10 stycznia 2018, Perspektywa robi rzeczywistość
Siedzę na przystanku, czekam na autobus, spóźnia się już dwadzieścia minut, ale to nic nie znaczy. Ptaki skrzeczą nade mną, nie śpiewają. Przez krótką chwilę zastanawiam się na ile to prawda, a na ile moja zaburzona percepcja płata mi figle, bo już trochę nie mogę tego miejsca znieść.
Jednego dnia po porannych zajęciach, po półgodzinnym marszu z punktu A do punktu B, gdzie transport publiczny nigdy nie istniał, zastałam przy casicie szklankę do połowy pełną uryny, zdemolowaną kuchnię i otwartą łazienkę. Było świeżo po Nowym Roku, ale nie przyszło mi do głowy dodać dwa do dwóch. Moja pierwsza myśl orbitowała wokół ludzkiej złośliwości i nie zdawałam sobie sprawy, że to tylko dlatego, że ten temat przez ostatnie tygodnie całkowicie zamazał mi rzeczywistość. Słowem, ktoś nasikał do kubka i postawił w upale przed drzwiami, na złość, tak, żeby cała weranda śmierdziała moczem. Ktoś pootwierał i nie pozamykał drzwi łazienki ani klozetu, na złość, żeby żaby miały zabawę, robaki uciechę, a człowiek nie mógł w spokoju się wysikać. Skąd w ludziach taka podłość?
Tego samego dnia dostaję wiadomość od rozbawionej Julie – zagadka rozwiązana: to nie mocz w kubku rozpylał nieprzyjemną woń, ale butla gazowa, zdemolowana z niemożności jej naprawienia. Łazienkę rozniosły pijane tłumki niedobitków po Nowym Roku, a żółta ciecz w kubku, to eksperyment przyrodniczy jednego panamskiego taty z dziećmi w wieku szkolnym.
Perspektywa robi rzeczywistość. Buddyści mieli racje, nigdy nie oceniać. Ocena wynika z pychy, zakłada, że oceniający wie więcej niż by na to pozwalała rzeczywistość. Dodatkowo, ta nad-wiedza narratora przynosi mu zazwyczaj jeno frustrację i rozczarowanie.
Nietoperze są super, zwierzęta słodkie jak maliny albo małe szczeniaczki, ale kiedy tobie taki jeden z drugim ląduje na piersi o piątej nad ranem, to niejeden śmiałek zadrżały ze strachu. Niemy krzyk na alarm rozlał po pokoju nienaturalne światło górnej lampy. To chyba przeraziło nieboraka jeszcze bardziej niż mnie, bo leżał teraz nieruchomo, maleńkie ciałko wdychało powietrze, góra, dół, góra, dół… Wyrwana ze snu, z pozornie niewielką szansą na podołanie temu niespodziewanemu wyzwaniu, zachowałam jednak zimną krew i chłodny umysł. Krótki pół-śmiech, przelotna myśl, że jakie to zabawne, bo ułożyłam się tej nocy, nie wiedzieć czemu, na miejscu Johna, po lewej stronie zamiast swojej i gdyby był tutaj, a nie w mieście, to pewnie nie zniósłby presji wampira na piersi. Przykryłam go przeźroczystym pudełkiem, podłożyłam kartonik i fru! wyleciał przez okno w noc, a ja poczułam, że doniosłe chwile trwają jednak za krótko by je dostatecznie schwycić.
Nazajutrz dostałam wiadomość zwrotną od jednego gościa, że czy wszystko okej, bo to jednak był nietoperz-wampir. I czy teraz ten słodki nieborak nadal taki mały szczeniaczek?! Tej nocy spałam przy pełnym świetle górnej lampy i biłam się w pierś za głupią decyzję pozostania samej w tym domu pełnym duchów zamiast pojechać z Johnem do miasta. Każdy cień wyglądał krwiożerczo. Perspektywa robi rzeczywistość.








