
seen from Italy

seen from United States
seen from China
seen from United States
seen from Malaysia
seen from United States
seen from China
seen from India
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from Kenya

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Literacka kostka Rubika
Onikromos, Paweł Matuszek
Paweł Matuszek, były redaktor naczelny „Nowej Fantastyki”, już w Kamiennej ćmie pokazał, że eksperymentowanie z formą i treścią oraz zabawa dwoma różnymi mediami przy tworzeniu spójnej opowieści mogą się powieść i wnieść do fantastyki powiew świeżości. Teraz przyszedł czas na większą formę, bo Onikromos jest ponad trzy razy obszerniejszy od poprzedniej książki autora, zaś jego treść została jeszcze bardziej nafaszerowana nieszablonowymi zabiegami, choć pisarz zrezygnował z medium graficznego. Niemniej wciąż wymaga od czytelnika dużego skupienia i zwracania uwagi nawet na najdrobniejsze detale – inaczej wiele może umknąć, przez co łatwo zagubić się w zagmatwanym labiryncie tej powieści szkatułkowej.
Tragiczna i zagadkowa śmierć brata sprawiła, że Druss został ostatnim człowiekiem w Linvenogre, mieście zamieszkiwanym przez dwie obce rasy, w którym surowe, bezwzględne rządy sprawuje Rada. To właśnie ona stoi na przeszkodzie odkrycia sekretów związanych z odejściem brata protagonisty, lecz Druss i ma zamiar – z pomocą przyjaciół Tenana i Hemala – rozwikłać tajemnicę. Jednak nie wie, że za nią kryją się kolejne sekrety, mogące doprowadzić do zagłady miasta. A władza doskonale zdaje sobie z tego sprawę i śledzi niemal każde jego posunięcie.
Onikromos to kostka Rubika, którą należy złożyć z pozornie niepasujących do siebie elementów. Matuszek snucie opowieści odsuwa na boczny tor, a pierwsze skrzypce grają tu liczne zagadki oraz świat przedstawiony, rozbity na kilka różniących się od siebie obrazów – czasem odnosi się nawet wrażenie, że to zupełnie inne uniwersa. Lecz to tylko złudzenie, tych zresztą w książce niemało. Cała powieść składa się z historii o różnej długości, niektóre zajmują nawet kilka stron, i to za ich pomocą autor często ucieka od głównej osi fabularnej, rozwijając wątki poboczne. Mają one zatarte punkty styczne i nierzadko wydaje się, że łączy je tylko świat przedstawiony, lecz gdy kopie się coraz głębiej – odpowiedź powoli się krystalizuje. Niestety, to co jest najlepsze w utworze, czyli tajemnice, czasem zawodzi – autor nie daje szybkich rozwiązań i odbiorcom przychodzi niekiedy czekać na nie tak długo, że zostają zepchnięte przez inne, tracąc swój urok.
Matuszek stawia na rozwój wypadków i ciągłą zmianę, szukanie nowych tropów, obiektywne myślenie i różnorodne sposoby rozumowania, zatem aby znaleźć klucz do szyfru Onikromos, trzeba się mocno wysilić – i rozgryźć zasady gry. Zagubienie się w gąszczu wątków i treści jest bowiem bardzo łatwe, dlatego najlepiej analizować wszystko dwojako, bo odpowiedź, która wydaje nam się oczywista, niejednokrotnie zwodzi, może kryć się w podtekście, ale równie dobrze szukając jej w aluzjach, czytelnik może zbłądzić.
Warsztat autora może wydawać się chaotyczny i dość osobliwy – szczególnie, że Matuszek już na początku odrzuca tradycyjną narrację i przedstawia historię w nietypowy sposób, nieco ją szatkując i skrywając jej sedno. Ponadto zmyślnie żongluje szablonami i wzorcami, które nasuwają czytelnikowi wiele skojarzeń i prowadzą w ślepy zaułek, by potem nagle zaskoczyć. Dzięki temu pisarz wymusza na odbiorcy przełamanie schematów myślowych, inaczej nie będzie w stanie zrozumieć, co właściwie autor miał na myśli i co pragnął przekazać. Na szczęście plastyczne dialogi, wyważone, sugestywne opisy czy tempo akcji – pozwalają „gładko” przejść przez lekturę i zająć się analizą treści. Nieco przeszkadzają tylko neologizmy, których według mnie powinno być tu odrobinę mniej, bo wybijają czasem z rytmu.
Zaszufladkowanie Matuszkowi nie grozi – czytając konkretne historie tworzące tę mozaikę, odnosi się wrażenie, że niektóre elementy zostały wciśnięte do nich tak, aby stworzyć – pozornie niezazębiające się – hybrydy. Owocuje to tym, że w powieści można dostrzec elementy grozy, science fantasy, realizmu magicznego, alternatywnych rzeczywistości, a wymieszane tu konwencje, jak chociażby oniryzm i surrealizm razem stanowią niezwykle osobliwy obraz, którego sens dla każdego będzie inny, lecz zawsze ułoży się w spójną wewnętrznie całość.
„Tajemniczość” to drugie imię tej niełatwej książki. Po ostatniej stronie przemyślenia nie przestają prześladować, a pozornie złożona układanka nie daje spokoju, szczególnie, że zawarte w niej zagadki nierzadko mają drugie dno. Autor podołał własnemu wyzwaniu i sprawił, że szablony prowadzą donikąd. Onikromos wymaga od czytelnika intelektualnych rozważań na kilku płaszczyznach, utwór porusza kwestie zastanawiające i kontrowersyjne (jak koegzystencja dwóch odrębnych kultur i gatunków na podobnym poziomie rozwoju), zaś pointa całości zostawia na odbiorcy trwały ślad. Fabuła, rozwijana w nieprzewidywalny sposób, zmierza w ciekawym kierunku – a tam w finale historia się nie kończy, wręcz przeciwnie, dopiero zaczyna.
.
Recenzja ukazała się także na portalu Fantasta.