Dawno mnie tutaj nie było co? Tak dokładniej to 2-3 dni.
Siema Kaktusku. Przychodzę z kolejną historią. Wyobraź sobie budzę się rano. Jest sobota. Sobotę zawsze spędzam w otchłani. Znaczy się Hadesie. Schodzę tam na luziku.
-Siema Hades. Witaj Persefono. -przywitałam się z gospodarzami w miarę grzecznie. Nagle do pokoju weszła wkurzona jak nigdy Hel.
-Hades nie mieszaj mi w papierach. W innym przypadku skończysz smakując głód w swojej dupie.-powiedziała bogini straconych. Nic się nie zmieniła od tygodnia. Nic a nic. Jedną zmianą był segregator w lewej ręce. Czułam jak mój żołądek się ściska ze stresu. Niby nie byłam główną przyczyną, ale czułam się źle z tym, że jest zła. Tyle w swym życiu przeżyła przykrości.
Spojrzałam się na Hadesa. On autentycznie się bał tej niewysokiej kobiety. Jego mina wyrażała strach i... No właśnie co? Wydawało sie, że dumę. W końcu bądź, co bądź Hel jest jego wychowanką. Szybko uczucie stresu mnie opuściło. Poczułam zapach pierniczków. Moich ulubionych ciasteczek.
Zostawiłam Mistrza i Helcie samym sobie. Udałam się już trochę weselsza do Kory. Usiadłam na pięknym, marmurowym, czystym jak łza blacie.
-Będę mogła trochę wziąć?-zapytałem z nadzieją w głosie. Miałam nadzieję, że nie użyła granatu do produkcji.
-Pewnie, że tak Lilith.-stwirdziła Kora poprawiając włosy. Nie wyglądała na żonę Hadesa, a raczej jego córkę. Zastanawiała mnie ich relacja. Nie mogłam od tak ich spytać. Dlaczego? Bo to niegrzeczne. Wszystkie pytania wolę rozwiązywać sama.
Wróciłam myślami do ciała. Nie mogłam jednak pojąć nadal tej zawiłej relacji.

















