Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming
30 marca 1981 z hotelu The Washington Hilton wybiegła prasa, wołając the Press, the Press, przepychając się jednocześnie przez grupę gapiów.
John Hinckley nie dał zbić się z tropu. Krzyknął: my byliśmy tu pierwsi!
Z drzwi dla specjalnych gości hotelu wyszedł Ronald Reagan, otoczony agentami ochrony Secret Service. Wraz z nim szedł zastępca szefa sztabu Białego Domu Michael Deaver, rzecznik prasowy James Brady, przedstawiciel Biura Rekonesansowego Białego Domu Rick Ahearn oraz attache wojskowy prezydenta, mjr Jose Muratti.
Reagan odwrócił się do widzów i pomachał im ręką. Przez głowę Hinckleya właśnie przelatują myśli: zrobić to? zrobić? Był tak blisko prezydenta, że nie musiał zrobić nawet kroku w jego stronę. Gdyby go jednak zrobił, zostałby przez któregoś z policjantów z pewnością powstrzymany.
Nie, z pewnością nie będę miał lepszej okazji.
Wyciągnął więc rewolwer, zajął pozycję do strzału. Wycelował w amerykańskiego prezydenta.
W ciągu dwóch sekund oddał sześć strzałów. Na zegarach w Waszyngtonie była 14:27...
38 lat temu John Warnock Hinckley junior dokonał w Waszyngtonie zamachu na życie 40. prezydenta USA, Ronalda Wilsona Reagana.
W niniejszej notce opiszę, jak toczyły się jego wydarzenia, moment po momencie, minuta po minucie za książką Zygmunta Broniarka Ronald Reagan w Białym Domu.
A więc pierwsza kula trafiła Brady’ego w czoło. Jego ciało, a ważył on prawie 120 kilogramów pochyliło się w kierunku Hinckleya i o mało nie dotknęło go. Brady upadł.
Druga kula trafiła w waszyngtońskiego policjanta, Thomasa Delahanty’ego. Delahanty nie powinien był znajdować się przed The Washington Hilton tego dnia.
Nominalnie ów policjant zatrudniony był w wydziale do walki z narkotykami, lecz jego pies tropiący zachorował właśnie dzisiaj, 30 marca. Wśród policji waszyngtońskiej panował zwyczaj, że jeśli policjant nie mógł wykonać swojego konwencjonalnie przydzielonego zadania (w przypadku Delahanty’ego była to praca w wydziale antynarkotykowym), brał udział w losowaniu, które decydowało, jaką zastępczą funkcję będzie pełnił.
Traf chciał, że to właśnie on wyciągnął los z napisem Ochrona prezydenta przed The Washington Hilton.
Delahanty, niedoświadczony w ochronie, wykazał się podówczas sporą nieuwagą w pilnowaniu prezydenta, bowiem gdy Reagan opuszczał bocznym wyjściem The Washington Hilton, Delahanty patrzył w tłum widzów. Odwrócił głowę, żeby zobaczyć, czy prezydent nie zechce podejść do czatującego tłumu.
Wówczas dosięgła go w lewą górną część pleców kula z rewolweru Johna Hinckleya. Policjant upadł. Jego nogi splotły się z nogami Brady’ego.
Hinckley strzelał dalej.
Trzeci pocisk ugodził agenta Secret Service, niejakiego Tima J. McCarthy’ego. Był on przydzielony do najbliższego kręgu ochrony prezydenckiej, znaczyło to, że nie mógł oddalać się od Reagana na odległość dalszą niż 3 metry.
McCarthy wszedł tuż przed prezydentem przez drzwi dla specjalnych gości hotelu w Waszyngtonie i podbiegł do limuzyny prezydenckiej, by otworzyć jej drzwi.
W tym momencie usłyszał pytanie jednego z dziennikarzy dotyczące spraw, które poruszał Reagan w przemówieniu wygłoszonym przed chwilą (chodziło m.in. o Polskę). Tak jak Delahanty, przypuszczał, że Reagan może zbliżyć się do tłumu.
Wówczas usłyszał strzał. Zareagował automatycznie, zgodnie ze szkoleniem, stojąc między prezydentem, a miejscem, z którego dobiegł go dźwięk strzału. Został trafiony.
Reagan powie później: Kiedy zaczęła się strzelanina, myślałem, że to petarda. Zapytałem co to? – wiesz? – co to?
Pytanie o przemówienie Reagana było zwrócone do innego agenta Secret Service, Jerry’ego Parra. Parr rzucił się w stronę Reagana; na ustach prezydenta uśmiech zamarł. Parr schwytał prezydenta w ramiona, zgiął pod sobą, zakrył swoim ciałem i próbował wepchnąć do limuzyny.
Czwarta kula Hinckleya uderzyła w szybę prezydenckiego samochodu. Gdyby szyba w limuzynie nie była kuloodporna, trafiłaby Reagana na pewno. Ówczesnego prezydenta amerykańskiego trafi następny pocisk.
Odbije się on rykoszetem od prawego boku limuzyny i wleci w otwór o szerokości mniej więcej 2,5 centymetrów, który powstanie, gdy Parr będzie wpychał 40. prezydenta USA do swojego zmotoryzowanego orszaku. Zostanie trafiony w pierś.
Powie później, że będzie widzieć przez ułamek sekundy na własne oczy tę kulę i że będzie ona wyglądać jak moneta i mieć na sobie czarny lakier, jak z samochodu.
Kiedy Parr wepchnął Reagana do limuzyny, prezydent wylądował ranną piersią na wybrzuszeniu, przez które przechodzi przekładnia samochodu, a na nim leżał Parr.
Lecz obaj mieli swoje nogi na zewnątrz. Inny agent Secret Service, Ray Shaddick wepchnął nogi obojga, zatrzasnął drzwi i krzyknął: Odjeżdżać, odjeżdżać!
W tym momencie Reagan poczuł paraliżujący ból. Myślał, że ten ból wynika ze złamanego żebra. Parr krzyknął do kierowcy samochodu: Rusz d..ę i uciekajmy stąd!
Prezydent czuł się tak, jakby ktoś uderzył go młotem.
Jerry, zejdź ze mnie. Naciskasz mi żebro. To mnie boli. – powiedział.
W tym czasie nikt jeszcze nie wiedział, że Reagan został trafiony.
Tymczasem Hinckley wystrzelił szóstą (i ostatnią) kulę. Nie zraniwszy nikogo, przeszła ona nad limuzyną, trafiła w okno Universal Building – biurowca stojącego nieopodal.
Oficer waszyngtońskiej policji, sierżant Herbert Granger usłyszał dwa pierwsze strzały stojąc przy drzwiach The Washington Hilton, którymi wychodził przed chwilą prezydent. Spojrzał w lewo i ujrzał strzelającego Hinckleya w pozycji bojowej i rzucił się na niego.
Agent Secret Service Dennis McCarthy (nie spokrewniony z Timem McCarthym wymienionym wcześniej) znajdował się po lewej stronie Hinckleya między taśmą policyjną, a tylnym zderzakiem prezydenckiego auta. Wnet zorientował się, że strzały padały gdzieś z tłumu. Skoczył ponad rannym Jimem Bradym i rzucił się na zamachowca.
Chwycił go prawą ręką za głowę. To samo uczynił także policjant Granger łapiąc Johna Hinckleya za ręce i zgiął je wraz z rewolwerem z którego strzelał w dół.
Wówczas McCarthy, Granger oraz inni agenci Secret Service i policjanci obecni na miejscu wprost runęli na niedoszłego zabójcę prezydenta.
Pomimo tego, że wystrzelał już on wszystkie kule z magazynka swojego rewolweru, 26-letni Hinckley wciąż naciskał jego spust.
Jeden z agentów warknął w jego stronę gromkie: Ty sku….!. Bliski świadek zamachu, działacz związkowy Alfred Antennucci, uczestnik konferencji, na której prelekcję wygłaszał Reagan trzymał ręce na szyi Hinckleya i niemalże dusił go.
Dennis McCarthy krzyknął: Puść go!, i po momencie sięgnął po kajdanki, które miał umocowane na pasku od spodni. Hinckley nie stawiał oporu, ale Ci, którzy się na niego rzucili, trzymali mu ręce tak rozwarte, że McCarthy’emu naprawdę trudno było je ściągnąć, by zacisnąć na nim kajdanki.
– Macie już ten jego p…ny rewolwer? – zapytał McCarthy.
– Nie – odpowiedział ktoś.
Powoli wszyscy podnieśli się. Rewolwer leżał pod sierżantem Grangerem.
Thomas Lightsey, kolejny już agent Secret Service, podniósł rewolwer Hinckleya, lecz nie zrobił tego rękami, a przez zatrzaśnięcie na nim swoich kajdanek. Secret Service założyło Hinckleyowi jego płaszcz deszczowy, aby jeszcze bardziej skrępować jego ruchy.
Wepchnięto go do samochodu policyjnego. Samochód odjechał do komendy głównej policji w Waszyngtonie.
Tymczasem pracownik Biura Prasowego Białego Domu, David Prosperi, pobiegł szukać telefonu. W okolicy znalazł jedynie aparat działający na podstawie karty kredytowej (a nie, jak zwykle, monet). Połączył się z miejscem swojej pracy. Odpowiedziała mu sekretarka, Florence Taussing.
– Połącz mnie natychmiast z Larrym Speaksem (wysoko postawionym pracownikiem Biura Prasowego)! To strasznie pilne!
– Co się stało? – zapytał Speakes.
– Strzelano do prezydenta. Jim Brady jest ranny.
– Ranny? Dziękuję za informację. Siedź tam i informuj nas.
Speakes pobiegł do szefa sztabu Białego Domu, Jamesa Bakera.
Tymczasem w Dyliżansie (nazwa limuzyny, w której podróżuje prezydent w kodzie agentów Secret Service) wspomniany wyżej Jerry Parr zszedł z Reagana.
Przepraszam – powiedział.
Posadził go na prawym tylnym siedzeniu samochodu, który właśnie skręcał w stronę Connecticut Avenue, ulicy która prowadzi wprost do Białego Domu.
Reagan siedział na fotelu okrakiem.
– Niech Pan usiądzie wygodnie – zachęcał Parr.
– Nie mogę. Za bardzo mnie to boli – odpowiedział Reagan.
Parr uklęknął przed nim. Zaczął przebiegać palcami w poszukiwaniu ewentualnej rany. Nie znalazł jej.
Przez pożyczone radio Parr zakomunikował innym agentom Secret Service:
Niegarbowana Skóra (kryptonim Reagana dla Secret Service) nie jest ranna. Powtarzam – nie jest ranna.
Po chwili inni przedstawiciele ochrony prezydenta połączyli się z Białym Domem:
Były strzały, ludzie padali. Niegarbowana Skóra (w oryginale Rawhide) wraca do Korony (Białego Domu)…
Reagan dotknął warg papierową serwetką, którą wziął z The Washington Hilton.
Chyba przeciąłem sobie usta – powiedział.
Lecz Parr zauważył, że jego krew ma kolor jaskrawoczerwony, jak gdyby była pomieszana z tlenem, co sugerowałoby, że prezydent jest ranny w płuco.
Powiedział do Reagana: Musiał się Pan sam zranić. Może złamał Pan żebro. Musimy pojechać do szpitala.
Obolały Reagan wciąż siedział na krawędzi fotela.
Mam trochę trudności z oddychaniem – powiedział bez paniki w głosie.
Oboje nie myśleli wtedy, że prezydent może być ranny od kuli.
– Kaszlnąłem – mówił później Reagan.
– Miałem też całą rękę we krwi. Moja diagnoza była taka – złamałem żebro, a część tego żebra złamała płuco. Przyłożyłem chusteczkę do ust, a później chusteczkę, którą podał mi Parr. Moja reakcja była taka, że po prostu to się zdarza. Złamane żebro przebiło mi płuco. Ale teraz trochę ogarnęła mnie panika. Kiedy czułem, że do płuc wchodzi mi coraz mniej powietrza, pomyślałem, co się stanie, jeżeli odetchnę głęboko, a powietrza nie będzie? – zastanawiał się dalej.
Limuzyna prezydencka jechała teraz z szybkością prawie 100 km/h. Ponieważ Connecticut Avenue była zablokowana na powrót prezydenta, panowała na niej pustka.
Parr powiedział do Thomasa D. Unrue, kierowcy Dyliżansu: Jedziemy do szpitala, a następnie do mikrofonu krótkofalówki: Jedziemy do szpitala Jerzego Waszyngtona, pędźmy tam!
Te ostatnie słowa skierowane były do agenta Shaddicka w drugiej limuzynie.
Podczas rozmowy przez krótkofalówkę, Parr nie chciał ujawnić stanu prezydenta, ponieważ znajdował się na niezabezpieczonych falach radiowych, które mogły być podsłuchiwane przez prasę, która żądna sensacji, mogłaby wywołać niepotrzebne w tym momencie zamieszanie.
Limuzyna dojechała do Pennsylvannia Avenue, przed Biały Dom, lecz nie wjechała we wjazdową bramę, ale skręciła w prawo, w kierunku szpitala. Limuzyna zbliżyła się do placu, zwanego Washington Circle w bezpośredniej bliskości szpitala.
Dyżur w szpitalu pełniła pielęgniarka Wendy Koenig. Zadzwonił telefon. Usłyszała słowa: Limuzyna prezydencka jest w drodze do Waszego szpitala.
Była 14:35.
Po telefonie kierownictwo przejęła przełożona Koenig, starsza pielęgniarka Judith Winerey. I ona zatelefonowała do swojej przełożonej, naczelnej pielęgniarki Jeanne Marquis.
Stało się coś strasznego. Przyjdź do mnie – powiedziała.
Przez głośniki zawiadomiono specjalną ekipę od nagłych, poważnych wypadków i urazów pod kierownictwem dra Josepha Giordano by przybyli do hallu w szpitalnej recepcji.
Po kilku chwilach podjechała limuzyna z Reaganem. Odległość od The Washington Hilton do szpitala im. Jerzego Waszyngtona przemierzyła w cztery i pół minuty.
Parr wyskoczył z limuzyny i otworzył Reaganowi drzwi. Z drugiej, towarzyszącej jemu limuzyny wybiegł agent Shaddick. Parr zawołał do niego: Daj mi wózek!
Zorientował się jednak, że lepiej byłoby, gdyby prezydent wszedł do szpitala o własnych siłach. Przed budynkiem szpitala znajdowało się już zbyt dużo ludzi.
Reagan wszedł do hallu w recepcji.
Nie mogę oddychać. Czuję się bardzo źle. Nie mogę złapać tchu.
I zaraz potem upadł jak kłoda. Pielęgniarka Kathy Stevens i agenci Secret Service z Parrem na czele podnieśli go i zanieśli do specjalnie wydzielonego pomieszczenia w tym szpitalu z najbardziej nowoczesnymi (jak na tamte czasy) urządzeniami do przywracania przytomności.
– Kto tu rządzi? – zapytał Parr członków personelu medycznego.
– Ja – odpowiedziała pielęgniarka Winerey.
Jestem odpowiedzialny za ochronę – odrzekł Parr. Pani pomoże mi zdecydować, kto powinien tutaj być, a kto nie.
Kiedy Reagan znajdował się w tym wydzielonym pomieszczeniu (nazywanym w szpitalu im. Waszyngtona Zatoką 5A) Koenig i Stevens przecięły mu ubranie specjalnymi nożycami, które tną nawet monety.
Wiedziały, że muszą działać bardzo szybko, gdyż w sytuacjach takich jak ta, decydują minuty, a nawet sekundy. Koenig zbadała ciśnienie tętnicze krwi prezydentowi. Okazało się, że wynosi ono jedynie 60 mm Hg w skurczu. Zdrowy dorosły człowiek powinien mieć dwa razy więcej.
Parr spoglądał na pielęgniarkę z przerażeniem. Obawiał się: Jego ciśnienie było tak niskie, że myślałem, że w tym momencie go tracimy.
Ale osobisty lekarz Reagana, dr Daniel Huge był pod tym względem spokojny. Stał przy noszach, trzymał go za nogę i badał arterię. Czuł ciche i stabilne uderzenia serca.
Pielęgniarki oraz reszta medycznego zespołu nie ustawały w swoich wysiłkach ratowania życia 40. prezydenta Ameryki. Wszyscy zgromadzeni myśleli, że przechodzi on właśnie coś w rodzaju ataku serca, że pielęgniarki będą musiały założyć mu kolejne linie dożylne, by pompować lekarstwa oraz substancje wzmacniające skład krwi.
W tym momencie nastąpiło odkrycie. Wendy Koenig podniosła Reaganowi lewe ramię, by założyć mu nową linię dożylną i zobaczyła ranę.
Kathy Stevens powiedziała: Teraz już wiemy, to kula.
Jerry Parr wciąż nie mógł uwierzyć, że prezydent został ranny strzałem z rewolweru, myślał, że w najlepszym razie zranił się on ostrym końcem drzwi samochodowych.
Ale teraz już nie było wątpliwości. To była kula, do tego spłaszczona kula. Wielkości amerykańskiej dziesięciocentówki.
W dodatku rana na ciele Niegarbowanej Skóry wyglądała tak, jakby była zadana nożem, a nie nabojem z broni palnej.
Ronald Reagan krwawił wewnętrznie. Krew spływała mu do komory lewego płuca, stracił już w sumie połowę swojej krwi, co groziło niechybną śmiercią. Gdyby został on odwieziony do najpierw do Białego Domu, jak pierwotnie planował oficer ochrony prezydenckiej Jerry Parr – prawdopodobnie by tego nie przeżył.
Joseph Giordano, który kierował całością operacji ratującej prezydenta twierdził:
Gdyby spóźniono się o 10 minut, prezydent zmarłby. Uważam, że cichym bohaterem był Jerry Parr, który zrozumiał przyczynę jaskrawoczerwonej krwi prezydenta i który przywiózł go natychmiast do naszego szpitala.
Nawet w tym ciężkim stanie, Reagan nie tracił rezonu. Z agentem Secret Service, wielokrotnie wspominanym wyżej, Parrem, dowcipkował o pielęgniarce Judith Johnson:
Była ze mną przez kilka minut ta piękna lekarka, po czym zniknęła bezpowrotnie.
Sama Johnson opowiadała później:
Szpitalna sala zaczęła zapełniać się mężczyznami w garniturach z kamizelkami (politykami i urzędnikami z Białego Domu) i zrobiło się bardzo ciasno. Już miałam wyjść, gdy dr Joyce Mitchell powiedziała mi, że zostanie przywieziona następna osoba z ranami od kul rewolwerowych.
Tą osobą był agent Tim McCarthy. Umieszczono go w sali nagłych wypadków, która znajdowała się tuż obok Zatoki 5A. Ostatecznie w szpitalu im. Waszyngtona znaleźli się: prezydent Reagan, Jim Brady i McCarthy. Policjant Thomas Delahanty został odwieziony do innego szpitala, Washington Hospital Center.
Jeff Jacobson, neurolog, zbadał Reagana na wypadek obrażeń neurologicznych. Ekipa chirurgów i pielęgniarek przygotowywała się do dokonania cięcia w komorze opłucnej, by pozwolić na upływ krwi, która się tam gromadziła.
Łącznie prezydent znajdował się w Zatoce 5A trzy do czterech minut.
Do szpitala przybyła wtedy Nancy Reagan. Daniel Ruge, osobisty lekarz jej męża potwierdził, że Ronald Reagan został ranny. Wchodząc do sali, gdzie obecnie przebywał, powiedział do niej:
Kochanie – po prostu zapomniałem się schylić.
Wykazywał on poczucie humoru przez cały czas, dopóki był przytomny i dopóki nie został poddany operacji ratującej mu życie.
Kiedy pielęgniarki cięły mu garnitur, mówił: Szkoda! Już go chyba nigdy nie założę!
Do żony i syna Rona napisał na kartce: Jak to mówił Churchill, nie ma nic lepszego, niż zamach, który się nie udał.
Przed samą operacją padły też skierowane do dra Josepha Giordano i jego ekipy słynne słowa: Mam nadzieję, że wszyscy jesteście republikanami.
Po opuszczeniu Zatoki Reagan przewieziony został na wózku inwalidzkim do sali operacyjnej. Zabieg trwał ponad trzy godziny. Lekarze pod wodzą Giordano usunęli pocisk z płuca, który znajdował się około cal od serca prezydenta.
W sobotę, 11 kwietnia 1981, ubrany w kuloodporną kamizelkę Reagan powrócił do Białego Domu po 12 dniach pobytu w szpitalu. Wyszedł z limuzyny przed pobocznym wejściem do miejsca swojego urzędowania i przeszedł 20-metrowy odcinek prowadzący do windy, która zanosi do pomieszczeń mieszkalnych prezydenta i jego najbliższej rodziny.
Kapitał sympatii, który swoją postawą i zachowaniem w trakcie wydarzeń zamachu zbił Reagan, pomógł mu nie tylko osobiście przetrwać te niewątpliwie trudne dla niego chwile, lecz także służył mu przez dalszą część jego prezydentury, pomógł mu on po prostu lepiej ją przetrwać, co okazało się przydatne w kontekście późniejszych wydarzeń z jego prezydentury, np. afery Iran-Contras.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality
Anya is LIVE right now
FREE
Free to watch • No registration required • HD streaming