Przemysł. Od zawsze fascynował mnie zimny, industrialny i nieco mroczny klimat fabryk, elektrowni, hut czy rafinerii. Ogromne hale, plątaniny rur, manometry, kryzy, zawory i gwar równo pracujących maszyn. Pozornie masowa produkcja bezdusznych przedmiotów codziennego użytku.
Z drugiej strony dostrzec należy również wysiłek ludzi zajmujących się wzornictwem przemysłowym nadającym tym bezdusznym przedmiotom wszystkich funkcji estetycznych. To pasja tworzenia rzeczy do bólu funkcjonalnych ale i ładnych, z czasem stających się przedmiotami kultowymi. Pomyśl np. o kształcie szklanej butelki coca-coli czy karoserii garbusa.
Jak zatem połączyć fascynację mrocznym przemysłem z umiejętnością dostrzegania oryginalności, głębi i niepowtarzalności wytwarzanego produktu? Odpowiedzią jest 3 najpopularniejszy na świecie, tuż po wodzie i herbacie, napój świata, który do swego powstania wymaga odpowiedniego ciągu technologicznego oraz pasji i doświadczenia wielu ludzi.. Piwo.
Zaczęło się jakiś czas temu od testu piw z Lidla i bloga poświęconego piwu, prowadzonego przez Pana Tomasz Kopyre. Pan Tomasz ma dar zarażania pasją. Jako swojego rodzaju polihistor, czy mówiąc prościej człowiek renesansu lubię poszerzać swe horyzonty o nowe dziedziny mniej lub bardziej przydatnej wiedzy. Piwowarstwo jest tutaj niezwykle wdzięcznym tematem, bo wchłanianie kolejnego branżowego artykułu idealnie komponuje się z wchłanianiem zawartości zimnej butelki omawianego piwa.
Mógłbym opowiadać o całej technologii od słodowania, przez zacieranie, warzenie, filtrację, fermentację, leżakowanie i rozlew. Mógłbym zszokować wielu pisząc że, na miłość Boską, piwa nie robi się z chmielu, a słodu. Chmiel to jedynie przyprawa. Ale dziś nie o tym, dziś o samej idei. Stare chińskie przysłowie mów bowiem: Życie jest za krótkie aby pić to samo piwo.
Z piwem jest trochę jak z winem. Wybór jest tak szeroki, że często może on przyprawić o ból głowy. Kultura picia w Polsce się zmienia. Możemy dziś na przykład usiąść z przyjaciółmi nad dwoma butelkami chmielowego i wyraźnie słodowego India Pale Ale. Przy odrobinie wysiłku możemy dostać niemal każde gatunek. Pijąc coś innego niż pospolity jasny lager rozwijamy swój zmysł smaku, a także możemy poczuć się może nico bardziej dystyngowani.
Oczywiście można walić codziennie Tatrę czy Harnasia bo dobre, bo można wygrać drugiego, bo za 2,40, a za dychę można się zdrowo nastukać. Oczywiście to nic złego, ale przy takiej mnogości gatunków, stylów i marek warto drążyć i szukać czegoś, co nas oczaruje i zmieni nasze postrzeganie piwa. Kto wie, może jesteś fanem portera bałtyckiego pełnego nut karmelowo-kawowych a jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Realizując swe nowe hobby postanowiłem szukać i próbować jak najwięcej. Odkrywać nowe smaki i aromaty, podróżować po najróżniejszych gatunkach i wyrabiać zdanie sięgając po piwa polskie i zagraniczne. Taki prywatny piwny festiwal pozwala dowiedzieć się czegoś nowego o sobie samym. Nigdy nie przypuszczałbym, że do gustu przypadną mi wszelkie ciemne gatunki o wyraźnie słodowym smaku. Głębokie, mocne, treściwe. Dolne koźlaki i wszystkie piwa typu Ale, czyli mało popularne w Polsce piwa górnej fermentacji.
Portery też są okej, ale na pewno nie do picia na co dzień. Lekkie piwa pszeniczne idealne są na upalne letnie dni. Na zimowe wieczory polecałbym mocne belgijskie odmiany Ale. Holenderskie i polskie lagery pasują do klimatu zadymionych barów i ligi mistrzów. Wszystko zależy od okazji i indywidualnych preferencji.
Gorąco namawiam do odrzucenia piwnej ksenofobii. Od czasu do czasu można sprezentować sobie coś innego i spróbować nowych ciekawych i inspirujących smaków. A trzymając w ręce butelkę piwa warto przez chwilę pomyśleć o zimnych murach i miedzianych kadziach browaru w którym powstało i docenić pasję ludzi którzy piwowarstwu poświęcili życie.
Ktoś chętny na butelkę Grolsch'a lub Koźlaka?
Bloga Tomasza Kopyry - Tutaj.