Your Bruised Lips - Rozdział 12
Tytuł i link do oryginału: Your Bruised Lips
Autor: thedeliciousrude
Korekta: marcelowa
więcej informacji znajdziesz tutaj
Rozdział 12: Soft spoken with the broken jaw
Harry doszedł potykając się i obijając jak najdalej potrafił w odpowiednim kierunku i był ogromnie wdzięczny, za to, że szpital nie był zbyt daleko położony od domu jego wujka.
Upadł prawie całkowicie na frontowe drzwi. Kiedy próbował je otworzyć, wylądował ze zduszonym jękiem na starej, brudnej wycieraczce. Słyszał zagłuszone dźwięki z telewizora w salonie i jego wujek wymruczał przekleństwo, zanim wstał, żeby sprawdzić czym był dźwięk, który usłyszał, gdy Harry próbował przejść przez drzwi.
– Co ty, kurwa, robisz, Harry? – Derek wypluł, nie czekając nawet na odpowiedź, zanim kopnął Harry’ego mocno w żebra. Harry był wdzięczny, że jego wujek był boso, jego wielkie buty, które nosił do pracy bolały dużo bardziej. Mimo to, kopnięcie nadal bolało jak cholera, kiedy Derek zdecydował je powtórzyć, tym razem w dolną szczękę Harry’ego, co odrzuciło głowę chłopaka do tyłu i sprawiło, że ugryzł swój język tak mocno, że jego usta prawie natychmiast wypełniła krew.
Harry zmusił się, aby stanąć na własne stopy, jego knykcie były aż białe, od tego jak mocno trzymał się poręczy, każdy pojedynczy mięsień drżał tak bardzo, że to aż bolało. Spotkał wściekłe i zdziwione spojrzenie wujka i zrobił coś, za co wiedział, że słono zapłaci; uśmiechnął się cwanie i splunął na niego, krew i ślina splamiły przód białej koszulki Dereka. Jego wujek patrzył na swoje ubranie w niemym szoku przez kilka chwil i Harry napiął się czekając na ból, ale gdzieś w głębi niego, jakiś głos powiedział, że to i tak było tego warte.
Gdy jego wujek złapał jego spojrzenie z rozwścieczoną miną, jego oczy pociemniały w obietnicy agonii, Styles uśmiechnął się niewyraźnie w odpowiedzi. Kiedy przyszło pierwsze uderzenie, które sprawiło, że uderzył w ścianę tak mocno, że stracił dech, brunet spojrzał w górę na swojego wujka i wychrypiał: – Było warto.
Przy następnym uderzeniu, zagryzł swoją dolną wargę, żeby zatrzymać wrzask.
***
Louis biegł najszybciej jak potrafił, każdy wdech zdawał się być jak lodowata woda dla jego płuc, sprawiając, że wszystko wokół było rozmyte. Czuł się jakby tonął, jego głowa była pełna zdjęć Harry’ego, który leżał twarzą do dołu, jego plecy były nieruchome, żadnego śladu oddechu, po prostu… nieruchome; martwe.
Jedynym miejscem, w jakie wydawało mu się, że chłopak mógł pójść, był dom jego wujka i kiedy tam dotarł i zobaczył otwarte drzwi, poczuł jak dłoń zaciska się wokół jego gardła, a serce uderza w panice.
Louis wziął uspakajające wdechy, wiedząc, że jego sapanie było wystarczająco głośne, żeby ktokolwiek wewnątrz budynku go usłyszał i najciszej jak potrafił wsunął się przez frontowe drzwi. Pierwszą rzeczą jaką usłyszał było miękkie mruczenie ściszonego telewizora, a potem usłyszał ciężkie wdechy, kogoś, kto łkał, kogoś, kto brzmiał paraliżująco podobnie jak Harry. Szatyn poruszył się ostrożnie, wiedząc, że nie powinien tam nagle wskakiwać, dopóki nie spojrzał przez framugę drzwi do salonu. To, co zobaczył sprawiło, że zimny dreszcz strachu przebiegł po jego plecach.
Harry stał w rogu pokoju, jego ciało chwiało się i było pokryte krwią. Zdawało się, że nie było na nim milimetra, który nie byłby wypełniony siniakami i skaleczeniami, zarówno tymi starymi jak i nowymi. Po drugiej stronie stal Derek, patrzył na Harry’ego, jego twarz wyrażała czystą wściekłość, trzymał dłonie przed sobą, tak jak się to robi, gdy atakuje cię dzikie zwierzę. Jedyną rzeczą, która trzymała Dereka na drugim końcu pokoju był pistolet trzymany przez drżące palce Harry’ego, skierowany prosto w jego głowę.
Louis zadarł nogą w podłogę, chcąc dać Harry’emu znak o swojej obecności, ale tak, żeby go nie spłoszyć i sprawić, że pociągnie za spust. Oczy Harry’ego wystrzeliły w jego kierunku, zanim rozszerzyły się w szoku i strachu.
Tomlinson ostrożnie wyszedł, żeby pokazać się cały i zrobił jeden niepewny krok bliżej Stylesa, ale zatrzymał się, gdy zauważył, że ciało chłopaka całe się spięło.
– Harry, skąd masz pistolet? – Louis zapytał ciężko oddychającego, płaczącego chłopaka delikatnym tonem, próbując zakryć strach, przez swój pozorny spokój.
– Jest jego – Harry wypluł, ulokowując swoje wściekłe spojrzenie na twarzy Dereka, jego oczy płonęły czymś maniakalnym, co jeszcze bardziej przerażało chłopaka.
– Harry... oddaj mi broń, dobrze? – niebieskooki zapytał ostrożnie, wyciągając spoconą dłoń w przestrzeń między nimi. Wargi bruneta opadły w dół.
– Nie! On zasługuje na śmierć. Musi umrzeć! Nie mogę tak dłużej, nie potrafię... Jeśli pozwolę mu żyć, to on mnie zabije, Louis – Harry płakał, jego głos unosił się momentami w piski i Louis poczuł, że jego tętno przyspiesza.
– Nie zasługuje, żeby żyć, masz rację. Ale jednocześnie nie zasługuje, żebyś się tak poddał. Nie zasługuje na to, żebyś go zabił. Jesteś ponad to, Harry. Nie pozwól mu wygrać – Louis odpowiedział, głosem ściśniętym desperacją, którą próbował rozpaczliwie ukryć. Harry zaśmiał się gorzko.
– On już wygrał! Miał się mną opiekować, Louis! Powinien się o mnie troszczyć, miał zadbać o moje ciepło i bezpieczeństwo. Pierwsze kilka miesięcy, kiedy z nim zamieszkałem, był taki uprzejmy, tak cholernie opiekuńczy. Ale on mnie nie wspierał... opiekował się mną jak barankiem, przed rzezią! Kurwa, przygotowywał mnie na to, jak mógł mnie wykorzystać, sprawić, że będę tym, kim jestem! Byłem jak jakieś cholerne zwierzę! Odżywione i zadbane, dopóki nie nadszedł czas zarżnięcia i podania do stołu. Byłem pieprzonym dzieckiem! Jak mogłeś mi to zrobić?! – Harry wykrzyczał do Dereka i Louis musiał przełknąć swoje własne łzy. Twarz mężczyzny była maską złości i determinacji, z mocno zaciśniętymi zębami.
– Łatwo. Prosto jest zniszczyć coś, gdy masz w dupie, czy to nadal żyje – Derek zadrwił i Louis napiął się, gdy palce Harry'ego zacisnęły się ciaśniej wokół pistoletu, obawiając się, że mógł wystrzelić w każdej chwili.
– Jestem twoim siostrzeńcem! – Harry załkał w urwanym krzyku, jego głos się załamał.
– Jesteś kurwą, Harry! I niczym więcej! Jedyne do czego się nadajesz to branie w dupę! – Derek wrzasnął w odpowiedzi, ostrym głosem i Louis zauważył jak każde słowo rozrywało Harry'ego i czuł się tak cholernie bezradny, przez to, że nie mógł tego zatrzymać.
– Nie jestem – Harry zaprotestował słabo, ciężko łkając, ale szatyn usłyszał to, Derek również, biedny chłopak się wahał, słowa Dereka zebrały swoje żniwo.
– Jesteś obleśną, małą dziwką. Myślisz, że ten chłoptaś cię kocha? – Derek zapytał, wskazując na zmrożone ciało Louisa. – On ci współczuje. Jest tobą obrzydzony, jak parszywym, zapchlonym zwierzęciem, które znalazł w kontenerze. Błędna moralność, zadzwoni po pomoc dla zwierząt, ale to nie oznacza, że pomoże ci wyzdrowieć i weźmie cię ze sobą do domu – Derek zadrwił i Louis poczuł gniew zbierający się w jego brzuchu.
– Nie! – Harry wykrzyczał, jedną ręką puszczając broń, żeby złapać się za brzuch, jakby zrobiło mu się niedobrze przez perspektywę słów wujka.
– Tak! Powinieneś mi dziękować! Dałem ci miejsce do spania, dach nad głową i dobre warunki życia!
– Użyłeś mnie! Zniszczyłeś mnie! – Harry łkał, jego twarz była czerwona, umazana łzami i pełnia agonii, przez co Louis nie potrafił zatrzymać kilku łez uciekających z oczu.
Louis wziął wzmacniający oddech i łagodnie zbliżył się do Harry'ego, poruszając się, aby stanąć obok niego, jego pierś stykała się za ramieniem młodszego chłopaka z każdym tchem. Harry płakał tak bardzo, że pozwolił na ten ruch. Louis ostrożnie potarł dłonią plecy bruneta i chłopak przylgnął do dotyku tak rozpaczliwie, że prawie upadł przez swój pośpiech. Louis przytrzymał go i pochylił się, więc jego usta były blisko ucha Harry'ego, jego broda obijała się o ramię wyższego chłopaka.
– Musisz się uspokoić, Harry. Jeśli go zastrzelisz, on wygra. Pójdziesz za to do więzienia. Może zmniejszą ci wyrok przez niestabilny stan psychiczny, może zredukują to do zabicia w obronie własnej, zamiast morderstwa, ale niezależnie od tego, pójdziesz do więzienia. Zniszczysz sobie resztę życia. Wszystko, co do tej pory przeżyłeś, jest czymś z czego możesz się uwolnić. Możesz pójść do szkoły, znaleźć pracę, znaleźć przyjaciół. Ale jeśli pójdziesz siedzieć za zabicie go, będzie cię to prześladować. Nikt cię nie zatrudni z kryminalną przeszłością, Harry. Pomyśl o tym. Proszę – Louis błagał, wyciskając wypełniony łzami pocałunek na ramieniu Harry'ego.
– Jak? Jak mógłbym być teraz normalny? On zniszczył każdy, najmniejszy kawałek mnie, zmusił mnie do czegoś, czego nigdy nie powinienem robić. – Głos Harry'ego był tak cichy, tak dziecięcy i zagubiony, i Louis przycisnął swoje usta do ramienia chłopaka, żeby zagłuszyć swój własny szloch.
– Będę z tobą przez cały ten czasu, maluchu. Nie jesteś już więcej w tym sam, dobrze? – Louis powiedział. I wtedy usłyszał syreny. W sekundzie przed domem pojawiły się auta policyjne. Policjanci krzyczeli do siebie polecenia, których Louis nie potrafił wyłapać i chwilę później umundurowani mężczyźni weszli przez drzwi, przyglądając się całemu zajściu inteligentnym spojrzeniem. Jeśli Louis miałby się o coś zakładać, to stawiałby na to, że ci mężczyźni również byli kumplami Liama z pracy. Zawdzięczał Liamowi naprawdę wiele za to, co zrobił.
Policjant zbliżył się do Dereka, gdy drugi podszedł do Harry'ego i Louisa.
– Harry? Nazywam się Leon, jestem przyjacielem Liama. Jestem tu, żeby pomóc, dobrze? – Powiedział. Jego twarz była spokojna i otwarta, jego oczy szeroko otwarte i wypełnione szczerością. Louis poczuł, że Styles się zachwiał, ale nie opuścił broni.
– Dalej, Harry. To nie jest to, co chcesz zrobić. Proszę, Harry – Louis błagał i chłopak znów się spiął naprzeciwko niego.
– Nie wiesz czego ja, kurwa, chcę, Louis! Wszyscy powinni mi przestać wmawiać czego chcę! Chcę go martwego! Chcę żeby zgnił! – Harry wypluł i Louis zmusił się, żeby nie brać tego do siebie.
– Ale nie chcesz być potworem, Harry! Znam cię wystarczająco długo, żeby być tego pewnym! Jesteś piękny, słodki i namiętny... Możesz mieć wszystko, czego pragniesz. Nie pozwól swojej nienawiści do tego kutasa tego zniszczyć! – szatyn czuł jakby krzyczał, ale mówił najspokojniejszym głosem, jakim potrafił, zaciskając dłoń na plecach i boku Harry'ego.
– Po prostu chcę, żeby on odszedł – Harry zaskomlał i Louis przytaknął smutno.
– Harry, nie wywinie się z tego, mamy wystarczająco dużo, żeby go zamknąć – Leon odpowiedział ostrożnie i Harry w końcu spojrzał na niego, jakby dopiero wtedy zorientował się, że on naprawdę tam stał.
– Na-... naprawdę? – Głos zielonookiego był niemal bolesny, przez to jak wiele nadziei pokładał w tych kilku słowach. Leon skinął głową w odpowiedzi i Harry ściągnął brwi, patrząc na pistolet w swojej dłoni.
Kiedy Harry obniżył ręce i pistolet nie celował już w podłą twarz Dereka, ten sukinsyn skorzystał z okazji. Rzucił się do przodu i Louis nie miał wystarczająco dużo czasu, żeby zarejestrować błysku ostrza w jego ręce, zanim rzucił się aby osłonić Harry'ego, dłońmi przytrzymując klatkę jego wujka. Poczuł ostry ból z opóźnieniem, zszokowane sapnięcie Harry'ego usłyszał dużo szybciej niż swój jęk bólu i zdał sobie sprawę, że Derek miał zamiar dźgnąć Harry'ego, ale zamiast tego przeciął jego przedramię.
– Kurwa! – Louis wypluł, potykając się do tyłu i usiłując użyć drugiej ręki do zatamowania krwawienia. Ręce Harry'ego owinęły się wokół niego, przytulając go ciasno drżącymi kończynami, kiedy policjanci odciągali Dereka. Louis czuł jak całe ciało Harry'ego drżało naprzeciw jego i zgrzytał zębami, uciszając ból. – Jest w porządku, skarbie. Jest dobrze, wszystko ze mną dobrze – Louis wymruczał z kłamliwymi uspokojeniami.
– Nie! Nie, nie, nie, nie! Nic nie jest dobrze, Louis – Harry prawie piszczał i Louis odwrócił się w jego ramionach, żeby spojrzeć mu w oczy, ignorując ratownika, który próbował zabrać go na zewnątrz do karetki.
– Obiecuję, że będzie ze mną dobrze, Harry. Tylko mnie nie opuszczaj, dobrze? – Louis nie potrafił powstrzymać tego, że był nieco śmieszny; ten dzień był wypełniony w o wiele za dużo rzeczy zaburzających spokój jego umysłu. Harry przytaknął drżąco głową, z szeroko otwartymi oczami, z czerwoną i mokrą od łez twarzą. Dziwnie wyglądało to, że łzy tworzyły ścieżki przez krew na jego twarzy, jak paski. – Twarz tygrysa – Louis wybełkotał chichocząc, sprawiając, że Harry ściągnął brwi w zmieszaniu i zmartwieniu.
Możliwe, że Louis stracił trochę za dużo krwi.
Jeśli przeczytałeś, uszanuj pracę tłumacza i pozostaw po sobie ślad.
«Rozdział 11|| Rozdział 13»
Od tłumacza: HA, NIE SPODZIEWALIŚCIE SIĘ MNIE TAK WCZEŚNIE












