Jaszczomp!
Nad morzem krótko mówiąc nie da się powiedzieć w skrócie. :) Pamiętam, że jak po mrocznym incydencie z zalanym w trupa kierowcą, o dziwo dotarciu do celu cało i niewyspanie, krótkim przebudzeniu, żeby odebrać kobiety wino i śpiew... a nie, wino i śpiew to później, więc odebrałem kobiety i jak to na prawdziwego wyrafinowanego i szalonego brata przystało - poszedłem spać dalej. Nie pamiętam jak do tego doszło, że w ogóle się obudziłem, ale wiem, że jak poczułem między palcami stóp ciepły piasek i lodowatą wodę, na japie morską bryzę a między palcami dłoni zimny browar to cholernie ciężko było mnie wyrwać z tej plaży - autentycznie się tam zakorzeniliśmy.. My, bo ja z moją deską, i aparatem, chociaż kobiety śpiew i wino bacznie dotrzymywały mi towarzystwa. :) P.S - nie wrzucałem tych fot od wakacji, bo są kiepskie, przyznaję, ale ten blog ma być pamiętnikiem, żaden ze mnie fotograf, pamiętaj o tym, narazie.













