,,Wiza przyszłości’’
Obudził mnie krzyk dobywający się z własnego gardła. Podniosłem się z łóżka, spazmatycznie łkając, nie licząc łez przepływających przez złożone przy nosie dłonie.
Pani K. Znowu. Nieśmiertelna, kochana, wredna… i kiedyś moja. Jak w transie, podniosłem się i poszedłem obmyć twarz zimną wodą. Łzy ciekły dalej. Umysł bombardowały obrazy wspomnień wymieszane z tymi z wyimaginowanej przyszłości.
Naszej przyszłości.
Jej nie było. I dobrze.
Niedobrze.
Dobrze.
Argumenty za i przeciw wypełniły pole świadomości. Wiedziałem, że ta chora dyskusja zamieni zmaltretowany umysł w papkę.
Komputer. Muzyka, cokolwiek kurwa! Byłem w stanie zrobić wszystko, byleby tylko zagłuszyć szaleństwo.
Atak, kurwa.
Atak!
Dłonie trzęsły się. Nie byłem w stanie najechać na ikonkę Google chrome’a.
Szybki fesj. Szybki youtube.
Kurwa, ratujcie mnie! Z nosa ciekła krew, szybko przyłożyłem chusteczkę. Spojrzałem na facebooka.
Chyba tylko ja uwielbiałem swoją poezję. Te jebane karły nie mają pojęcia, co czuje człowiek, gdy pisze ,,głupi wierszyk’’. Poezje jest jak kurwa, która tobie płaci.
Ona daje tobie, ty dajesz jej coś. Proporcje nie są ustalone. To nieuczciwy deal.
Muzyka, muzyka!
Zaatakowała uszy. Dobrze. Z całego popiołu sylwetki, wypalonego emocjonalnie truchła, wydobył się cichy wydech.
Pojawiła się. Skołowany umysł przygnieciony cierpieniem, odnalazł miejsca na przyjęcie kolejnego dziecka Wyobraźni.
Stał tam. Nie jako chłopak, który jest ,,pełnoletni’’, ale jako mężczyzna. Poukładany, stabilny. Pogodzony z własnym wnętrzem, inteligentnie uśmiechnięty. Czuć było od niego olbrzymią empatię i ujmującą wrażliwość. Powietrze skrzypiało wokół jego sylwetki.
To była sekunda. Podniosłem się z krzesła. Wizja przyszłości zerwała kajdany.
Zapaliłem papierosa. Pani K. zniknęła na chwilę z mojej głowy. Wiedziałem, ze powróci, one zawsze wracają. Rzadko kiedy fizycznie.
Wizja przyszłości zostawiła ciepło w klatce piersiowej. Jeszcze tyle do zdobycia…












