jest ciężko... tak po prostu... wszystko się sypie... ciągle coś... ciągle ktoś... problemy których nikt nie rozumie... które ciężko mi jest już nawet opisać... nawet rodzina nieustannie stara sie wpuścić mnie w nieustanne poczucie winy, mimo talentu który mam i umiejętności ciężko sie wznieść powyżej jak wszyskto na co nie mam wpływu rozlatuje sie w rękach, najgorsze że często nie z mojej winy i jest konstrukcyjnie spierdolone ktoś kto ma wszystko niestety tego nie zrozumie... ludzie pytają co u mnie... a ja nawet nie wiem co powiedzieć... nie chce mi się tłumaczyć... nie mam już siły opowiadać tej samej historii... każdy dzień to walka... z myślami... z lękiem... z samotnością... wszystko przytłacza... wszystko boli... czasem mam wrażenie że to nigdy się nie skończy... że zawsze będzie pod górę... bez wsparcia... bez zrozumienia... bez wsparcia... nie umiem prosić o pomoc... nie potrafię... może dlatego że za każdym razem jak próbowałem... to nikt nie słuchał... że nikt nigdy nie próbował mi pomóc.. może tak ma być... może muszę sam przez to przejść... rozpaść się... odbudować... mam chwile w których serio nie widzę sensu... ale jakoś się zbieram... powoli... po kawałku... bo wiem że wrócę... cichszy... silniejszy... prawdziwszy.. i już nigdy nie pozwolę żeby ktoś we mnie zwątpił.....
















