Ciotka Grześka
Długo nie pisałam, ale nadszedł moment, w którym muszę.
Rzecz, jak zwykle, rozbiła się o Grzegorza. Przewijałam sobie ostatnio fejsa, jak każda szanująca się jesieniara, aż trafiłam na wątek, gdzie Grzegorz chwali się, że Wpaszka nie pisze, bo ma to “coś wspólnego z nim”. Narysował po tym taką kurwa buźkę :> a zaraz potem. Strasznie mnie te hieroglify wkurwiają, bo znam mordę Grzegorza dobrze, i jak sobie go wyobrażę, jak robi taką kocią mordę, jakby chciał sobie suty wylizać bez opuszczania głowy, to mną targa.
Zadzwoniłam więc do Grzegorza punkt 10 rano, specjalnie o 10, bo wiem, że chodzi wtedy do Stokrotki po bułę i mleko, więc nie będzie go w domu, babka odbierze, cały dom za moment będzie wiedział, że Wpaszka dzwoniła, zawiadomią Grześka, on - przy odrobinie - szczęścia - zesra się po środku Stoksy z wrażenia.
10:15 dzwoni Grzegorz z nonszalanckim “CO?”. No to mówię mu jak na spowiedzi: “Chujów sto”. A potem to już wiadomo, zaczął wrzeszczeć, że tak być nie może, że on ser topiony miał w koszyku, że zapłącę mu za to, i na koniec powiedział - chuj wie dlaczego - zniżając złowrogo głos, że tego tak nie zostawi, i że ma ciotkę.
Nie wiem o chuj mu chodziło, bo się rozłączyłam, ale myślę, że Grzegorz tak przywiązany do rodziny, powinien wiedzieć, że jestem jedynaczką, nie mam więc siostry, więc jak mnie Grzegorz wyrucha, to nasze dzieci nie będą miały ciotki Wpaszkowej.
Napiszę mu o tym przy jakiejś okazji, to na pewno zabije w nim ducha.








