Kolejny dzień, w którym czuję się nienajgorzej, chociaż nadal jak gówno. Czy to normalne? Nie wiem. Waga stoi mi w miejscu, bo zaczęłam żreć. Muszę w końcu wziąć się w garść.
Nadal myślę o rozwodzie pomimo tego, że jest lepiej. Czemu? Nie wiem, chyba nie chcę tak żyć. Tak? To znaczy jak? Jak pokojówka i pracownica seksualna. Czuję że stoję w miejscu, nie rozwijam się, nie idę do przodu, a bardzo bym chciała. Może mi się uda samej? Kto wie..? na razie nie umiem się uwolnić - to chyba uzależnienie.
Ostatnio się wystroilam, to czułam się jak mega.. dlatego wstawiam foto 🥳