List.
" Droga Pewności Siebie! Dawno do Ciebie nie pisałam. Dawno nie miałyśmy kontaktu. Dawno nie rozmawiałyśmy… W ogóle – wszystko tak bardzo dawno. Co u Ciebie słychać? Nie, to złe pytanie. Tyle rzeczy mi się nasuwa, o nic nie mam odwagi zapytać. Nie mam pewności siebie, nie mam Ciebie. Szczerze mówiąc, brakuje mi Ciebie. Co rusz słyszę ‘’Co tak siedzisz cicho? Dlaczego się nie odzywasz? No co jesteś taka zamknięta w sobie? Kiedyś taka nie byłaś!’’ To męczące. Może i jestem taka cicha, skryta. Może mi brakuje sił, aby dalej starać się wyrazić. Ale dlaczego? Jestem tam, gdzie spadają anioły. Po drugiej stronie. Myślami i umysłem odlatuję tam, w górę. Wieczorem znów spadam, powracam do przykrej rzeczywistości, ale tylko na chwilę. Zaraz potem odrywam się od szarych drzew, obskurnych okolic, brzydkiego widoku Birmingham, zatracam się we śnie, nie myśląc nawet o tym, co dzieje się w sąsiednich domach. W jednym z nich mieszkał Ozz, John Michal, młody Osbourne,. Jak kto woli. Zapominam nawet o tym, choć od najmłodszych lat ,mam to w podświadomości. Oprócz tego, w mojej głowie zawsze potrafię odnaleźć niezliczoną ilość rzeczy, których dotąd nie zrobiłam, a chciałam. Sama wiesz dlaczego, bez Ciebie nic nie jest takie samo. Nawet Emily mnie opuściła. Moja kochana Emily. Nie mogłyśmy się dogadać, bo nie potrafiłam wyrazić swoich myśli. Myślałam, że ona to wszystko wie. Nie chciałam, aby stało się to przeżytkiem. Ale teraz nie mam ani mojej miłości, ani Ciebie. Dwie kobiety, jedno serce. Wielkie miasto, nieznani ludzie, choć przecież wiedzą o nas wszystko. Teraz, przechodząc marmurowymi chodnikami Aston, odwracam wzrok, gdy patrzą na mnie. Te zielone, brązowe, piwne, złote oczy. One wszystkie mnie odrzucają. Oni wszyscy na mnie patrzą, a mi jest ich jedynie żal. Nie mają, nie widzą swojego życia, jedynie moje. Jedynie moje.. Kieruję się w stronę zbocza, gdzie zwykle siedzieliśmy. Niosę ze sobą plecak wojskowy, a w nim dziennik, pióro, masę wspomnień. Siedzę sama, czasami nawet od rana do wieczora. Nie lubię ludzi, chciałabym przebywać tylko z (już nie) moją Emily. A Ciebie znów chciałabym mieć znów w sobie, znów Cię posiadać, znów być z Tobą. Pamiętasz, jak bywałyśmy na rockotekach Aston? Myślę, że zabawa była przednia. Zawsze towarzyszyła nam Emily, Peter, Axel, Michaela, Pgillip, Rocco i Madeline. Mentalnie był z nami Jim Morrison, Janis Joplin, Jimi Hendrix. Cudowni. Jest nas wielu, ludzie patrzą na nas różnie. I choćbyś próbował od nas odejść – już nie będziesz umiał. Przecież nie warto troszczyć się o życie ludzi i tak skazanych na śmierć. Za szerokimi oknami wisiało szare, zasnute niskimi chmurami niebo. W oknach nie było krat, bo wychodziły na park. Przeszklone drzwi zamknięto z powodu mrozu, ale wystarczyło nacisnąć klamkę, by znów znaleźć się wśród drzew. Tutaj jest tak cicho. W jednej chwili znalazłam się właśnie tam, nadal pisząc do Ciebie. Z niskiego zbocza zeszłam ku niżej położonym zabudowaniom, a chwilę później już znajdowałam się w miejscu, którego odwiedzenie ‘’poleciła’’ mi pani psycholog. To właśnie ten budynek z oknami bez krat. To szpital psychiatryczny, który tak optymistycznie nazywają ‘’kliniką szczęścia’’. Zabawne. Dlaczego próbuję znaleźć swoje miejsce wśród żywych trupów? Zawsze, gdy myślę o tych wszystkich zmianach, które chcą wprowadzić rzekomą pomoc, chce mi się śmiać. Czyżby chcieli zamknąć w tym chorym miejscu brakujące ogniwa przygnębienia? Nie dość już innym te terapie namieszały w głowach? Ja mogę wychodzić na spacery za pomocą przepustki, ponieważ okazuję się być podobno jakimś lekkim ‘’przypadkiem’’. Ale pan Johnnes czy Alina Melbourne nie mogą wychodzić bez opiekuna. Wielokrotnie próbowałam dowiedzieć się, dlaczego jesteśmy traktowani inaczej. Odpowiedzi oczywiście nie uzyskałam. Tutaj trudno o jakąkolwiek odpowiedź. Kierownik szpitala widzi się z nami sporadycznie, a jeśli już, to ucieka wzrokiem oraz każdą inną częścią ciała.. Emily, Emily, Emily.. Mogłam patrzeć na nią od wchodu do zachodu słońca. Dlaczego zaczynałam płakać zawsze wtedy, gdy ją widziałam? Gdy przechodziłam obok niej, wytwarzała się pomiędzy nami ściana złości i rozpaczy. A po chwili to wszystko znajdowało się już we mnie. Moje powieki stawały się wilgotne, niczym jesienne, zimne, mokre powietrze. Wszystkie baśnie rządzą się swoimi prawami, wiesz? Bo być może właśnie te prawa odróżniają daną baśń od innych. Nigdy nie trzeba rozumieć takich praw, trzeba się tylko ich trzymać. Mogę sobie egzystować w tym marnym świecie, ale bez Ciebie. Może powrócisz? Ja wciąż czekam, Pewności Siebie. I znów będzie tak, jak kiedyś. Czyżbyśmy byli tylko pyłem wirującym w powietrzu i ciskanym na cztery wiatry? Pełnymi garściami czerpałam spokój i bezpieczeństwo płynące od niej, choć nie potrafiłam tego ująć w słowa. Przez Ciebie. Przez Twoje odejście. Daj mi szansę i wróć, pozwól mi naprawić moje szczęście. Wiem, że mogę. Choć raz, choćby miał to być ostatni. Kiedyś moją rodziną była paczka. Czuło się w niej coś takiego jak przyjaźń, czułość i w pewnym sensie też miłość.. Może opowiesz mi, co u Ciebie? Jestem pewna, że raczysz mi odpisać. Przecież kiedyś byłam dla Ciebie najważniejsza, tak jak dla mnie Emily. Byłaś moim dopełnieniem. I może jestem niedobra, nieuczciwa, nieodpowiedzialna, całkiem nieistotna.. Ale przecież potrzebujesz mnie tak, jak ja Ciebie. Jestem zbiegiem dla barier. Czuję dziwną, nieokreśloną pustkę, brak mi słów, myśli i drugiego 36,6oC obok. Ostatniego razu, gdy na nią spojrzałam, w jej oczach ujrzałam coś, czego nie chciałam. W jej oczach nie mogłam znaleźć żadnej nadziei. Uważne spojrzenie, ciut obojętne, trochę smutne, zielonkawe tęczówki, wąskie źrenice. I żadnej nadziei. Chyba chodzi w tym wszystkim o to, żeby wreszcie było dobrze, czyli obojętnie. Każdy pragnie pewności siebie, a Ty jesteś moją, tylko, że tak bardzo odległą.. Odeszłaś. Siedzę, płaczę, płaczę, siedzę. Ja też chciałabym czasem tka uciec, móc znów poczuć się pewnie, nie zważając na innych. Ale równowaga nie jest moją mocną stroną. Brakuje mi harmonii formy. Odkryłam to po latach obserwacji, medytacji i upokorzeń. Wrócisz? Pomożesz mi wyjść z klatki, którą sama stworzyłam, zamknęłam, a nie potrafię otworzyć? Pozwól mi wydostać się z mocnych ramion zguby, udręki, samej siebie. Czekam na Twoją odpowiedź. Liczę, że znów będziemy razem szybować nad ziemią. Czy radość jest wymuszona? Czy bezsenność zabiera noce? Czy strach wzrasta z każdym dniem? Czy Ty również znasz to uczucie? Czy wszyscy uznają Cię za poprzedniego człowieka, który przeminął z wiatrem? Pisząc ten list dotarłam aż po same krańce miasta. Będę czekać z niecierpliwością na odpowiedź, na pomoc, na szansę. Uważasz, że zasłużyłam? Ja myślę, że tak. Chcę znów mieć tą Pewność Siebie, Ciebie. Chcę znów umykać tą ulicą przed ciepłymi promieniami słońca, wirując pośród jasnych jabłoni. A obok mnie byliby oni wszyscy, znów radośni. Brakuje mi Ciebie, pozwól mi znów Cię poczuć. Twoja Rosalie."












