O „sesji depresji” i dlaczego wkurza mnie ten rym - słów kilka.
--- tw: depresja, samobójstwo ---
przeklejam opis ze swojego ig, bo uważam, że powinno to trafić do jak największej liczby osób
Kto osobą studiującą nie był, ten może nie kojarzyć tego zwrotu, natomiast korytarze uczelni czy wpisy chociażby na twitterze w okolicach lutego i czerwca wybrzmiewają w jednym tonie: „sesja depresja”. Nieświadomość sama w sobie nie jest zła, bowiem pochodzimy z różnych środowisk; zła jest natomiast niechęć do uzupełnienia pewnych braków i ogólne zamknięcie na nie, więc ja - dobra osoba - przychodzę Wam coś wyjaśnić:
używanie zwrotu „sesja depresja” jest szkodliwe i umniejsza tej chorobie, koniec kropka basta.
Nie ma tu pola na dyskusję i mówię to jako osoba, która depresji doświadcza - nie tej samozwańczej, tej zdiagnozowanej przez psychiatrkę.
Według WHO depresja jest czwartym najpoważniejszym problemem zdrowotnym na świecie, a jak dobrze wiemy choroba ta jest bardzo bagatelizowana i stygmatyzowana w dialogu publicznym. Porównywanie czy przypisywanie jej do sesji, która trwa dwa-trzy tygodnie, to dla mnie ogromne nieporozumienie. Depresja nie trwa kilka tygodni, czasami pochłania człowieka na lata, a nawet towarzyszy do ostatnich dni. Depresja to coś więcej niż obniżony nastrój, zmęczenie fizyczne czy stres. To prowadzenie podwójnego życia - tego dla wszystkich i tego, gdy jesteśmy sami, bez osób nawet najbliższych. To brak apetytu i niejedzenie przez tydzień - lub właśnie ciągłe jedzenie. To spanie całymi dniami i nocami lub na odwrót - energia, przez którą nie możemy zasnąć przez kilka dni pod rząd (dziwne, nie?). To poczucie, że nie jesteśmy nikomu przydatni i jedyne, co sprawiamy bliskim i całemu otoczeniu to ciężar i rozczarowanie. To wymazywanie pozytywnych wspomnień czy słów z głowy i zapętlanie smutku i zawodu samym sobą. To pomijanie swoich podstawowych potrzeb i trwanie w transie bez końca. To zaprzeczanie, że potrzebna nam jest specjalistyczna pomoc. To chęć wymazania siebie z otaczającego nas świata. To (czasami) rozważanie samobójstwa jako jedynego „wyjścia” z problemu i podejmowanie się prób. I finalnie: depresja to nie coś, co możemy sami zdiagnozować*. Nasze zachowania mogą dać nam przesłanki do tego, że ją u siebie podejrzewamy, ale nie są diagnozą (warto w tym momencie udać się po specjalistyczną pomoc!!!)
Więc proszę Was, nie mówcie, że macie depresję, kiedy macie krótkotrwałe złe samopoczucie, trzeci dzień z rzędu nie zabrałyście_liście się za napisanie eseju na studia lub gdy trwa sesja i odczuwacie przemęczenie. Uczulajcie swoje otoczenie na używanie terminu „depresja” i starajcie edukować siebie i innych. Ta choroba nie jest ani fajna ani czymś „aesthetic”. To dramat, z którego ciężko wyjść. Szczególnie w społeczeństwie, w którym się bagatelizuje i stygmatyzuje depresję i wszelkie zaburzenia psychiczne. W razie problemów ze zdrowiem psychicznym nie bójcie się prosić o pomoc lub rozmowę! Są osoby i infolinie, które postarają się Was wesprzeć. Jestem też ja.
* wytłumaczenie: UFAJCIE SWOIM PRZECZUCIOM i jeśli uważacie, że możecie mieć depresję, to szukajcie pomocy! To wy wiecie, co Wam siedzi w głowie, ufajcie sobie pod tym względem; natomiast wyżej poruszona kwestia diagnozy dotyczy przede wszystkim przypadków o których jest później - stwierdzanie depresji ot tak.
------- Numery, pod które warto zadzwonić w momencie kryzysu psychicznego czy innych problemów ze zdrowiem psychicznym:
- 116 111 - Telefon Zaufania Dla Dzieci i Młodzieży - 116 123 - Telefon Zaufania Dla Osób Dorosłych (pon-nd 14:00-22:00) - 800 120 002 - Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" - 22 621 35 37 // 600 070 717 - Centrum Praw Kobiet - 22 628 52 22 - Lambda Warszawa - Pomoc dla Osób LGBT+











