Odwiedziny u znajomych żubrów z Pszczyny ☺ #mentravel #bieszczady #zubry (w: Muczne)
seen from Japan
seen from Austria
seen from United States

seen from Japan
seen from United States
seen from China

seen from United Kingdom
seen from Philippines

seen from United States
seen from Russia
seen from China

seen from United States

seen from Brunei
seen from China

seen from United States
seen from Serbia
seen from United States

seen from Germany

seen from United States
seen from China
Odwiedziny u znajomych żubrów z Pszczyny ☺ #mentravel #bieszczady #zubry (w: Muczne)

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Jak ktoś chce, to wejdzie wszędzie
Rozmowa z Sylwestrem Szwedą, część 2
AM: Poza tym, kiedy patrzę na łaźnię i jej otoczenie to wydaje mi się, że na tych kilku hektarach mamy wszystko to, co stanowi kwintesencję Murcek- jest kopalnia, las, hałda, z której widać Beskidy. Dla outsidera to Murcki w pigułce.
SSZ: Do tego musisz dodać miejsce, do którego przywieziono murckowskie żubry. Dziś, w odległości 200 metrów od łaźni stoi głaz, który udało nam się tam przetransportować i tablica informacyjna o żubrach. Wokół łaźni, czego teraz nie widać, była też taki mały park, teren zielony, więc otoczenie jest sprzyjające. Gdyby miasto wyraziło taką chęć, mógłby tam właśnie powstać dom kultury. Natomiast zważywszy na ogromne koszty adaptacji i remontu, które będą rosnąć wraz z przedłużaniem się obecnego stanu budynku, może lepszym rozwiązaniem byłoby oddanie budynku w prywatne ręce. Być może ktoś mógłby umówić się z mieszkańcami i miastem i zaoferować tam również jakąś działalność publiczną, kulturalną.
AM: Wracając do Sylwka – skąd wziął się bard właśnie murckowski? Z tego, co zrozumiałem zajmowałeś się muzyką na długo przed sprowadzeniem się do Murcek. To jest dla mnie jakaś absolutnie niecodzienna sytuacja, że małe Murcki mają swojego piewcę. Na świecie są tysiące miast, które czekają na kogoś takiego. Kraków ma, co najmniej kilku, bardów, Warszawa miała Grzesiuka i wielu innych, ale to duże, historyczne miasta. Swojego barda nie mają Katowice, a Murcki tak. Jak zatem Sylwek Szweda z Załęża został bardem z Murcek?
SSZ: Zamieszkał w Murckach…
AM: Wielu ludzi zamieszkało w Murckach, ale nie zaczęli przez to śpiewać…
SSZ: (śmiech) Faktycznie zacząłem w wieku trzynastu lat. Pierwsza piosenka, którą napisałem nazywała się „Mój dom”, druga „Różowe okulary” i potem jakoś to poszło. Po drodze były trzy krakowskie festiwale studenckie, ale miałem pecha, bo na pierwszym trafiłem na Raz Dwa Trzy, na drugim na Renatę Przemyk, a na trzecim Universe Mirka Breguły. Wystąpiłem też na Rawie Blues. Tak więc pisałem cały czas, ale te piosenki na początku były właściwe o niczym. Człowiek nie bardzo wiedział, o czym ma pisać. Potem pojawiły się zbuntowane bluesy o tym, jaki ten świat jest okropny, zły i złodziejski. Śpiewałem wtedy protest songi i piosenki Dylana w tłumaczeniach Piotra Pastora, Cohena oraz piosenkę turystyczną. Byłem bardem znanym wówczas właśnie w kręgu piosenki turystycznej. Grałem na festiwalach studenckich w całej Polsce, a że kultura dopłacała wtedy do występów i podróży to można było wziąć do pociągu nawet dziesięcioosobowy zespół. Były to super wycieczki połączone z super imprezami, a przy okazji trzeba było coś tam zagrać na tych festiwalach. Każdy na czymś brzdęknął brzdęknął i było fajnie. Ale to nie był poziom, z którego byłbym zadowolony. W tak zwany okres dojrzały wchodziłem z swoją twórczością w okolicy połowy lat osiemdziesiątych. Zaczęły się wtedy pojawiać piosenki, które śpiewam do dziś. Pierwszą płytę wydałem w 1992 i to było zaraz przed wprowadzeniem się do Murcek. Później były kolejne piosenki i kolejne płyty, które powstawały już w całości w Murckach. Murcki niejako zeszły się w czasie z moją, że się tak ośmielę powiedzieć, dojrzałością artystyczną.
AM: Ale jak to się stało, że w piosenkach tyle miejsca zacząłeś poświęcać właśnie temu miejscu? Kiedy myślę „muzyka w Murckach”, to automatycznie myślę „Sylwek Szweda” i niesamowite ilości piosenek o tej dzielnicy, w których jest i historia, i lokalne legendy, i Twoje osobiste murckowskie doświadczenia. Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś o Murckach, mógłby spokojnie zacząć od sięgnięcia po jedną z tych płyt. Dlaczego aż tak wszedłeś w tę dzielnicę?
SSZ: W ogóle, tego nie zakładałem. Ja jestem takim wędrowcem, który podróżuje i stara się poznawać miejsca, do których dociera. Sprawdzam, co w nich jest ciekawego, wchodzę nawet tam, gdzie nie wolno. Pamiętam, że w Berlinie było takie muzeum dinozaurów, które było zamknięte, ale i tak, przez piwnicę i kotłownię do niego weszliśmy. Potem nas oczywiście wyprosili, ale zdążyliśmy je sobie obejrzeć (śmiech). Jak ktoś chce, to wejdzie wszędzie. Oczywiście nie niszcząc, nie przestawiając, nie kradnąc, a tylko zachwycając się zgromadzonym pięknem. Murcki były miejscem, które zacząłem powoli poznawać i choć tego nie planowałem, te piosenki zaczęły po prostu powstawać. Robiłem też wtedy tłumaczenia piosenek Boba Dylana i wtedy pojawił się utwór o Murckach. W mojej wersji to „Blues południowej krainy”, a w oryginale „North country blues”, „Blues północnej krainy”. To piosenka o tak zwanych miastach-duchach. Polega to na tym, że kiedy gdzieś kończą się dobra naturalne to ludzie przestają wiedzieć, co mają robić. Przez chwilę jeszcze tam zostają, ale potem stopniowo wszyscy się wynoszą. Zamykane są sklepy, bo nie ma dla kogo ich prowadzić itd. Miasto zamienia się w rodzaj skansenu, widma, ducha. W pewnym sensie Murcki też zaczęły się zamieniać w widmo. Kiedy zamknięto kopalnię, to nikt się o te budynki nie troszczył. Miasto nie interesowało się zabytkami najstarszego górnictwa na Śląsku. Wszystko podupadało, niszczało, rozgrabiano cudowne maszyny parowe, które jeszcze miałem szansę obejrzeć – wszystko szło na złom, nikt tego nie pilnował. To był czas restrukturyzacji, kiedy komuna upadła, a ludzie próbowali jakoś się w tej sytuacji odnaleźć. Wiele obiektów przechodziło w ręce prywatne, ale w Murckach tak się niestety nie stało. Więc „Blues południowe krainy” jest jednym z pierwszych, który opisywał lokalne sprawy, potem przyszły następne.
Powstała piosenka o rezerwacie przyrody LAS MURCKOWSKI pt. STUDNIA, którą odkryłem. Zacząłem baczniej przyglądać się przyrodzie i jego bagactwu. Poznałem też wtedy doktora Jerzego Parusela - dyrektora Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska, który dał mi materiały o przyrodzie, wiele rzeczy pokazał, udostępnił. Poznawałem ludzi w Murckach, w tym wielu starszych, którzy mi różne ciekawe rzeczy opowiadali. Również pasjonatów historii takich jak Bartek Zatorski. Ciekawa była też historia kościoła wzniesionego w dwudziestoleciu międzywojennym, który poza przebudową szkoły podstawowej był wówczas właściwie jedyną inwestycją budowlaną na tym terenie. W Murckach nie widziano potrzeby dobudowywania czegokolwiek, więc ludzie mieszkali coraz gęściej i gęściej w tych samych mieszkaniach. Dopiero po II Wojnie Światowej, kiedy pojawiły się Tychy okazało się, że potrzeba nowych mieszkań jednak była. W dwudziestoleciu międzywojennym, jeśli chodzi o budownictwo, wszystko tu stanęło w miejscu. Szkoda, że Murcki nie ocalały w pełnym kształcie, tak, jak Nikiszowiec, bo architektonicznie byłaby to dzisiaj perła architektury przemysłowej. Co się tyczy architektury, to styl, który pojawia się w Murckach przywodzi na myśl Sudety. Gdybyśmy pojechali w Karkonosze, np. do Szklarskiej Poręby to zobaczylibyśmy podobną architekturę. Skąd te wpływy? Po prostu takie były widać preferencje księżnej Daisy, którą inspirował m.in. zamek w Książu i postanowiono o przeniesieniu niektórych wzorców do Murcek. Po wojnie, podobnie jak w Giszowcu, próbowano to zniszczyć, bo nie pasowało do ówczesnego systemu. Te osiedla budowali kapitaliści, którzy jaki wiadomo tylko wyzyskiwali i nic nie dawali robotnikom. A przecież budowali dla nich domy, próbowali zatrzymać ich w jednym miejscu. Jasne, że stał też za tym aspekt ekonomiczny, wydajność itd., ale polegało to na tym, żeby ludziom stworzyć warunki, w których żyje im się tak dobrze, że nie mają ochoty na zmianę otoczenia i pracy. Była zatem dbałość o robotnika. Był gasthaus, który kiedy się tu sprowadziłem był już zburzony – piękny obiekt, wnętrza w dębie, wspaniała scena… Dziś byłoby to idealne miejsce na dom kultury.
AM: Odnośnie tego, o czym mówisz – wydaje się, że Murcki nie upadły jednak z nadejściem PRL-u. Komuna właściwie przejęła od książąt funkcję patronacko-opiekuńczą. Upadek Murcek zaczął się po zamknięciu kopalni, kiedy ten system opiekuńczy się definitywnie zakończył.
SSZ: To nie była jednak taka sama sytuacja, bo były to własność Księcia Pszczyńskiego. Natomiast kiedy tą tzw. opiekę przejęła komuna to tak naprawdę przejęło ją państwo. Wszystko szło zgodnie z jedynymi słusznymi wytycznymi Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, które zakładały, że górnictwo, w ogóle przemysł ciężki, jest najważniejszą gałęzią polskiej gospodarki.
AM: Najważniejszą przecież także dla Murcek? Murcki pierwszy raz poczuły się naprawdę opuszczone chyba właśnie po likwidacji górnictwa?
SSZ: Zdecydowanie. Powoli zaczęto odbierać przywileje, a miejsca, w których do tej pory coś się działo zaczęły pustoszeć. Ale dla mnie punktem zwrotnym był rok chyba 1975 – rok zburzenia gasthausu. Zniszczono miejsce, w którym murckowianie się spotykali. Było to miejsce nie związane ani z częścią mieszkalną, ani kopalnianą. Dla mieszkańców Murcek to był najprawdopodobniej szok. Pytali „dlaczego”? Podobno pod budowę drogi, ale droga mogła mieć inny przebieg. Powód był podobny jak na Giszowcu – zniszczyć wszystko, co mogłoby sugerować, że kapitaliści mogli mieć wobec robotników jakiekolwiek dobre intencje.
AM: A jednocześnie zniszczyć małe społeczności, które mają miejsca spotkań związane z innym systemem, które kultywują inną tradycję oraz pamięć o innym stylu życia. Małe społeczności były wbrew ówczesnej definicji społeczeństwa pojmowanego masami i klasami. To mogły być niebezpieczne enklawy.
SSZ: Być może. Nie pamiętam, gdzie zaczęto burzyć najpierw – na Giszowcu, czy w Murckach. Chyba na Giszowcu. Tam zaczęto wpierw wyburzano domy, a potem chcieli zabrać się za gasthausu, czyli dzisiejszej karczmy. Możliwe więc, że w Murckach wyciągnęli już wnioski z Giszowca i doszli do przekonania, że trzeba zacząć od likwidacji miejsc, które służą integracji mieszkańców. Potem ludzie się zaczęli buntować i niszczenie stanęło. Gdyby nie to, to Giszowiec byłby wyburzany dalej, a w Murckach nie zatrzymano by się na gasthausie.
AM: Ale co w takich maleńkich Murckach można było jeszcze burzyć?
SSZ: Przede wszystkim wyburzono by wszystkie czworaki. Później zabrali by się za dzisiejszą ulicę Samsonowicza, dawniej Kolejową, bo prowadziła na dworzec. Dalej zaczęto by burzyć wszystko, co stare i budować wszędzie bloki. Na Rynku mamy już jeden taki blok, który jest dowodem na to, że właśnie wtedy zaczęto niszczyć spójność architektoniczną Murcek. Ten okres mamy już na szczęście za sobą. Dziś musimy ocalić to, co jeszcze zostało. CDN.
Odpoczynek, lekkoatletyka dodatkowo rekreacja
Do takich serwisach celnie możemy także wypowiadać swoje klauzula dla pewien problematyka i przystępować udział w dyskusjach. Wypoczynekjest współcześnie niezwykle normalnym i modnym kierunkiem studiów. Znajdziemy go przez wielu uczelniach wyższych w…
View Post