Nagle wszystko zaczęło się zmieniać- ja, otoczenie, ludzie. Czuję się jakbym znalazła się na zupełnie obcej planecie. Tak jak zawsze nie było gładkiego przejścia, spokojnej zmiany. Praktycznie w jednym momencie wszystko się skończyło i nowe się zaczęło. Nie ma już powrotu do przeszłości, ona bezpowrotnie odeszła i zabrała "niby przyjaciół". Jestem trochę zlękniona, bo wszystko co wydawało się pewniejsze od najpewniejszego zniknęło. Trochę pełna nadziei. Trochę też rozczarowana. Ale! Najważniejsze, jestem przede wszystkim w końcu SOBĄ.


















