Je suis Zuza i Marta
Dla niewtajemniczonych: dwie laski były na warszawskim koncercie Rae Sremmurd (młodzi amerykańscy traperzy, już prawie pierwsza liga pewnie więcej klubowych tras nie zagrają), skuły się i wlazły gwiazdom do tourbusa. Chłopacy skorzystali skwapliwie z niedwuznacznych propozycji i - podobno wzorowo - dziewczyny wytarmosili. Historia jakich tysiące. Niestety Marta i Zuza miały duże parcie na internetowy fejm i puściły “oświadczenie” na snapchacie. Jak wiadomo wynoszenie kontentu ze snapchata to bułka z masłem, więc teraz szczegółowy zapis zdarzeń viraluje sobie po internetach. No i zgodnie z oczekiwaniami zaczął się blitzkrieg nienawiści.
Chwalenie się, że się z kimś “jebało” albo komuś “ciągnęło”, to nie jest moja wrażliwość, daleki jednak jestem od moralizowania z kijem w dupie i zwyczajnego wylewania wiader gówna na te dziewczyny. A raptem ulało się nawet tam, gdzie bym się tego nie spodziewał. Dlaczego jechanie tych lasek jest głupie? Bo:
1. Podwójne standardy: żaden typ nie spotkałby się z taką reakcją gdyby pochwalił się, że “zrobił” jakąś gwiazdkę w jej nightlinerze. Ba! Większość komentarzy na pewno byłaby bardzo entuzjastyczna (tak jak pod fotkami Dana Bilzeriana na IG, w przeciwieństwie do komci u Kim Kardashian). Facet + dużo stosunków seksualnych = jebaka; kobieta + dużo stosunków seksualnych = kurwa. Facet + głośne mówienie o swoich podbojach = don juan, casanova, amant; kobieta + głośne mówienie o swoich podbojach = kurwa. To nie jest równe traktowanie, moi mili.
2. Rap, a z kulturą wokół niego zbudowaną wiąże się ten incydent, bezustannie sprowadza kobietę do roli przyrządu do masturbacji. Bitch i hoe, to oprócz nigger, najbardziej powtarzalne zwroty od NY do LA i od Toronto po Houston. Zresztą w Europie nie jest dużo lepiej. VNM - a to przecież raper wysokiej kultury i inteligencji, czytający ponoć Bukowskiego (bo jest o dupach i chlaniu, jak sądzę) - wyobraża sobie, że w wannie “będą go robić” Banks i Twigs. Ktoś mu napisał, że jest szmaciarzem? Nie. Na nowej płycie w kawałku “Barman” nazywa kobiety o temperamencie Marty i Zuzy szlauchami. Kogoś zakłuło to w ucho? Nie. A “Hej suczki, na na na na na” pamiętacie? No właśnie. SKORO TAK SOBIE WYOBRAŻACIE KOBIETY, TO CZEMU DZIWI WAS JEŚLI NIEKTÓRE RZECZYWIŚCIE TAKIE SĄ?! To jest redukowanie dysonansu poznawczego à rebours. Podobnie było z tą vlogerką, która powiedziała, że dla niej w facetach ważny jest hajs i żeby nie miał brody. Co to się wtedy działo, a przecież randomowy Sebek co chwila swojej Roksanie wypomina, że z nim to pewnie dla kwitu jest, a najchętniej to by się z jakimś Alvarezem puściła. Roksana to cię pewnie po prostu kocha, debilu, ale są i takie co chcą tylko torebek i nasiąkać poglądami. Ludzie są różni, to nie jest jakaś skomplikowana prawda.
3. To jest po prostu nie fair. To za co można, a może nawet należy, te dziewczyny krytykować, to ich ciśnienie na społecznościowy fejm. Bycie atencjuszem, z angielska attention nomen omen whore, jest rzeczą bezprzecznie słabą. Wymaga orania, ale też zrozumienia. Taka jest rzeczywistość social media, gdzie można podreperować sobie poczucie własnej wartości like’ami, share’ami i zasięgami. Dla mnie to jest raczej smutne i trochę straszne, ale nie godne potępienia. Filisterską moralność polecam zostawić etatowym specjalistom i przestać zaglądać ludziom do łóżek. A jeśli już te łóżka pokazują, to westchnąć z zażenowaniem i odpuścić, a nie poprawiać sobie samopoczucie czyimś kosztem.
To tyle, co mam na ten temat do powiedzenia. Cała sprawa jest szczególnie ciekawa w kontekście kultury hip-hop, bo to jej przedstawiciele najżywiołowiej zareagowali na tubkę z dziewczynami. Zabawne, że sztuka tak swego czasu progresywna, której tak wiele zawdzięczają mniejszości narodowe, praktycznie nic pozytywnego nie zrobiła dla kobiet. Ale o tym kiedy indziej.












