klasyczek w moim życiu, który nigdy się nie zdaję zmieniać.
Nawet nie myślałam jakoś strasznie o jedzeniu, patrząc wokół czego wczorajsze myśli krążyły. Byłam chyba dzisiaj aż tak zajęta, że nawet o tym za bardzo nie myślałam, co jest.. można powiedzieć że małym sukcesem chociaż na dzisiejszy dzień i patrząc na moje poprzednie upadki.
Chociaż wiadomo - nie mogę się cieszyć za długo, bo pewnie niedługo to zniknie.
Wolę nie myśleć aż tak bardzo, że robię postępy, bo poniekąd sprawia to, że wracam do początku najczęściej przez objadanie się, jako "nagroda", chociaż końcowo bardziej wychodzi to jako kara, której konsekwencji nie potrafię za bardzo znieść - a napewno nie z godnością.
Powiedzmy, że jakoś sobie radzę - lepiej czy gorzej. Mogłoby być gorzej, ale i mogłoby być znacznie lepiej.
Wracając do głównego tematu zjadłam dzisiaj serek wiejski lekki, do szkoły owoce i chrupki, na obiad sałatka i batonik jakiś z orzechów - wiem, że mogłam do nie jeść, ale jak go zjadłam to też przynajmniej nie popadłam w myśli o binge, które później pewnie skończyłyby się właśnie obżarstwem, którego w tej chwili nie potrzebuje ani trochę - chociaż czasami czuję się dziwnie słabo fizycznie, ale da się do tego przyzwyczaić - od nowa.
Końcowo zjadłam 700kk, spaliłam 80, więc na dzisiejszy dzień mam 620kk. Wiem, że to dość sporo porównując do wczorajszego dnia, ale no już trudno. Nic z tym za bardzo nie zrobię teraz. Też nie czuję ogromnej potrzeby obwiniania się za to, bo obwinianie się w moim przypadku pewnie skończyłoby się znowu binge - tak wiem brzmi to dość żałośnie z mojej strony, ale taka jest prawda. Wolę już zjeść tego głupiego batona, niż później objadać się czym tylko popadnie i na koniec zjeść tego batona. Tak przynajmniej mam czyste sumienie i brak kolejnego błędu, który dość często ostatnio popełniam, mimo moich starań, które w większości zdają się być na marne.
Dziękuję Wam za przeczytanie i..
Chudej, spokojnej nocy, najdroższe motylki!!!

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Czasami zastanawiam się dlaczego dalej ciągnę to wszystko, pomimo tego że mój główny powód zniknął.
16.04.2026r.
Dzisiaj jest w miarę dobry dzień, chociaż ciągle zdaje się, że myślę o jedzeniu, co wiadomo mnie ani trochę nie dziwi, ale to dziwne uczucie, gdy myślę non stop o znowu poddaniu się, a tego nie robię, tak właściwie bez żadnej przyczyny. Czuję się bezsilna, chociaż nie popadam w te myśli.. i zwyczajnie tego nie robię, chociaż z tyłu głowy siedzi myśl, że marnuję sobie życie, żyjąc w taki sposób.
Restrykcyjnie. W ciągłej kontroli. Strach.
Z drugiej strony nie sądzę, abym zasługiwała na coś lepszego, niż to. Nie zasługuje na spokojne życie bez zmartwień, związanych z moim ciałem i jedzeniem. Wtedy to już nie byłabym ja. To wszystko stało się częścią mnie, która jest poniekąd niezbędna, bo kim będę bez tego wszystkiego? Kimś, kto nie potrafi się skontrolować? Kimś, kto nie potrafi utrzymać postanowienia? Nie brzmi to najlepiej i poniekąd brzmi to, jak idealną motywację w stronę dalszego brnięcia w to, chociaż.. bardziej mnie przeraża, niż motywuje.
Nie powiedziałabym, że cokolwiek mnie motywuje w ostatnim czasie.
Czuję się pusta, wybrakowana. Lgnę do wspomnień, które mnie nawiedzają co noc - chociażby związanych z moją chudszą sylwetką lub z osobą, która zniknęła z mojego życia za szybko. Mam wszystko, ale nic. Nie mam nawet głupiej kontroli nad moimi własnymi decyzjami, czuję się czasami jak więzień w tym.. okropnym, obrzydliwym ciele. Co ja zrobiłam, że na to zasłużyłam?
Najprawdopodobniej jadłam za dużo, myśląc że to da mi lepszą ulgę.
Dało, co najwyżej ogrom zmartwień i wyrzutów sumienia. Mogłam zaprzestać wcześniej. Wcześniej powstać i narodzić się na nowo.
Marnuje tylko mój własny czas, który zdaje się być limitowany i to, co najlepsze - przez sama mnie. Nie przeraża mnie śmierci, ale przeraża mnie to w jakim stanie wtedy będę. Pokręcone.
Głowa, jakby miała mi zaraz eksplodować od tych wszystkich myśli, wraz z jej bólem, nie wspominając o ciągle towarzyszącym zimnie. Przecież nawet dobrze nie zaczęłam, a już czuję, jak to wszystko powraca z jeszcze większą siłą. Każdy efekt uboczny mnie atakuje, mimo że nie zrobiłam tego nawet tak dobrze, jak chciałam. Idealnie mało i wystarczająco chudo.
Stresuję się wszystkim, co popadnie, ale to chyba normalne. Normalne dla mnie.
Wracając do najważniejszego tematu. Zjadłam dzisiaj serek na śniadanie, do szkoły owoce, a na obiad naleśniki. Nie było dużo, więc w miarę czuję się usatysfakcjonowana z tym.. powiedzmy rezultatem końcowym. Zjadłam 470kk, spaliłam 300, więc na dzisiejszy dzień mam 170kk. Nie jest tak tragicznie, jak w poprzednich dniach, ale czuję się gorzej - oczywiście nic zadziwiającego. Tydzień był znowu dziwnie zapakowany stresem i ciągłą presją, więc pewnie dlatego czuję się, tak a nie inaczej - a pewnie to ile jem wcale nie pomaga w tym.
Ale to nie jest ważne. Ważna będzie waga w poniedziałek, która i tak najprawdopodobniej zawiedzie, ale to już przyzwyczajenie. Ona nigdy mnie nie zadowalała.
Dziękuję Wam za przeczytania - trochę mnie poniosło znowu:)!!
Chudej, spokojnej nocy, najdroższe motylki!!!
AAAA ZASTAANAWIAŁAM SIE GDZIE JESTEŚ!!!!!!
jestem, jestem haha, raczej nigdzie się jeszcze nie wybieram
Potrzebuję schudnąć, jak najwięcej.. tak aby nikt nie potrafił mnie poznać. Potrzeba, nie chęć.
15.04.2026r.
Tak, znowu jestem tutaj. Jakby ktoś się zastanawiał co się działo przez te dni mojej nieobecności to tak właściwie nic ciekawego - znowu jadłam więcej, bo patrzenie na stojącą wagę, że tak ujmę - bardzo mnie sfrustrowało i zdenerwowało. Poniekąd znowu wróciłam do punktu wyjściowego, ale powiedzmy, że nie załamuję się i próbujemy dalej. Stwierdziłam, że ważenie się codziennie nie ma żadnego sensu, gdyż jedynie się denerwuje gdy waga mi stoi i stwierdziłam, że będę się ważyć co poniedziałek i oczywiście będę wam o tym pisać. Narazie ustalamy, że niby ważę to 54 - pewnie ważę mniej, ale to już co innego. Wiadomo w poniedziałek się zważę, chociaż obstawiam, że cudów tam nie zobaczymy i że najmniej to będzie 52, ale no ciężko mi na to poradzić, gdy non stop zatrzymuje mi się woda w organizmie, a mój metabolizm to jakiś dramat - co wcale mnie nie dziwi końcowo, w końcu sama se go zepsułam na moje własne życzenie.
Wiadomo nie poddaje się. Jestem za bardzo uparta na zwykłe odpuszczenie, a w szczególności, że moja droga w tej społeczności trwa już trzy lata - tak wow szybko to minęło (dla sprostowania pisze od niecałego roku, ale już wcześniej na moim pierwszym koncie coś tam siedziałam po blogach i czytałam). Jestem powiedzmy, że bardziej pozytywnie nastawiona, więc możliwe, że wyjdzie mi lepiej, bo czym jestem gorzej nastawiona, tym gorzej mi wychodzi - a przynajmniej tak przyuważyłam, patrząc na moje ostatnie upadki (które dość często się zdarzają ostatnio - gdzie ta moja dyscyplina poszła? Haha).
Dzisiejszy dzień był taki normalny. Wróciłam w miarę bez większych problemów do wcześniejszych restrykcji, więc to chyba jednak mój w pełni świadomy wybór, gdy jem więcej (niestety - zero kontroli we mnie albo raczej już się przyzwyczaiłam do czego innego). Moje myślenie o sobie jest niezmienne. Czuję się obrzydliwie, co jest dość oczywiste. Waga mi dość często stoi i nie mogę nawet wrócić do tego, co było wcześniej na moje nieszczęście. Czuję się zwyczajnie, jakby moje starania nie były kompletnie brane pod uwagę przez moje ciało - jakkolwiek to brzmi. Wiem, że mogłabym lepiej i mniej, ale z drugiej strony to nie są wakacje, gdy mogę robić kompletnie nic (swoją drogą, czy tylko mi lepiej jest się odchudzać podczas wakacji, gdy mam więcej czasu i jest cieplej?). Tak wiem, nie powinnam narzekać, bo w końcu nie robię wystarczająco dużo. Taka jest już prawda, ale nie mogę też się załamywać, bo te źle zwyczajnie na mnie działa.
Wracając do najważniejszego, na śniadanie był serek, do szkoły owocki, a na obiad zupa z bułką (nie pytać się po co zjadłam tą bułkę, byłoby znacznie mniej, jakbym jej nie zjadła). Podsumowując zjadłam 540kk, spaliłam 70 (yup, wstyd - ale każdy wie, że jestem przeciwieństwem sportowej osoby), więc końcowo na dzisiejszy dzień mam 470kk. Aż tak nie będę narzekać na to, bo poniekąd nie jest źle, jak na mój setny pierwszy dzień (jak mi kiedyś wyjdzie to ja się normalnie zdziwię - jedyne co umiem to myśleć, jak najgorzej o siebie - szkoda, że nie widać tych myśli po moim ciele, bo jak narazie wyglądam, jak przeciwieństwo).
Tak, tak postaram się pisać częściej, znaczy codziennie, ale zobaczymy jak mi to wyjdzie. Może tym razem wyjdzie lepiej (za dużo tej nadziei we mnie, nie sądzicie? Albo to ta upartość. Sama nie rozumiem siebie). Jak coś to będę winna sama sobie - jak zawsze zresztą:).
Dziękuję za Waszą uwagę i..
Chudej, spokojnej nocy, najdroższe motylki!!!

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Obżeranie się, aby uciszyć ciągły stres kiedyś mnie wykończy.
11.04.2026r.
Dzisiejszy dzień przemija niemiłosiernie szybko, co poniekąd mnie nie dziwi, bo każdy weekend jest taki - szybki i mijający aż za szybko, jak na to jak dłuży się sam tydzień. Czuję się dziwnie zmęczona po tym dniu, ale to chyba normalne. W końcu znowu jem w miarę mało. Wiadomo mogłabym mniej, ale pewnie byłoby to problematyczne, chociaż pewnie dałoby mi to lepsze efekty, a napewno szybsze. Większość osób twierdzi, że jestem cierpliwa oraz spokojna, ale w tej kwestii? Nie potrafię wytrzymać paru dni, a nawet jednego dnia bez widzenie efektu na wadze, a właśnie dzisiejszy poranek dał mi niemiłosierna frustrację, gdyż waga stanęła w miejscu na moje nieszczęście - 52,50 - pewnie woda mi stanęła przez to, że mniej piłam wody, ale jakoś automatycznie nastawiło mnie to gorzej na ten dzień. Nastawiło mnie automatycznie na chęć objedzenia się, ale jakoś to obeszłam, chociaż dziwnie mi z tym.
Dopiero zaczęłam, a już mam myśli o tym kiedy to przestanę. Kiedy to wszystko się już skończy i będę mieć święty spokój. Tylko że ja nigdy nie osiągnę tego spokoju w taki sposób z takim myśleniem.
Niby nie poddałam się myślom o zjedzeniu więcej, ale i tak czuję się obrzydliwie z tym, że zjadłam chociaż troszkę słodyczy. Czuję wstręt do siebie, że pozwoliłam sobie. W końcu to jest sygnał, że nie mam żadnej kontroli nad soba i moimi własnymi dłońmi, które jakby mogły to ciągle by sięgały po jedzenie i wpychały w usta, byle żeby nie czuć większych zmartwień i uczuć, których nie potrafię znieść. Czuję się wręcz przebodźcowana przez ilość rodzajów jedzenia - bo w końcu nie zjadłam dużo, jeśli chodzi o samą ilość, a bardziej o typy. Jak jem za dużo rodzajów jedzenia to automatycznie czuję się gorzej, jakbym zrobiła coś złego. Nie wiem czemu tak jest, ale dość często się tak czuję - w szczególności w ostatnim czasie. Najlepiej byłoby jakbym mogła jeść równo śniadanie i mały obiad, tak jak to robiłam w wakacje, tylko teraz to się wszystko komplikuje.
Zawsze jak jest dobrze to wszystko musi się komplikować. W końcu wszystko co dobre nie trwa wiecznie.
Wracając do głównego tematu zjadłam serek wiejski lekki na śniadanie, jako przekąski było sporo drobnych rzeczy, a na obiad nuggetsy domowe. Jak mówiłam wcześniej nie ma jakoś dużo tego, ale jakoś źle się czuję z tym dniem - możliwe, że ta stojąca waga też dodaje do tego poczucia.
W sumie zjadłam dzisiaj 520kk, spaliłam 300, więc na dzisiejszy dzień mam około 220kk - jak mówiłam niby nie dużo, ale no - jakoś dziwnie się z tym wszystkim czuję. W pewnych momentach już nawet nie wiem co czuć. Raz jestem szczęśliwa, aby później czuć kompletną pustkę. Nie wiem co się znowu ze mną dzieje, ale chyba powinnam już być do tego przyzwyczajona - do ciągłych zmian humoru i tego zmęczenia. Dobijającego zmęczenia.
Dziękuję Wam za uwagę i..
Chudej, spokojnej nocy, najdroższe motylki!!!