KONDZIU THE KILLER X RAFAŁ THE KILLER
Zaczne od tego, że ta historia może brzmieć na nieprawdziwą jednak zapewaniam was, że wydarzyła się na prawdę, znalazłem nawet zdjęcia jednego z nich, ale do tego dojdę w późniejszej części tej historii. Nazywam się Łukasz mam 21 lat i jestem przeciętnym mieszkańcem małego miasta, w tygodniu pracuje, a w weekendy piję spędzając czas z kolegami. Mieliśmy kolegę z Rumi nazywał się Rafał postanowił do nas przyjechać na Halloween, ponieważ planowaliśmy zrobić zabawną imprezę, gdzie każdy miał się przebrać za postać z creepypasty, sam postanowiłem się przebrać za Rake, ale to nie jest istotne w tej historii traktujcie to jako ciekawostka. Postanowiliśmy wyjechać do wsi obok nazywała się Cielcza, nieopodal domu naszego kolegi z ów wsi znajdowało się polę, a co może być lepszym miejscem do ,,strasznej" imprezy niż pole oddalone od ludzkości na którym tylko raz na jakiś czas słychać przejeżdżające samochody. Rafał dogadał się, że zrobi strój który będzie łączył się ze strojem Konrada. Wtedy się z tego śmialiśmy, bo żartowaliśmy, że są gejami i są razem i powstawały żarty z tym, że zrobią jakąś ludzką stonogę i będą sobie nawzajem odbyty lizać. Doszło do dnia imprezy było nas kilkunastu każdy przebrany za kogoś innego, jednak nie było śladu po Kondziu i Rafale, kontynuując żarty z nich mówiliśmy, że muszą jeszcze razem spędzić noc poślubną zanim do nas przyjdą. Uznaliśmy, że zaczniemy zabawy bez nich, bo nie reagowali na nasze wiadomości ani nie odbierali od nas telefonów. Około godziny 24 w momencie kiedy Halloween właśnie się zaczynało wuja, znaczy nasz kolega którego nazywalismy wuja, poszedł w pole się wyszczać. W pewnym momencie usłyszeliśmy jego krzyk odkrzynkęliśmy ze śmiechem, że tak może nastraszyć dziecko Blackhole'a nie nas. Po kolejnych dwóch minutach coś zaczęło się do nas toczyć, to była jego głowa na której był wyryty napis ,,Teraz ja mam Vibe". Część z nas nie wytrzymała tego psychicznie i zaczęła uciekać. Ja trzymałem się blisko ostatnich którzy zostali przy głowie: Macieja, Janka i Kacpra. Strach był widoczny, staraliśmy się wybrać trasę która szybko weźmię nas na drogę i zauważy nas samochód. Biegnąc przez polę słyszeliśmy krzyki poszczególnych osób z naszej ekipy, napędzało to tylko nas żeby biec szybciej w pewnym momencie się odwróciłem, zauważyłem, że Kacper gdzieś zniknął, co było dziwnę, ponieważ był taki wysoki, że wychodził mocno ponad polę. Zostało nas trzech i wtedy to zauważyliśmy. To byli oni. Kondziu i Rafał przebrani za Jeffa i Jane The Killer. Wyglądali praktycznie jak ich podobizny zachowując swoje znaki rozpoznawcze. Za nimi było zakrwawione ciało Kacpra. Właśnie je ćwiartowali śmiejąc się, że miał kolejny wypadek w labolatorium, w tamtym momencie się rozdzieliliśmy, każdy uciekł w swoją stronę. Dałem radę znaleźć samochód, nic nie powiedziałem kierowcy i starałem się wyglądać na spokojnego. Będę do końca życia pamiętać jak Kondziu wychodzi z pola z czyjąś ręką i patrzy jak samochód ze mną odjeżdża. Od tamtego dnia minęły 3 tygodnie przez które nie wyszedłem z domu, co noc widzę jak któryś z tej dwójki stoi na drodze i patrzy się prosto w moje okno. Nie wiem, co powinienem z tym zrobić, boję się, że w końcu wejdą do mojego domu i skończę jak wuja, Kacper albo ktoś inny z naszej ekipy.













