Oj ciężko w tych czasach dostać się do publicznego lekarza. A jeszcze trudniej otrzymać dobrą, fachową pomoc.
Jak już pisałem, miałem lekki uraz. Na następny dzień, kiedy nic a nic się nie polepszyło, zapadła decyzja, że trzeba pojechać do lekarza, może zrobić prześwietlenie - ogólnie zobaczyć, co się właściwie dzieje. Ze skierowaniem poszło szybko, bez większego problemu otrzymałem je u lekarza rodzinnego, z rozpoznaniem skręconego stawu skokowego. I później zaczęły się schody...
Najpierw trafiłem do jednej przychodni, gdzie było chyba dosłownie wszystko, wszystkie specjalności... oprócz chirurgii dziecięcej, na którą mnie akurat skierowano. No to jedziemy dalej. W drugiej przychodni udało się zarejestrować, pani doktor przyjmuje od dziesiątej. Świetnie, czekam.
Pani chirurg spóźniła się prawie pół godziny, a gdy w końcu wszedłem do gabinetu, niemal natychmiast z niego wyszedłem, odesłany na zrobienie rentgena. Wracam ze zdjęciem, pacjentów jakby przybyło - wcześniej było już trochę, teraz kończyły się miejsca siedzące w poczekalni. Ok. godziny 11:20 pani doktor robi sobie przerwę lub ewentualnie nadzoruje przebieg jakiegoś prostego zabiegu, do którego raczej nie jest potrzebna. W końcu z powrotem zaczyna wpuszczać pacjentów do swojego gabinetu i po jakimś czasie nadchodzi też moja kolej. Pani doktor, pamiętająca zapewne jeszcze czasy PRLu, ledwo spojrzała na zdjęcie, rzuciła okiem na moją nogę i zadecydowała: będzie gipsik na dwa tygodnie. Ja oczy jak pięć złotych, bo odkąd to od zwykłego skręcenia od razu gips się zakłada.
Ostatecznie za zamurowywanie nogi podziękowałem, bo nie była to dla mnie zbyt kusząca propozycja i parę godzin później wylądowałem prywatnie u innego lekarza, zajmującego się głównie medycyną sportową (czyli znał się na urazach takiego typu, jak i mój). Od niego zaś dowiedziałem się, że takie coś nie powinno być broń Boże usztywniane. No nieźle... Doktor zaaplikował zastrzyk, zezwolił normalnie chodzić i tylko okłady na wieczór i noc zrobić. I prawdopodobne, że w sobotę w następnym tygodniu będę gotowy na mecz.
No właśnie. Jaki jest obecnie poziom państwowej opieki zdrowotnej, to każdy widzi. I nie jest dobrze. Ba, jest tragicznie. Dlatego sądzę, że nie powinien istnieć taki twór. Bo po co nam lekarze-specjaliści od państwa, skoro koniec końców i tak trzeba zabiegać o dobrą pomoc medyczną prywatnie. Gdzie tu sens?