20 ciastek
Na przełomie XIX i XXw. w Europie prężnie rozwijały się partie socjalistyczne, współpracujące ze sobą ponad granicami, głoszące konieczność ponadnarodowej solidarności klasy robotniczej. Jednak już 10 lat później sytuacja uległa dramatycznej zmianie. W obliczu wzrostu nastrojów nacjonalistycznych w społeczeństwach, socjaliści w Europie jak jeden mąż zagłosowali za kredytami wojennymi. Seans nienawiści zmył internacjonalizm z powierzchni ziemi, co wkrótce doprowadziło do wybuchu krwawej I Wojny Światowej. Wśród chlubnych wyjątków była niezłomna polsko-niemiecka działaczka Róża Luksemburg, która zdawała sobie sprawę do czego doprowadzi narodowe szaleństwo. Przypłaciła to życiem, zamordowana przez nacjonalistyczne bojówki, nasłane przez lewicowy rząd. Socjaliści rywalizując z prawicą o poparcie społeczne, przyjęli prawicowe metody i sprzedali swoje ideały.
Nie inaczej jest dzisiaj. Lewica w wielu krajach Europy doszczętnie skompromitowała się w latach 90. i 00., realizując neoliberalną politykę, która doprowadziła do władzy liberałów, a w końcu skrajną prawicę. W obliczu klęski, podobnie jak 100 lat temu wielu "lewicowców" idzie na skróty, próbując upodabniać się do prawicy. Wystarczy wymienić tu choćby celebrytę Slavoja Żiżka, który jako odpowiedź na kryzys migracji proponuje stworzenie czegoś w rodzaju skrajnie zmilitaryzowanego, autorytarnego super-państwa, które będzie siłą narzucać skrzętnie selekcjonowanym uchodźcom swoją kulturę. W Polsce głosem Żiżka przemawia jego fan z Krytyka Polityczna, Sławomir Sierakowski. W ostatnim tekście (http://bit.ly/2kQg2zK), gdzie celnie charakteryzuje przyczyny popularności PISu, kończy wezwaniem, by lewica obrała prawicowy kurs wobec uchodźców - bo przecież nacjonalizm i tak wygra, więc w domyśle lepiej już żeby rządziła migranto-sceptyczna lewica niż prawica, "Rachunek wydaje się więc brzydki, ale prosty."
Zwolennik brzydkich rachunków nie dostrzega, że kryzys lewicy nie wynika stąd, że popiera ona uchodźców, lecz właśnie z tego powodu, że robi to strachliwie i niezdecydowanie. Zamiast opisywać rzeczywistość językiem klasowym, który pokaże przeciętnemu europejskiemu pracownikowi, że jego interes jest znacznie bliższy interesowi przeciętnego migranta, niż jego "narodowego" szefa, lewica nieśmiało opowiada o tolerancji. Zamiast pokazywać, że terroryzm jest naturalnym skutkiem polityki Zachodu, spod nosa mruczy, że przecież nie wszyscy uchodźcy są terrorystami. Oczywiście, przypominanie o tym również jest potrzebne, ale w obliczu topniejącej klasy średniej i rozmontowywania państw socjalnych w ostatnich kilku dekadach, narracje o otwarciu się lub pomocy wywołują u znacznej części społeczeństwa - wychowanego w neoliberalnym duchu egoizmu i źle pojętego indywidualizmu - zwyczajną wściekłość. Neoliberałowie wpoili obywatelom równanie w dół - skoro ja nie mam, to czemu inny ma dostać? Soki z lat anty-wspólnotowej polityki spija prawica, która jest niczym innym jak wentylem bezpieczeństwa elit. Wymachiwanie kolorowymi flagami i zrzucenie ludowi okruchów ze stołu skutecznie przekierowuje słuszną wściekłość z banksterów i korporacji na bogu ducha winnych uchodźców, którzy są takimi samymi ofiarami finansowych spekulacji i przekrętów jak obywatele Zachodu. Na odtrutkę wobec bredni Żiżków i Sierakowskich, polecamy dobry felieton Kingi Dunin - http://bit.ly/2moZAmp.
Jedynym ratunkiem dla lewicy jest przyjęcie języka konfliktu klasowego, który uczyni wrogiem globalny kapitalizm, szczególnie w neoliberalnej odsłonie. Dla kapitału kolor skóry, narodowość, religia nie mają znaczenia same w sobie, ważny jest skuteczny wyzysk klasy pracującej. Ale gdy lokalni pracownicy zaczynają się buntować, trzeba natychmiast reanimować nacjonalizm, by pokazać im, że są lepsi od tych "brudasów", "Arabów", "ciapatych", którzy ośmielają się "zabierać im pracę". Warto przytoczyć tu starą anegdotę: Bankier, robotnik i imigrant siedzą przy stole z 20 ciasteczkami. Bankier zagarnia 19 i mówi do robotnika: - Lepiej uważaj, bo jeszcze imigrant zabierze ci twoje ciasteczko!












