Litwinka
Wczoraj ledwo udało mi się wyciągnąć ekipę na dwór. Trzeba było przekupić dzieci lodami co uczyniła żona. W związku z tym wybrałem leniwą opcję góra Litwinka. Na samą górę wjeżdża się samochodem. Odpada wspinanie. Całodniowy plac zabaw 25zł na głowę. Młodsza dwójka miała fun. Reszta chillowała na leżakach. Ja robiłem kroki. Po kamienistym zboczu góry w tą i z powrotem nastukałem jakieś 8 kilometrów. Czyli luźna przebieżka. W restauracji pierogi dla wszystkich oprócz mnie. Ja zjadłem kwaśnicę. Lody w budce obok. Potem jeszcze zapiekanki ale... no widać na zdjęciu jakie oczekiwania a jaka rzeczywistość. Masakra. Ale te zapiekanki to jedyny mały minus wczorajszego dnia. A dziś wielka niewiadoma. Albo się uda plan i będzie git. Albo się nie uda i też trzeba będzie się z tym pogodzić i zachować postawę zen. Wyjazd zbliża się do końca.

















