Nowy Jork pożegnał nas deszczem, a w Oklahomie około 18 było 38 stopni. Normalnie powietrze było gorące i aż ciężko było nim oddychać. Trzeba będzie się przyzwyczaić, bo w tym tygodniu najniższa temperatura to 35.
Rodzina jest świetna, wczoraj oprócz host rodziców i rodzeństwa na lotnisko przyjechali też host dziadkowie, rodzice Tary host mamy. Było to bardzo miłe. Po drodze z lotniska pojechaliśmy na meksykańskie i było pyszne. Ja wzięłam tacos i lemoniadę truskawkową.
Jak wysiadaliśmy przed domem, wyszła ich sąsiadka, żeby się ze mną przywitać i dała mi pojemniczek ciastek z emememsami, które sama upiekła. Czyż to nie urocze? Oprowadzili mnie po ich wielkim domu, dałam im prezenty, z których byli zadowoleni, najbardziej chyba host tata z koszulki z polskimi starymi samochodami 😁 Długo z nimi nie siedziałam, bo zasypiałam na stojąco. Na campie nie sypiałam dość dużo, bo chodziliśmy spać około 1, a wczoraj pobudka była po zaledwie kilku godzinach i cały dzień w trasie, więc musiałam odespać. No i spałam 11 godzin.
Zaraz się zbieram, bo już 8, a na 10 mamy jechać do szkoły, a muszę zjeść śniadanie i się ogarnąć.











