"Najważniejszy problem z chrześcijaństwem, z którym do dzisiaj wielu się nie uporało, to fakt, że jest ono ze swojej natury tworem politycznym. Cesarz Konstantyn zwany Wielkim, ogłaszając je w 312 roku najpierw religią tolerowaną, a potem dominującą, sprawił, że urzędnicy tej religii, czyli księża, biskupi, papież- stali się urzędnikami cesarza. (...) Pierwszy sobór, najważniejszy, w Nicei w 325 roku, nie był inicjatywą biskupów ani papieża, tylko cesarza, który chciał, żeby teologowie i biskupi dokładnie określili czym jest chrześcijaństwo. Wtedy powstały pierwsze spory teologiczne niezakończone do dziś, potem zaczęły się walki o to, kto jest ważniejszy, cesarz czy papież. Był to projekt ziemski i polityczny. Chrześcijaństwo okazało się bardzo poręczną religią w kierowaniu wielkim Cesarstwem Rzymskim. Biskupi i księża chętnie się w to wpisali, byli bardzo dobrze opłacani, cesarz nadawał im różne beneficja- budynki, bazyliki itd. Z wartości chrześcijańskich tak naprawdę niewiele po tej dekonstrukcji zostało."