Whenever you really want something
Ciekawe jest zjawisko, że za każdym razem, gdy czegoś bardzo chcemy, to jeszcze bardziej to od nas ucieka. Niby typowa zasada we Wszechświecie. Właśnie jestem w cudownym miejscu pełnym różnorakich roślin, z którymi prowadzę cudowną wymianę. Przyszedłem tu, by montować swój prawie 3 minutowy filmik do mojego portfolio, bo przecież chcę robić coś kreatywnego, a nie tylko małpić się w korpo. Męczę się z tym filmikiem od ponad 3 tygodni. W końcu zacząłem nagrywać voice-over, robiłem go wczoraj pół dnia. Ale dalej mi coś nie odpowiada, tu nie pod muzykę, tu muszę zrobić cięcia, a w ogóle to nie mam wystarczającej ilości materiału na jego pierwszą część.
I tak bardzo zależy mi na tym, by go skończyć i przejść do następnego etapu, że siedzę tu i się głowię, sprawia mi to ogromną trudność. A przecież tak nie powinno być. Wybrałem to, żeby sprawiało mi przyjemność, żeby iść własną ścieżką, zamiast tego co mówili mi inni. Robię to do pracy, ale nawet nie wiem jakiej. Wiem, że chcę coś robić kreatywnego, może w marketingu, świetnie znam się na ludziach i ich potrzebach. Jestem uprzejmy, zjawiskowy, zawsze wprowadzam dobrą energię. Czuję, że mam moc, którą chcę przekazać światu, ale nie wiem jak to zrobić. Przecież już to przekazałem dziesiątkom, jak nie setkom ludzi, z którymi rozmawiałem na tematy życiowe.
I siedzę tu, w cudownym miejscu, robię ten filmik i jak coraz dalej się w niego zagłębiam to coraz bardziej chcę zamknąć ten laptop i spierdolić w pizdu. Ale przecież chcę już go skończyć, muszę już go skończyć, bo mam za sobą już za dużo nieskończonych projektów. Za dużo razy coś odpuszczałem, żeby odpuścić też to. A jednak z tą głębią siedząca w tym, że to pod portfolio, bo przecież jaka przyszłość mnie czeka, że to coś z czym się męczę tyle czasu i już dawno powinno być zrobione to właśnie przez to robię to z takim ciężarem. Bo chcę, by wszystko było idealne. Tu i teraz i cały czas.
Prawda jest taka, że nie daję sobie przestrzeni na błędy, na zrobienie czegoś średniego, a może i tak komuś się spodoba i mnie weźmie do miejsca, które polubię i ludzi tam też. A przecież skąd mam to wiedzieć, mój względny perfekcjonizm zabiera mi zabawę, chęć odkrywania i zrobienia tego po prostu, żeby było. Sztuka dla sztuki. Zamiast tego próbuję to zrobić starannie, jednocześnie mozolnie, a i tak nieidealnie.
I co z tego mam? Dużą niechęć, mnóstwo zmarnowanego czasu i przede wszystkim uczucie jakbym robił to na siłę. Nic co jest dobre nie wyjdzie z robienia na siłę. Przecież w tym powinna być lekkość, niczym piękna kobieta oddająca się muzyce, pływająca w niej bez żadnego spięcia, żadnego wyuczenia, gdzie masz uczucie jakby się rozpłynęła wraz z nią.
Moje zachowanie jest nie na miejscu, ale akceptuję je. Podejdę do tego raz jeszcze, na luzie. Z tym co mam, z tym co wiem. Nie będę tego oceniał jako nieadekwatne, straszne, nieidealne, niepasujące czy jakiekolwiek nie. Po prostu będzie. I użyję tego do swojego portfolio. Nie dlatego, bo nie mam już czasu, ale dlatego, bo faktycznie, szczerze z serca chcę to zrobić, a nie tylko siedzieć i myśleć, co by było gdyby. Gdybym to pozmieniał, gdybym to poprawił, gdybym siedział nad tym jeszcze kolejny rok. Idę z tym przed siebie i daję temu popłynąć. Jak wyjdzie tak wyjdzie. Nie mogę wstrzymywać tego procesu, bo to tak jakby wstrzymać życie, które i tak wystąpi. Ludzie lubią tak robić, ze wszystkim. Trzeba po prostu dać popłynąć i zrobić miejsce na rozwój samego siebie. Miłego.
ENG:
It's fascinating how every time we deeply desire something, it seems to slip away even more. Almost like a universal principle. Right now, I'm in a wonderful place, surrounded by diverse plants with which I enjoy a beautiful exchange. I came here to work on my almost 3-minute video for my portfolio because I want to do something creative, not just monkey around in a corporate job. I've been struggling with this video for over three weeks. Finally, I started recording the voice-over; it took half of my day yesterday. Yet something still feels off—it's not matching the music, it needs cuts here and there, and I don’t even have enough footage for the first part.
I want to finish this so badly and move on to the next stage, but here I am, stuck and struggling tremendously. This isn’t how it's supposed to feel. I chose this path because I wanted enjoyment, to follow my own direction instead of what others told me. I'm creating this for a job, though I'm not even sure what kind yet. All I know is that I want to do something creative, perhaps in marketing, since I have great insights into people and their needs. I'm kind, remarkable, and always bring positive energy. I feel I have a power I want to share with the world, but I'm unsure how. I've already shared it with dozens, if not hundreds, of people in life conversations.
So here I sit, in this amazing place, working on my video, and the deeper I dive into it, the more I want to just shut my laptop and run away from it all. Yet I want and need to finish it, because I've already left behind too many unfinished projects. Too many times I've given up, and I can't afford to abandon this too. But the heavy feeling comes from the fact that it’s for my portfolio—what kind of future awaits me, if I'm already struggling so much with something that should've been done long ago? I want everything to be perfect. Here and now and all the time.
The truth is, I don't allow myself room for mistakes or for creating something average, something someone might actually like enough to invite me to a place I'd enjoy, surrounded by people I'd resonate with. But how can I know? My perfectionism robs me of joy, exploration, and the simple act of creating just for the sake of it—art for art's sake. Instead, I painstakingly try to do it carefully, yet it's still imperfect.
And what do I gain from this? Reluctance, plenty of wasted time, and most importantly, a feeling like I'm forcing myself. Nothing good ever comes from forcing things. This should flow effortlessly, like a beautiful woman surrendering to music, floating in it without tension or trained moves—where she seems to melt into the rhythm.
My behavior isn't appropriate, yet I accept it. I'll approach this again, with ease this time. With what I have and what I know. I won’t judge it as inadequate, terrible, imperfect, unfitting, or any other negativity. It will just exist. I'll use it for my portfolio—not because I ran out of time, but because, genuinely and wholeheartedly, I want to do it instead of endlessly wondering about "what ifs." What if I changed it, fixed it, or spent another year working on it?
I'm moving forward with it, letting it flow freely. Whatever happens, happens. I can't hold back this process, because that would be like holding back life itself, which will unfold anyway. People often try to control things this way, but sometimes we must simply let things flow and create space for our own growth.
Enjoy.













