Jestem czysta od kamyka(wgl usłyszałam jak ktoś na to mówi diament jakiś czas temu i się śmiałam trochę) jest czasem ciężko nie powiem że nie ale mimo wszystko ciągnę dalej i co mieszcząc czekam na tego 13 bo wtedy mogę wejść na sobera i zobaczyć tą śliczną odznakę, która informuje mnie o kolejnym trzeźwym miesiącu. Jestem czysta równo 130 dni, cxyli ponad 4 miesiące.
Ostatnio spotkałam się z kolegą mojej przyjaciółki, wiedziałam że jest narkomanem ale umówiłam się z nią że jeżeli będzie brał to wyjdziemy z samochodu bo dalej trzepie mnie gdy to widzę. Rozmawiałam z nim o mojej trzeźwości, rozmawiam o niej z każdym narkomanem bo jeżeli ma w sobie chociaż trochę człowieczeństwa to przestanie mnie namawiać( nawet tamten mówił że alkoholicy są bardziej zrozumiani iż ich trzeźwość jest honorowana natomiast narkomani tego nie rozumieją i zawsze ci zaproponują bo „ przecież jeden raz ci nie zaszkodzi”) usłyszałam nawet od takiego jednego bo nasza wymiana zdań wyglądała jakoś tak
- ona się tak patrzy jakby chciała przyjebac
- ja nie cpam, jestem trzeźwa 4 miechy
- można to zawsze zmienić
Czy coś w ten deseń. Wracając do historii( zawsze zaczynam milion wątków ale chciałabym dobrze przedstawić sytuację) on mówił mi że nie ma czegoś takiego jak narkomania że trzeba mieć do tego głowę że on coś więcej niż ja żyje(proszę nie komentować różnicy wieku pomiędzy mną a moimi kolegami) i że radzi sobie świetnie, ja na początku przytakiwałam mu myśląc że gada kompletne głupoty. W każdym razie dojeżdżamy na naszą miejscówkę i on wyciąga temat, ja zaczynam błagać go żeby nie przy mnie a on zaczyna żebym skruszyła mu kreskę ja że nie ma opcji i wyszłam z samochodu( bardzo się bałam bo to była prawie noc i środek lasu kolokwialnie mówiąc no ciemno jak w dupie bylo) stoję pod mostem a on krzyczy do mnie, potem dał mi spokój i wciągnął a ja aż prawie płakałam jak musiałam to wszytsko słuchać myślałam sobie „ niech to się już skończy błagam” i modliłam się do pana Boga. Stoję tak i stoję kiedy słyszę jego kroki, nagle widzę jak on idzie do mnie z kreską i każe mi ją zdmuchnąć. Nawet przez jedną sekundę nie przeszło mi przez myśl żeby zapytać czy mogę przujebac zapytałam tylko czy napewno mogę ją zmuchnąć a on mówił że no tak wtedy to zrobiłam. Poczułam taką siłę i zarazem spokój że to nie będzie taki straszny dzień i że wszytsko jest w porządku.
Gdy odwoził nas do domu rozmawiałam z nim
- 16 lat o ty już jesteś w takim bagnie?
- ale powiem ci że serio musisz się wierzyć w siebie, wszędzie są narkotyki, karty, lusterka, patrz ty nawet siedzisz na kamyczkach. Ale bądź dumna z siebie. Uwierz mi że jakbyś się zapytała czy możesz wziąć to bym cię tak zjechał ale tak zjechał. Powiem ci tak jest nadzieja dla ciebie.
Nie wiem czy dokładnie tak było ale naprawdę dobry człowiek żeby nie było mówił mi że nawet chodzbym dała mu 1000zl to on by mi nie dał żebym się nie bała