Moda na burgery nie jest zaskoczeniem. Lubimy jeść tłusto, kochamy mięso, burger przestaje się kojarzyć tylko z przydworcowymi budami i kotletem z surówką z plastikowego wiadra czy popularnymi, międzynarodowymi sieciówkami, które kręcą kotlety z mięsnej papy zgodnie z normami unijnymi. Burger jest bardzo trendy, ach i och, latamy z prawdziwymi burgerami jak maniacy, szczególnie na kacu lub podczas wzmożonej konsumpcji alkoholu. Nagle bułka z kotletem staje się obiektem niespotykanego pożądania. A ja polecam najlepsze burgery w Trójmieście czyli Carmnik. Ta mobilna burgerowania, tzw. food truck na stałe wpisała się w krajobraz metropolii, a także większości plenerowych wydarzeń kulturalnych. Podczas Openera tłumy wygłodniałych festiwalowiczów wiły się w spazmach w gigantycznych kolejkach, aby capnąć soczystą bułę. Wszędzie, gdzie zawita Carmnik kolejka ustawia się w parę sekund. Tęskny wzrok konsumentów pada na bardzo krótkie menu, ale nie o ilość, tylko jakość tu chodzi. Potężny kotlet z wołowiny bez ściemy, miękka buła pieczona na zamówienie, świeże dodatki - sosy, sałatki, nietypowe połączenia, belgijskie, złociste, iskrzące się fryty - wyśmienite z porcją kolendry lub tłustym sosem - wszystko decyduje o sukcesie Carmnika. Szczególnie polecam burgera z kozim serem i karmelizowanymi buraczkami, sezonowo pojawia się obłędny burger z kurkami i sadzonym jajem, możemy też pochłonąć burgera na ostro z puree z fasoli, smakowitego, domowego falafla czy nieśmiertelne klasyki z dużą porcją roztopionego sera czy z bekonem. Modzie na street food i food trucki mówię tak, to w końcu fast food w wersji lux i od serca, bez konserwantów i toksyn. Życzę smacznego i lecę do Carmnika bić pokłony burgerowym wymiataczom.











