Save my soul | one shot LARRY
Z małym poślizgiem życzę wam wesołych i rodzinnych świąt. Mam nadzieję, że spodoba się wam moje nowe dziecko, bo ciężko nad nim pracowałam. Dajcie znać, co myślicie! Pozdrawiam
p.s. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO LOU! Z każdym rokiem coraz starszy i coraz lepszy! <3
Jak wiele jest w stanie znieść miłość? Jak silne musi być uczucie, by nie wypaliło się przy pierwszych przeszkodach?
Harry sądził, że ich miłość pokona wszystkie przeciwności losu. W końcu już tak wiele razem przeszli. Tyle lat ukrywali to, co ich łączyło. Pozwolili, by ich życie było jedną, wielką grą pozorów w imię czegoś większego – miłości. Zbudowali swój związek na zaufaniu, trosce i obietnicy, że pewnego dnia będą mogli być wolni i szczęśliwi w każdej sekundzie swojego życia. Będą mieli cały czas tego świata dla siebie, a nie tylko krótkie chwile, skradzione i ukryte przed wzrokiem innych.
Pięć lat.
Tyle trwał ich związek zanim coś zaczęło się zmieniać. Coraz częściej rozmawiali na temat tego, by odpocząć na chwilę od One Direction i sprawdzić co stanie się, gdy każdy spróbuje działać na własną rękę. Byli przerażeni tym pomysłem, ale po raz pierwszy Harry poczuł, że to może być szansa dla nich, by naprawdę być razem. Pierwszy wyłamał się Zayn, który już od jakiegoś czasu mówił o odejściu z zespołu. Mimo tego, że jego związek z Perrie nie był zaaranżowany przez Modest! to udało im się zepsuć wszystko pakując się z kamerami w ich prywatne życie – coś, co dla Zayna było nie do przejścia. Więc pewnego dnia powiedział im, że odchodzi i dwa koncerty później zostało ich tylko czworo. To wtedy uderzyło w Harry'ego to, że nawet jeśli teraz zmieniliby zdanie, to nie tworzyli już One Direction. Bez Zayna byli tylko czwórką kolesi, którzy razem występowali. Nie podążali już w jednym kierunku i kwestią czasu było aż reszta pójdzie w ślady ich przyjaciela.
~~ * ~~ * ~~ * ~~
- Naprawdę nie rozumiem, o co ci chodzi Lou. Chciałeś tej przerwy. CHCIAŁEŚ STWORZYĆ COŚ WŁASNEGO! - mówił z każdą chwilą podnosząc głos Harry, bo naprawdę nie rozumiał. Jak coś, co pierwotnie miało być najlepszą rzeczą w ich życiu zmieniało się w totalną katastrofę.
- Chciałem też sam zdecydować o tym, kiedy cały świat dowie się z kim od lat dziele łóżko – warknął zasłaniając się po raz kolejny swoim wyjściem z szafy i odpowiednim czasem na to. Z biegiem lat Harry doszedł do wniosku, że być może nigdy nie nadejdzie odpowiedni czas, by Louis był gotowy przyznać wprost, że tak jest gejem i jest w związku od kilku lat ze swoim najlepszym przyjacielem.
- Czyli co? Nie chcesz już tego? Nie chcesz nas? - Wiesz, że nie o to chodzi. W ogóle nie chodzi o nas tylko... - O ciebie – przerwał mu Harry, ponieważ tak zawsze chodziło o Louisa. Między nimi zapadła niezręczna cisza, a loczek nie mógł się temu nadziwić. Jeszcze dwa miesiące temu nie istniało między nimi nic niezręcznego. Mógł przysiąc na własne życie, ze potrafili czytać sobie w myślach i wiedzieli czego chce ten drugi zanim zdążył wypowiedzieć choć słowo. A teraz? To było jakieś nieporozumienie. Jedno wielkie nieporozumienie, które powinno się już dawno temu skończyć, a zamiast tego zadomowiło się na dobre i niszczyło coś, co budowali latami. I to nie tak, że Harry chciał naciskać na Louisa. Rozmawiali o tym nie raz i nie dwa i wiedział doskonale, że Lou bał się przyznać wprost do tego i nie miało to nic wspólnego z ich związkiem. Louis nigdy nie pozwolił, by Harry poczuł, że się go wstydzi. Regularnie zabierał go na domowe obiady do Doncaster i wpraszał się do jego mamy na popołudniowe plotki i herbatki. Czasem nawet zapominając powiedzieć o tym jemu.
Ale coś się zmieniło. Odkąd padło hasło, że zrobią sobie przerwę i nikt nie będzie dyktować im warunków Louis zaczął się dziwnie zachowywać. - Nie chcę podejmować tak ważnej decyzji w pośpiechu tylko dlatego, że przez chwilę nikt nie będzie decydować o moim życiu. Zrobię to, gdy będę gotowy – powiedział cicho szatyn i ze spuszczoną głową opuścił ich apartament. Harry znał go na tyle dobrze, że wiedział, że chłopak pewnie jest już w swoim samochodzie i szykuje się do drogi, by odwiedzić swoją mamę. Ilekroć coś złego działo się w ich związku Louis robił dokładnie to samo – zamiast kłócić się i targować wsiadał w samochód i jechał do domu, by tam w spokoju wszystko sobie poukładać. I na ogół to naprawdę się sprawdzało, ale tym razem się nie kłócili. Niemal nie podnieśli głosu – to była sucha i beznamiętna wymiana zdań, zupełnie jakby rozmawiali o pogodzie, a nie ich wspólnej przyszłości, która stała pod znakiem zapytania.
~~ * ~~ * ~~ * ~~
Tydzień.
Tyle czasu Louis spędził tym razem u swojej mamy zanim był gotowy spojrzeć Harry'emu w oczy. I to nie tak, że loczek spodziewał się jakiegoś wielkiego przełomu. W ciągu tego tygodnia, kiedy siedział sam w ich wspólnym mieszkaniu doszedł do wniosku, że być może to oznaczało dla nich koniec. I to nie tak, że tego chciał – był realistą. Odkąd rzucił pomysłem, by się ujawnić ich związek powoli chylił się ku upadkowi i to sprawiało, że serce Harry'ego krwawiło boleśnie, ale może tak byłoby najlepiej.
Siedzieli w ciszy przez niemal godzinę zanim Harry postanowił ułatwić im wszystko. - Myślę... - przerwał spoglądając na Louisa, ale ten nawet na niego nie spojrzał – Myślę, że to dobry moment, by zakończyć nasz związek bez dokładania do niego nieprzyjemnych wspomnień. Może, gdy każdy z nas pójdzie swoją drogą uda nam się wszystko poukładać. Może wtedy będziesz gotowy, by ze mną być. Naprawdę być.
Louis milczał i to było takie straszne, bo Harry cierpiał z każdym drżącym oddechem. Na jedną krótką chwilę ich oczy się spotkały i to wystarczyło mu za odpowiedź. Louis też o tym myślał. Widać ten tydzień był dobrze wykorzystanym czasem. Tylko dlaczego loczek miał wrażenie, że wraz z odejściem Louisa z jego życia utracił część swojej duszy? Tą, której nigdy nie uda mu się uratować.
~~ * ~~ * ~~ * ~~
Praca nad własną płytą była niesamowitym doświadczeniem. Każda myśl była pochłonięta przez nowy tekst piosenki, melodię albo zdjęcia, które miały pojawić się na okładce. Był tak zajęty, że nie miał czasu, by zastanowić się, jak radzi sobie Louis. Ruszył z kopyta niemal w tej samej chwili, w której po raz ostatni stali całą czwórką pod siedzibą Modestu i rzucali w swoją stronę puste zapewnienia, że będą utrzymywać kontakt. Harry wiedział, że tak nie będzie. Ich drogi się rozeszły i każdy poszedł własną. Nie byli już jednością. I to było widać tak bardzo w muzyce, którą zaczęli tworzyć.
To było dobre dla nich.
Możliwość wyrażenia siebie poprzez coś, co kochali nad życie było spełnieniem ich marzeń od tak dawna. A jednak czegoś w tym brakowało i Harry był w stanie to dostrzec. Przyzwyczajony do harmonii ich głosów w refrenach miał wrażenie, że czegoś w nich brakowało. Tego wysokiego głosu Liama, niskiego i uroczego głosu Louisa czy zawsze pogodnego głosu Nialla. Był tylko on i to nieco go przerażało. Ciekawiło go, czy reszta miała podobne odczucia, ale nie miał odwagi, by ich o to zapytać głównie bojąc się tego, że może nie doczekać się odpowiedzi...
~~ * ~~ * ~~ * ~~
Ponad rok później.
Harry siedział w swoim mieszkaniu ciesząc się przerwą w trasie i możliwością złapania oddechu. To był naprawdę szalony rok. Wydał płytę, pojechał w trasę i działo się tak wiele, a on nie miał komu o tym powiedzieć. Znaczy miał mamę i siostrę, ale one nie rozumiały tego tak dobrze. Gdy byli zespołem nie musieli nic mówić – doskonale znali to uczucie zmęczenia i potrafili sobie z nim radzić razem. Bycie częścią zespołu miało tak wiele plusów, które zaczął dostrzegać dopiero teraz, będąc solistą. I nie był pewny, czy mu się to podobało.
Skakał po kanałach próbując znaleźć coś wartego uwagi, gdy dźwięk nadchodzącej wiadomości wyrwał go z zamyślenia.
Nialler: Hazz! Jestem tobą rozczarowany. Wróciłeś z trasy dwa dni temu i nawet się nie odezwałeś! Ale wybaczam – to musiało być chore! Ale nie piszę bez powodu. Lou wydaje nowy singiel i organizuje z tej okazji małe party. To na chwilę przed jego urodzinami i chciał, by wszyscy się pojawili. Nawet ZAYN będzie, ogarniasz?! Mam nadzieję, że się pojawisz, bo stęskniłem się za twoją parszywą mordą!!!
Harry zaśmiał się czytając tą chaotyczną wiadomość. Cały Niall. Musiał wrócić do niej jeszcze dwa razy, żeby zrozumieć ją dokładnie i nadal nie mógł wyjść z podziwu. Lou wydawał kolejny singiel. Nie żeby był jakimś stalkerem czy coś. Nawet nie był pewien, czy można stalkować kogoś kogo znałeś lepiej niż samego siebie, ale nieważne. Śledził jego karierę od pierwszego singla, który wydał i był ciekawy, dokąd zmierza jego styl. Z każdym kolejnym utworem dostrzegał w nim tego chłopaka, którego poznał na castingu X – Factora. Trochę niepewnego, zagubionego a jednocześnie zadziornego i wrednego. Widział w tym całego Louisa i skłamałby mówiąc, że nie tęskni za nim. Ale Louis złamał mu serce i zniszczył to, co mieli. I nadal nie sądził, że byłby gotowy powiedzieć głośno to, co mogłoby sprawić, że mogliby być razem.
Naprawdę nie chciał iść na tę imprezę, ale skoro nawet Zayn będzie to nie mógł się nie pojawić. Nie miał dobrej wymówki. Wszyscy wiedzieli, że ma wolne aż do połowy stycznia w trasie. Był w kropce.
~~ * ~~ * ~~ * ~~
Po imprezach Louisa można się było spodziewać absolutnie wszystkiego – od wystawnej kolacji po dziką prywatkę pełną przypadkowych ludzi. Dlatego Harry miał taki problem, by wybrać właściwe ubranie. Nie chciał się zbłaźnić – miał zobaczyć swoich przyjaciół pierwszy raz od bardzo dawna. Miał zobaczyć JEGO od bardzo dawna i cholera czuł się, jak nastolatka przed pierwszą randką. - Nareszcie Hazz. Już myślałem, że się nie pojawisz – powiedział Niall podchodząc do niego dosłownie 2 sekundy po tym, jak pojawił się w klubie, który tego dnia był wynajęty na ich mała imprezę. Rozglądając się Hazz był zaskoczony, jak mało osób się na niej pojawiło. Premiera singla to raczej ważna sprawa, ale kim był by oceniać?
- Jak mógłbym to przegapić? Poza tym Zayn! Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem jego idealne rysy na żywo. - powiedział ze śmiechem loczek próbując wyłowić wzrokiem wspomnianego przyjaciela. Mimo tych wszystkich napędzanych przez media plotek wciąż byli przyjaciółmi. Może już nie tak bliskimi, jak wtedy gdy razem występowali, ale szanowali swoją indywidualność. W końcu spędzili razem tyle lat – to nie tak, że cokolwiek mogło ich zaskoczyć. Niall zaśmiał się słysząc swojego przyjaciela i pociągnął go do stolika, przy którym siedział wspomniany wcześniej mulat wraz z Liamem, który był wyraźnie podekscytowany ich spotkaniem. To był naprawdę pierwszy raz od ponad roku, gdy całą piątką byli w jednym miejscu. Kusiło go, by rozejrzeć się za gospodarzem, ale nie chciał wyjść na zbyt podekscytowanego możliwością podziwiania go z bliska, a nie na szklanym ekranie.
- KOCHANI! - zabrzmiał głos Louisa z głośników i wszelkie rozmowy ucichły. - Dziękuję, że znaleźliście chwilę, by pojawić się tu dzisiaj. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Poświęcam sporo czasu i serca każdemu kawałkowi, który tworzę, ale ten jest dla mnie bardzo wyjątkowy. To dlatego tutaj siedzicie pijąc na mój koszt i lepiej, żeby wam się podobało.
Cała sala wybuchła zgodnym śmiechem. Cały Louis – nawet najbardziej stresujący moment w swoim życiu obróci w żart. Czekali w napięciu, aż gwiazda wieczoru zejdzie z małego podestu, za którym ustawiony był telebim. Wszystkie światła zgasły a cisza była niemal przytłaczająca, gdy pierwsze dźwięki zaczęły docierać do ich uszu i Harry już teraz wiedział, że to będzie jego ulubiony utwór. Z każdym kolejnym słowem zapadał się w swoje miejsce coraz bardziej i jedyne o czym myślał, to wyjść jak najszybciej, bo wow. To było dla niego za wiele. To trochę tak, jakby Lou naprawdę za nim tęsknił i chciał go sprowrotem, ale przecież to tylko piosenka. Ile razy pisali piosenki, które nie odnosiły się do nikogo konkretnego, a ich fani dopisywali sobie do nich własne historię. Z tą pewnie było dokładnie tak samo, ale mimo wszystko to było dla niego za wiele. Już miał przeprosić cicho przyjaciół i przecisnąć się w stronę wyjścia, gdy piosenka się skończyła, a Louis powrócił na podest z niepewnym uśmiechem. - Więc tak... pracowałem nad tym kawałkiem bardzo długo. Przez połowę czasu nawet nie byłem świadom tego, jak bardzo potrzebuję przelać te wszystkie uczucia w dźwięki i słowa, ale stało się. Jutro "miss you" będzie oficjalnie dostępnym singlem mojego autorstwa. Jesteście pierwszymi ludźmi, którzy go usłyszeli i to nie jest przypadek. Wspominałem, jak ważny jest dla mnie ten utwór – przerwał na chwilę rozglądając się po sali i Harry był gotowy przysiąc, że jego wzrok skupił się na nim. - Jakiś czas temu z własnej głupoty straciłem coś, co było sensem mojego życia. Długo kłóciłem się sam ze sobą bojąc się tego, co przyniesie jutro. Ale dopiero siadając w studiu i mając możliwość tworzenia czegoś własnego zrozumiałem, czego bałem się naprawdę. I byłem taki głupi... Hazz... zmarnowałem tyle czasu walcząc ze sobą i próbując sobie wmówić, że jesteś przeszłością, ale to nieprawda. Każdego dnia tęskniłem za tobą. Za porankami pachnącymi herbatą i naleśnikami. Za leniwymi dniami na kanapie albo za twoimi szalonymi pomysłami. Cholera tęskniłem nawet za twoim narzekaniem na to, że nie noszę skarpetek. I... tak napisałem utwór o moim uczuciu do ciebie, który jutro usłyszy cały świat, a ja nie zamierzam kłamać. Powiem prawdę w każdym wywiadzie. To o tobie i każdy będzie o tym wiedzieć, tylko błagam powiedz, że mi wybaczasz. Hazz? Harry dosłownie zapomniał, jak się oddycha. Dopiero szturchnięcie przez Nialla wybudziło go z tego dziwnego letargu. To nie mogło dziać się naprawdę. To musiał być sen. Marzył o tym tak bardzo, że zaczął mieć zwidy. To się przecież czasem działo. - Musisz coś powiedzieć stary – szepnął Zayn nachylając się w stronę loczka z lekkim uśmiechem. I cholera wiedział, że musi, ale nie miał pojęcia co. W jednej chwili jego dusza znów tworzyła całość i oddychanie wcale nie było takie trudne, gdy dostrzegał na twarzy ukochanego delikatny, niepewnym uśmiech. Wstał ze swojego miejsca i na nieco chwiejnych nogach podszedł do niego, by po chwili tulić go w swoich ramionach szlochając cicho.
- Przepraszam Hazz że tak koncertowo wszystko spieprzyłem. Ale naprawdę chcę to naprawić i... - Cicho – przerwał mu Harry uśmiechając się delikatnie – ocaliłeś moją duszę kochanie. Tylko to się liczy. Teraz już będzie dobrze.
~~ * ~~ * ~~ * ~~
Dwa miesiące później, gdy Harry wrócił na swoją trasę i miał zagrać ostatni koncert w Wielkiej Brytani zanim znowu wyjedzie Louis zgodził się wystąpić z nim na jednej scenie. Długo się o to sprzeczali, ale w końcu Harry postawił na swoim i Lou zaśpiewał swój nowy singiel wspierany w refrenach ukochanym przez niego głosem. Jeszcze raz wspólnie na jednej scenie tym razem otwarcie okazując sobie swoje uczucia. I nic lepszego nie mogło ich już spotkać. Ocalili siebie nawzajem. Ocalili swoje dusze i serca.
Shit! Maybe I miss you













