A więc wstałam przed 6 bo już nie mogłam spać, zrobiłam kawę potem wstałam ojciec i nagle zaczol gadać o tym bym kupiłam takie pudlo na moje szpargaly obok łóżka by bylo więcej miejsca i to był początek awantury nr 1 bo mu powiedziałem że chce mieć tak ułożone zeby wszystko bylo ładnie poukładane a nie wszystko na kupie. I sie zaczęło " to ja poustawiam tu rzeczy i niech stoja" wszystko po to by mnie zmusić do kupna pudełka, tak jak on chce i to samo bylo z nową szafą. Potem bylo najlepsze bo mu powiedziałem przed wyjściem ze sama se poradzę i nie chce by szedł, jechaliśmy osobno w autobusie myslalam że nie pójdzie za mną tylko pójdzie po ten swoj chleb ale nie po wysiadce z tramwaju sytuacja sie rozwijała wydarł sie na mnie ze go boli nosiłam i on musiał biec że na niego nie czekam po chwili zaczol sie na mnie drzeć na środku ulicy a ja z nim wykłócać to mu powiedziałem że jak taki ma być to nie chce zeby szedł no co on zaczol sie śmiać jak nienormalny dodając i co jeszcze z takim tonem jak bym mu matkę zabiła. Po komisji pytam czy idzie czy zostaje, wysial na 2 p. A ja na parterze , kupiłam w Galaxy to pudełko, gumy i wodę w kiosku i te płatki pod oczy w rossmanie gdy wróciłam pytam sie czy takie może być bo zagroził że rozstawi tu rzeczy a on nic , po co sie pytam skoro i tak szlam szybko i na niego nie czekałam tylko ja jechałam w inna stronę a on w inną. Potem powlokłam sie po karmę bo zostały tylko 3 saszetki różowego a seba leży i nie chcą jeść. Moza jakas kociara chętna to sprzedam po taniości.
Wróciłam ledwo żywa zakończyłam 26h lf i jadłam jak opętana mus,oscypek huel shake gotowy kupiony w sklepie jakieś 200 ml bo cały ma 400 kcal. A w nocy jakoś o 3 spadł mi cukier i wlecial sok i 2 batony proteinowe.