Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
Samo wstawanie nawet nie było tak trudne jak bym się spodziewała.
Mieliśmy wyjechać o 8:30, a wyjechaliśmy jakoś 45. Mimo to dojechaliśmy 15-20min. przed czasem. Na szczęście nie musieliśmy czekać i weszliśmy od razu.
Zrobiłam sobie kawę na drogę i już jak zajechaliśmy na miejsce chciało mi się siku, więc oczywiście musieliśmy wracając zatrzymywać się na stacji. Nienawidzę swojego pęcherza.
W drodze powrotnej - godzina chwilę po 11 - czułam się jakby było już późne po południe. Może dlatego, że wypiłam tylko jedną, kiepską kawę i nie jadłam śniadania, a już na pełnych obrotach, musiałam myśleć i rozmawiać z ludźmi o ważnych sprawach (bank).
Wróciłam, spakowałam Jemu pranie dla Młodego, bo jutro jedzie na mecz do innego miasta z noclegiem i za chwilę pojechał, a ja się zebrałam na masaż. Miałam wrócić punktualnie na spacer, ale że rano byli wcześniej zostawiłam im otwarty taras.
Myślałam, że dostanę kurwicy, jak tylko weszłam z powrotem do domu. Rozjebane śmieci po całej kuchni, w tym wyniesione na ogród butelki, pogryzione i z poodrywanymi zakrętkami to nic. To już się kiedyś zdarzyło. Chociaż ze śmieciami bio, a nie z plastikiem. Ale naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, jak wpadł (w sensie pies) na to, żeby ściągnąć ze stołu teczkę z dokumentami od architekta, gdzie były projekty. Rozwalić wszystkie papiery z niej i rozszarpać teczkę. I może i normalnie te dokumenty byłyby do odzyskania, gdyby nie fakt, ze nie ma kontaktu z ludźmi, którym architekt to przygotowywał, więc co za tym idzie także i z architektem. Na szczęście tylko kilka kartek było zniszczonych, którymi w sumie nie byliśmy zainteresowani.
A ja znów musiałam wyjść. Na wszelki wypadek, żeby znów nie zastać później armagedonu, zastawiłam wejście do kuchni i znów zostawiłam im otwarty taras, w razie jakby po tej uroczystości coś im się zachciało.
Kupiłam nową teczkę, zrobiłam zakupy, zjadłam wreszcie coś (maka, także ten…) i załatwiłam parę spraw. Miałam jeszcze jechać w końcu do dziadka odebrać tę kartę do bankomatu i do apteki, ale okazało się, że On jednak będzie wcześniej niż planował, a chciałam być przed nim, żeby zdążyć trochę nagrzać w domu i żeby to ewentualnie mnie, a nie Jego, coś znów zaskoczyło. Wjeżdżałam na podwórko dosłownie jak za Nim zamykały się drzwi. Na szczęście nic się nie stało.
Ok. 19 siadłam do pisania tego, jak On grał na konsoli jestem padnięta. Zrobiłam sobie białą czekoladę z domieszką cappuccino, żeby może nie paść już w pierwszych minutach serialu, mimo że nie miałam ochoty na napój o takiej konsystencji. Chce mi się po prostu pić, najlepiej wody. Albo coś słodkiego, ale „rzadkiego”, co zaspokoi pragnienie. Mało dzisiaj piłam.
Przed pójściem spać jeszcze była spina, trochę z dupy, bo z czegoś w kuchni śmierdziało. No, a On klasycznie, zamiast powiedzieć i wspólnie poszukać i wyeliminować źródło problemu to wpadł w swój niegdyś klasyczny szał. Ale w sumie mnie udało się to w miarę zignorować, aż w końcu się ogarnął, przeprosił, powiedział że w sumie nie chodziło o to tak naprawdę, tylko nagle w głowie wyobraził sobie miliard problemów. Whatever. Poszliśmy spać w spokojnej atmosferze, standardowo ok. 23.
Bilans:
Neo (papierosy): ↔️ znów przed śniadaniem, znów nie liczyłam, ale bywało gorzej 👎
Dbanie o siebie: ↔️ byłam na masażu, ale już w sumie zdążyłam o tym zapomnieć 👍
Jedzenie: ⬇️ brak czasu na śniadanie, więc wszystko się dalej posypało 👎
Związek: ↔️👍
Inne obowiązki: ⬆️👍
Samopoczucie: ↔️ raz lepiej, raz gorzej, ale stabilnie 😉👍
Byłam w lekkim szoku jak budzik zadzwonił chyba o 7:45.
Byłam pewna, że nie ma na dzisiaj budzika, dlatego ochoczo uczestniczyłam w wieczornej rozmowie. Chociaż w sumie skoro już się trafiła to wiadomo, że nawet wiedząc że trzeba wstać bym jej nie ukróciła. No, ale ten budzik zdecydowanie nie sprawił dobrego samopoczucia o poranku.
On miał coś tam do pozałatwiania i wyszedł chyba około 11. A ja dzisiaj musiałam wziąć się na pełnej.
Zaczęłam od dokończenia rzeczy z wczoraj w pracy. Którą okazało się, że już kiedyś zrobiłam, a tym razem miałam tylko zrobić poprawki. Zajebię się kiedyś przez ten natłok obowiązków.
W międzyczasie okazało się, że akurat w gierce wszedł event halloweenowy. Akurat jak mam taki zapierdol.
Potem skosiłam trawę, mam nadzieję, że ostatni raz w tym sezonie. Głowa mnie bolała tak, że myślałam że zdechnę. Przy każdym ruchu. Musiałam wziąć tabletkę, ale trwało, zanim zaczęła działać. Przy okazji odkryłam sporo wykopalisk, wykonanych najpewniej przez moją Małą, będę musiała jechać po ziemię i je pozasypywać, w razie jakby rzeczywiście właścicielka chciała z kimś tu przyjechać (chce wyciąć jakieś drzewa).
Zamówiłam jedzenie, a w oczekiwaniu zabrałam się za prasowanie. Zjadłam, umyłam włosy, się i już była chyba 17:30. Niesamowite, jak ten czas leci. Postanowiłam na godzinkę jeszcze zmotywować się do pracy, to akurat On zadzwonił i gadaliśmy chyba ze 30min, mimo że już wracał. Jeszcze jak grał udało mi się dokończyć najważniejsze w pracy.
Serial wyłączyliśmy ok. 22:30 i dzisiaj trzeba odespać. Swoją drogą już tydzień i 3 dni bez niczego.
Bilans:
Neo (papierosy): ↔️ 10-11 👎
Dbanie o siebie: ↔️ udało się zrobić jakąś pielęgnację, więc 👍
Jedzenie: ↔️ z opóźnieniem wszystko, ale nieźle 👍
Związek: ↔️👍
Praca: ↔️ wychodzę na prostą 👍
Inne obowiązki: ⬆️👌
Samopoczucie: ⬆️ umyte włosy zawsze robią dzień 😉👍
Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
✓ Live Streaming✓ Interactive Chat✓ Private Shows✓ HD Quality✓ Free Actions
Free to watch • No registration required • HD streaming
Weekend, a On ustawił budzik. Mimo że jechał dopiero na 12 na mecz.
Mówił że po to, żeby nie spać za krótko ani za długo. Ale kiepsko spaliśmy, bo idąc spać znów mnie zirytował (temat przytulanie, rano nadrobił) i budziliśmy się w nocy.
Potem rano w sumie pokłóciliśmy się tak jak dawno nie, w zasadzie przez głupi żart, który powiedział Mu kolega na temat zdradzania. A ja przez cudowny PMS wybuchałam łzami, że jak On mógł nie powiedzieć, że On tak nie uważa. Japierdole. I przez to znów zapaliłam zaraz po wstaniu. Napisałam Mu wiadomość jak był na spacerze, że jak On jeszcze może się dziwić, że czasami się martwię jak przez 2,5roku nigdy na trzeźwo nie powiedział mi, że mnie kocha. Whatever, jak wrócił było już ok i nawet w sumie śmialiśmy się z tego kolegi (od tego żartu przez który się pokłóciliśmy).
Pojechał na mecz Młodego przed 11, a ja w sumie miałam w planie sprzątać, ale uznałam że i tak jutro będę musiała odkurzać, więc ogarnęłam jedynie z grubsza blaty, a resztą zajmę się jutro. Umyłam sobie włosy i grałam w grę, a jednym okiem oglądałam transmisję meczu, bo była na YT. Zadzwonił jak już wracali co mi przywieźć z maka, tak żebym miała już do wieczora. 😂 akurat nie jestem wielką fanką maka i szanuję tam jedynie nuggetsy i McChickena. Chociaż Młody wymyślił jeszcze McCrispy, którego nigdy nie jadłam. Więc stwierdził, że weźmie mi obie bułki i 20 nuggetsów. A ja śmiem coś mówić o niekochaniu? 😂 wyczaiłam jeszcze piernikową latte i nawet nie marudził, jak o niej powiedziałam (nienawidzi kawy i śmieje się ze mnie, że jestem uzależniona i nie umiem żyć bez kawy). A potem się okazało, że prawie zapomniał o tej kawie i odbierając jedzenie wymusił na kobiecie, żeby mu jeszcze doliczyła.
Jak przyjechali w sumie wszyscy graliśmy, a wieczorem oglądaliśmy razem mecz.
Niedziela
Dzisiaj nie trzeba było wstawać wcześnie, więc poszliśmy spać przed 00, a obudziliśmy się przed 9. W nocy się przebudziłam i miałam idealną sytuację się wtulić dupą i czułam jak Mu stawał. Po chwili się obrócił na plecy, a potem znów do mnie i tak jeszcze ze dwa razy, ale się nie obudził, a też nie chciałam Go budzić, nawet takimi rzeczami. No i rano też nic dalej się nie wydarzyło, chociaż powiedziałam Mu o tej sytuacji z nocy.
Rano w sumie ja z Młodym graliśmy, a On coś sobie pracował. Nic w sumie specjalnego się nie działo.
Wyjechali po obiedzie, po 15, ale czegoś sobie zapomniał, więc się wrócił i przy okazji zgarnął mnie i pojechaliśmy obejrzeć dom niedaleko, który ostatnio wyczailiśmy, bo udało mi się go zlokalizować. Na szczęście zdążyłam chociaż poodkurzać. Za wiele z zewnątrz widać nie było, ale wydaje się być mega, chociaż wewnątrz może być trochę gorzej.
Potem pojechaliśmy załatwić jedną sprawę i przewieźć Młodego z masażu do niego. W sumie przez 2h tej wycieczki wydarł się na mnie więcej razy niż chyba przez ostatni miesiąc. Ale na szczęście się ogarnął, jak powiedziałam Mu, co o tym myślę.
Wróciliśmy do domu i siedliśmy do grania przy herbatkach. Plan na wieczór klasyczny.
Bilans:
Neo (papierosy): ↔️ ~10 wkurw + PMS + klasycznie jak to w weekend więcej / ~10 w niedzielę nie liczyłam 👎
Obudziliśmy się już koło 7. Hardkorowe 10 dni czas start. Dla Niego, nie dla mnie, ale pewnie ciężko będzie przez ten czas.
Prawdopodobnie przez godzinę = zaspanie dzień zaczął się od pasma nieporozumień. Ale nawet On wydawał się to rozumieć, choć ja uważam, że to była Jego wina. 😂 no, ale to takie klasyczne spięcia, raczej występujące w każdej relacji.
Zjedliśmy hot-dogi z kiełbasek leszczyńskich na śniadanie, które w sumie razem przygotowaliśmy.
On wyszedł koło 11, a ja na pełnej zabrałam się do roboty. I zdecydowanie dzisiejszy dzień mogę uznać za dobry. Na hiperfokusie zrobiłam ile się dało i wyszłam po 12 odebrać sukienkę od krawcowej, do urzędu dać odciski palców i podpis do dowodu i na Kobido Body. Potem miałam jeszcze jechać coś załatwić, ogarnąć jakiś obiad i na zakupy.
Jak dojeżdżałam do krawcowej On zadzwonił i przez to nie zdążyłam już do urzędu przed masażem, bo zamiast działać stałam bezczynnie i z Nim gadałam. Powiedział, że pomyśli i da znać, bo w sumie na rejonach nic się nie dzieje to może przyjedzie popracować z domu. Trochę się tym zestresowałam, bo miałam być spóźniona po samym kobido ok. 30min na spacer z psami. A 1-1,5h jeśli miałabym jeszcze załatwić przy okazji pozostałe rzeczy. A już w pierwszej opcji by się awanturował. Mimo że mieli otwarty ogródek.
Nic się nie odzywał, więc nie wiedziałam czy w końcu przyjechał czy nie. Znów rozmowa z moją masażystką bardzo dużo mi dała, muszę do niej chodzić częściej, na masaż z terapią. 😂 Wróciłam do domu prosto po, a co, zawsze spoko pojeździć sobie w kółko. Okazało się, że Go nie ma, więc wzięłam pieski i pojechałam załatwić pozostałe sprawy.
Załatwiłam wszystko, chociaż nie bez nerwów, bo przeterminował mi się voucher na 50 zł na zakupy w sklepie do którego zawsze jeżdżę. Wrrrr. A dzisiaj wyjątkowo bardzo by się przydał.
Po powrocie rozpakowałam zakupy, ogarnęłam pranie, powiesiłam kolejne i wzięłam się za ekspresowe koszenie, żeby wyrobić się przed deszczem. Bo odkąd skosiłam część tego zaniedbanego syfu chyba w zeszłym tygodniu - już znów tego nie ruszyłam. Więc w nagrodę poszłam umyć włosy i poleżeć w wannie, co robię bardzo rzadko.
Jego dzień, jak na pierwszy bez pracownika, nie okazał się aż taki przejebany jak można było się spodziewać. To dobrze, bo miał też dużo innych spraw do ogarnięcia. Trochę się martwię, że przez jeszcze większy natłok obowiązków jeszcze trudniej będzie teraz z nim rozmawiać i będzie jeszcze bardziej wybuchowy, ale z drugiej strony będę miała więcej czasu dla siebie (bo będzie wcześniej wychodził i później wracał) iiii może nawet wyjdzie Nam to na dobre, pod warunkiem że nie przełoży się to też na więcej stresu.
Znalezione w otchłaniach internetu.
Wieczór był w miarę spokojny, ale chyba to dlatego, że dzięki sile, jaką dzisiaj miałam, jak coś głupio dogadywał byłam w stanie się postawić - a przynajmniej zignorować, albo stanąć we własnej obronie. Momentami może byłam trochę chamska, no ale niestety coś za coś.
Nie mogliśmy się zrozumieć mimo paru zdań na temat pracy, którą żeby wykonać miał wcześniej przyjechać. Coś tam zaczął się irytować, że dobra, ta rozmowa nie ma sensu, bo doszliśmy do ściany.
- No to rzeczywiście, nie ma sensu spróbować zrozumieć. Tak to będziemy zawsze się kłócić. - Powiedziałam i wyszłam.
Po chwili namysłu, jak znów byliśmy razem w pomieszczeniu powiedział, że można wrócić do tematu w lepszym momencie, później, po namyśle. Już pewnie nie musiałam mówić (ale oczywiście powiedziałam), że przecież on od półtorej tygodnia nie ma czasu na rozmowę, o którą go proszę.
- Na wszystko przyjdzie czas.
- Oby już nie było za późno.
W sumie już jest, bo to przecież naprawdę ważne i dzięki tej rozmowie mogłabym podjąć jakieś kroki zdrowotne. Eh.
Bilans:
Neo (papierosy): ↔️ 8
Dbanie o siebie: ⬆️ kobido body + mycie włosów + kąpiel 🥰
Jedzenie: ↔️ w miarę, chociaż niezbyt zdrowo
Związek: ↔️ poranek był ciężki, ale bez większych spięć
Choroba: ↔️
Praca: ↔️/⬆️ jeszcze do tyłu, ale to co najważniejsze na dzisiaj zrobione
Inne obowiązki: ⬆️ wszystko odhaczone, nawet rzeczy nieplanowane
Samopoczucie: ⬆️ nic nie daje większej satysfakcji, niż realizacja założonych rzeczy, a jeszcze zadbanie o siebie to już w ogóle 😉
Mimo że przebudziłam się nad ranem z ciśnieniem na pęcherz, nie słyszałam żadnego z 4 budzików.
Błagam, nie linczujcie. Wiem, że mimo wszystko śpię praktycznie codziennie te minimum 7 godzin i wiele z Was może o tym pomarzyć. Ale mój organizm naprawdę potrzebuje więcej. Po pierwsze przez chorobę, a w dodatku mam jeszcze okres.
Jeszcze w łóżku, sprawdzając mu drogę w miejsce, w które miał jechać, okazało się że internetu dalej nie ma. Meh.
Wychodząc oczywiście „zapomniał” dać buziaka. Będzie się tłumaczył, że zapomniał, albo że Młody był już obok, a on „nie chce pokazywać mu love story”. Ale to też dłuższy temat na oddzielny wpis. Beznadziejny przykład. Mam nadzieję, że Młody lepiej traktuje dziewczynę.
Albo nie będzie się tłumaczył, bo nic na ten temat nie powiem. Nie będę się upominać o takie rzeczy. Jak nie chce, to nie. Mimo że to ja kiedyś zapominałam, a On zapoczątkował i kultywował tę „tradycję”.
Po dwóch godzinach miałam ochotę zadzwonić do “internetowców”, czy nie przyjechać im pomóc - była 11, a podobno robili od 9. Internetu dalej nie było. Udało im się naprawić dopiero po 13, więc z pożytecznych rzeczy zrobiłam za ten czas sałatkę, ogarnęłam pranie i zrobiłam kolejne. I grałam na necie z telefonu.
Chłopaki przyjechali koło 16. Dooglądaliśmy wczorajszą galę, a potem mieliśmy “rodzinny” gaming time.
Starałam się nawet nie odzywać jak grał. Przywitać też znów się “zapomniał”. Kiedyś w jakiejś miłej chwili wymyśliliśmy, że buziak jest jego talizmanem i potrzebuje go 4x w ciągu gry w określonych momentach. No, ale skoro sam nie pamięta o swoim talizmanie, to co ja mam się upominać. Jemu podobno zależy, żeby wygrać.
W zasadzie zaczęła się tylko jedna spina, ale nawet mnie aż zaskoczył.
Zapytałam, o wspólnika, który dzwonił, żeby umówić się na spotkanie. W pierwszej chwili wydarł się:
Rejestruj te wiadomości, mówiłem Ci. Nie chce mi się gadać, jestem zmęczony.
Dobra chwila musiała już minąć od momentu, kiedy mi o tym mówił (jeśli rzeczywiście), bo nic mi nawet w głowie nie świtało.
Poszedł się ogolić, a ja stwierdziłam, źe jebać. Jak wyszedł z łazienki poprosił, żebym za czas spaceru przygotowała mu kąpiel, więc oczywiście bez słowa się za to wzięłam. Zobaczył, że to robię, więc przyszedł podziękować. Pierwsze wow. Pewnie nie powinnam psuć sytuacji, ale wykorzystałam moment;
- Mógłbyś po prostu powiedzieć, po co masz się spotkać z tym wspólnikiem i tyle. Ty nie pamiętasz się przywitać czy pożegnać, a ja mam pamiętać coś, co podobno powiedziałeś mi nie wiadomo nawet kiedy, między słowami?
- Nie pamiętasz na czym stanęło? Nie będziemy się kłócić, wszystko wyjaśnimy.
I wyszedł. Ale i tak, kolejne wow. Oznaczało to, że może jednak powie. Gdyby Młodego nie było pewnie reakcja nie byłaby taka, ale zawsze to już jakiś krok do przodu.
Rzeczywiście, sam zaczął temat i porozmawialiśmy jak się kąpał. Poszliśmy spać już koło wpół do 23, bo jutro znów musieliśmy wstać wcześnie. Ale kolejne dni zapowiadały się już lepiej.