Skała Szamanka. Wyspa Olchon. Jezioro Bajkał. Obwód Irkucki. Rosja.
seen from United States

seen from Malaysia

seen from India
seen from Spain

seen from Australia
seen from China
seen from Kazakhstan

seen from Australia
seen from China

seen from United States
seen from Malaysia
seen from United States
seen from Macao SAR China
seen from United States
seen from Latvia
seen from China
seen from Lithuania
seen from Macao SAR China
seen from United Kingdom
seen from United States
Skała Szamanka. Wyspa Olchon. Jezioro Bajkał. Obwód Irkucki. Rosja.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
#baikal #olchon #siberia #russia #baikallake Такой разный Байкал (at Olkhon Island) https://www.instagram.com/p/B4iiMsBlDsE/?igshid=rxqfl6s7mj8a
Od północy pada deszcz, pada, siąpi, leje, szumi, Olchon płacze na nasz odjazd… Rano wszystko mokre… a woda wciąż zwartym strumieniem z nieba płynie. Zwinąłem namiot na łapu – capu i wrzuciłem na pakę, wyschnę go później. Wyjazd z wyspy dziś to ogromna błotna ślizgawka, napęd na cztery łapki i zabawa jak za dzieciaka. Coś w silniku piszczy i zgrzyta od paru dni. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że do końca życia będę żałował, że bez zdjęcia minąłem piękny widoczek: po niejakim usiłku wymysłowym (dziś start bez kawy ze względu na deszcz, wybaczcie) na wstecznym dobry kilometr, bo ten z naprzeciwka się guzdrał, ale zdjęcie warte powrotu.
Promem na brzeg, szybka czarna kawa instant z cukrem, ten ichni placek z mięsem jako przegryzka i pojechaliśmy. Wierszyna się nie odezwała, więc szybka decyzja – jedziemy na Irkuck. W Irkucku odwiedziliśmy polskie biskupstwo, księdza biskupa akurat nie było, obowiązki gospodarza przejęła siostra przełożona. Na dziedzińcu przed kościołem wysuszyliśmy namioty. Zostawiliśmy, co mieliśmy zostawić, zainteresowani będą wiedzieć. Niestety, z przyczyn nie do końca zależnych od nas, po pakunkach widać było, że ciężkie ze mną życie i ciężkie za mną życie. Gościnność w tym domu jest normą, obyczajem. To po prostu widać, nic na pokaz. Siostra pozwoliła nam skorzystać z prysznica (po 5 dniach ablucji w jeziorach to był dar niebios), po czym dostaliśmy wyśmienitą zupę grzybową, sałatkę krabową i kawę z ciastem. Dostaliśmy również podarki dla rodzin, za wszystko bardzo dziękujemy. Później, wieczorem, gdzieś w lesie, żeby ochronić się przed komarami oraz, by zjeść ciepłą kolację, rozpaliliśmy ognisko, dzięki czemu mój garnitur (podarte jeansy i bluza od dresu) nabrały nie tak znowu delikatnego aromatu dymu sosnowo-brzozowego. Kiełbasa krakowskaja, którą kupiliśmy w Bajkalsku spędziła parę dni na pace, dzięki czemu zamiast lepić się do dłoni aktywnie dłoń łapała. Mam nadzieję, że odrobina Courvoisiera pomoże strawić tę kolację. Tak, tak, kolacja z klasą. Brakowało jedynie szklanych naczyń do koniaku. A dla komarów sami jesteśmy kolacją, jedno obronne uderzenie potrafi zaowocować czterema trupami. Wszystko fajnie, tylko jednak martwi ten dziwny dźwięk z silnika. dyskretny urok elegancji Od północy pada deszcz, pada, siąpi, leje, szumi, Olchon płacze na nasz odjazd... Rano wszystko mokre... a woda wciąż zwartym strumieniem z nieba płynie.
Zawsze 4 lipca przypomina mi się film “Dzień Niepodległości” z Willem Smithem, Jeffem Goldblumem i Billem Pullmanem. Oglądałem go kilka razy, wręcz do obrzydzenia. Znam go prawie na pamięć, a nie jest to jakieś szczególnie wybitne dzieło kinematografii. W każdym razie zawsze mi się on przypomina – taki jest ogromny wpływ popkultury na życie normalnego człowieka. No tak, ale ja nie o tym w sumie miałem pisać…
Dziś dzień drogowy, ja prowadziłem, przejechałem przez Bajkalsk (kupiliśmy te bajkalskie wędzone, co mi ich nazwa chwilowo wyparowała – na kolację), Irkuck (właściwie tu nic się nie działo) aż na Olchon. No właśnie. Sławna i tajemnicza wyspa Olchon…
Moje Pierwsze Wrażenie: o g r o m n e r o z c z a r o w a n i e.
rozczarowanie Zawsze 4 lipca przypomina mi się film "Dzień Niepodległości" z Willem Smithem, Jeffem Goldblumem i Billem Pullmanem.
#Olchon#Russia#러시아#알혼섬#샤머니즘이 처음 발현되었다는 그곳 ! ㅎㅎ 시내에서 차타고 배타고 4시간 달려야하는 그곳 ! ㅎㅎ#Ольхон#俄羅斯

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Olchon, Russia.
Olchon, Russia.
The weekend 20-22/11
I had another wonderful weekend, filled with breathtaking views and many dog cuddles!
Friday afternoon five friends and I took a minivan/bus to Olchon, an island in Baikal. The trip in the minivan was terrible. More people needed to go that direction, so four of us sat in the backrow like sardines in a can. Not to mention the heat in there! The next 6 hours pretty much felt like they were pre-heating the oven and we were the main dish. Once we finally got to the hostel, we were greated by a large, gorgeous dog. Instant happiness!
Saturday was hiking-day. We got up, had breakfast at a reasonable hour, put on our thermic clothing, boots and started walking. We were soon accompanied by two dogs (we named them McLovin and Major). When we got out of the town, there was only snow for as far as the eye could see. It was breathtaking! We walked by the water, climbed the rocks and soon ended up on the top of a hill. The wind almost blew me away, but the view, man, the view!
Of course, the evening was spent trying out the great variety of vodka... I was already appointed as the 'mommy' of the group (they think I'm the most responsible one, and they are probably right) and because of a headache I decided to stay sober and witness the gradual effect of this devilish drink. Yes, I did hold hair back. Yes, buckets were set next to some beds. And yes, everyone is still alive.
The next morning I went on a morning walk on my lonesome. Well technically, I wasn't alone. I started out with two dogs by my side but somehow ended up with four by the end of my walk. Not complaining at all. I felt so happy! Nature and dogs, what more do you need! Watching them play, made me really happy, but also a bit sad. I would do anything to have my baby here with me, rolling around in the snow. They all had owners, so they were well kept and friendly, and their happiness more or less rubbed off on me.
Also, on Olchon the streets are filled with cows. They are just standing there, being all timid and asocial. I might have started a bit of a riot between cows and dogs though. I very slowly tried to touch one of them, but it started shaking its head and the second the cow did so, the dogs came swooping in, barking at it, almost biting its ankles and chasing it away. I felt like a VIP and they were my bodyguards!
The road back was a lot more pleasant. We even got to step out of the van on the ferry and got to see iceplates starting to form. So cool!
Another weekend well spent.