sillimanit
silmät auki
🜁 🜄
wolę jak mnie głaszczą pajęczyny i lepią się do mojego ciała ósemki odnóży niż jak ślizgają się po mnie twoje nieszczere słowa
grzmię
zanurzam się
w powietrzu i w wodzie
meduzy rozplatają moje mokre warkocze każdy zapach który wetknęłam we włosy puszczę na wiatr na stracenie wetywerie wpełzają mi łykiem w zatoki zatykają mi gardło i oczy
wetywerie pod skórą żyją i kłują
meduzo
wyrżnij je z korzeniami i doplącz do dryfującego gniazda przybrzeżnej ławicy alg i szlamu niech w tym wieńcu w odpływie wyjąc na dywanach staurolitu schną spragnione i słone albo po sztormie porosną arabeską gwiazdobloki
niech nie sięgnie ich żaden dotyk
niech szumią suche i blade
meduzo w rozpaczy
i ją można zabić
kochanko z morskiej piany
zapachu mineralny
syreno z krzemianowej plaży
zlejesz się ze mną w jedno
biję pokłony w nieboskłony boso wbiję wzrok nad horyzont i naga puszczę na wiatr swój wrzask
przede mną muzy, meduzy, mojry
miecze, chóry, sznury pereł, labirynty muszli, szumy uszne, dusisz się
duszę
stale
stalowe nieba popękane
chmury są krwawe
chmury są porwane
chmury są moje
chmury są złote
mam zdarte gardło i zatarte wspomnienie
wniebogłowę
wniebogłosem
poskładam się w słonej wodzie
wyrzyga cię wściekłe morze
niech strawi cię mój pożar
toń w deszczu z mojej burzy
cierp w cierniach moich róż
gnij w ścieku mojej duszy
giń w popiołach po naszych domach
gaśnij
konaj
1-7 VII










