Władze planują rozszerzyć możliwość cenzurowania internetu.
Minister cyfryzacji dostanie dodatkowe narzędzia prawne i będzie mógł zablokować dostęp do określonych stron internetowych lub adresów IP, „jeżeli wymagają tego względy obronności lub bezpieczeństwa państwa lub bezpieczeństwa i porządku publicznego” - alarmuje Gazeta Prawna.
Chodzi o tzw. polecenie zabezpieczające, jakie minister właściwy do spraw informatyzacji – te kompetencje są obecnie w gestii premiera – może wydać m.in. operatorom telekomunikacyjnym „w przypadku wystąpienia incydentu krytycznego”.
Rząd "uspokaja", że to nie oznacza masowej cenzury, bo "każda decyzja musi być poprzedzona analizą". Natomiast, jak wygląda praktyka widzimy na ulicach. Takie niejasne pojęcia jak "porządek publiczny" otwiera szerokie pole manewru dla różnej maści zamordystów teraz i w przyszłości.
Rządy na całym świecie uczą się coraz bardziej jak skutecznie cenzurować internet. Polska tutaj nie chce pozostawać w tyle, jak widać. Tymczasem w sejmie na ten temat cisza. Widocznie posłowie opozycji już widzą się w przyszłości na stołkach ministerialnych i im pasują tego rodzaju dodatkowe uprawnienia władzy.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
Krzysztof Bosak: Nastąpiło rozzuchwalenie radykalnej lewicy
Ano, ośmieliła się jeszcze istnieć.
Ale to nie koniec żali: – Historię kształtują dobrze zorganizowane i zmotywowane mniejszości. To coś, co umyka wszystkim odwołującym się do większości. Jeżeli mamy mniejszość, ale jest dobrze zorganizowana, zmotywowana, ofensywna, to ona będzie kształtowała rzeczywistość. Trzeba zadać sobie pytanie, gdzie jest analogiczna grupa po stronie konserwatywnej, czy katolickiej, wolnościowej, czy centrowej. Niestety, nie ma ich. Percepcja społeczna zmienia się szybko – mówił w poranku „Siódma 9” poseł Konfederacji Krzysztof Bosak.
Oni są mistrzami bełtania rzeczywistości. Pomijam fakt, że gdzie tam po ich stronie jakaś "wolnościowość" (chyba, jak u Orwella - wolność to niewola). Ale wracajmy na ziemię: konserwa ma rząd, potężną i majętną organizację pozarządową o nazwie Kościół, ma radykalne organizacje mniejszościowe, które próbują narzucić wbrew woli większości teokrację, mają potężne przyczółki nie tylko w mediach katolickich, czy rządowych, ale także w TVN, gdzie od konserwatywnych dziennikarzy aż się roi.
No i stąd może wynikać zdziwienie, że jakieś treści lewicowe i autentycznie wolnościowe w ogóle mają czelność jeszcze okazywać się popularne wśród ludzi, którzy nie chcą narzucić sobie konserwatywnego chomąta na szyję.
Dla nich te tysiące na ulicach to szok, bo myśleli, że skoro kontrolują prawie wszystkie media, kościół, od lat sączona jest propaganda pod przykrywką przedmiotu zwanego "religią", mimo bzdetów wciskanych do łbów przez IPN, ktoś jeszcze może mieć inne zdanie, może wyjść na ulicę w takiej skali.
Właśnie stąd zaskoczenie prawaki, że wy nie rozumiecie w ogóle jak działa pragnienie wolności. Tego nikomu nie da się wyrwać z głów ludziom, dopóki nie zaczniecie im grzebać w genomie. Możecie kłamać, uprawiać propagandę, nazywać niewolę wolnością, ale i tak ludzie w końcu będą chcieli zerwać kajdany, które im zakładacie. Dlatego autorytaryści wszelkiej maści zawsze są zaskoczeni protestami.
Bosak faktycznie musi przeżywać szok, nie mniejszy niż ci z episkopatu, czy rządu. Owieczki wywróciły ogrodzenie i uciekły pasterzom.
"Jak widziałem, na protestach Strajku Kobiet facetów 50- i 60-latków było jak na lekarstwo. A przecież właśnie te męskie roczniki licznie zasilały demonstracje KOD czy w sprawie sądów. Teraz zostali w domach, co nie przeszkadza im wciąż utyskiwać, że wcześniej młodzież nie angażowała się dostatecznie w protesty ważne i uniwersalne, czytaj: w te, na których bywali" - napisał na Facebooku zaskoczony publicysta Gazety Wyborczej Marek Beylin.
To oczywiście pewne uproszczenie, bo trochę osób 50+ było, ale nie da się ukryć, że dominowały młodsze pokolenia. Rzecz w tym, że o to właśnie chodzi. Jego pokolenie, pokolenie Gazety Wyborczej, zwane obecnie "pokoleniem KOD", nam ten system przecież zafundowało, zwany ogólnie III RP, który można podsumować: konserwatyzm i kapitalizm.
Dlaczego oni mają się buntować, skoro sami przecież przez lata wspierali partie, które zakazały aborcji w latach 90.? Mimo że nie było wcale wówczas powszechnej zgody na ofensywę konserwatyzmu religijnego, to wszelkie protesty wówczas zduszono, albo ośmieszono, albo zignorowano i zmielono razem z 10 mln podpisów przeciwko zakazowi. Tak samo jak nie było powszechnej zgody na masową prywatyzację i "terapię szokową". Wtedy też uciszono lub ośmieszono ("homo sovieticus pamiętamy!") wszystkich, którzy ośmielili się przeciwko nowym porządkom protestować.
To wszystko robiono jednocześnie, szybko (szokowo właśnie) i brutalnie. Wąsaci panowie z Solidarności błyskawicznie zlikwidowali Sekcję Kobiet NSZZ Solidarność, bo ośmielały się mieć inne poglądy. To jest to pokolenie "demokratów" z "Solidarności", które zdradziło jednocześnie robotników na których wyrośli oraz kobiety, na których mrówczej i niewidzialnej pracy pasożytowali.
No więc "elita demokratyczna" i jej zwolennicy nie biorą masowo w tym udziału, bo po prostu sami są zakutą konserwą. Ci, którzy w latach 90. się przeciwko temu buntowali, albo gdzieniegdzie biorą udział w protestach, albo mają tak przetrącone kręgosłupy i brak wiary w cokolwiek, że dawno już wycofali się z aktywności politycznej (dotyczy to zwłaszcza właśnie "dołów" ówczesnej Solidarności oraz kobiet z tego pokolenia).
Mówiło się o "ofiarach transformacji". Tak właśnie, ofiarami transformacji padli robotnicy i kobiety przede wszystkim. I teraz nie dziwota, że protesty mają taki kształt pokoleniowy jaki mają. KOD bał się tylko, że PiS rozwali im ich kochaną III RP (choć przecież Kaczyński jest jednym z jej budowniczych), a nie dlatego że by chcieli coś w tym cudownym ustroju zmieniać. To był ruch typowo konserwatywny w bardzo klasycznym tego słowa znaczeniu - chcieli konserwować status quo. A ruch kobiecy, zwłaszcza młode osoby, chce go radykalnie zmienić.
Jak to się ma spodobać tamtemu pokoleniu, które chce, żeby "wróciło stare"? Dlatego tyle energii wkłada się teraz, żeby zapędzić ten ruch znowu z powrotem do koryta prostego "anty-PiS". Żeby znowu "było jak było". Serio? Mamy wrócić znowu do Polski "pokolenia JP2", seksistowskich programów z TVN i "polskich kabaretów" oraz oczywiście "elastycznej pracy" i masowej emigracji?
To może lepiej niech nie wychodzą, jeśli mieliby znowu narzucić młodym kobietom tę zgnuśniałą narrację.
Ostatnio w dyskusji o aborcji dominuje podejście prawnicze. Kiedy słucham dyskusji w mediach i także wśród części aktywu, czuję się jakbym był na sali wykładowej wydziału prawa.
Spierają się, czasem ostro, czy wyrok Trybunału Konstytucyjnego był "legalny", czy "nielegalny", czy organ obsadzono zgodnie z procedurami, czy niezgodnie z procedurami. Czy lekarze mają wykonywać wyrok, czy nie mają.
Ten kierunek wydaje mi się cokolwiek jałowy. Zadajmy sobie pytanie, czy gdyby PiS tak bardzo na rympał nie obsadzał TK, tylko zrobił to zgodnie z procedurami (a gdyby się nie spieszył, to z czasem zupełnie legalnie mógł to zrobić), to czy straciłybyście prawo do protestu? Czy gdyby prawica zmieniła Konstytucję, to czy straciłybyście moralne prawo do protestu bo przecież KON-STY-TU-CJA?
Problem polega na tym, że obecnie dyskurs ruchu został zdominowany przez sposób myślenia pewnego środowiska, które często tu okreslamy jako "liberalne", a czasem mniej sympatycznie jako "kodziarskie". Z jakiegoś powodu to środowisko sobie ubzdurało, że prawo stanowione przez państwo jest absolutnie nadrzędne nad wszelkimi innymi prawami i maniakalnie wręcz koncentruje swoją dyskusję na rozważaniach teoretycznych, czy to było "oświadczenie" pani Przyłębskiej, czy wyrok który "legalnie" zmusza ludzi do określonego zachowania.
Otóż, to nie ma znaczenia, czy prawa człowieka, prawa do wolności są łamane zgodnie z procedurami, czy niezgodnie z procedurami. Kobiety mają prawo do wolności i jej obrony bez względu na to jakiej bandzie oszołomów akurat udało się zdobyć stery w państwie czy większość w TK.
Z historii innych ruchów - prawo do zrzeszania i prawo do strajku było przez dziesięciolecia "nielegalne". Czy wobec tego robotnicy mieli siedzieć cicho, pracować po 14 godzin przez cały tydzień i nie szemrać, bo przecież "twarde prawo, ale prawo"?
Mamy prawo się buntować bez względu na to, czy jakiś konstytucjonalista powie że to było legalne czy nielegalne. W 1993 roku zakazano aborcji "legalnie" i jak widać to wystarczyło "liberałom", bo nie organizowali jakichś masowych protestów, poza niewielkimi środowiskami naszymi czy niektórych zdeterminowanych osób z innych opcji.
Ta wiara w moc papierowych praw jest złudzeniem. Jeśli nie jesteśmy w stanie wyegzekwować od państwa naszych podstawowych praw, to żaden papier i żaden pan w todze nas nie obroni. Piszę tu i gdzie indziej o tym od lat, jak bardzo państwo samo nie przestrzega swoich własnych praw. O "policyjnych wiecach" ustanawiających prawo ad hoc. Jak bardzo od dziesiątków lat np. niezamożne osoby są pozbawione praw, bo w starciu "pan w garniturze" - samotna kobieta z dziećmi, policja zazwyczaj "odruchowo" przyzna rację panu w garniturze. Takie są nasze "prawa" w realu. Dlatego powstały organizacje lokatorskie między innymi, żeby stać na straży godności ludzi, prawa do dachu nad głową (nie prawa państwowego, ale ludzkiego).
I tak samo jest w sprawie wolności kobiet, których mają prawo bronić bez względu na to, czy ogranicza je "praworządny" profesor Zoll, czy "niepraworządna" magister Przyłębska.
Czas już skończyć z prawniczym bełkotem, bo jak jakaś konfiguracja kiedyś (PiS, Konfa i PSL) zmienią "legalnie" konstytucję, to jak będziecie w tych koszulkach OTUA wyglądać?
To jest wojna o godność i wolność człowieka, a nie o szmacianą konstytucję z 1997 roku, która nigdy ani w sprawach socjalnych, ani w sprawach wolnościowych nas przed niczym nie uchroniła.
Zuckerberg zapowiedział "depolityzację" Facebooka. Oznacza to, że jeszcze mocniej ciął będzie zasięgi treści politycznych w serwisie. Tak więc pozostanie głównie takie połączenie "Naszej Klasy" ze słupem ogłoszeniowym korporacji. "Kotki, pieski, zdjęcia sąsiadki z wycieczki na Kanarach (jak pandemia minie), sponsorowane posty Coca-Coli" i to by było na tyle.
To nie znaczy, że Fejs będzie banował masowo teraz polityczne fanpejdże i grupy. Po prostu będą rzadko albo wcale wyświetlać wam się na ścianach.
Dlatego zainteresowani mogą oznaczyć ciekawe dla nich fanpage, aby wyświetlały im się z niego treści częściej (wchodzimy bezpośrednio na dany fanpage, klikamy po prawej w trzy kropki, otwiera się menu, gdzie wybieramy "Ustawienia obserwowania" i tam pojawiają się rozmaite opcje, które umożliwiają nam ustawienie danego fp jako "Ulubione", co powinno wspomóc wyświetlanie treści z danego fanpage u was na ścianie).
Cóż, łaska pańska na pstrym koniu jeździ, zawsze tak twierdziłem.
Krytycy fejsa się cieszą, bo sądzą, że teraz masowo ludzie przejdą na alternatywne rozwiązania, gdzie będą szukać sensownych treści politycznych. Bardzo bym chciał, ale aż takim optymistą nie jestem. Owszem, najbardziej zainteresowani treściami politycznymi zawsze znajdą dojście. Zawsze tak było i tak będzie.
Ale nie zapominajmy o plusach Fejsa, czy Insta. Było to względnie tanie narzędzie docierania z "niszowymi" treściami do większej niż kiedykolwiek grupy osób niezaangażowanych dotąd, lub wręcz posiadających odmienne poglądy polityczne. Dzięki temu sporo osób udało się przekonać do danych poglądów, lub chociaż zaprezentować alternatywę względem mainstreamu. Nigdy jeszcze w historii tego kraju pozagłównonurtowe idee nie miały tak prostego kanału dotarcia do w miarę masowego odbiorcy. To się zmieni, zwłaszcza że wypromować treści także w Googlu coraz ciężej (a przypominam, że dla naszych niszowych projektów informacyjnych Google przed czasami fejsa był podstawowym narzędziem dotarcia do nowych osób).
Będzie chyba nawet gorzej niż za czasów "Neostrady", bo teraz ludzie są całkowicie odzwyczajeni chyba od szukania po internetach treści i czekają aż im pojawi się samo na ścianie w mediach społecznościowych. Na pewno masowo nie zmienią tych przyzwyczajeń w obecnych warunkach. Może jestem utopistą, ale nie aż takim.
Owszem, są różne projekty, takie jak np. w Polsce Szmer, są też staromodne sposoby jak posiadanie własnej strony w internecie (tak, ja też mam wolnelewo.pl na które zapraszam i teraz pewnie będę częściej ją odświeżał, a może nawet ją całkiem przebuduję na nowe czasy)
Tak więc, jeśli nie chcecie stracić kontaktu z odmiennymi od "oczywistych" poglądami zaglądajcie, nawet bezpośrednio, "ręcznie" na interesujące was fanpage, oraz na strony internetowe. Trzeba będzie odtworzyć ekosystem blogów i serwisów, bo wchodzimy powoli w epokę pozafejsową, bo Facebook, jako Nasza Klasa bis słabo rokuje :-).
Pozdrawiam i gdybyśmy mieli się już nie przeczytać, bo wam fejs nie wyświetli, życzę dobrego życia i starajcie się działać oraz docierać samodzielnie do informacji :-)
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
W Radiu Maryja mówili, że lewica wygrywa na całym świecie i jest w "ofensywie" - usłyszał jeden z moich czytelników.
Ja też bardzo lubię czytać prawicowe pisma i słuchać prawicowych audycji. Tylko tam mogę poczuć się jak zwycięzca, potężny demiurg, albo uczestnik kontrolującego wszystko spisku. Bardzo poprawia mi to nastrój. Szkoda, że potem muszę z tych prawicowych bajek wrócić do rzeczywistości...
Rekordowo szybko zmniejsza się liczba Polaków - alarmuje Gazeta Prawna. Sytuacji nie da się wytłumaczyć tylko pandemią, bo liczba urodzeń spada od kilku lat i od lat przewyższa ją liczba zgonów.
Tak więc prawica im bardziej prowadzi politykę "prorodzinną", tym mniej ludzi chce mieć dzieci. Im bardziej "nakazuje rodzić", tym bardziej kraj się wyludnia.
W innych sferach też jest podobnie. Im bardziej prawica jest "wolnościowa" tym więcej zamordystycznych rozwiązań proponuje, im bardziej mówi o prawdzie, tym bardziej kłamie. Im bardziej doszukuje się wszędzie zdrady, tym bardziej sama zdradza. Im bardziej walczą z korupcją tym więcej korupcji. Im bardziej tworzą "wolnościowe portale" tym mniej można na nich napisać. Im bardziej jest "patriotyczna" tym bardziej wykańcza i dręczy Polki i Polaków. Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.
Cóż, na zwolnione miejsce przyjdą inni. Ale czy to nie jest zabawne, że Polaków zlikwidują najwięksi patrioci i rozmaici Prawdziwi Polacy? Wspaniała przewrotność losu. Bismarckowi przypisuje się słowa: "dać Polakom rządzić, to sami się wykończą". Myślę, że mogło mu chodzić o bardzo specyficznych Polaków, tych najbardziej polskich, tych najprawdziwszych. To by się wtedy zgadzało.
Aborcja jest nielegalna od 1993 roku, nie od teraz
Podsumujmy, aborcja w tym kraju jest zakazana od 1993 roku, to co mieliśmy dotąd to WYJĄTKI od zakazu. A teraz nie wprowadzono zakazu, bo ZAKAZ ABORCJI MAMY OD DZIESIĄTKÓW LAT - specjalnie to podbijam, bo w tej paplaninie ten koszmarny fakt ginie. Płód został zrównany z dzieckiem w 1997 roku przez "demokratyczny" Trybunał Konstytucyjny.
Wszystko co się dzieje obecnie to logiczne konsekwencje tych zdarzeń. Skandal i dramat już w tym kraju się odbył dawno temu. Władza religijnych oszołomów dawno temu została ustanowiona i utrwalona w orzecznictwie. W tym kontekście naiwne odwoływanie się do "prawa", przywrócenia "demokracji" i inne okołokodziarskie banialuki to jest maskowanie faktu, że w procederze ustanawiania religijnie motywowanego prawa w tym kraju brały udział niemal wszystkie partie, także te mieniące się "demokratycznymi", albo wręcz "liberalnymi".
Dopóki do nas wszystkich ten fakt nie dotrze, że od dawna żyjemy w prawackiej gnojowicy po szyję, niewiele się zmieni. I nie, nie jest ważne wyłącznie "odejście PiS od władzy", bo zaraz nam tu przylezą "demokraci" z PO czy Hołowni, którzy nam to przywrócą "normalność", czyli konserwatywno-liberalne "kiedyś to było".
Do młodszych ode mnie mam radę: nastawiajcie się na długotrwałą walkę, albo stąd uciekajcie. Choć obserwując to co się dzieje w innych krajach, pochód prawactwa i zamordystycznej degeneracji może was tam też dogonić, bo ten system rozpada się i gnije nie tylko tutaj.
Nie ufajcie fałszywym przyjaciołom, prostym receptom. Generalnie jak zawsze, żadnych złudzeń.
Trochę zabawne jak się ludzie kłócą nad wyborem opcji: czy być za tymi, którzy zrobią nas na kasę i każą pracować na śmieciówkach do śmierci, czy być za tymi którzy zajrzą ci pod kołdrę, czy może wybrać opcję, która wspiera oba rozwiązania.
O to chodzi w tym opresyjnym systemie, żebyśmy się o to zażarcie spierali, który pan lepszy, czy ten, który wali pięścią w twarz, czy ten, który w krocze. Czy lepsi ci którzy dotąd zakazywali aborcji niemal wszystkim, czy ci, którzy zakazali już wszystkim.
Dopóki niewolnicy kłócili się o to, który pan lepszy, dopóty niewolnictwo trwało w najlepsze.
Często czytam, że "lewica" nie zajmuje się tym czym powinna i dlatego jest w kraju tak źle. A to że "lewicowcy" siedzą po kawiarniach i zajmują się "tematami zastępczymi" zamiast klasą pracującą i dlatego klasa pracująca jest pokrzywdzona i biedna.
Ok. Sam narzekam, zwłaszcza na okołoparlamentarną lewicę, sam namawiam do większego zaangażowania, bo tego zawsze trzeba. Tyle że jako dość specyficzny lewicowiec wcale nie uważam, że w ogóle klasie pracującej szkodzi najbardziej to czym się akurat zajmują osoby określające się w danym dziesięcioleciu jako "lewica".
Problem jest dużo poważniejszy. Problemem jest od dawna bierność samej klasy pracującej i pozwalanie przez nią samą na wodzenie się za nos różnym politycznym cwaniakom. W swoim zaangażowaniu pracowniczym, związkowym wcale największą barierą dla mnie nie było co tam jakiś lewicowiec napisał na fejsie czy w niszowym pisemku, bo tego w ogóle prawie nikt nie czyta z grupy docelowej (bez względu na frakcję lewicy, postlewicy, pseudolewicy, "lewicy patriotycznej", "lewicy internacjonalistycznej" itp. itd.). Całymi miesiącami nawet nie wiedziałem czym żyje "lewica" w internecie, bo akurat po szyję byłem zanurzony w jakiejś kampanii.
Największym problemem była sama postawa pracowników. Problem z solidarnością, aktywnością, szerzący się (źle rozumiany) indywidualizm w rodzaju "idź ty załatw", wiara w bzdury w rodzaju "ja sam sobie poradzę", "ubezpieczenie mi nie jest potrzebne, jestem młody, mogę robić na śmieciówce". To jest coś co mi o wiele bardziej szkodzi sprawie pracowniczej niż kolejne genialne pomysły na "ratowanie lewicy", albo kolejne banieczkowe "inby", które czytam czasem dla rozrywki.
Owszem, kiedy organizowaliśmy w największej firmie w Polsce spotkania pracownicze, to początkowo mnóstwo osób pojawiało się, żeby ponarzekać, pokrytykować, wyrazić opinię. To jest potrzebne i słuszne. Ale sytuacja gwałtownie zaczęła się zmieniać, kiedy należało podjąć konkretne działanie. Nagle okazało się, że po raz kolejny w Polsce awangarda poszła do przodu (i to wcale nie my do tego namawialiśmy), ale tabory utknęły gdzieś z tyłu. Pospolite ruszenie rozeszło się, niczym wówczas gdy przyszli po Robespierra, a mający go bronić zwolennicy poszli do domów "bo zaczęło padać".
To jest dla mnie problem do przełamania, naprawy, coś co mi spędza sen z oczu i ściąga mi na głowę nastroje minorowe. To jest przyczyna degenerowania się praw pracowniczych w tym smutnym kraju: sama klasa pracująca tak ma przetrącony kręgosłup, że już tylko fanatycy potrafią wstać i walczyć. Często ci "fanatycy" mają wiek okołoemerytalny, pamiętający jeszcze, że praca bez opłaconych dodatkowo nadgodzin to skandal a nie norma. Naprawdę klasa pracująca nie potrzebuje do tego, żeby skutecznie walczyć o swoje żadnej organizacji z "lewicą" nazwie, żadnej partii i genialnych strategii wyrażanych w niszowych pismach. To czego potrzebuje świat pracy to samoorganizacji i woli walki o swoje. I problem jest z tym. Jako aktywista pracowniczy mogę przeżyć bez "lewicy", może być mi obojętne o czym sobie tam dyskutuje "lewica" w internetach, o co się kłóci, ale nie mogę istnieć bez pracowników, którzy chcą podejmować na szerszą skalę działania.
Dlaczego więc jest tak, że oprócz niszowych związków zawodowych z naszego środowiska nikt nie zorganizował protestów przeciwko kolejnym antypracowniczym zapisom w tarczach antykryzysowych? Nie wszyscy nawet którzy tam byli na protestach w czerwcu okreslali się jako "lewicowcy", bo to nie jest istotą problemu. Można narzekać, że "protesty były za małe". No właśnie. Dlaczego były za małe? Dlaczego pracownicy sami nie ruszyli do walki, kiedy rząd szkodzi ich interesom pozwalając na obniżki pensji? W tym czasie różni "teoretycy" wszczynali awantury w internecie, że lewica zajmuje się "LGBT". Rzecz w tym, że "lewica" taką jaką oni reprezentują nie zajmuje się niczym, bo nikt poza nami nie próbuje nawet podnosić tych problemów w realu. I tak, jednocześnie zajmujemy się też tematyką LGBT, bo dlaczego nie?
Problemem jest to, że o ile osoby z ruchu LGBT wyglądają na zdeterminowane do walki i do poświęceń i dlatego łatwiej się je ostatnio wspiera niż ruch pracowniczy, który wygląda w większości, jakby sam nie był już zainteresowany sobą. Pracowników może nie interesować "taka lewica", ale czy może ich nie interesować ich własny interes. Kto ma walczyć w ich własnej sprawie? Politycy się zainteresują jakimś problemem, jeśli widać wolę walki.
I piszę to jako osoba, która wywodzi się z ruchu pracowniczego, oddała mu lata życia, piszę z własnego doświadczenia, a nie dlatego że coś przeczytałem u Marksa. Ruch pracowniczy w Polsce jest w stanie agonalnym, a jego resztki zostały rozparcelowane przez różne partyjne księstewka. Tak, trzeba robić wszystko żeby pomóc mu wstać z kolan, na które padł także z powodu organizacji które twierdzą że go reprezentują, a zajmują się bardziej własną biurokracją i jej wewnętrznymi konfliktami niż walką.
I dlatego niby dlaczego mam mieć jako aktywista pracowniczy pretensje do ruchu LGBT, że potrafi robić takie akcje, że zainteresuje nimi media i co za tym idzie temat zrobi się polityczny? Kiedy jakiś związek ostatnio zorganizował konkretniejszą inbę w Warszawie w sprawach pracowniczych, tak że nie dało się tego pominąć w wiadomościach? Może związki powinny iść na jakieś przeszkolenie dajmy na to do Stop Bzdurom, bo zramolały zupełnie i nie potrafią już wywoływać konkretnych medialnych awantur. Zwłaszcza te duże, bo te małe coś jeszcze czasem próbują.
Może jako osoby, które uważają, że gospodarka jest ważna, interes klasy pracującej jest ważny, zamiast krytykować inne ruchy, że sobie lepiej radzą, zastanowić się czego możemy się nauczyć od nich w nowych czasach, zamiast wzdychać do tego, że "panie, a przed wojną to PPS i Bund organizowały takie super manifestacje 1 Maja?". Ja obserwuję, czasem wspieram i podziwiam, w przeciwieństwie do tych, którzy wyłącznie narzekają, że "ktoś im kradnie czas antenowy". Nikt nikomu nic nie kradnie. Czasu antenowego jest dość, tylko trzeba potrafić znowu walczyć. Trzeba znowu chcieć podjąć walkę. Tylko jak walczyć bez woli?
I podsumowując, na lewicę parlamentarną nigdy specjalnie nie liczyłem, że mi w czymś pomoże. Sporą część swojej działalności miałem w trakcie rządów tzw. lewicy i wbrew jej polityce. Natomiast to co spowodowało, że mam coraz więcej siwych włosów to właśnie sam "podmiot pracowniczy" do którego się odwołuję. Dość paternalizmu i opowiadania, że "to wszystko dlatego że pracownicy nie mają mądrego przywództwa lewicy" i czas przyznać, że to nie kwestia "strategii lewicy" wymyślonej w jakimś niszowym pisemku, bo to nie ma istotnego znaczenia. To kwestia tego jak wygląda ruch pracowniczy sam w sobie. I z tym coś trzeba zrobić, a nie z "lewicą".
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
Z cyklu patologie kapitalizmu. Ze środków publicznych na badania szczepionki przeciwko covid wydano gigantyczne pieniądze, a mimo to koncerny produkujące je zaczynają tworzyć najwidoczniej sztuczne ograniczenie podaży, aby podbić cenę.
"Unia Europejska wezwała do wprowadzenia ścisłej kontroli eksportu szczepionek na COVID-19, po tym, jak najwyżsi przedstawiciele UE oskarżyli brytyjską firmę AstraZeneca o ograniczanie dostaw przeznaczonych dla krajów UE, by móc sprzedawać dawki innym krajom po wyższych cenach. Na wczesnym etapie badań nad szczepionką Bruksela wpłaciła firmie zaliczkę w wysokości setek milionów euro, a dziś AstraZeneca nie potrafi sensownie wytłumaczyć skąd się wzięły opóźnienia - piszą dziennikarze POLITICO."
Inny przykład: "Szwedzki dziennik „Dagens Nyheter” poinformował, że władze Szwecji wstrzymały płatności za szczepionki firmy Pfizer. Ich zdaniem koncern farmaceutyczny niesłusznie doliczył do faktury kwotę za szóstą dawkę szczepionek przeciw COVID-19".
Może wreszcie skończyć z pasożytniczym kapitalizmem i np. uspołecznić tę gałąź produkcji i to na poziomie globalnym (choćby nawet tymczasowo pod egidą WHO), tak aby żaden bogaty kraj nie mógł wykupić wszystkich dawek.
W świetle powyższego wygląda na to, że imię zysków umrą przedwcześnie setki tysięcy ludzi, a wiele osób straci dochody z powodu przedłużających się lockdownów. Jak te praktyki określić?
Kolejni dziennikarze, jakby trochę ze zdziwieniem odkrywają "wolność słowa" w wykonaniu Prawdziwej Prawicy. Wcześniej kilku mniej lub bardziej znanych dziennikarzy, w tym blogerów w ogóle niezwiązanych z jakąś frakcją polityczną (jak np. autor serwisu Niebezpiecznik), założyło konta na jakimś "polskim fejsbuku" dla "wolnych Słowian". Zostali zbanowani zanim zdążyli się rozkręcić i coś więcej napisać. Widocznie nie byli dość "słowiańscy".
Teraz czytam: "Z portalu społecznościowego Albicla bez podania przyczyny usunięto profile redaktora naczelnego Onetu Bartosza Węglarczyka oraz dziennikarzy Antywebu Grzegorza Marczaka i Jakuba Szczęsnego" - informują WirtualneMedia.pl.
W ogóle z tym serwisem to jakaś grubsza beka: "Skopiowany regulamin Facebooka, dziurawy kod serwisu, który pozwalał na pobranie bazy użytkowników, fala trolli i problemy techniczne – to podsumowanie kilkudziesięciu godzin działalności serwisu Albicla stworzonego przez środowiska "Gazety Polskiej". Eksperci są bezlitośni: "to serwis zrobiony z kartonu i taśmy" - pisze portal Press.pl.
Jak pisałem wielokrotnie, w Polsce przez lata pokutowały jakieś mity na temat prawicy, że jej chodzi o jakąś "wolność", którą rzekomo "odebrać chce lewica". Wiecie to natrętne powoływanie się na Orwella (którego nie czytali, bo gdyby czytali to wiedzieliby, że to socjalista), to w kółko powtarzane w mediach, także liberalnych, mantry o "środowiskach wolnościowych" (czytaj: ultraprawicy, bo oczywiście nie chodzi nigdy w Polsce o prawdziwe środowiska wolnościowe, tylko jakichś dzbanów i miłośników państwowej pałki z Konfy).
No to teraz mogą sobie potestować jak wygląda ta "wolność". Banowanie na Fejsie to betka w porównaniu z tym co tam się odbywa. Węglarczyk napisał na Twitterze, że zbanowali go bo wrzucił dwa linki do Onetu. Faktycznie, wolność słowa jakiej świat nie widział :-D
Były doradca i "strateg" prezydenta Donalda Trumpa Steven Bannon został aresztowany. Prokuratura zarzuca mu, że wraz ze współpracownikami zdefraudował setki tysięcy dolarów z publicznej zbiórki na wsparcie budowy muru na granicy z Meksykiem.
Bannon współtworzył Breitbart News, centrum informacyjne dla tzw. "alt-right". Doradził Trumpowi wystąpienie z paryskiego porozumienia klimatycznego i mnóstwo innych szurskich pomysłów.
Cóż, jak gadają dużo o patriotyzmie, to pewnie znowu chcą coś ukraść.
Zuckerberg, jak przykładny centrowy libek, postanowił banować fanpejdże "grup anarchistycznych i antyfaszystowskich", które "mogą nawoływać do przemocy, albo nawet dyskutują na temat potencjalnego użycia przemocy, albo pochwalają użycie przemocy".
Czyli typowy centryzm: ten który jest ofiarą przemocy (rasistowskiej, policyjnej, etc.) nie może np. wezwać do stawienia oporu i samoobrony, bo wtedy wpadnie do tej samej kategorii "zakazanych grup", co skrajna prawica.
Z drugiej strony, skoro przemoc jest zakazana, to osoby wzywające, żeby "policja się czymś zajęła", też powinny być banowane, bo policja to organizacja posługująca się przecież przemocą.
To jest oczywiście zagranie mające uspokoić administrację Trumpa i beton prawicowy, że skoro usuwają brednie i zwykłe kłamstwa głoszone przez nich, no to usuwają też znienawidzone przez Trumpa grupy w rodzaju "antify" czy "anarchistów". Rzecz w tym, że definicję, kto jest "antifą" i czym w zasadzie jest "akt agresji" można rozciągać bez końca. Co doprowadzi do ścięcia wszystkiego co na prawo i na lewo od libkowego centrum.
Mnie to osobiście nie zaskakuje, spodziewałem się nawet takich ruchów wcześniej. Dlatego trzeba tworzyć alternatywne obiegi informacji. Myślę np. o stworzeniu meilingu, gdzie dostawać będziecie linki do tekstów i wydarzeń. Żeby zrobić to porządnie potrzebne będą środki, więc cały czas myślę o patronite na ten i inne niezrealizowane projekty informacyjne, a które mam w głowie, ale brakuje czasu i/lub pieniędzy.
Facebook daje spore zasięgi i dzięki temu dotarłem do większości z was, którzy i które zapewne nie znały moich tekstów z czasów przedfacebookowych. Ale łaska pańska na pstrym koniu jeździ i choć sam pisze teksty do których ciężko się przyczepić z puntu widzenia regulaminu Facebooka, to jednak warto pomyśleć o jakimś planie B, żebyśmy nie stracili kontaktu w razie zaostrzania polityki przez liberalne centrum.
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
Ideologia LGBT jest zagrożeniem dla polskiego rolnictwa! - straszy hodowca norek u Rydzyka.
- Ludzie związani ze środowiskiem LGBT opowiadają się nie tylko za legalizacją małżeństw homoseksualnych. Jednym z ich głównych postulatów jest zamykanie hodowli i ograniczanie rolnictwa. Żeby zwierzęta kochać, a nie zjadać. Odwracają wartości, które są z nami od zawsze - opowiadał na antenie Szczepan Wójcik, właściciel fermy norek.
No widać, że "ideologia LGBT" oznaczać zaczyna już wszystko, co nie podoba się betonowi prawicowemu. Zaczyna powoli wypierać nawet "komunizm" w tym zakresie.
O innych tematach związanych z tym panem już pisałem wcześniej, ale Szumowski w mowie pożegnalnej chwalił się jak to system wykrywania koronawirusa działa sprawnie. Tymczasem dzisiaj na Onecie przeczytałem przykry wywiad z człowiekiem, który nie mógł się skontaktować z sanepidem, choć miał istotne podejrzenia, że on i jego grupa przyjaciół chorują na covid. Lekarze twierdzili, że to przeziębienie, sanepid nie wyrażał zainteresowania i w końcu jak zrobili test, to wyszło, że jednak covid.
Teraz od paru dni czekają aż nałożona zostanie na nich kwarantanna (wtedy oficjalnie będą mogli domagać się pomocy np. w dostarczaniu żywności). Od środy na to czekają i sanepid nie daje znaku życia, choć wie, że jest potwierdzone zakażenie. A więc "formalnie" mogą chodzić po ulicy i zarażać dalej. Na szczęście tutaj trafiło na porządnych ludzi i sami nałożyli na siebie kwarantannę, żeby nie narażać innych.
Tak działa super system. Teraz jestem przekonany, że najprawdopodobniejsza jest hipoteza przedstawiana przez niektórych naukowców, że ta odmiana szczepionki przeciwko gruźlicy (BCG), która była tu podawana zadziałała też hamująco na objawy covid, bo inaczej w tej części Europy mielibyśmy kryzys jak w USA. Na pewno nie działa tutaj sprawność rządu i tego całego "aparatu" z Szumowskim na czele.