Pandalily writing each other love letters even when they’re in the same dorm and hiding them in new places each time so that it’s like a surprise
seen from China

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from Malaysia

seen from France

seen from Germany

seen from Malaysia
seen from United States

seen from Netherlands
seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from Sweden

seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from Malaysia

seen from Saudi Arabia

seen from Malaysia
Pandalily writing each other love letters even when they’re in the same dorm and hiding them in new places each time so that it’s like a surprise

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
Twisted Cover Clock Tower / Turmuhr by gabrieldevue
Inside A Clock (one shot)
Tytuł: Inside A Clock (W Środku Zegara)
Link do oryginału: (x)
Autorka: Finn
Fabuła: Harry traci swojego chłopaka Nialla w wypadku, który ma miejsce po ich dużej kłótni. Żal następuje po rozpaczy, gdy zdaje sobie sprawę, że nie doceniał swojego ukochanego podczas trwania ich związku i pragnie wszystko naprawić, chociaż przez jeden dzień. Spotyka „Strażnika Czasu”, który daje mu specjalny zegarek, pozwalający na powrót do pewnego dnia; szansę, by powiedzieć odpowiednie słowa, zrobić odpowiednie rzeczy i niewielką nadzieję na uratowanie Nialla.
Połączenie: Niall Horan & Harry Styles (Narry)
Ilość słów: 16490
Zgoda na tłumaczenie: Jest <3
Ostrzeżenia: Treści seksualne, śmierć głównego bohatera, przekleństwa, wzmianki o śmierci i życiu po śmierci, nadprzyrodzone istoty jak uosobienie Życia, Śmierci i Czasu, samobójstwo i samookaleczenie się (może być powodowane).
Uwagi: Jest to tragedia inspirowany filmami: "If Only", "Jeden Dzień", "Zaklęci W Czasie" i innymi podobnymi tragicznymi historiami/filmami.
Od tłumaczki: Przedstawiam Wam one shot'a o Narrym. Trochę długo zajęło mi tłumaczenie tego, gdyż zajmowałam się nim od końcówki lipca (choć na początku nie mogłam się za niego zabrać). Osobiście, uwielbiam tą historię. Mam nadzieję, że udało mi się oddać jej urok. Radzę przygotować dużą ilość chusteczek ;) Proszę o pozostawienie notki pod tekstem i będę bardzo wdzięczna za komentarze! xx
P. S. Chciałabym też podziękować Marcie za pomoc w sprawdzeniu ;)
***
Inside A Clock
I.
29 listopada 2012 [piąta rano]
Harry na sekundę oderwał wzrok od swojego laptopa, gdy po raz drugi tego dnia wyłączył budzik.
Obudził się dokładnie o czwartej rano, mając akurat wystarczająco dużo czasu, by przygotować papiery do inwentaryzacji swojej małej piekarni. Teraz, gdy budzik zadzwonił, lekko przeciągnął się. Poczuł skurcz w udzie, przez co odrobinę się wzdrygną. Znajdował się w tej pozycji przez niemal godzinę, pisząc na laptopie i opierając się plecami o zagłówek łóżka.
Prawdopodobnie powiesz, że Harry jest człowiekiem świadomym czasu, którym naprawdę był. Jednak był on po prostu bardziej niż świadomy czasu. Był człowiekiem tego rodzaju, który nie byłby w stanie przeżyć dnia bez dźwięku swojego budzika, od czasu do czasu spoglądania na zegarek i swojego harmonogramu, który znajdował się w jego telefonie, terminarzu, kalendarzu, portfelu, nawet w całym mieszkaniu.
Wszystko co robił było zaplanowane, godzina, o której się budził (góra pięć minut, by wygrzebać się z łóżka), przygotowywał rzeczy, robił śniadanie (lub zazwyczaj pomijał ten punkt) i nawet takie drobne rzeczy jak 2-3 minuty, aby posiedzieć na oknie i odrobinę się zrelaksować czy maksimum 15 minut na pooglądanie wystaw sklepowych.
Był zwolennikiem zaplanowanej rzeczywistości i wierzył, że dobre rzeczy przytrafiają się osobom, które mają wszystko uporządkowane.
I może to właśnie był powód, dlaczego był uważany za nudziarza. Jego wdzięki marnowały się, ponieważ żył zaplanowanym życiem, nie marnując czasu na czerpanie przyjemności z niektórych chwil lub bezsensowną zabawę.
Ponieważ nie był do końca tego rodzaju osobą, nie poszedłby na imprezę, o której nie zostałby poinformowany tydzień przed i nie zrobiłby nic co nie przyniosłoby mu żadnych korzyści. Wiele jego przyjaciół i członków rodziny starało się odciągnąć go od jego poglądów na życie, ale nikomu się to nie udało. Tak więc, jedynie kilku pozostało przy nim.
Jednak Harry niezbyt się tym przejmował. Tak właściwie miał gdzieś to, co ludzie o nim myśleli. Jeśli był dziwny lub był taką "wielką stratą", nie miało to dla niego znaczenia. Był zadowolony ze swojego życia; był szczęśliwy z tego co robił, mimo że czasami przyznawał, iż w rzeczywistości żył w „codziennej rutynie”. Lecz właśnie to nastawienie doprowadziło go do swoich marzeń: skończył collage, przeszedł szkolenie jako piekarz, a teraz jest współwłaścicielem małej cukierni, którą dzieli ze swoim przyjacielem, Nickiem.
Harry obrócił głowę, czując nieznaczny ruch obok siebie. Ah. Czy wspomniałam o Niallu?
Osobie leżącej obok niego, zakopanej w tej samej pościeli co on.
Jeśli istniała osoba, która była w stanie w pełni zrozumieć stosunek Harry'ego do czasu, był nią jego chłopak, Niall Horan. Był on zwykłym i pełnym życia nauczycielem muzyki, którego Harry poznał na pewnym koncercie, w którym jego siostrzenica, Lux, brała udział.
W specjalnej części programu, nauczyciele byli poproszeni, by wystąpić i Harry mógł przysiąc, że nigdy wcześniej nie słyszał tak wspaniałego głosu i nigdy w życiu nie pomyślałby, że będzie czuć motylki w brzuchu, gdy w końcu podejdzie do blondyna, widząc jego idealnie niebieskie oczy i bladą skórę, która rumieniła się za każdym razem, gdy mówił coś zabawnego, słodkiego lub żenującego.
To był ten czas, w którym Harry wiedział, że się zakochał.
Zakochał w osobie, która wkrótce okazała się być jego kompletnym przeciwieństwem. Harry był nieśmiały, a Niall towarzyski, zawsze gotowy do uśmiechania się do każdego i posiadał dar zbliżania się do nieznajomych bez straszenia ich. Harry był typem domatora, podczas gdy Niall był kimś, kto nie mógł usiedzieć w domu dłużej niż godzinę lub dwie.
I jeśli była jedna rzecz, w której kompletnie się różnili, był to ich stosunek do czasu.
Niall robił to co chciał robić. I tyle. Nie obchodziło go, czy to było w jego harmonogramie czy nie, i jeśli miał być szczery, to w ogóle takiego nie posiadał. Nie podobał mu się pomysł umieszczania wszystkiego w terminarzu. Mówił, że to „ogranicza jego wolność” i czyni jego życie cholernie nudnym.
Harry szanował to w taki sposób, w jaki Niall szanował jego poglądy dotyczące czasu, i to im obu wystarczało tak długo, jak rozumieli siebie nawzajem; co wpływało na ich związek, który umacniał się od roku. Oboje dzielili apartament w centrum Londynu na skraju ruchliwej ulicy. Ich dystans do prac był niemal równy, gdy Harry jechał samochodem, a Niall szedł na piechotę.
Przeciągnął się, ciesząc się z faktu, że był w stanie skończyć inwentarz dokładnie o 5:08, co dawało mu dwie minuty, by przygotować sobie ciuchy i posprzątać.
- Harreeh. - Miał już wślizgnąć swoje stopy w futrzane kapcie, które Niall specjalnie dla niego wybrał, gdy poczuł, jak blondyn zaciska palce na jego talii, obejmuje go i wciąga z powrotem do łóżka.
- Wcześnie dzisiaj nie śpisz. Obudziłem cię? - Harry chwycił jego dłonie, obracając się, gdy szybko rzucił okiem na zegar: wciąż 5:08.
Niall potrząsnął głową, odpowiadając mu leniwym uśmiechem i uroczym ziewnięciem, które wywołało uśmiech na twarzy Harry'ego. Obserwował, jak jego chłopak chrząka, gdy podnosi się z łóżka i zmienia swoją pozycję, aby spojrzeć na Harry'ego. On także zerknął na zegarek na końcu stołu po prawej stronie łóżka.
- Jest zbyt wcześnie. Wracaj do łóżka - wymamrotał Niall, oczy zamykały się mu z każdą sekundą, a on sam starał się skupić na rozbawionym spojrzeniu swojego chłopaka.
Jednak Harry nie pozwolił sobie poddać się urokowi blondyna. Miał dużo pracy do zrobienia.
- Wiem, że jest zbyt wcześnie, ale nie mogę iść spać. Ale czemu ty nie miałbyś? - Harry nachylił się i szybko musnął jego usta. Zbyt szybko. Uczucie zdawało się nie utrzymać na jego wargach, to było zbyt normalne. Był do tego zbyt przyzwyczajony i było to niemal częścią jego rutyny: pocałować Nialla każdego ranka, kiedy tylko się obudzi.
- Dzień dobry. - Harry uśmiechnął się, gdy oderwał się od niego.
- Za szybko. - Nagle Niall z powrotem przyciągnął do siebie Harry'ego. Wplótł palce w loki bruneta. Tym razem poczuł ciepło w policzkach, które przeniosło się wzdłuż piersi, rozprzestrzeniając się w jego podbrzuszu, udach, a potem wysyłało to drobne, kujące uczucie do jego dłoni. Och – Niall wsunął swój język do jego ust, a Harry przymknął oczy. Czyżby planował obściskiwać się tak wcześnie rano?
Harry miał już niemal ulec mu, gdy zobaczył zegar: 5:10. Przymknął oczy, pocierając kciukiem policzek Nialla i delikatnie odpychając go, widząc podniecenie wypisane na twarzy blondyna - któremu strasznie chciał się oprzeć, musiał. Ich czoła stykały się, gdy Harry wydał z siebie lekko zachrypnięty śmiech.
- Jesteś w tym dobry, czyż nie? - Harry spojrzał w jego oczy, by po chwili błądzić wzrokiem po całym pokoju; zastanawiając się, co zrobić jako pierwsze: przygotować ubrania? Wziąć prysznic? Czy zadzwonić do Nicka i powiedzieć, że spóźni się minutę lub dwie?
- Oczywiście. Dlaczego nie zostaniesz odrobinkę dłużej?
"Odrobinkę" było poniekąd kłamstwem, gdy chodziło o Nialla. Chłopak nie miał pojęcia, jak ta odrobinka może oddziałać na niego. Odrobinka czasu może mieć ogromny wpływ na jego harmonogram, a on nie mógłby pozwolić na to.
Niall chwycił jego nadgarstek, gdy wstał, a chłopak naprawdę chciał zostać, ale nie mógł. Nie tym razem.
- Wiesz, że nie mogę, Nialler. Mam dużo pracy. - Stał teraz na wprost szafy, wybierając z poskładanych T-shirtów ten, który miał zamiar dzisiaj włożyć. Chwycił szarą koszulkę z napisem „Lover” na kieszonce. Jego stali klienci kochali ją i tak – szarą czapkę beanie, którą niektóre dziewczyny z liceum uwielbiały.
- Dlaczego nie weźmiesz dnia wolnego? - Harry usłyszał lekkie kroki zbliżające się do niego – Niall teraz nie podda się tak łatwo.
- Mam dzień wolny, pamiętasz? Niedzielę. - Harry przez chwilę patrzył w jego stronę, czując jak włosy Nialla lekko muskają jego plecy, a policzki blondyna dotykają jego nagiej skóry.
- Ale jedyne co robisz, to siedzisz przed laptopem lub oglądasz programy kulinarne i robisz notatki. To nie jest dzień wolny - narzekał Niall.
- Co ty na to, żebyśmy wyszli gdzieś w tą niedzielę? - Harry odwrócił się, sięgnął po dłoń Nialla i przyciągnął go bliżej. - Nie będę zbliżał się do laptopa ani do telewizora. Tylko ty, czy tego chcesz?
Niall zarumienił się, gdy skinął głową, odwracając wzrok od tych zielonych oczu, wpatrujących się w niego z rozbawieniem. Ale nie zauważył tego, jak Harry zerknął za niego i spojrzał na zegar: 5:12. Och nie.
Niall podskoczył.
- Chodźmy do...
- Porozmawiamy o tym później, okej? - Instynktownie pocałował Nialla w policzek, zanim obrócił się tyłem do niego, nie będąc w stanie dostrzec rozczarowania w jego oczach, gdy przerwał mu w połowie zdania.
- Och tak przy okazji, będziesz później w szkole, prawda?
- Czekaj, co? - Harry nie do końca chciał przestać się szykować, ale głos Nialla był wyczekujący i podekscytowany. Co przegapił w swoim harmonogramie? Nie przypominał sobie, aby „pójść do szkoły Nialla” umieszczał w swoim rozkładzie dnia.
- Wiedziałem, że zapomnisz o tym. Przyszedł czas na X-Factor: Nauczycielską Edycję. Tylko...
- Och, t-tak. Jasne - lekkomyślnie odpowiedział Harry, nie zdając sobie sprawy, że po raz drugi przerwał Niallowi.
- Zdajesz sobie sprawę, że przerwałeś mi, dwa razy? - Ton jego głosu znacznie się zmienił i Harry wiedział, co się za chwilę wydarzy, jeśli teraz nie przeprosi.
- Posłuchaj, Niall. Przepraszam. - Złapał go za ramiona. - Później wieczorem pogadamy o tym, co zamierzamy robić w niedzielę, okej? I będę w twojej szkole, o której to się zaczyna?
Niall wyglądał znaczenie lepiej (dzięki Bogu), niepewnie spoglądając w jego oczy, gdy cicho odpowiedział. - O osiemnastej.
- Dobrze. Osiemnasta. Zanotowane. Pamiętaj, żeby zarezerwować mi miejsce w przednim rzędzie, okej? Chcę pokazać całej szkole, że jestem z ciebie dumny. Przyniosę róże. - Harry wiedział, że Niall miał słabość do tych słodkich, drobnych rzeczy.
Jednak tak naprawdę nie myślał za bardzo nad tym, co wcześniej powiedział. Myślami był już w cukierni; zajęty tym, co powinien zrobić i myśląc co przegapi, jeśli zostanie dłużej.
Niall uśmiechnął się do niego, jego policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone, ale Harry ledwo to zauważył.
I zaraz po tym, jak pocałował Nialla w czoło, zerknął ponownie na zegar: 5:17. O cholera.
II.
- Dobrze, panie Zrzędliwy. To koniec. Co do cholery jest dzisiaj z tobą nie tak? - Duże dłonie cisnęły o stół, rozwiewając niektóre papiery, gdy Nick usiadł naprzeciw niego, unosząc brwi.
- O czym mówisz? - Harry wzruszył ramionami bez spoglądania na niego; oczywiście wiedział, o czym mówił. Właśnie pokazywał swoją zwyczajną zirytowaną stroną. Kto nie byłby rozdrażniony? Spóźnił się godzinę i nawet nie chciał pamiętać dlaczego.
- Nie rób tego „o czym mówisz” do mnie, ty dupku. Odstraszyłeś klientów swoim gniewnym spojrzeniem. Przestań to robić. - Nick wiercił się na siedzeniu przed nim. Znajdowali się w kącie swojej kawiarni, miejscu, gdzie Harry miał dobry widok na wnętrze sklepu, podczas gdy zajmował się innymi rzeczami, których nie był w stanie zrobić w domu.
Harry upuścił pióro, po czym w końcu spojrzał na swojego przyjaciela, partnera w biznesie i jedyną osobę, której pozwalał nazywać się „dupkiem” i „kretynem”.
- Wiesz dlaczego taki jestem.
- Och, do kurwy nędzy, Styles, znowu się tak zachowujesz, bo się spóźniłeś? - Nick często przeklinał, nie żeby chłopak miał coś przeciwko temu, ale czasami, to jedynie jeszcze bardziej go irytowało. Wytykanie rzeczy, o których już wiedział. - Co się kurwa stało tym razem?
I wtedy Harry wrócił myślami do swojego apartamentu. Gdy tylko zdążył wyjść spod prysznica, poczuł, że coś się przypala, i to jedynie mogło oznaczać, że Niall coś gotował – Niall, który nie wiedział nawet, jak rozpalić gaz, gotował coś. Dziesięć minut zajęło mu wypędzenie dymu z mieszkania, zanim zdążył zadzwonić alarm przeciwpożarowy, po czym uprzątnął chaos panujący w kuchni.
Niall przeprosił, a on musiał zapewnić go, że było naprawdę w porządku, mimo że naprawdę nie było. Oczywiście wiedział, że blondyn mocno próbował zadowolić go, robiąc śniadanie. Było to słodkie z jego strony i Harry chciał pochwalić go za to, ale tego nie zrobił. Prawdę mówiąc nie mógł, ponieważ był spóźniony, wszystkie rzeczy, które powinien zrobić, powoli przesuwały się w czasie, miał brudną koszulkę i zaczynał się wkurzać.
Tak więc wyszedł z domu nie mówiąc mu nic poza tym, że zobaczy go później w szkole i że przyjedzie samochodem, więc będą mogli razem wrócić. To brzmiało dobrze, prawda?
Jednak tak naprawdę nie brzmiało. Stał w korku przez faceta ubranego całego na czarno, któremu najwidoczniej zepsuł się samochód na środku drogi. Minęło ponad trzydzieści minut, zanim laweta przyjechała na miejsce, który do tego czasu był zbyt zatłoczone, przez co Harry wypowiadał niemal każde znane mu przekleństwo w samochodzie.
Wiedział, że nie powinien obwiniać Nialla za przyciągnięcie go, całowanie i zrobienie drastycznego błędu w kuchni, jednak czasem przychodziło mu to na myśl – był zestresowany – nienawidził się spóźniać. Gardził pomysłem marnowania czasu, nic nie robiąc, był wściekły i nie wydawał się poczuć lepiej, gdy samochody znów zaczęły się poruszać.
Facet, który miał włosy ułożone w quiffa i któremu zepsuło się auto, wpatrywał się w niego. Wpatrywał się w niego przez przyciemnianą szybę. To było niemożliwe, pomyślał Harry. Dokładnie spotkać czyjś wzrok, gdy oddziela was nieprzejrzysta czarna szyba. Przez to czuł się nieswojo przez całą drogę do sklepu. Nagle poczuł się, jakby ktoś go obserwował.
- Widzisz, co ci mówiłem? Jesteś za bardzo zestresowany, masz urojenia. - Nick nie myślał dwa razy nad tym co powiedzieć, gdy Harry opowiedział mu co się stało.
- Przysięgam, Nick. Jeśli zobaczyłbyś to, zwariowałbyś. Patrzył mi w oczy jakby nie było żadnej przeszkody czy czegokolwiek.
- Dobra, dobra, to jest przerażające, wiem. Naprawdę przyprawia mnie to o gęsią skórkę, dokładnie tu, widzisz? - Nick podniósł rękę, wskazując na odkrytą skórę za swoimi rękawami i w rzeczy samej była tam gęsia skórka.
- Ale na serio, stary, wyluzuj trochę. Pracowałeś tak ciężko przez... czekaj, trzy lata? Dlaczego nie wyjedziesz gdzieś z Niallem? Już niemal Boże Narodzenie. Jedź gdzieś. Pozwól mi zająć się tym, choćby przez miesiąc. Nie sprzedam tego, obiecuję - zażartował i Harry uśmiechnął się nieco. Naprawdę podobał mu się ten pomysł, ale właśnie teraz był za bardzo zaaferowany zgiełkiem nadchodzących świąt. Nie chodziło o to, że nie ufał Nickowi czy coś, ale chłopak ewidentnie go potrzebował, a on nie mógł tak po prostu wyjechać.
- Ten sklep jest dosyć popularny, gdy są święta, i potrzebujesz mojej pomocy - odpowiedział stanowczo Harry, wracając do papierów i ponownie zaczynając pracować.
- Znowu zaczynasz. Dlaczego zawsze chodzi o sklep lub czas, Harry? Nie możesz chociaż raz odpuścić sobie i dobrze się bawić? Kiedy ostatnio uprawiałeś seks z Niallem?
- Czekaj, co? Czy właśnie wypytujesz mnie o mojej życie seksualne, Grimshaw? - Harry rozdziawił usta, gdy oparł łokcie na stole, unosząc kąciki ust w ironicznym uśmiechu, którym również obdarowywał go jego najlepszy przyjaciel.
- Tak, właśnie to robię, Styles. Więc śmiało, odpowiedz mi. Kiedy ostatni raz przytuliłeś Nialla, wyszeptałeś słowa miłości do jego ucha, sprawiłeś, że jęczał i – ow! - Nick dotknął swojego lewego policzka, w którego Harry go uderzył. - Dobrze, więc po prostu odpowiedz na moje pytanie. Kiedy to było?
Harry odchylił się na krześle. Faktycznie, raz lub dwa razy w tygodniu Niall prowadził Harry'ego na blat kuchenny, oboje się obściskiwali, ale, gdy Niall potrzebował więcej, Harry przerywał. To nie było tak, że „uprawianie seks ze swoim chłopakiem” powinno być umieszczone w wykazie lub harmonogramie, ale Harry po prostu nie mógł znaleźć czasu, aby zostać, ociągać się przez chwilę, ponieważ ciężko pracował, nie dla siebie, ale dla nich obu.
Na początku Harry był w stanie poddać się pokusie Nialla wchodzącego pod prysznic i wpatrującego się w niego pożądliwym spojrzeniem i kim był Harry, by odmówić? I boże – jak niebiańsko się czuł, kiedykolwiek Niall mu obciągał zaraz po tym, gdy siedział przed laptopem – lub czasami podczas pracy. Był zbyt rozproszony i kończył rzucając laptopa i papiery na łóżko, zaciągając go do ich stołu i pieprząc go właśnie tam.
To było zanim ich cukiernia zdobyła trochę popularności, a ich życie seksualne wydawało się przystopować.
Było mniej intymnych pocałunków, więcej odmów i, mimo że czasami Harry pozwalał Niallowi, żeby ten wyświadczył mu przysługę, nie do końca był tym zainteresowany. Był wyczerpany, zestresowany i miał wiele rzeczy na głowie, co czasami, musiał przyznać, niszczyło nastrój.
- Zbyt długo, że nie możesz sobie przypomnieć, eh? - Nick wyrwał go z zamyślenia.
Harry nie odzywał się. Czy to naprawdę było tak długo, że nie może sobie tego przypomnieć ani zobrazować w myślach?
- Byliśmy zbyt zajęci, mamy swoje cele, Nick. Chcę polecieć z nim do jego ojczystej Irlandii, kupić nasz własny dom i, jeśli oznacza to nieuprawianie seksu przez jakiś czas, to musimy tak zrobić - wytłumaczył Harry.
Nick westchnął, po czym oznajmił:
– To ty jako jedyny byłeś zbyt zajęty, Harry. Jeśli Niall byłby zajęty, nie próbowałby powstrzymać cię od przyjścia tutaj, czy nie błagałby cię, abyś wziął dzień wolny. Nie kwestionuję twojej "świadomej czasu" postawy, ponieważ ją lubię, poważnie, naprawdę lubię. Jednak są rzeczy znacznie więcej warte niż harowanie przez cały dzień.
Harry próbował coś powiedzieć, ale Nick kontynuował.
- I proszę, nie wspominaj, że Niall jest jednym z twoich powodów, przez które spóźniłeś się i masz poślizgi w harmonogramie, ponieważ próbował zaciągnąć cię do łóżka, bo kurwa, zabiłbym dla kogoś takiego w łóżku obok mnie, Harry. Przemyśl to.
I wraz z tym, Nick wstał nie czekając na jego odpowiedź i podszedł do lady, gdzie zebrało się kilku studentów. Czemu brzmiał na tak wkurzonego? Harry nigdy wcześniej nie słyszał, żeby Nick mówił do niego w taki sposób.
Może miał rację, jeśli chodzi o to, że wliczał Nialla do listy rzeczy, przez które był wkurzony i spóźnił się, ale miał zamiar wrócić do tego później dzisiejszej nocy.
Miał zamiar kupić mu róże, po tym jak Niall wystąpi, wejść na scenę, uklęknąć przed publicznością i wręczyć mu je. Tłum będzie błagał o więcej. Jeśli koncert skończy się wcześniej, mogą pójść do restauracji i zjeść obiad jak normalna para. I och – nie zapomniał o tej niedzieli – wyjdą gdzieś i poświęci Niallowi cały czas, jakim będzie dysponować tego dnia.
Więc co było nie tak? Dlaczego brzmiało to dla Nicka jak coś wielkiego? Harry wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, czego Niall potrzebował i co chciał. A on rozumiał wszystko. Rozumiał, czemu Harry odmówiłby seksu, rozumiał, czemu czasami tracił nad sobą panowanie, i wszystko wracało do normalności po pocałunku, przeprosinach lub uścisku, po prostu po tym, czego Niall potrzebował, aby mu odpuścić i to wystarczało.
III.
17:45. Harry co jakiś czas zerkał na zegar obok lady. Tego dnia sklep był okropnie zatłoczony. To nie był nawet piątek czy weekend, ale ludzie wchodzili i wychodzili, jakby w cukierni była wyprzedaż.
Nick również zaczął panikować; nie uśmiechał się tak jak zwykle, ale Harry był wdzięczny, że mężczyzna podszedł do niego kilka minut po ich rozmowie i zachowywał się, jak gdyby nic się nie stało.
- Harry, wydaje mi się, że poradzę sobie z tym do zamknięcia. Powinieneś pójść teraz na koncert Nialla - wrzasnął Nick z drugiego końca stołu, zaraz po tym jak skończył obsługiwać jakąś parę.
Jednak Harry udawał, że go nie słyszał. Widząc nie kończącą się liczbę ludzi zmierzającą do sklepu, zdecydował, że było to niemożliwe, aby Nick sam sobie z tym poradził, mając do dyspozycji jedynie dwóch innych pracowników. Nie mógł opuścić cukierni w takim stanie.
Prawdopodobnie nie zacznie się to od razu, prawda? Wciąż muszą jeszcze coś przygotować i może niektórzy uczestnicy nadal nie dotarli na miejsce. Harry dwukrotnie skinął głową, aby zapewnić samego siebie, że dobrze myślał. Niall zrozumiałby, jeśli brunet spóźniłby się trochę i nie było powodu, aby się martwić.
Tylko że naprawdę był. Deszcz, który dżdżył zaledwie godzinę temu, zaczął przybierać na sile, coraz więcej ludzi przybywało. Jeden konkretny klient przykuł jego uwagę.
Wyglądał, jakby był w tym samym wieku co on, i w momencie, gdy przekroczył próg sklepu, każdy klient obrócił się w jego kierunku. Miał brązowe rozczochrane włosy, niebieskie oczy, które przypominały Nialla, jednakże były bardziej głębokie i intensywne, podczas gdy oczy Nialla były bardziej niewinne i wesołe. Ubrany był w białą bluzkę z długim rękawem, parę szelek, czarne spodnie i skórzane buty.
To, że ludzie wpatrywali się w niego, mogło być spowodowane tym, iż wyglądał zbyt oficjalnie, aby być w takim miejscu lub tym, że dobrze wyglądał. Albo obiema rzeczami.
Atrakcyjny klient podszedł do lady i przekrzywił głowę, gdy patrzył na menu, nucąc nieznaną brunetowi melodię.
- Która godzina? - Jego głos był łagodny i Harry złapał się na tym, że wpatrywał się w niego przez chwilę, zanim miał odpowiedzieć. 18:10.
Miał już to zrobić, gdy zauważył coś na szyi chłopaka – zabytkowy kieszonkowy zegarek. Był piękny, coś, czego chłopak nigdy przedtem nie widział. Srebrna osłona była wypełniona dokładnymi rzeźbami w kształcie chmur, a przerwy między nimi, co, Harry podejrzewał, było niebem, częściowo ujawniały, co znajdowało się w środku.
Wtedy Harry zdał sobie sprawę, że przystojny klient miał zegarek. Jednak wciąż uważał, że byłoby niegrzeczne, gdyby nie odpowiedział. - Uhm, 18:10, proszę pana.
- Spóźniłeś się.
- P-przepraszam? - Harry myślał, że szatyn rozmawiał z kimś przez telefon, ale nie. Może przez słuchawkę Bluethooth czy coś, ale nic takiego nie zauważył. Czy to oznacza, że on mówił do niego?
- Koncert już się zaczął. Wydaje mi się, że nie powinno już cię tutaj być - odpowiedział zwyczajnie, a Harry nie rozumiał, co on do niego mówił. Nagle stało się to dziwniejsze, cały sklep był pogrążony w ciszy, jak gdyby ktoś wyciszył wszystkie rozmowy.
- P-przykro mi, zamawia pan coś? - spytał Harry, próbując wykręcić się z nagłej, dziwnej rozmowy.
Uśmiechnął się do niego.
- Jedną herbatę Earl Grey poproszę i tamto ciastko. - Odsunął się i wskazał na coś w gablotce z wypiekami. - To wszystko.
Harry wklepał zamówienie, próbując ukryć zakłopotanie, gdy obserwował jak chłopak powoli zbliża się do pustego stołu, przodem do okna. Czy mu się tylko wydawało, czy powiedział on coś o koncercie?
Niall jeszcze nie napisał do niego. Może nawet jeszcze nie zaczęli. Chociaż była to prawdopodobnie dobra rzecz, gdyż mógł wciąż zostać i zarządzać sklepem. Na szczęście ruch zaczął maleć.
- Stary, nie spodziewałem sie tego. - Nick w końcu dotarł do lady, niedbale rzucając gdzieś koszyk smakołyków i chowając twarz w dłoniach. - Mam wrażenie, że cala londyńska społeczność nagle zechciała jeść pieczywo - wydyszał, a Harry zachichotał.
Brunet zauważył kątem oka, że młody chłopak skończył jeść i nie tykał już swojej herbaty.
- Idę wyczyścić stoły, a potem wychodzę.
- Mogę zrobić obie rzeczy, Harry. Poważnie, po prostu idź. - Nick klepnął go w ramię, ale on tylko się uśmiechnął, gdy zabrał mu szmatę z rąk.
Przetarł dwa stoły, po czym podszedł do stołu dobrze-wyglądającego-ale-nagle-dziwnego-klienta. Uśmiechnął się do Harry'ego i skinął głową, gdy ten wskazał na jego niedokończoną herbatę.
- Twój przyjaciel ma rację. Powinieneś teraz iść.
Harry zatrzymał się. Teraz był w zupełności pewny, że mówił on do niego. - Przepraszam, ale czy my się znamy?
Klient zamrugał, odwracając wzrok od okna i przenosząc go na bruneta. Było coś w jego wzroku, przez co Harry z trudem przełknął ślinę, robiąc się niespokojnym w podobny sposób jak, gdy zobaczył tą osobę z quiffem, patrzącą się prosto na niego przez przyciemniane okna.
- Proszę wybaczyć, nie przedstawiłem się. Jestem Louis. Strażnik Czasu.
- Strażnik czego? - Harry wzdrygnął się dokładnie w tym samym czasie, gdy głośny grzmot rozbrzmiał w ich sklepie. Dlaczego ten człowiek przedstawiał się, jakby znał już go od dłuższego czasu? Jednak Harry był pewien, że nigdy wcześniej nie widział jego twarzy, ponieważ był pewien, że zapamiętałby go. Nie do końca rozumiał co mężczyzna powiedział po tym, jak wspomniał swoje imię. Był strażnikiem czego?
- Wiesz co, Harry? Byłeś zbyt zajęty pewnymi bezsensownymi rzeczami. Powinieneś słuchać tego, co inni mówią, szczególnie jeśli chodzi o twojego chłopaka.
- Czekaj... co do cholery? Skąd wiesz o Niallu? - Harry próbował nie podnosić głosu, nie chcąc ściągnąć na siebie zbyt dużej uwagi pozostałych klientów, więc podszedł do niego. - Słuchaj no, panie Louisie, jeśli próbujesz mnie wkręcić czy coś, to wybrałeś złą osobę. Nie mam pojęcia, skąd wiesz o nim czy o moich przyjaciołach, ale czy mógłbyś teraz grzecznie wyjść, zanim ja cię zmuszę? - powiedział przez zaciśnięte zęby, ale wyglądało to tak, jakby w ogóle nie wypowiedział żadnej groźby, gdy Louis po prostu uśmiechnął się szczerze do niego.
- Mówię tylko, że marnujesz swój czas na rzeczy, na których nie powinieneś się skupiać. Wiele tracisz, Harry. - Louis wydął wargi i cwany uśmiech zagościł na jego twarzy. Harry zacisnął pięść i walczył, aby nie spotkała sie ona z jego twarzą.
Ten irytujący klient naprawdę zaczynał grać mu na nerwach. Używał jego imienia, tak cholernie bezceremonialnie. Mówił do niego, jak gdyby obserwował go przez całe życie. Był on stalkerem, czy śledczym? Kurwa, jakby go to obchodziło. Jeszcze jedno słowo, a wywlecze go na zewnątrz, i miał już gdzieś, co klienci o nim pomyślą.
Jednak, na szczęście, Louis wstał, poprawiając swoje szelki i na powrót kierując swój wzrok za okno.
- Deszcz robi się coraz mocniejszy. Jedź bezpiecznie. - Minął go, a Harry pomyślał, że powinien coś powiedzieć, ale gdy obrócił się, chłopaka już nie było.
Próbował wypatrzeć go na zewnątrz, ale nie było tam żadnego śladu po osobie w białej bluzce, przemierzającej śliską ulicę Londynu. Nie przypominał sobie, żeby miał nawet parasol czy samochód, a po prostu zniknął, tak szybko.
Wszedł z powrotem do sklepu, wciąż zdezorientowany, gdy zobaczył godzinę: 19:00 i zaczął panikować.
Czy naprawdę zmarnował tak dużo czasu na tego faceta, że czas tak szybko zleciał? Jednak teraz nie było czasu, aby o tym myśleć. Wyjął telefon ze swojej tylnej kieszeni, zaskoczony, że wciąż nie było tam żadnej wiadomości od Nialla. Może przesunęli to przez deszcz. Wybrał numer blondyna.
- Cześć, tu Niall! Jestem teraz trochę zajęty, więc...
- Kurwa - stęknął Harry, gdy wcisnął „zakończ”, z powrotem wpychając telefon do kieszeni.
- Coś nie tak? - spytał Nick, widząc, jak brwi Harry'ego niemal złączyły się w jedną.
- Muszę już iść. - Harry ściągnął swój fartuch, wrzucając go do koszyka w małej przestrzeni przed ich kuchnią. - Zadzwoń, jeśli coś by się działo.
- I tak bym tego nie zrobił - wymamrotał Nick.
- Co? - Harry zatrzymał się, spoglądając na Nicka, który tylko przewrócił oczami.
- Nic, po prostu idź. Okej? Poważnie, czy możesz raz na jakiś czas zostawić sklep w moich rękach?
Chwycił swoje kluczyki i płaszcz, po czym klepnął Nicka w ramię, posyłając w jego stronę bezczelny uśmiech. - Do zobaczenia jutro.
- Tak, i powiedz Niallowi 'cześć' ode mnie, dobrze?
- Jasne.
***
Deszcz rzeczywiście przybierał na sile. Aktualnie widoczność była niemal zerowa, więc polegał on jedynie na reflektorach swojego samochodu. Spojrzał na zegar w samochodzie – 19:15. Cholera.
Musiał jechać szybciej. Jednak było to niemożliwe z powodu dużego ruchu. Harry coraz bardziej się irytował, teraz kiedy przypomniał sobie słowa, które Louis mu powiedział.
„Wiesz co, Harry? Byłeś zbyt zajęty pewnymi bezsensownymi rzeczami. Powinieneś słuchać tego, co inni mówią, szczególnie jeśli chodzi o twojego chłopaka.”
Co on mógł wiedzieć? Dlaczego ludzie wokół niego mówili mu rzeczy, których był już świadom? Dlaczego ludzie myśleli, że marnuje swój czas na robieniu czegoś bezsensownego? Czy ciężka praca dla kogoś jest bezsensowna? Czy to było przez to, że spędzał więcej czasu w pracy niż z nim? To było dla niego, wszystko dla Nialla. Ponieważ nie chciał, aby Niall ciągle był nauczycielem muzyki, chciał, aby blondyn doświadczał nowych rzeczy. Czy to nie wystarczało?
Czy to rzeczywiście jest traktowane jako bycie samolubnym? Czy nie wystarcza, że śpi koło niego, całuje go na dobranoc, całuje go na dzień dobry, trzyma jego rękę, obejmuje go ramieniem?
„Wiele tracisz, Harry.”
Wydawało mu się, że ponownie usłyszał głos tej osoby. Otworzył oczy i rozejrzał się dookoła, jedynie po to, aby zdać sobie sprawę, że samochody obok niego się poruszały, ale on nie. Jego głowa spoczywała na zagłówku w samochodzie, on... kurwa. Kurwa. Kurwa. Zdrzemnął się, kiedy to się stało? Dlaczego kurwa nawet nie zauważył, że się zdrzemnął?
Spojrzał na zegar i, cholera, była już 21:00. To nie była cholerna drzemka, on usnął. Był zbyt wyczerpany. Pozwolił swoim powiekom opaść na chwilę, no i patrz co się stało. Usnął na poboczu i nikt nawet nie śmiał go obudzić.
Odpalił silnik i ruszył z pełną prędkością, mając gdzieś śliską drogę czy zerową widoczność, ponieważ musiał być tam dla Nialla. Musiał pokazać wszystkim, że potrafił radzić sobie w związku, nawet ze swoim nastawieniem. A Niall będzie tam, czekając na niego. Będzie tam i zrozumie dlaczego się spóźnił i dlaczego nie był w stanie przybyć, ponieważ wszystko co robił było dla nich obu.
I Niall zrozumie, ponieważ on zawsze to robi i robić będzie.
***
Zaparkował samochód przed bramą szkoły, ale koncert już się skończył. Plakat był ściągany, gdy wyszedł z samochodu. Zdawało mu się, że usłyszał kogoś.
- Skończyło się.
Rozejrzał się w poszukiwaniu blondyna, patrzącego na niego ze złością lub zawiedzeniem. Jednak nie miało to tak naprawdę znaczenia, ponieważ mimo wszystko przyszedł, prawda? Mimo wszystko przyniósł róże. Miał wszystko, czego Niall chciał.
Deszcz nie ustępował, w dalszym ciągu padał na jego ramiona, a woda nadal chlupała w jego butach, gdy szedł dalej. Gdzie on mógł czekać?
I wtedy coś koło bramy poruszyło się. Harry natychmiast rozpoznał, kto to był.
- Niall!
Chłopak nie odpowiedział, ale Harry wiedział, że rozpoznał jego głos, ponieważ zatrzymał się.
Harry sapnął i zauważył ścieżki łez na policzkach swojego chłopaka. Cholera. Czy Niall płakał?
Podszedł bliżej, wystarczająco uważnie, aby chłopak go zauważył, ale Niall nie patrzył się na niego, nie – on powstrzymywał się. Harry zauważył jego zaciśnięte pięści, gniotące płaszcz, który miał na sobie. I tak po prostu stał tam, pozwalając, aby deszcz go przemoczył.
- No dalej, Niall. Wsiadaj do samochodu, będziesz chory. - Harry zignorował fakt, że blondyn był zły lub zawiedziony, ponieważ, po pierwsze, moknął, a po drugie, Niall łatwo chorował. Nie chciał, aby żadna z tych rzeczy miała miejsce, więc chwycił go za nadgarstek, ale jego palce ześlizgnęły się ze skóry niebieskookiego, gdy chłopak odepchnął go.
- Nie zbliżaj się do mnie - krzyknął Niall, odwracając wzrok i odsuwając się od Harry'ego.
Jednak Harry nalegał, przyciągnął go ponownie i był wystarczająco silny, aby zawlec Nialla, który jedynie szarpał się bardziej.
- Czy przestaniesz opierać się?! Wsiadaj do auta! Będziesz chory!
- I dobrze, Harry. Och, jakbym chciał chorować miesiącami! - powiedział Niall przez zaciśnięte zęby, wyrywając swój nadgarstek, jak gdyby bycie trzymanym przez Harry'ego byłą rzeczą, jakiej najbardziej nienawidził.
- Co? - Harry przestał go ciągnąć i wystarczająco rozluźnił swój uścisk, aby Niall mógł się cofnąć. - Co ty właśnie powiedziałeś?
- Powiedziałem... mam nadzieję, że będę chorował miesiącami. Tak więc... tak więc nie będziesz musiał iść do pracy i się mną zaopiekujesz... - Głos Nialla urwał się, gdy zaczął płakać. - Nie było cię tam, Harry. Nie było cię tam, gdy śpiewałem naszą piosenkę. Nie było cię na miejscu, które zarezerwowałem.
Harry zrobił krok w jego kierunku, ale Niall zrobił krok w tył, mamrocząc słowa „nie zbliżaj się do mnie”.
- Niall, przepraszam. Było wiele ludzi w sklepie, ja po prostu... nie mogłem wyjść. - Harry również był kompletnie przemoczony. Oboje próbowali spojrzeć sobie w oczy, mimo ciężkich kropli spadających na ich powieki. - Przepraszam...
- Nie możesz tego zrobić chociaż raz, Harry? Dla mnie? Nie możesz tego zostawić i obejrzeć mnie? Czy naprawdę byłoby to dla ciebie takie trudne, aby po prostu przestać pracować jedynie przez godzinę i obejrzeć mój występ? Czekałem na ciebie. Wpatrywałem się w twoje puste miejsce, czekając, aż przybędziesz, ale ty nie przyszedłeś...
Harry mógł usłyszeć ból w głosie Nialla. Może trzymał to dla siebie zbyt długo, może to przez niego blondyn powiedział takie rzeczy, rzeczy, których nie chciał słyszeć, bo myślał, że Niall go rozumie – jego i jego czas.
- Wiesz, dlaczego ciężko pracuję, Niall. To jest dla nas obu, dla ciebie. Chcę, żebyś był szczęśliwy.
- Wiem, Harry. Jestem tego, kurwa, świadomy. Pracujemy ciężko dla nas obu. Ale wierzę, że nigdy nie zapomniałem pokazać tobie, że wciąż jesteś najważniejszy. Nigdy nie zapomniałem pokazać tobie, że się przejmuję, że tęsknię za tobą, że chcę ciebie - zaakcentował Niall, brunet myślał, że zaraz zwariuje.
Harry'emu nie podobał się ten ton. Nie podobał mu się sposób, w jaki było to do niego skierowane, jakby on był wszystkiemu winien.
- I ty myślisz, że nie chcę ciebie, czy że się nie przejmuję? Nie widzisz tego, Niall? Robię to dla nas obu...
- A co jeśli to nie jest to, czego potrzebuję? Co, jeśli potrzebuję ciebie. Tylko ciebie.Całego ciebie. - Wyrzucił ręce w powietrze. - Nie Harry'ego, który całuje mnie jedynie dlatego, ponieważ czuje, że musi, ale Harry'ego, który pocałuje mnie, bo chce. Mówisz do mnie i wiem, Harry, wiem, kiedy twoje myśli są gdzieś indziej. I jeśli to jest poniekąd sposób, w jaki będziemy żyć, a ty myślisz, że właśnie przez to będę szczęśliwy, to cóż, nie będę. I nie chcę żyć w ten sposób.
Harry z wściekłością przejechał dłonią po włosach, odgarniając kosmyki ze swoich oczu.
- Dobra. Czy właśnie tego chcesz? Chcesz, żebym został w naszym łóżku na zawsze i po prostu leżał obok ciebie, oglądał maratony filmowe, jak inne pary robią, marnując swój czas? Czy właśnie tego chcesz? Dobra! Chcesz seksu? Kochajmy się właśnie tutaj! - Harry mocno uderzył o maskę swojego samochodu, sprawiając, że Niall się wzdrygnął.
- Nie o to mi chodziło...
- Więc o co kurwa, Niall?! - Harry w końcu poczuł, jak coś w nim pękło. Był zmęczony słuchaniem ludzi mówiących mu rzeczy, których wydawał się nie rozumieć. Mówiących mu o tym, co tracił. - Czego kurwa chcesz?
Zauważył, że Niall wycofywał się z jego pola widzenia, obracając się do niego tyłem, gdy szedł na drugą stronę ulicy, udając, że go nie słyszał. Harry gonił go, dopóki nie dotarli do końca przejścia dla pieszych. Złapał go za rękę.
- Wracaj do samochodu, w tej chwili.
Niall zatrzymał się, szarpiąc, i spojrzał w jego oczy w sposób, w jaki Niall nigdy tego nie robił. Tak jakby zadawał mu pytanie, które zaważy na ich związku.
- Jeśli poproszę cię, żebyś zrobił to, co powiedziałeś wcześniej, zrobiłbyś to?
Harry wziął głęboki oddech, wzmacniając uścisk na dłoni Nialla.
- Niall... Wróćmy do domu, okej? - Harry puścił jego rękę i odwrócił się plecami do niego.
I ten właśnie moment, w którym wyciągnął szyję, ten własnie moment, w którym odwrócił od niego wzrok, i ten właśnie moment, w którym odmówił powiedzenia „tak”, był właśnie tym momentem, w którym stracił Nialla.
IV.
Harry nie widział tego. Nie wiedział zbaczającego z drogi samochodu, prowadzonego przez pijaną osobę. Nie widział tego, jak Niall próbował sięgnąć jego ręki. Nie widział tego, jak Niall powstrzymał się, po czym obrócił się i, nie rozglądając, odszedł w przeciwnym kierunku. Harry nie był w stanie usłyszeć, jak blondyn woła jego imię i nie widział, jak to się stało.
Usłyszał głośny dźwięk zderzenia, tłukącego się szkła, przedwczesnego uderzenia i krzyk, przez który odwrócił się.
I tam zobaczył swojego ukochanego - kompletnie przemoczonego i pokrytego swoją własną krwią. Rozbite szkło otaczało jego ciało, jak gdyby było tam cały czas. Chwycił go w ramiona, wołając jego imię. Niall, Niall, Niall.
Jednak on nie odpowiadał.
Było mu przykro. Mylił się. Chciał to wszystko powiedzieć na raz, ale właściwe słowa nie wyszły z jego ust. Zatopił palce w ramionach Nialla, przyciągając go bliżej.
Nie rób mi tego, Niall. Obudź się dla mnie. Obudź się, proszę.
Harry rozpaczliwie krzyczał, aby ktoś wezwał karetkę, bo wiedział, że Niall będzie żyć; miły, wyrozumiały, radosny Niall obudzi się.
Uratuje go i już nigdy więcej nie pozwoli mu odejść. Nigdy nie będzie na niego krzyczeć, nigdy nie zdenerwuje się na niego, nigdy mu nie przerwie, gdy będzie mówić. Nigdy niczego nie odmówi Niallowi. Zrobi wszystkie te rzeczy, o które go poprosi – wszystkie i jedyne co blondyn musiał zrobić, to się obudzić. Otworzyć oczy, spojrzeć na niego w sposób, w jaki zawsze to robił, z taką miłością i uwielbieniem. I Harry znów usłyszy jego głos, gdy chłopak wymówi jego imię, właśnie w taki sposób, w jaki brunet tego chce, tym swoim zaspanym, ale proszącym tonem, którego używał, kiedy wołał go, tym tonem, który sprawiał, że chciał zostać w łóżku troszkę dłużej.
I to wszystko czego Harry potrzebował.
To było wszystko czego Harry potrzebował.
Jednak nie ważne, jak bardzo chciał go zatrzymać, jak bardzo chciał, aby się obudził, nie ważne jak wiele razy lekarz powiedział mu, że on się już nie obudzi i że była to „śmierć na miejscu”, on wciąż nie mógł tego przyjąć do świadomości. Wciąż trzymał jego rękę, bo wiedział, że Niallowi to sie spodoba. On lubił, gdy Harry trzymał go za rękę, jakby nigdy nie miał zamiaru puścić i on w końcu się obudzi.
Ponieważ Harry chciał w to wierzyć; w to, że wciąż było jutro.
Kolejny dzień, który da mu szansę, aby przywrócić wszystko co stracił; szansę, której nigdy nie pozwoli się wyślizgnąć, nigdy więcej. Będzie z nim, gdziekolwiek on pójdzie, nie opuszczając jego boku. Harry przyjdzie na jego koncert, tak jak blondyn to sobie wyobrażał, wysłucha Nialla śpiewającego ich piosenkę, będzie pierwszym, który da mu owacje na stojąco i wszyscy będą obserwować, jak da Niallowi róże, widząc jak się rumieni i wierci w miejscu, ponieważ będzie zakłopotany i szczęśliwy w tym samym czasie.
W końcu powie te słowa, których nie był w stanie wypowiedzieć przez tak długi czas. Będzie szeptał je Niallowi do ucha w każdej minucie jego życia. Zawsze będzie go dotykać, gdziekolwiek i kiedykolwiek będzie chciał, tak więc blondyn będzie wiedział do kogo należy.
I, mimo że prześcieradło pokrywało zimne ciało Nialla, Harry wciąż go nie puszczał.
Dopiero, gdy Nick przybył do szpitala, był w stanie odwrócić się, gdy chłopak wyprowadzał go z sali. I właśnie w tym momencie w końcu załamał się w jego ramionach i szlochał tak bardzo, że aż bolało; tak, że w ogóle nie wydał żadnego dźwięku. To nie wystarczyło, aby ukoić ból i nie istniały słowa,dzięki którym mógłby poczuć się lepiej.
Ponieważ jedyna osoba, której najbardziej potrzebował, jedyna osoba, która naprawdę go rozumiała i powiedziałaby mu „wszystko będzie dobrze”, nie była już dłużej z nim.
***
Powrót do ich apartamentu jedynie pogorszył rzeczy. Zobaczył wszystko; zobaczył, jakie wszystko było ciemne i ponure bez Niala.
Poszedł do kuchni, pozostałości tego, co wydarzyło się wcześniej, nadal tu były. Mógł usłyszeć głos blondyna, który śmiał się tak bardzo, ponieważ całe ich mieszkanie było nagle przepełnione czarnym dymem, i to bolało.
Bolało, gdy wszystko wokół niego przypominało mu o Niallu.
A co bolało bardziej, to świadomość, że nic już nie będzie takie same; teraz, gdy Nialla tu nie było.
Poszedł do sypialni i zwinął się w kłębek pośrodku pościeli, wdychając zapach blondyna. Był tutaj jedynie kilka godzin temu. Był tutaj, obok niego, przyciągając go, mówiąc mu, że powinien zostać i Harry żałował, że tego nie zrobił. Żałował, że nie słuchał tego, co Niall mu mówił, ale tego, co jego umysł czy harmonogram kazały mu robić.
Przesunął się tak, że dotykał strony, gdzie Niall sypiał, i tak bardzo pragnął, żeby tu był. Chciał mu powiedzieć, jak pięknie wygląda, gdy śpi, że jest najbardziej idealną osobą na świecie i że należy do niego. Żałował, że tego nie powiedział i pragnął, aby Niall mógł to usłyszeć.
To, jak zawsze chciał, aby poruszył się za nim, gdy jeszcze nie spał; aby jego włosy drażniły jego nagą skórę, co było relaksującym i przyjemnym uczuciem w środku nocy. Jak jego palce wędrowały po talii Harry'ego, gdy Niall obejmował go w pasie, mówiąc mu, że to jest jego ulubiony fragment ciała i dlatego cały czas go przytula.
I chciał odwzajemnić jego uścisk, tak bardzo. Przytulił swoja poduszkę, wyobrażając sobie, że to Niall leżący obok niego. Wyobraził sobie jego anielską twarz, gdy spał obok niego, i to było bolesne - ponieważ tak naprawdę go tam nie było. I obudzi się następnego dnia wciąż z tym samym uczuciem. To bolesne pulsowanie w jego piersi; to uczucie, że nigdy nie będzie miał szansy, aby obudzić się z uśmiechem i że pozwolił Niallowi odejść, tak po prostu.
Owinął się pościelą, w której oboje leżeli jeszcze tego ranka. I płakał mocniej, bo pamiętał.
Pamiętał, że tak długo nie całował Nialla. Pamiętał, że wciąż spoglądał na zegar, jak gdyby Niall był przeszkodą w jego harmonogramie i czasie. Odpowiadał na jego pytania zbyt szybko, bez namysłu, aby rozmowa skończyła się.
Pamiętał głos Nialla, jego podekscytowany głos, gdy powiedział mu o zbliżającej się niedzieli, którą spędzą razem i żałował – żałował, że przerwał mu w połowie zdania. Pragnął wiedzieć, gdzie chciał iść.
Jego klatka piersiowa falowała jeszcze bardziej, gdy słowa Nicka i tej obcej osoby, o imieniu Louis, rozbrzmiały w jego umyśle.
Ponieważ Nick miał rację; miał rację ze wszystkim: z tym, że tylko on był zajęty, nie pamiętał ostatniego razu, gdy kochał się z Niallem, czy kiedy ostatni raz okazywał mu swoje uczucia. Z tym, że są ważniejsze rzeczy niż praca – i właśnie jedną z nich był Niall.
Ten facet, Louis, który powiedział mu, że wiele traci, miał rzeczywiście rację. Marnował swój czas, myśląc, że to co robi uszczęśliwi Nialla, ale mylił się. Ponieważ Niall tak naprawdę nie życzył sobie nic innego, nie obchodziło go, czy kiedykolwiek ponownie zawita w Irlandii, czy też nie będą spędzać świąt w ich nowym domu, ponieważ jedynie potrzebował Harry'ego.
Jedyne czego Niall pragnął, to jego czasu. I właśnie tej rzeczy Harry nie chciał mu dać.
Jednak teraz było już za późno, ponieważ Nialla tu nie było. Nie usłyszy słów, jakie pragnął mu powiedzieć. Harry żałował, iż nie miał jeszcze jednego dnia, który mógłby z nim spędzić. Aby powiedzieć mu wszystko: jak bardzo go kocha, jaki wdzięczny był za posiadanie Nialla przy swoim boku, i aby sprawić, by poczuł, że dla Harry'ego jest najbardziej wyjątkową osobą na świecie.
Chociaż przez jeden dzień.
***
- Harry, robi się zimno. Musimy już wracać - powiedział Nick drżącym głosem, objął się rękoma, strzepując resztki śniegu ze swoich ramion.
Jednak Harry nie chciał. Nie mógł znaleźć w sobie siły, aby chociaż poruszyć się w miejscu, mimo że już szczękał zębami, jego wargi niemal przybrały kolor filetowy, a jego palce zdrętwiały od nieprzyjemnego wiatru, który nieustannie wiał w jego ciało.
- Po prostu pozwól mi tu przez chwilę zostać - powiedział słabym głosem Harry. Patrzył na coś, czego jego serce nie było jeszcze w stanie zaakceptować. Stał w miejscu, gdzie Niall znajdował się siedem stóp pod ziemią. - Nie mogę go zostawić, Nick. On naprawdę nie lubi, gdy jest zimno.
Nick otworzył usta, ale żadne słowa z nich nie wyszły. Nie miał pojęcia, jak pocieszyć Harry'ego. Fakt, że był on jedyną osobą, z którą brunet mógł być w takim czasie jak ten, sprawił, że stał się ostrożny z tym, co miał zamiar powiedzieć, wiedząc, że może tylko pogorszyć sytuację.
Harry nie powiedział rodzicom Nialla o tym, co się stało, do czasu, gdy chłopak był pochowany, ponieważ wiedział, że będą domagać się, aby jego ciało zostało przewiezione do Irlandii. Nie mógł na to pozwolić. Musiał przychodzić tu i widywać Nialla każdego dnia. Siadać naprzeciw jego nagrobka i rozmawiać z nim, jakby tam był.
- Harry, proszę. Musimy iść. Zamarzniesz tutaj. - Nick pożałował swoich słów tak szybko, jak tylko opuściły jego usta. Miał nadzieję, że Harry ich nie słyszał, ponieważ martwił się o niego. Martwił się, czy Harry nie zechce dołączyć do Nialla.
Nie umknęły jego uwadze słowa bruneta, które mówił mu przez telefon przez kilka ostatnich dni, brzmiące: „zastanawiam się, jakby to było, gdybym zamiast tutaj był z Niallem” czy „myślisz, że Niall byłby zły, gdybym do niego dołączył?”. Nick chciał go uderzyć, obudzić i powiedzieć, że musi być silny i przestać myśleć o takich rzeczach. Jednak wiedział także, iż to, co powie, nie będzie wystarczająco przekonujące. Nick również nie wierzyłby w te rzeczy, gdyby powiedział je Harry'emu.
Ponieważ znał swojego najlepszego przyjaciela, wiedział, jak bardzo Harry kochał Nialla, wiedział, jak bardzo Harry żałował tego dnia i tych wszystko dni, podczas których nie doceniał bondyna. Wiedział, że Harry myślał o tym, o podcięciu żył, przejściu przez te pasy, na których Niall zginął, czy utopieniu się w wannie. Tak więc zdecydował sprowadzić go do siebie do domu i pozwolić mu opuścić jego własny apartament, który przypominałby mu o Niallu w każdej sekundzie jego życia, mając nadzieję, że Harry przynajmniej znajdzie powód do życia.
***
- Wypij ją póki gorąca. - Nick podał mu filiżankę kawy. Brunet siedział w sklepie przy swoim stoliku.
Harry ledwo zauważył obecność Nicka, kawę czy to, gdzie się znajdował. Po prostu wpatrywał się beznamiętnie w drewnianą podłogę. Wyglądał na dziesięć lat starszego od zwykłego, bezczelnego i młodego siebie. Nick nie mógł uwierzyć, że stało się to zaledwie w przeciągu tygodnia.
Harry rozważał nad powrotem do ich apartamentu dzisiejszej nocy. Powie Nickowi, że tylko weźmie swoje rzeczy i że w końcu pożegna się ze wspomnieniem Nialla, a on mu uwierzy. Tak, zdecydowanie uwierzy. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Jeśli Harry będzie martwy, gdy Nick zobaczy go następnym razem, to tak będzie. Jeśli wyjaśniłby mu to, Nick zwiększyłby swoja ochronę i prawdopodobnie nie pozwoliłby mu już więcej opuścić swojego apartamentu.
Chciał dołączyć do Nialla. Nie obchodziło go, jak długo mu zajmie znalezienie chłopaka w następnym życiu, ale to zrobi. Nigdy więcej już nie pozwoli mu odejść...
I wtedy, nie wiadomo skąd, zobaczył kogoś bardzo, bardzo znajomego. Postać poruszała się w oddali z taką gracją, jakby szybowała w powietrzu. Harry pochylił się do przodu, mrużąc oczy. Jego serce stanęło.
To był Louis.
V.
Harry nie zastanawiał się dwa razy, gdy odsunął swoje krzesło. Jego umysł podpowiadał mu, by podejść do Louisa, mimo że nie miał pojęcia co mu powiedzieć.
- Harold! Gdzie się wybierasz? - Nick wariował za ladą, upuszczając koszyk świeżo upieczonego pieczywa. Pobiegł za nim, ale Harry miał to gdzieś. Poczuł pragnienie porozmawiania z tą osobą – z tą osobą, która powiedziała mu coś o Niallu, o nim, o jego czasie.
- H-hej! L-Louis! - Harry niechętnie zawołał, bojąc się, że mógł nie zrozumieć dobrze jego imienia. - Czekaj!
Louis wydawał się usłyszeć jego głos, zatrzymując się przed sklepem z zegarami, którego Harry nie zauważył do teraz. Brunet obrócił się, żeby upewnić, czy Nick wciąż szedł za nim, ale o dziwo zniknął z pola widzenia. Myślał, że chłopak go gonił, ale wszystkie te myśli zniknęły, gdy Louis w końcu obrócił się twarzą do niego.
- To ty.
Zanim mógł odpowiedzieć, Louis otworzył usta i powiedział coś, czego chłopak nigdy nie spodziewał się usłyszeć od niego.
- Przykro mi z powodu Nialla. - Ton jego głosu był szczery, tak jak jego oczy, niebieskie oczy, które przypominały mu o Niallu i to sprawiło, że poczuł ból w klatce.
- Skąd wiesz, co mu się stało? - Spojrzał na niego w osłupieniu i z ciekawością. Jego ton był daleki od tego wtedy w kawiarni. - Skąd wiesz o mnie, Niallu i wszystko o moim czasie i życiu? Kim jesteś?
Louis nie odpowiedział od razu na jego pytanie. Zamiast tego zwrócił swoją twarz w kierunku starych zegarów widniejących na wystawie sklepowej.
- Wydaje mi się, że już ci powiedziałem kim jestem, Harry - powiedział miękko.
- Znam twoje imię, ale nie wiem, kim tak naprawdę jesteś. Nigdy wcześniej cię nie widziałem, a Niall nigdy nie wspominał o tobie. Skąd wiesz o tym, co mu się stało?
Louis westchnął, po czym obrócił się z powrotem do Harry'ego. Patrzył się teraz na niego w taki sposób, jak wtedy w sklepie; jakby robił coś śmiesznego, coś co interesowało drugiego chłopaka i Harry nie wiedział, co to było.
- Obserwowałem ludzi, Harry. Obserwowałem, jak wykorzystywali swój czas. Jak spędzali swoje dni, jak gdyby były to ich ostatnie lub jakby zawsze było jutro. Obserwuję ludzi, którzy popadają w ruinę, gdy myślą, że czas ich oszukał i obserwuję pewnych ludzi takich jak ty. - Louis uniósł głowę, szybko spoglądając na niego. - Ludzi, którzy myślą, że wszystko idzie dobrze, gdy mają to zaplanowane.
Harry zadrżał przez ostatnie słowa, które właśnie wypowiedział. Nie wiedział, jak odpowiedzieć Louisowi, i, jeśli miał być szczery, zaczął się trochę bać.
- Rozśmieszasz mnie, Harry. Nigdy nie widziałem kogoś tak świadomego czasu jak ty. Osoby, która ma wszystko w swoim harmonogramie, wszystko zaplanowane. Poświęcałeś za dużo uwagi rzeczom, które podpowiadał ci twój harmonogram, tak że zapomniałeś, co jest twoim prawdziwym priorytetem.
- N-nie rozumiem cię... - Harry zamilkł, jego głos załamał się od nagłego poczucia winy, które w nim rosło.
- Jestem Strażnikiem Czasu, Harry. Tym, który wie, czy czas danej osoby ucieka. Czy się spóźnisz, czy wstaniesz wcześnie, czy też umrzesz. Wiem, kiedy twój piasek się przesypie.
Harry zamarł. Nie zamierzał mu uwierzyć, prawda? To nie mogło być prawdziwe...
- Ach, ludzie zawsze potrzebują dowodu na wszystko. - Harry nie do końca wyłapał, co on powiedział, obserwując ruch Louisa, gdy dotknął palcami szyby w oknie i stuknął w nią delikatnie.
Otworzył szeroko usta, gdy zobaczył jak wskazówki zegara zaczęły się szybko obracać, godzina za godziną; obracały się, jak gdyby pokazywały jednostki mniejsze niż milisekundy.
Zamknął oczy i otworzył je ponownie, jedynie by zobaczyć, że zegar wrócił do normalności.
- Wystarczy?
Zanim Harry mógł odpowiedzieć, postać za Louisem zaczęła się ruszać i zbliżała się do nich.
Spojrzał na niego uważnie i wiedział, że spotkał go już wcześniej.
- Ty! - Harry wskazał na znajomą twarz osoby, która stała teraz obok Louisa. Chłopak z quiffem, który był ubrany w czerń od stóp do głów; ten, który patrzył się wprost na niego przez przyciemnianą szybę.
- Och, Zayn. Co tu robisz?
Harry, będąc coraz bardziej zdezorientowanym, spytał bez wahania:
- T-ty znasz go?
- Oczywiście, prawdopodobnie nie mogę bez niego funkcjonować. Powiedz, czemu Harry cię rozpoznał?
Chłopak, który miał na imię Zayn, odpowiedział matowym tonem:
- Zobaczył mnie ostatnim razem, gdy zepsuł mi się samochód na środku drogi. - Spojrzał na Harry'ego i posłał w jego stronę złośliwy uśmiech; było coś w tym spojrzeniu, co sprawiło, że Harry objął się rękoma, aby ogrzać się. - Jak się masz, Harry?
- Nie czuje się dobrze. Zabiłeś jego chłopaka, cymbale.
- Czekaj, ty co? - Harry opuścił ręce i szybko zacisnął pięści. Ta osoba, ten Zayn zabił Nialla? On był tym pijakiem, zbaczającym z drogi?
- To ty prowadziłeś samochód?! To ty zabrałeś Nialla ode mnie?! - ryknął Harry, ale żaden z nich nie wzdrygnął się.
Louis westchnął.
- To jego praca, Harry - powiedział, stukając Zayna w pierś. - Przedstaw się.
Zayn zrobił krok w jego kierunku.
- Miło cię poznać, jestem Śmierć. Ja jestem tym, który jest z tobą do twojego ostatniego oddechu. Ja jestem tym, który cię prowadzi. Ja jestem tym, który obserwuje ludzi, gdy oni ucinają swoją linię życia. Jestem tam, gdzie ludzie zabijają się, gdzie krew się leje i jest wojna, susza i dżuma, choroby i katastrofy. I ja jestem tym, który decyduje jak wy, ludzie, umrzecie.
- I ty kurwa wybrałeś, żeby Nialla potrącił samochód?! - Harry rzucił się na Zayna, złapał rękami jego skórzaną kurtkę. Nie obchodziło go już, czy to był złudny sen. Jeśli to był sen, to nawet lepiej. Musiał dać upust frustracji, która go przepełniała, wszystkim tym emocjom, kierując je na coś lub przynajmniej kogoś.
- Hej, hej, Harry. Uspokój się. - Louis chciał złapać go za ramiona, ale ten odepchnął go.
- Nie dotykaj mnie! Nie widzisz tego? Ta osoba – on zabił Nialla!
- I co zrobisz, Harry? Zabijesz mnie? - Głos Zayna był przepełniony drwiną i to poprowadziło go na krawędź. Uderzył go prosto w szczękę, przez co Zayn upadł na chodnik.
- Whoa. Nie do końca się tego spodziewałem. Brawo, Harry. Chciałem to zrobić od jakiegoś czasu. - Louis uśmiechnął się promiennie do niego. - Ale on tylko powiedział kim jest, prawda? To jego praca...
Harry poczuł, że jego świat zaczął wirować. To było dziwne. Ta cała rzecz – prowadzenie rozmowy ze Strażnikiem Czasu, a teraz ze Śmiercią...
- Wydaje mi się, że nie zdajesz sobie z tego sprawy, Harry. Wybrałem najszybszy sposób śmierci, jaki się da, żebyś zrozumiał jak łatwo możesz kogoś stracić, w mgnieniu oka. - Zayn zdążył już się podnieść. Ręką pocierał szczękę, w którą brunet go uderzył – i nie było tam żadnego śladu, stłuczenia czy czegokolwiek, była czysta, jak gdyby nikt nigdy go nie uderzył. - Tak w ogóle to była twoja wina...
- Ty pierdolony łajdaku! - Harry próbował ponownie rzucić się na niego, ale tym razem Louis zagrodził mu drogę i odepchnął go.
- Wystarczy, Harry. Zayn, jesteś wredny. Dosyć tego. Pamiętaj, jesteśmy tutaj, żeby mu pomóc. - Zayn prychnął z pogardą i cofnął się o kilka kroków, w końcu odwracając swoje kpiące spojrzenie od niego.
Harry cofnął się przez ostatnie słowa, jakie Louis wypowiedział – oni pomogą mu? Jak? Dlaczego?
- Tak, dobrze mnie usłyszałeś, Harry. Jesteśmy tutaj, żeby ci coś dać. To od ciebie zależy, czy tego użyjesz. - Louis wyciągnął zegarek kieszonkowy ze swojej kieszeni; był to ten sam zegarek, który miał w sklepie. - To mój zegar. Posiadam umiejętność cofania się w czasie, nie ważne jak dawno to było. Bardzo mi to pomaga w moim osądzie.
- Twoim osądzie?
- Och, no proszę cię, nigdy nie czytałeś artykułów o dniu sądu ostatecznego? Jestem częścią tego! My trzej, chociaż Liama tutaj nie ma, och cóż – dobrze, my trzej jesteśmy tymi, którzy decydują, czy będziesz żyć szczęśliwie w następnym życiu, czy będziesz mieć gorsze życie niż na Ziemi - wytłumaczył Louis, klaszcząc w dłonie.
- A dlaczego dajesz mi go?
- Nie daję ci go. Jedynie pożyczam na dzień. Mówiłem, rozśmieszasz mnie, Harry, i chcę zobaczyć, jak go użyjesz. - Louis chwycił go za nadgarstek, obracając jego rękę i delikatnie upuszczając zegarek na jego dłoń.- Możesz wybrać, czy go użyjesz. Zniknie następnego dnia, nie ważne jaka będzie twoja decyzja.
Harry wciąż nie do końca rozumiał; miał zegarek – zegarek, który co dokładnie robił? Louis powiedział, że mógł on cofać czas, co oznacza – spojrzał z powrotem na Louisa, który teraz patrzył się na niego inaczej, z większą czułością i sympatią.
- Tak, Harry. Możesz przywrócić jeden konkretny dzień twojego życia, który chcesz przeżyć na nowo, chociaż muszę cię ostrzec. Są rzeczy, które, nie ważne co zrobisz, nigdy się nie zmienią. - Louis zrobił krok w tył, stając obok Zayna, który wymamrotał coś w stylu „w końcu”, gdy Louis szturchnął go. - Musimy już iść. Pamiętaj, masz tylko jeden dzień, do którego możesz wrócić, jeśli zdecydujesz, po prostu trzymaj ten zegarek przed snem dzisiejszej nocy i myśl o dniu, do którego chcesz wrócić. Zobaczysz co się stanie, gdy się obudzisz... - Louis uśmiechnął się, po czym złapał Zayna za rękę. - Do zobaczenia.
I w mgnieniu oka, zniknęli.
Rozejrzał się dookoła, żeby zobaczyć, czy ktoś zauważył, co się stało, ale sądząc po tym, że wszyscy zachowywali się normalnie, zdał sobie sprawę, ze tylko on widział Louisa i Zayna. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą widział i co słyszał. Jeśli to była prawda... miał szansę, żeby ponownie zobaczyć Nialla, żeby w końcu naprawić rzeczy.
- Harry!
Usłyszał za sobą głos Nicka. Dyszał, gdy dobiegł do niego.
- Gdzie byłeś?
- Co? Byłem tutaj, rozmawiałem z... w sensie, patrzyłem na... - Harry wzdrygnął się, widząc, że wskazywał palcem na wystawę sklepową, która nie była sklepem z zegarami, ale zamiast tego sklepem z czasopismami. Czy to wszystko było tylko urojeniem?
- Nie żartuj sobie ze mnie, stałem tutaj cały czas. A teraz chodź do sklepu, pogoda się pogarsza.
Harry chciał go spytać, jak to się stało, ale zrezygnował z tego pomysłu, gdy poczuł coś w swojej dłoni - zegarek Louisa. Zegarek Strażnika Czasu. Był prawdziwy. To wszystko było prawdzie. Dostał drugą szansę. Kolejną szansę, żeby ponownie być z Niallem.
***
- Myślisz, że użyje tego? - spytał Zayn, odprowadzając wzrokiem Harry'ego i Nicka do sklepu.
- W jego obecnej sytuacji, założę się, że to zrobi. Liam, co sądzisz?
Obaj chłopcy obrócili głowy w kierunku osoby, która opierała się o balustradę i w ciszy obserwowała Harry'ego, pijącego swoja kawę i spoglądającego od czasu do czasu na zegarek.
Miał krótko ścięte włosy i wyglądał na bardziej spokojnego w porównaniu do pozostałej dwójki. Jego ciemne, brązowe oczy błyszczały, nawet przy ciemnym niebie nad nimi. Przez swój biały strój wyglądał, jakby się świecił i to światło podążało za nim, gdziekolwiek szedł.
- Nie widzę powodu, dlaczego miałby go nie użyć - powiedział, odwracając wzrok, gdy Harry ponownie schował zegarek do kieszeni.
***
- Nie, Harry! Nie pozwolę ci tam wrócić. Nie ma mowy - odpowiedział stanowczo Nick, gdy szli do jego apartamentu, który znajdował się jedynie kilka bloków od miejsca, gdzie Harry i Niall mieszkali.
- Wiem, Nick. Wiem, że nie jestem jeszcze stabilny emocjonalnie, ale musisz mi zaufać. Tylko prześpię się tam. Nie musisz się o nic martwić. Przysięgam. Ja tylko... tęsknię za Niallem. - Harry nie kłamał z tym ostatnim, naprawdę tęsknił za Niallem i nie zmieniało się to z czasem. - Proszę. Tylko ten jeden raz, okej?
Nick wciąż miał wątpliwości co do oświadczenia Harry'ego, ale po prostu nie mógł odciągnąć go od jego szczęścia, od jedynej rzeczy, która trzymała jego przyjaciela przy zdrowych zmysłach.
- Musisz obiecać mi, że nie zrobisz nic głupiego - powiedział cicho Nick, podchodząc do Harry'ego, i delikatnie owinął ręce wokół niego. - Tak na wszelki wypadek, jakbyś zrobił coś głupiego. Ale jeśli zrobisz, przysięgam na Boga, Harry, zabiję cie kurwa. Zapamiętaj moje słowa. Zrobię to.
Harry odwzajemnił uścisk Nicka, zatapiając swoją twarz w jego ramieniu. Wiedział, że jest za wcześnie, żeby o tym myśleć, ale może... to było ich ostatnie pożegnanie. Harry wiedział, że Nick ma przeczucie co się wydarzy po tym, jak puszczą siebie.
- Dzięki Nick. Nie martw się o mnie.
Przez chwilę stali tam przed pustym placem, jedynie czując swoje ciepło przy zimnej pogodzie. Harry był pierwszym, który się oderwał, a Nick poczuł ukłucie w piersi. Chciał płakać, chciał powiedzieć wiele rzeczy Harry'emu, podziękować mu za wszystko. Powstrzymać go i powiedzieć, że nie musi tego robić. Jednak jednocześnie wiedział, że żadne słowa, wyjaśnienia czy powody nie wystarczą, żeby go powstrzymać.
Nick obserwował Harry'ego, gdy chłopak w końcu obrócił się do niego plecami, jego loki podskakiwały z każdym korkiem. Chciał zapamiętać go w ten sposób, tą osobę, która zawsze była tu dla niego, przy jego wzlotach i upadkach, najbardziej hojny i pracowity facet, którego kiedykolwiek poznał i najodważniejszy, za życie, za próbowanie.
A Nick nigdy nie obwiniałby go, jeśli byłby to ostatni raz, gdy się widzą.
***
Harry'emu zajęło kilka minut, zanim mógł przekręcić gałkę i wrócić do miejsca, gdzie Niall wcześniej był. Tak czy inaczej nic mu nie pozostało, nawet pojedynczy moment. Nawet z tymi wszystkimi żartami i szczęśliwą atmosferą, jaką Nick mu stwarzał w swoim apartamencie, to nigdy nie wystarczało, żeby odpędzić smutek, który czuł za każdym razem, gdy przypominał sobie o Niallu i tym, co mu zrobił.
Zayn miał rację. To była jego wina i nie miał powodu, aby obwiniać kogokolwiek innego.
Osunął się na podłogę zaledwie kilka kroków od drzwi i w ciągu zaledwie kilku sekund jego policzki były mokre od łez. Ciężko było nie pamiętać, ciężko było nie myśleć o tym. Wszystko, co miał, wszystko, co robił, było dla Nialla. Ale on to wszystko robił źle.
Wyciągnął zegarek z kieszeni i wpatrywał się intensywnie w niego. To będzie dla niego sprawa życia lub śmierci. Nigdy w swoim życiu nie wierzył w uosobienie Czasu czy Śmierci, ale ten jeden raz, będzie wierzyć. Był zdesperowany, żeby zobaczyć Nialla, dotknąć go, pocałować, usłyszeć jego głos, i jeśli wiara była jedyną rzeczą, którą była potrzebna, aby przywrócić to wszystko, to on będzie wierzyć.
Dotarł do sypialni i zwinął się w kłębek pod kołdrą, ściskając zegarek w swojej dłoni. Przywrócił najbardziej żywe wspomnienie Nialla obok siebie, a potem zamknął oczy. Błagał i wzywał imię Louisa, aby przeniósł go do tego dnia.
I jeśli znów obudzi się z tym samym pustym miejscem obok siebie, Harry zdecydował, że nie miał powodu, aby dłużej starać się, czy żyć.
VI.
Harry czuł się tak lekko, jakby unosił się na wodzie, i nawet z zamkniętymi oczami czuł światło padające na swoje ciało. To uczucie było odprężające i przyjemne, jakby świetnie się bawił i niczym nie przejmował. Po prostu był tam i chciał zostać...
- Harry...
Usłyszał słaby głos, nie rozpoznał go, ale z każdą sekundą stawał się on coraz głośniejszy.
- Harry... Harry!
Brzmiał znajomo; głos, który przyprawia go o szybsze bicie serca...
- HARRY!
- ACH! - krzyknął Harry, gdy obrócił się i opadł na plecy. Stęknął, przekręcając się na brzuch i pocierając swoje plecy. - Co jest kurwa...
Usłyszał szelest na łóżku i natychmiast usiadł, szeroko otwierając oczy i usta. Patrzył na osobę przyglądającą się mu. To nie mogło być prawdziwe. Zamrugał. Cholera, to było prawdziwe. Niall wrócił. Niall Horan był znów w jego łóżku.
- Co? Uwaliłeś się na mnie i właśnie dlatego... Czemu do cholery patrzysz się na mnie, jakbyś zobaczył ducha? - Niall poprawił się na łóżku i pochylił w stronę Harry'ego, wyciągając rękę w jego kierunku.
To się stało. To naprawdę się stało. Niall był tutaj, na jego łóżku i uśmiechał się do niego. Harry nie wiedział co powiedzieć. Spojrzał na nocny stolik i coś przykuło jego wzrok.
29 listopada 2012 [piąta rano]
Wrócił do tego dnia. Tylko o tym myślał, zanim poszedł spać poprzedniej nocy...
- Whoa! - Niall ponownie opadł na materac, gdy Harry rzucił się na niego, mocno go ściskając . Leżał na Niallu, jego ręce odkrywały każdy centymetr ciała blondyna. Zmierzwił jego włosy i przycisnął nos do jego szyi. Błądziły ustami po każdym fragmencie skóry Nialla, którego mógł dosięgnąć.
- H-Harry... - powiedział Niall drżącym głosem. - N-nie rób tego...
Harry przerwał, zatrzymał wzrok na skołowanej twarzy Nialla i zauważył, że chłopak nie oddychał prawidłowo. I wtedy dotarło do niego, minęło zbyt dużo czasu, odkąd to robili.
Uśmiechnął się szeroko. Nie mógł zmarnować żadnej chwili, za wiele rozmyślając nad wszystkim. Musiał pokazać Niallowi, jak bardzo go kochał i tęsknił za nim, mimo że on nie wiedział dlaczego.
- Harry co ty...
Harry przerwał mu, łącząc ich usta. Uczucie rozpaliło się w nim, gdy łapczywie go całował. Niall sunął dłońmi po jego plecach, przyciągając go bliżej i Harry poczuł to – poczuł, jak strasznie Niall chciał, żeby to się wydarzyło – od kiedy? Kiedy przestał okazywać mu uczucia?
Dotknął jego twarzy, pieszcząc ją i nie przerywając żarliwych pocałunków. Poczuł, jak blondyn położył dłonie na jego piersi, powstrzymując go.
- Co robisz? - spytał bez tchu Niall.
- Całuję cię, czy to nie jest oczywiste? - powiedział Harry, pochylając się, aby ponownie go pocałować, ale Niall znów położył rękę na jego piersi, odpychając go. - Co?
- Wiem, chodzi mi o to, dlaczego? Idziesz do pracy, prawda? Nie możemy, twój harmonogram...
Wzdrygnął się przez ostatnie słowo. Przede wszystkim przez to stracił Nialla i nie zamierzał pozwolić, aby to się znów stało.
- Mniejsza z tym, chcę cię, Niall, właśnie teraz - mruknął, swawolnie przygryzając płatek ucha blondyna. - Więc już nie powstrzymuj mnie, bo nie przestanę.
Harry przeniósł się z jego szyi w dół do odsłoniętej skóry wystającej spod koszulki. Ugryzł ją mocno, sprawiając, że chłopak wił się pod nim.
- Gorące... to jest gorące... Harry - jęczał Niall, a Harry zrozumiał to, co chłopak powiedział, gdy pociągnął za rąbek jego koszulki, ściągając ją, po czym zrobił to samo ze swoją, a potem ponownie opadł na niego, czując jego ciepło na swojej piersi.
- Twoje ciało jest takie piękne. - Harry pocałował obojczyk Nialla. - Idealna blada skóra. Idealne niebieskie oczy. Wszystko w tobie jest tak cholernie idealne, Niall.
Niall nie miał pojęcia, o czym Harry myślał, że robili to tak nagle. Wydawało mu się, że nie robili tego od wieków. Jednak nie był to odpowiedni moment, aby o tym myśleć. Chciał rozkoszować się tą chwilą i nie było mowy, żeby pozwolił Harry'emu odejść, jeśli ten zmieniłby zdanie.
- P-przestań.
Harry znów spojrzał na niego, zdezorientowanie tkwiło w jego zielonych oczach.
- Chcę ci obciągnąć.
- Och, okej.
Harry natychmiast usiadł, przesuwając się na krawędź łóżka i stawiając stopy płasko na podłodze. Niall prędko sięgnął po brzeg spodni od piżamy bruneta, ściągając je razem z bokserkami i ujawniając jego pulsującego penisa.
Harry miał pustkę w głowie, jego brzuch wzburzał sie od całkowitego podniecenia, gdy Niall rozbierał sie przed nim, powoli zdejmując swoje spodnie dresowe i bokserki, po czym uklęknął przed nim.
Brunet delikatnie pogłaskał go po policzkach, gdy patrzyli w swoje oczy płonące pożądaniem, a ich piersi unosiły się z wielką miłością i pragnieniem. Niall uśmiechnął sie ciepło, a Harry nic nie mógł poradzić na to, że czuł ból. Jeśli tylko zrobiłby to, zanim tamto wszystko się wydarzyło; jeśli tylko zdałby sobie sprawę, że tego mu brakowało i jak bardzo kochał Nialla, wtedy ta tragiczna historia nie miałaby miejsca.
Niall przysunął się bliżej, kładąc ręce po obu stronach ud zielonookiego. Harry nigdy nie spodziewał się tego po nim, ponieważ zawsze używał rąk, robiąc mu dobrze.
- Sprawię, że poczujesz się dobrze - wyszeptał Niall, lekko dotykając ustami jego główki i przekornie zlizując preejakulat, który ciekł z penisa chłopaka.
- Kurwa - stęknął Harry, zaciskając palce na pościeli. - Przestań drażnić się ze mną, Niall... po prostu... po prostu zrób to.
Blondyn zaczął powoli poruszać swoją głową, jego język krążył wokół napletka chłopaka, dopóki nie wziął całej długości Harry'ego, uderzając nią o ściankę gardła i uważając przy tym, aby się nie zakrztusić.
- Och Boże... tak dobrze... tak... – Harry zaczął jęczeć głośniej, gdy Niall dostosował sie do jego tempa. Jego włosy lekko muskały brzuch chłopaka, jego rzęsy trzepotały, kiedykolwiek spoglądał na niego, a jego palce dociskały ud Loczka za każdym razem, gdy podnosił swoją głowę.
Niall mruknął i to doprowadziło Harry'ego na krawędź. Język blondyna zręcznie owijał jego penisa, ślinił go i zahaczał o jego jądra. Harry nie mógł powstrzymać się od sięgnięcia do włosów swojego chłopaka, kręcenia palcami i pchania swojego przyrodzenia w głąb jego gardła. Rzucał biodrami tam i z powrotem, zbliżając się do orgazmu.
- Cholera, Niall... dochodzę... - Harry uniósł głowę, gdy wystrzelił spermą w usta Nialla, którą chłopak gładko przełknął, patrząc w oczy bruneta.
Niall miał już wytrzeć resztki spermy Harry'ego ze swoich ust, gdy chłopak przyciągnął go za nadgarstek i znów rzucił na łóżko, zyskując kolejna zdziwioną minę blondyna.
- Jeszcze nie skończyliśmy - wyszeptał Harry, sięgając ręką po penisa Nialla, który stał się mokry od wytrysku swojego chłopaka.
- Och kurwa, Harry. Proszę, zrób to. - Niall owinął ręce wokół niego, niechlujnie go całując. - Proszę, wejdź we mnie. Chcę cię tak bardzo.
- Nigdy nie będziesz mnie chcieć w sposób, w jaki ja chcę ciebie. - Harry musnął nosem policzek Nialla, rękami rozstawiając jego nogi.
Zamierzał pokazać mu, jak bardzo chciał to zrobić, cholera, jeśli mieliby robić to całe życie, on był na to gotów. Musiał udowodnić, iż chciał Nialla tak strasznie, że to bolało.
Harry sięgnął do szuflady, podtrzymując spojrzenie Nialla, gdy brał znajomą zgrabną butelkę.
Wycisnął jej zawartość na swoje palce. Niall zarzucił swoimi biodrami, zachrypnięte „proszę” wydostało się z jego ust, a Harry powoli włożył w niego dwa palce, obserwują go, gdy ten otworzył usta i płytko oddychał. Jego ciało wiło się z przyjemności, a jego biodra poruszały się w okrężnych ruchach.
- Jeszcze jeden. - Harry zauważył, jak Niall podskakiwał na jego palcach, owijając go nogami w pasie i przysuwając się do niego.
- Harreh.... - Niall zatopił swoje place w jego plecach, zostawiając czerwone ślady, gdy przyciskał się bardziej do swojego ukochanego, kiedy tamten dołożył kolejnego palca.
- Och boże, proszę, Harry. - Brunet miał trzy palce w Niallu, zginając i krzyżując je, rozciągając go, masując jego nerwy, podczas gdy blondyn wił się i jęczał za każdym razem, gdy pchał je w niego. - Proszę cię... wejdź we mnie, Harry. Pieprz mnie... proszę.
Harry właśnie tak zrobił. Rozstawił szerzej nogi Nialla, oblizując swoje wargi, gdy kątem oka zauważył jego drgające wejście, mokre i pomarszczone. Uniósł jego biodra, sapiąc, gdy wszedł głębiej. Nie spuszczał oka z twarzy blondyna i obserwował, jak wykrzywiała się w każdy możliwy sposób, w różnych ekspresjach. Nigdy nie obserwował go z tak bliska jak teraz i żałował, że przegapił to za każdym pojedynczym razem, gdy to robili.
Zaczął się poruszać zaraz po tym, jak Niall, zapewniając go, dwa razy skinął głową. Ciasno chwycił jego biodra, powoli wchodzą i wychodząc z niego. Jego powieki zaczęły opadać od kumulującej się w jego ciele przyjemności, ale nie mógł na to pozwolić – nie mógł przegapić żadnej z tych chwil.
Niall wygiął się w łuk, gdy Harry zaczął poruszać się szybciej. Jego biodra ciskały o blondyna, dosięgając jego prostaty za każdym pchnięciem. W ciągu kilku sekund ich ciała znajdowały się tak blisko, złączone ze sobą. Poty przyjemności i ekstazy lśniły na ich skórach. Harry chciał już nigdy nie przestawać, chciał nigdy nie puszczać Nialla. Ich ciała poruszały się w równomiernym rytmie, blondyn wyszedł na przeciw pchnięciom Harry'ego, pozostawiając chłopaka bez głosu i z niespójnym myślami.
- B-blisko, Harry... jestem... - Głos Nialla sprawił, że przyśpieszył swoje ruchy, czując białą smugę wytryskującą na swoją pierś. Poczuł, jak mięśnie chłopaka zaciskają się na jego penisie, przez co doszedł w nim z delikatnym jękiem. Jego głos rozbrzmiał w całym pomieszczeniu.
Zatopił swoją twarz w ramieniu Nialla, jego ciało falowało od gorącego powietrza, które wypełniło pokój.
- Czy coś jest nie tak, Harry? - Niall poczuł, że coś zmieniło się w Harrym, nie chodziło o to, że nie podobało mu się to, ale martwił się.
Jednak blondyn nie miał pojęcia, jak bardzo wszystko było dobrze; jak wszystko było właśnie takie jakie powinno. Harry nie odrywał ust od skóry Nialla. To było właśnie to, czego niebieskooki chciał za każdym razem, gdy on zostawiał go samego; żeby po prostu zostali tu, trwali w uścisku, czuli swoje ciała, słyszeli odgłosy swoich bijących serc.
- Nie. Wszystko... wszystko jest dobrze.
- Co to? - Niall poczuł coś pod pościelą i uniósł to. - Stary kieszonkowy zegarek? Twój?
Zegarek Strażnika Czasu. Pokazał się, jakby miał mu przypomnieć o czymś ważnym: że ta chwila będzie trwała jedynie przez dzień; a potem wszystko powróci do momentu, gdy leżał sam łóżku.
- T-to moje. - Harry wyciągnął rękę i Niall bez pytania oddał mu go.
Blondyn zaśmiał się.
- Nigdy nie myślałem, że masz słabość do klasycznych rzeczy. - Radośnie wpatrywał się w dobrze wykonany zegarek. - Ale podoba mi się.
Harry uśmiechnął się leniwie, po czym wpadł mu do głowy pewien pomysł, zmuszając go do opuszczenia łóżka.
- W-wychodzisz? - Harry zauważył ból na twarzy Nialla. Właśnie tak wyglądał, gdy zostawiał go z kiepskim pocałunkiem; właśnie tego nie chciał zauważyć. Przygryzł wargę.
- Nie. Idę zrobić śniadanie i, gdy będę je robić, chcę, żebyś wziął prysznic. Wychodzimy za trzydzieści minut.
Harry przebrał się.
- Czekaj, wychodzimy? Musisz iść do pracy, prawda? - Jednak to, co Niall mówił, różniło się od tego, co pokazywał: jego oczy błyszczały entuzjastycznie i już był na nogach, uważnie ubierając się i podchodząc do Harry'ego.
- Nie dzisiaj. Idziemy gdzieś. Chcę spędzić z tobą cały dzień, nie podoba cię się to?
Niall wyglądał na zaskoczonego, zupełnie zszokowanego słowami, które właśnie wypowiedział Harry. Jednak od razu to zniknęło, gdy brunet złożył delikatny pocałunek na jego czole, a blondyn nie zdawał sobie sprawy, że uśmiechał się od ucha do ucha.
- A teraz, zbierajmy się. Życie nie trwa wiecznie.
Dla Nialla mogło wydawać się to metaforą, jednak dla Harry'ego było to coś, z czym miał żyć przez cały dzień.
***
- Gdzie jedziemy? - Nie trudno było odczytać podekscytowanie Nialla, gdy jechali samochodem. Harry wolał zachować to w tajemnicy. Jego plan polegał na tym, żeby zrobić szybką przejażdżkę po miejscach, w których Niall nigdy nie był, gdyż jako nauczyciel muzyki, nie miał czasu na zwiedzanie miasta.
- Pomyślałem, że powinniśmy najpierw zahaczyć o sklep - powiedział Harry, skręcając w prawo.
- Och - powiedział cicho Niall. Jego mina zmieniła się w jednej chwili i, mimo że Harry patrzył na drogę przed sobą, słysząc ton głosu blondyna, od razu odgadł jego myśli.
- Wejdę tylko na chwilę i powiem Nickowi, że nie będzie mnie cały dzień. Ten dupek na pewno będzie za mną tęsknić. - Harry szybko zerknął na Nialla, którego twarz w jednej chwili rozjaśniła się.
***
- Whoa, whoa, whoa. Zobacz kto się dzisiaj spóźnia, och... hej Niall. Miło cię widzieć.
Niall nieśmiało odwzajemnił uśmiech Nicka, który stał za ladą z uniesionymi brwiami z powodu niezapowiedzianego spóźnienia Harry'ego.
- Nie idziesz dzisiaj do pracy, Nialler? - Nick wciąż ignorował Harry'ego, jego uśmiech robił się coraz szerszy, gdy widział, jak brunet unosił brwi. - Tak w ogóle jak tam Harry?
- Ty kutasie. Ignorujesz mnie, bo się spóźniłem, tak? - Harry żartobliwie zadał Nickowi cios, po czym przewrócił oczami.
- Och, Styles! Tu jesteś. Jak tam twój dzień? Jaki plan?
- Plan jest taki, że nie będzie mnie dzisiaj w pracy. Niall i ja zdecydowaliśmy, że spędzimy razem trochę czasu. - Harry mocniej ścisnął dłoń Nialla. - Zgadzasz się?
- Co? Czy ty sobie, kurwa, żartujesz?! Oczywiście, że możesz! Jeśli chciałbyś spędzić cały tydzień na Hawajach, mnie by to nie obchodziło, po prostu idźcie, wy gołąbeczki! - Nick wyskoczył zza lady, „dumnie” klepiąc Harry'ego w ramię i mrugając do Nialla, po czym zaciągnął bruneta do kąta.
- Odpowiedz szczerze, Styles. Czy wy uprawialiście seks, zanim tu przyszliście? - Nick nachylił się do Harry'ego.
- Co jest kurwa... Nick?! Poważnie? Ze wszystkich rzeczy o jakie mogłeś mnie spytać, ty wyskakujesz z tym? - Harry próbował wyrwać się, ale Nick szybko przyciągnął go z powrotem i złączył ich czoła.
- Uh-huh. Więc, co? Zrobiliście to? Huh? Zrobiliście?
- Jezu, jeśli to cię tak cholernie uszczęśliwi, dobrze. Tak, zrobiliśmy to, szczęśliwy?
- Wiedziałem! Kurwa, wiedziałem! - Nick niemal uderzył głową w Harry'ego, gdy puścił go, wielokrotnie wykrzykując to i przykuwając tym uwagę niektórych klientów. Złapał za oba policzki Harry'ego i ścisnął je na tyle mocno, że zostały na nich ślady jego placów. - Och, słodki, mały Harry! Minęło tyle miesięcy, od kiedy widziałem twoją „hej-właśnie-pieprzyłem-mojego-chłopaka-i-on-jest-tak-cholernie-gorący” minę. Gratulację, stary!
- Robisz z tego wielką aferę - zadrwił Harry, ale uśmiechnął się na myśl, że w końcu spełnił to, czego Nick im życzył.
- Och, przy okazji.
Nick uniósł brew.
- Co?
- Dziękuję. Za, za wszystko, okej? - Harry nie chciał powiedzieć Nickowi, za co tak naprawdę mu dziękował. W końcu to on był osobą, która przez cały czas próbowała mu uświadomić, że nie musi zawsze trzymać się swojego harmonogramu oraz planów, i teraz żałował, że nie posłuchał go wcześniej.
- Stary. Przerażasz mnie. Próbujesz mnie uwieść czy co? - Nick zniszczył poważną atmosferę, gdy swobodnie położył rękę na ramieniu Harry'ego, po czym wrócili do Nialla, który przyglądał się gablotce z wypiekami.
- Jesteś pewien, że nie chcesz zostać i zjeść czegoś? - spytał Nick, wyskakując zza gablotki.
Niall skromnie odmówił, a Harry powiedział, że zjedzą coś na mieście. Nick pożegnał się z nim, jakby był jego dzieckiem idącym do college'u, przez co Harry pozdrowił go środkowym palcem. Brunet podążał za Niallem do samochodu, gdy ktoś przykuł jego wzrok. Zatrzymał się i zauważył przy stole obok okna Louisa, który uśmiechał się promiennie do niego.
Był z Zaynem, jak zwykle ubranym od stóp do głów w czerń, włączając w to czarne Ray-Bany. Harry wzdrygnął się na jego widok, wiedząc, że jest on „Śmiercią” i w jednej chwili może zabrać czyjeś życie. Była tam też jeszcze jedna osoba, która siedziała tyłem do niego; w przeciwieństwie do miłości Zayna do czerni, chłopak był ubrany cały na biało.
Był pewny, że ta "osoba" również nie była normalna – ale jeśli Zayn był „Śmiercią”, a Louis „Strażnikiem Czasu”, to kim był on? Bogiem? Aniołem?
- Harry? Coś nie tak? - spytał Niall.
Harry zamrugał i potrząsnął głową. Złapał Nialla za rękę i odszedł, jeszcze raz zerkając za siebie i zauważając, że Louis uniósł brwi. Jak zwykle rozbawienie gościło na jego twarzy, gdy pomachał mu.
Brunet sztywno skinął głową i zerknął na zegarek. Miał jeszcze 12 godzin, żeby wszystko zmienić.
***
Harry nie marnował czasu na planowanie im dnia. Kierował się swoim instynktem i po prostu jeździł po mieście, zatrzymując się przy sklepach, które przykuły uwagę Nialla, szczególnie przy spożywczych i restauracjach. To było okropne; świadomość, że czas uciekał i każdy korek oraz każdy zgiełk, w który zostali wciągnięci, powstrzymywał ich od pożytecznego spędzenia dnia.
Brunet pozwolił, żeby Niall go prowadził, trzymali się za ręce. Harry nie miał zamiaru już nigdy go zostawić, bez względu na wszystko.
- Jesteś dzisiaj straszną przylepą - powiedział Niall.
- Myślałem, że to lubisz - odpowiedział spokojnie Harry, ściskając jego dłoń.
- Tak właściwie lubię. Po prostu rzadko się tak zachowujesz, ale lubię to. - Niall mrugnął do niego, ciągnąc go do następnego sklepu. Harry był wdzięczny za to, że blondyn nie zauważył, jak blisko był płaczu. Zdał sobie sprawę, że zapomniał o tak wielu rzeczach, które Niall lubił.
***
- Hej Niall?
- Hm? - Niall opierał głowę na ramieniu Harry'ego, gdy oboje jedli lody, rozkoszując się zachwycającym widokiem Tamizy.
- Czy czasami budzisz sie i myślisz, że może, wiesz, już mnie nie kochasz? - spytał Harry zachrypniętym i cichym głosem. - Jesteśmy razem od pięciu lat i wiem, że czasami potrafię być prawdziwym dupkiem, prawda? Więc się tak zastanawiałem, czy kiedykolwiek pomyślałeś o zostawieniu mnie.
Harry nie zyskał odpowiedzi natychmiast. Niall nie odzywał się przez jakiś czas.
- Wiesz, Harry. Za każdym razem, gdy się budzę i widzę ciebie obok mnie, nieważne o co się sprzeczaliśmy poprzedniej nocy czy poprzedniego dnia, to wszystko znika, kiedy tylko spojrzę na twoją twarz. I to nie zmieniło się w przeciągu tych pięciu lat, które spędziłem razem z tobą. - Harry zacisnął powieki wystarczająco ostrożnie, aby Niall tego nie zauważył. Powstrzymywał łzy. Nie chciał zniszczyć tych wspólnych chwil rzeczami, które go trapiły. Dzień powoli zbliżał się ku końcowi.
- A ty? Czy kiedykolwiek czułeś coś takiego? - Niall uniósł głowę. Harry zdążył odwrócić wzrok, udając, że zachwycał się widokiem, i wycierając strużkę łez w kąciku oka.
- Zawsze myślałem, że jesteś zbyt idealny, żeby być ze mną. Czasami wydaje mi się, że w ogóle na ciebie nie zasługuję.
Niall złapał dłonie Harry'ego i musnął delikatnie swoim kciukiem opuszki jego placów. Oboje patrzyli na swoje ręce, uśmiechając się w przyjemnej ciszy.
- Nikt poza tobą nie zasługuje na mnie, Harry. Myślę, że nigdy nie byłbym w stanie żyć bez ciebie.
Nie, Harry pomyślał, to było na odwrót. To on był tym, który prawdopodobnie nie może przetrwać dnia bez Nialla obok siebie. Miał szczęście - wielkie szczęście, że Louis go wybrał, aby mógł ponownie przeżyć ten dzień. I, gdy Niall opierał głowę na jego ramieniu, zastanawiał się.
A co jeżeli tak naprawdę nigdy nie dostał tej szansy? Jeżeli Nialla w rzeczywistości tu nie było, a wszystkie te chwile były tylko i wyłącznie jego urojeniem? Osoby, tracącej zdrowy rozsądek? Poczucie winy zabijało go – świadomość, że nigdy nie dostanie szansy, aby powiedzieć Niallowi, jak było mu przykro i jak wielką stratę czuł, gdy go stracił.
Zmienił wiele rzeczy, odkąd się obudził, ale wciąż było coś, co nie dawało mu spokoju.
- Kocham cię, Niall.
- A ja kocham ciebie, Harry - wyszeptał cicho Niall.
W momencie, gdy przyglądali się złotemu odbiciu słońca w rzecze, oboje zapragnęli, aby czas po prostu zatrzymał się, a oni mogli tak trwać, wieczne.
Jednak czas mija bardzo szybko, gdy dobrze się bawisz, a czas Harry'ego dobiegał końca.
***
Nigdy nie przeżyli tak cudownego dnia.
Odwiedzili niektóre charakterystyczne miejsca Londynu. Harry pragnął zobaczyć jeszcze więcej; może mógłby zabrać Nialla na London Eye. Jednak Niall podsunął mu lepszy pomysł. Zamiast tego weszli na dach budynku. Obserwowali powoli zachodzące słońce, a Harry patrzył z coraz większą obawą na światła zapalane w coraz to większej ilości domów.
Pojechali do szkoły Nialla na jego występ, jednak Harry zaparkował samochód w ciemnej uliczce.
- Harry, to nie jest – czekaj, co ty robisz? - Niall był zbyt zajęty orientowaniem się, gdzie się znajdują, że nie zauważył, iż Harry zdążył już odpiąć ich pasy, a teraz dociskał dłonie do ud Nialla, tuż pod jego kroczem.
- Chcę cię teraz, Niall. - Harry nie czekał na odpowiedź Nialla, gdy złapał go za włosy i przyciągnął do pocałunku. Przejechał językiem po jego podniebieniu. Ich delikatne jęki i krótkie oddechy narastały i rozbrzmiewały w samochodzie.
Harry wyznaczył językiem ścieżkę w dół szczęki Nialla, do jego szyi, a potem obojczyka, sprawiając, że młodszy chłopak nie wiedział, czy powinien powstrzymać Harry'ego, ponieważ będzie śpiewał na scenie za kilka minut, czy oddać się chwili, ponieważ – Boże, nigdy wcześniej nie uprawiali seksu w samochodzie i Niall był pewien, że to będzie tak niezapomniane przeżycie, że nawet mógłby odpuścić występ.
Zaczęło robić się gorąco. Oderwali się od siebie, zdjęli z siebie zbędną odzież i ponownie złączyli swoje usta.
- Chodź tu, Niall. - Harry oparł się o skórzane siedzenie, wyłączając silnik, zanim rozstawił swoje nogi i wskazał Niallowi, by usiadł na jego kolanach, co chłopak w ciszy zrobił.
Niall cicho jęknął na ponowny kontakt ich skór. Ich erekcje ocierały się o siebie, gdy w dalszym ciągu zażarcie się całowali.
Harry musnął dwoma palcami różowe wargi Nialla, które chłopak polizał, patrząc na bruneta.
- Boże – jesteś taki gorący - wydyszał Harry, jedną ręką obejmując w pasie Nialla i unosząc go. Powoli wsadzał w niego swój wskazujący palec i obserwował, jak Niall wije się przed nim.
- Harry... - jęknął Niall, opierając jedną rękę na skórzanym siedzeniu za Harrym, a drugą wplątując w jego włosy. Zaczął zsuwać się w dół, dokładnie tak, jak Harry tego pragnął – centymetr po centymetrze.
Niall gwałtownie poruszył biodrami, błagając Harry'ego, żeby dołożył kolejnego palca. Harry’emu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Z łatwością włożył dwa kolejne palce i poczuł, jak mięśnie Nialla zaciskają się wokół nich. Jęknął
Harry chciał rozkoszować sie tą chwilą – jego ostatnią chwilą z Niallem. Wiedział, że ten moment coraz bardziej się zbliżał, niemal słyszał szept Louisa: „czas sie kończy”. Coraz bardziej czuł się przygnębiony z powodu tego, co miało nastąpić. Chciał poczuć Nialla – jego całego i miał nadzieję, że nie skończy się to zbyt szybko.
Jednak Niall był spragniony jego dotyku, chciał już poczuć bruneta w sobie. Podskakiwał na jego palcach, mówiąc mu, ze jest gotowy i że mają jedynie kilka minut przed otwarciem, więc muszą się pośpieszyć.
- Ochboże – cholera, Harry, tak dobrze, tak dobrze. Chcę cię we mnie, teraz - błagał Niall, jego uścisk we włosach chłopaka stawał się ciaśniejszy, a oddech płytszy.
Harry napluł na swoją dłon i zrobił kilka ruchów rękom na swojej erekcji, nie spuszczając oczu ze swojego chłopaka.
Lekko przesunął się, zostawiając plecami ślady potu na skórzanym siedzeniu. Niall uznał to za sygnał i chwycił penisa Harry'ego, ustawiając się, po czym powoli opuścił się. Uśmiechnął się na dźwięk tych dobrze mu znanych głębokich i zachrypniętych westchnięć Harry'ego.
- Ruszaj się tak wolno, jak tylko możesz, Ni. Po prostu – po prostu przeciągnij to, okej? Chcę, żeby to trwalo. - Po tych słowach Niall poczuł ukłucie w sercu. Dlaczego ze wszystkich razy akurat dzisiaj Harry chciał kochać się w ten sposób i to powiedział? Chłopak ukrywał coś, blondyn chciał się dowiedzieć, czemu brzmiał on na tak zranionego - i zdesperowanego.
Jednak nie wypowiedział tego na glos. Zrobił to, o co Harry go prosił. Uważnie uniósł swoje biodra i powoli opuścił je. Harry zatopił palce w biodrach Nialla, próbując powstrzymać się od gwałtownych ruchów, żeby nie skończyło się to za wcześnie – nie chciał przerywać.
- Harry – muszę – muszę ruszać się szybciej... - Niall przytulił go. Jego słowa wystarczyły, aby Harry w końcu pozwolił mu ruszać się szybciej i wyszedl na przeciw jego ruchom.
- Tak – tak ciasny. - Harry przygryzł skórę na obojczyku Nialla. - Kurwa – tu – ungh – tak.
Harry nie mógł już dłużej wytrzymać, więc przytrzymal go w miejscu. Zaczął wykonywać coraz to gwałtowniejsze pchnięcia w Naillu. Główką penisa dosięgał jego prostaty i piescił jego nerwy z każdym ruchem.
Niall przyciągnął go bliżej.
- Dochodzę Harry...
Harry ruszał sie szybciej, niemal unosząc Nialla, aby móc wejść głębiej i poczuć go jeszcze bardziej. Nie. To nie może sie tak skończyć... Po prostu nie może jeszcze puścić Nialla.
Niall załkał, gdy mocno doszedł na piersi Harry'ego, a Harry zrobił to zaraz po nim, czując, jak mięśnie blondyna zaciskają się wokół jego penisa.
Wciąż będąc w nim, Harry poczuł, jak kolejne łzy spływały mu po twarzy. Była to już kwestia godziny - godzina i wszystko przepadnie.
- Kocham cię, Niall. Kocham cie tak bardzo. - Przyciągnął bliżej blondyna. - Kocham cię, kocham cię, kocham cię.
Harry wiedział, że to nie wystarczy. Jednak chciał, żeby Niall to usłyszał, chciał żeby przynajmniej wiedział, co on naprawdę do niego czuje.
I spróbuje zmienić kolejną rzecz, zanim czas się skończy.
***
- Aw, Harry. Nie musiałeś! - Niall zawołał, widząc swojego chłopaka podchodzącego do niego z trzema różami w ręce.
- Wiedziałem, że spodoba ci się to, gdy wejdę na scenę i dam ci je. - Harry uśmiechnął się szeroko.
- Ktoś jest pewny siebie. - blondyn uśmiechnął się z zakłopotaniem. Miał wzrok utkwiony w czerwonych różach, które chłopak trzymał. - Słodko z twojej strony, Harry. Naprawdę. Chodzi mi o to, że dla mnie wystarczy, iż obejrzysz mój występ, róże naprawdę nie są niezbędne.
Niall miał wejść na scenę, a Harry pocałował go na powodzenie, zanim poszedł na miejsce na widowni.
- Powitajmy na scenie, pana Horana!
Usiadł na krześle zaraz po oklaskach od uczniów, rodziców i współpracowników. Niall podszedł do mikrofonu bez wahania i lęku.
- Dobry wieczór i dziękuję wszystkim, którzy dzisiaj przyszli. Zaśpiewam „I Will” Allison Krauss (x). To dla mojego chłopaka, którego kocham najbardziej – Harry'ego Stylesa.
Przez chwilę była cisza i Harry mógł usłyszeć jedynie słabe oklaski za sobą, ale nie przeszkadzało mu jeśli jego brawa były najgłośniejsze i jedynie przestał, gdy ktoś po jego prawej uciszył go – czekaj, czy to był Louis?
Muzyka zaczęła grać i cała publiczność siedziała cicho, zauroczona przez głos osoby znajdującej sie przed nimi.
Who knows how long I've loved you? You know I love you still Will I wait a lonely lifetime? If you want me to, I will
For (and) if I ever saw you I didn't catch your name But it never really mattered I will always feel the same
Love you forever and forever Love you with all my heart Love you whenever we together Love you when we're apart
Publiczność calkowicie go podziwiała, a Harry – on siedział z głębokim zachwytem. W ogóle nie mrugnął, ani nie ruszyl się o centymetr. Wpatrywał się w niego i słuchał każdego wersu piosenki, o której Niall powiedział, że jest ich.
Czy właśnie to przegapił? Cały ten czas, gdy nie doceniał Nialla, jakie były te inne chwile, których nie był w stanie doświadczyć przez jego harmonogram?
And when at last I find you Your song will fill the air Sing it loud so I can hear you Make it easy to be near you For (and) the things you do endear you to me You know I will
I will
Love you forever and forever Love you with all my heart Love you whenever we're together Love you when we're apart
Poczuł, że jego policzki robią się mokre od jego własnych łez – wszystko się skończy za kilka minut - wszystko znów przepadnie i nie mógł tego znieść.
Nie mógł dopuścić do tego, by widzieć ponownie zimne ciało Nialla przed sobą. Nie mógł dopuścić do kolejnego dnia bez tej osoby. Jedynej osoby, którą naprawdę kochał najbardziej.
And when at last I find you Your song will fill the air Sing it loud so I can hear you Make it easy to be near you For (and) the things you do endear you to me Oh, you know I will
Wszyscy siedzieli cicho przez chwilę, gdy Harry wstał i zaczął klaskać z takim wdziękiem, iż wszyscy zaczęli robić to samo. Wbiegł na scenę, a widownia ponownie ucichła, gdy zrobił to, co wcześniej planował – klęknął na jedno kolano, oferując róże Niallowi – pokazując całemu światu, do kogo on należy.
Niall wziął je, sprawiając, ze tłum zaczął krzyczeć i wpadać w zachwyt.
- Chodźmy stąd? - Harry wyszeptał.
I nie potrzebował odpowiedzi Nialla, gdy wyprowadził go na zewnątrz.
***
Harry spojrzał na zegarek, piętnaście minut i wszystko się skończy.
- Harry – czegoś mi nie mówisz... - Niall zatrzymal się w tym samym miejscu jak to zrobił, gdy Harry go zobaczył, zawiedzionego przez to, że nie przyszedł na jego przedstawienie i nie oglądał go. - Proszę – o cholera...
Deszcz zaczął padać, a chwilę później zrobił sie mocniejszy.
Pytanie Nialla zdawało sie być zmyte razem z deszczem, gdy Niall zlapał jego rękę i zaśmiał się, pytając go, czy zatanczy z nim w deszczu.
- To jest najlepszy dzień mojego życia, Harry. Nawet nie wiem, czemu się to teraz dzieje, ale jestem szczęśliwy. Jestem szczęśliwy, że mam ciebie, Harry. - Niall zamrugał kilka razy. Woda spoczęła na ich włosach i rzęsach. Całe miasto było kompletnie zalane w ciągu kilku sekund.
Harry obserwował Nialla, gdy bawił sie z nim na poboczu. Kałuże ochlapywał ich nogi, a śmiech chłopaka pieścił go. Harry był wdzięczny, że padało – dzięki temu Niall nie zobaczy. Nie zobaczy bólu w jego oczach, żalu, poczucia winy, tego wszystkiego.
I teraz ma jedynie pięć minut, by wszystko powiedzieć.
- Niall... - Harry podszedł tam, gdzie Niall stał. Nie wiedział jak znaleźli się właśnie w tym samym miejscu, on i Niall, zanim wydarzyła się tragedia. Sięgnął po jego ręce i powoli owinął się wokół jego ramion, złączając ich ciała. - Niall... Niall...
- Harry, jestem tutaj. - Niall odwzajemnił jego uścisk, delikatnie pocierajac jego plecy. - Co się stało?
- Przepraszam Niall. Przepraszam za wszystko. Bardzo przepraszam, że pozwoliłem ci odejść i to była jedyna szansa, by to wszystko przywrócić, by powiedzieć ci to wszystko jeszcze raz. Tak bardzo przepraszam...
- Harry, musisz mi powiedzieć o co chodzi, j-ja nie rozumiem.
3 minuty.
- Kocham cię Niall. Chcialem ci to mówić każdego dnia od kiedy cię spotkałem. Kocham cię i nie mogę bez ciebie żyć... - Harry poczuł jak pierś Nialla zaczęła falować, jego ramiona drżały i można bylo usłyszeć słaby dźwięki jego płaczu.
- Dlaczego mi to mówisz, ty idioto! Straszysz mnie! Wracajmy do domu, Harry. Nie chcę rozmawiać o tym... - próbował chwycić jego nadgarstek, ale Harry nie ruszał się.
- Jeśli tylko miałbym nieskończoność, Niall. Wszystko bym przywrócił – wszystko...
2 minuty.
Harry zauważył, że ktoś się zbliża do nich, jego chód był znajomy i wiedział, że był to Louis, przypominający mu o pozostałym czasie, gdy zerknął na zegarek.
- Przepraszam za nie pokazywanie, że mi zależy, ale tak nie jest Niall. Naprawdę zależy mi i naprawdę chcę cię obok mnie i ja – ja naprawdę kocham cię, każdą twoją cześć... - Harry usłyszał to – teraz mógł usłyszeć słaby, nieregularny dźwięk samochodu zbaczającego z drogi.
Niall cofnął się jak wtedy, gdy pytał Harry'ego czy ma ochotę zrobić to co mu powiedział, gdy był zły.
- Harry, wracajmy do domu, proszę... - Niall błagał, szorstko wycierając swoje łzy.
1 minuta.
- Kocham cię, Niall.
- A ja kocham ciebie, Harry Edwardzie Stylesie! A teraz chodźmy...
Harry wpił się w wargi Nialla ostatni raz. Jedynie na chwilę, pragnął, by Louis dał mu jeszcze jedną sekundę, by wszystko poczuć. Miękkie usta Nialla, obraz jego niebieskich oczu, jego bladą skórę, dźwięk jego pięknego głosu... Harry zamknął oczy. Mógł zobaczyć ich razem, z powrotem w domu, słuchających nowo skomponowanych piosenek Nialla, siebie uczącego go gotować, Nicka przychodzącego częściej, by im potowarzyszyć, a potem pod koniec nocy, Harry będzie leżeć koło Nialla, ręka w rękę, ręce owinięte wokół siebie, zsynchronizowane oddechy i ich ciała tak blisko, dociskające do siebie, jak gdyby każdy dzień byłby ostatnim.
Harry wiedział czego nie może zmienić. Nie może zmienić tego co stanie się tego dnia. Nie może powstrzymać samochodu od zbliżania sie do nich – ale mógł zmienić jedną rzecz – i chodziło tu o ocalenie życia Nialla, ponieważ woli być tym, który odejdzie, niż tym, który zostanie.
I nawet zanim mogli otworzyć oczy, byli nagle oślepieni przez biale światło.
VII.
- Hej.
Hej.
- Wiesz, że cię nienawidzę, prawda?
Tak, widzę to.
- Czy to boli? Gdy zostajesz potrącony? Bardzo bolało? Ja – ja zawsze się nad tym zastanawiałem.
Tak właściwie, nie. To się działo zbyt szybko. W ogóle nic nie czułem.
- Jestem tutaj samotny...
Ja też.
- Chcę byc z tobą... czy – czy znienawidziłbyś mnie, jeśli chciałbym dołączyć do ciebie?
Cisza.
- Kocham cie tak bardzo, Harry. Kocham cię tak bardzo i ty – ty uratowałeś moje życie. Ale wydaje mi się, że nie dam sobie bez ciebie rady... Po prostu nie potrafię życ bez ciebie, wiesz o tym... - Niall owinął rękami swoje kolana, jego policzki zaczęły drętwieć od zimnego wiatru, który dął w jego ciało.
- Wiesz dobrze o tym, nie chcę być tym, który został... Nie chcę być tym, który musi żyć bez ciebie. To nie fair... - Niall zaczął jeszcze bardziej szlochać.
A Harry był tam, stał obok niego, ale chłopak nie mógł go zobaczyć. Było to ciężkie dla Harry'ego widzieć Nialla w takim stanie, widzieć jak płacze bez kogoś u jego boku, bez kogoś, kto może go przytulić i pocieszyć. Był przy nim cały czas odkąd opuścił swoje ciało, odkąd zobaczył jak lekarze próbują go uratować.
Teraz wiedział, co Niall musiał czuć, gdy był na jego miejscu. Może także obserwował go z bliska, kładąc sie w łóżku obok niego, mówiąc mu „wszystko jest dobrze”.
- Gotowy, Hazza?
- Hazza? - Harry obrócił się, jedynie po to, by zobaczyc Louisa i Zayna zbliżających się do niego.
- Taka ksywka, którą wymyśliłem. - Louis uśmiechnął się szeroko, jednak jego uśmiech szybko zniknął, gdy zobaczył postać siedzącą obok Harry'ego. - Stary, tam jest przeraźliwie zimno. Czy on tam nie umrze? - Louis spojrzał na Nialla ze smutkiem w oczach.
- Nie tym razem, stary. - Zayn zwyczajnie odpowiedział, a Harry nie chciał się już o to kłócić. Jasne, wciąż był zły za zabicie Nialla, ale to była jego praca.
- Więc to już koniec huh? - Harry westchnął, podchodząc bliżej do Nialla. Nie przestawał wzdrygać się co jakis czas, widząc swoje imię wygrawerowane na nagrobku. On był martwy.
I to był jego ostatni dzień na Ziemi.
- Tak, to już koniec. - Louis położył dłoń na jego ramieniu. - Jesteś odważny. Życie za życie. Nigdy nie pomyślałem, że to zrobisz.
- Po prostu zrobiłem to co musiałem. Kocham go, nie mogłem ponownie zobaczyć go martwego.
- Więc wolałeś umrzeć?
- Tak.
Kolejny nieprzyjemny powiew wiatru dmuchnął w ich ciała, ale Harry już nic nie czuł. Zamiast tego oglądał Nialla, jego ciało już drżało od lodowatej temperatury.
- Liam! Myślałem, że już nie przyjdziesz. - Louis obrócił się, wznosząc ręce w górę i biegnąć w stronę chłopaka.
W końcu. To jest dzień, w którym Harry go pozna. Liam. Życie Pozagrobowe. Ten, który sprowadzi cię w twoje następne miejsce przeznaczenia, nie ważne czy jest dobre, czy złe. Teraz wszystko zależy od niego...
- H-hej. - Harry przywitał się.
Chłopak uśmiechnął się łagodnie do niego. Wśród nich trzech, on był bardziej ludzki.
- Jesteś gotowy, by iść, Harry?
- Mogę najpierw o coś spytać? - Harry spojrzał bezpośrednio na Nialla, który dotykał jego nagrobka, mamrocząc coś. Jeśli kiedyś pójdę na dobrą stronę życia po śmierci, czy – czy zobaczę tam Nialla?
Trójka wymieniła spojrzenia. Louis posłał mu swój stały uśmiech, Zayn odszedł od rozmowy, zapalając papierosa, a mina Liama nie zmieniała się.
- Jestem pewien, że niedługo zobaczycie się, Harry. - uspokajający uśmiech pojawił się na twarzy Liama i to było wszystko, co Harry musiał wiedzieć. Był gotowy. Jeśli spotka tam Nialla, to może w końcu znaleźć odwagę, by opuścić Ziemię.
- Hej, Zayn?
Zayn obrócił się w jego kierunku. - Co?
- Wiem, że cię oszukałem i przepraszam za to. Chcę cię poprosić tylko o jedną rzecz - proszę, nie bądź brutalny dla Nialla jak poprzedni razem, okej?
- Spróbuję. Powodzenia w twojej podróży. - Zayn zasalutował mu, zanim odszedł.
- Miło było cię poznać, Hazza. - Louis cofnął się, machając do niego i podążył za Zaynem.
Harry obejrzał się za siebie ostatni raz, jego wspomnienia na temat tego co się wydarzyło wciąż były żywe.
- Będę czekał na ciebie, Niall.
I z tym - zniknęli.
VIII.
- Niall, robi się zimno. Musimy już wracać - powiedział Nick drżącym głosem, objął się rękoma, strzepując resztki śniegu ze swoich ramion.
Dla Nicka było to dziwne uczucie, wydawało mu się, że ma jakby déjà vu, jakby powiedział dokładnie te same słowa do kogoś innego.
- Po prostu zostaw mnie samego, Nick... Proszę. - Niall nie poruszył się. Jego usta drżały i stawał się coraz bledszy z każdą sekundą, gdy trwali dłużej przed nagrobkiem Harry'ego.
Nick nie mógł nic na to poradzić, ale czuł się przygnębiony; rozmawiał z Harrym tamtego ranka, śmiali się i wygłupiali, a następną rzeczą jaką wiedział byl Niall dzwoniący do niego, jego głos trząsł się i był taki przerażony. Kiedy otrzymał wiadomości od niego, robił szkło ich gablotki. Spalił to, co właśnie się piekło i rzucał każdą rzeczą jaka wpadła mu w ręce.
Był tam, gdy Niall załamał się i plakał w jego ramionach, błagając lekarzy, by uratowali Harry'ego, by powiedzieli mu, że wszystko będzie z nim dobrze i że będzie żył. Chciał być silny dla Nialla, ponieważ byl jedyną osobą, jakiej Harry ufał. Jednak nawet Nick nie wiedział, gdzie znaleźć siłę, by przetrwać.
On był jego najlepszym przyjacielem. Mieli wspólne marzenie o cukierni i kawiarni i w końcu udało im się znaleźć miejsce w Londynie. Nick nigdy nie czuł się tak kierowany, gdy był z Harrym. A teraz on odszedł bez odpowiedniego pożegnania, bez niego klnącego mu w twarz, bez widzenia po raz ostatni bezczelnego uśmieszku Harry'ego, nic nie wydaje się być takie samo.
- Nick – proszę zaprowadź mnie do naszego domu... - Niall wyglądał zupelnie inaczej. Jego oczy były opuchnięte i zamroczone. Nick wiedział, że nie przetrwa on długo, jeśli zostawi go samego.
- N-nie mogę, Niall. Muszę od teraz zająć się tobą. Nie mogę zostawić cię samego.
Jednak przez sposób w jaki Niall patrzył w oczy Nicka, zaczął wątpić w swoją decyzję względem niego. Jeśli Harry byłby tu, jeśli mógłby zapytać go, czy będzie w porządku, jeśli pozwoli mu samemu pójść, pozwoliłby mu?
- Niall, proszę...
- Nie, Nick. Nie potrafię. Nie potrafię przeżyć kolejnego dnia bez Harry'ego. On był moim życiem. On był wszystkim i bez niego ja jestem niczym. Mieliśmy razem wspólne marzenia, przechodziłem z nim przez każde gówno i z nim przeżywałem moje wzloty i upadki. Razem mogliśmy wiele osiągnąć, wszystkie te rzeczy, nad którymi tak mocno pracował... I teraz tego nie ma, nie ma dla mnie powodu, by siedzieć tutaj i przekonywać siebie, że będę żyć i wszystko będzie dobrze...
- Czy ty... - Nick próbował znaleźć odpowiednie słowa, ale zamiast tego przytulił Nialla. To było zbyt znajome. Jakby to już wcześniej sie wydarzyło. - P-przykro mi.
- W porządku. W porządku... - Nick załamał sie przed Niallem, mówiąc, że tęskni tak bardzo za Harrym, chociaż minął dopiero tydzień odkąd odszedł. Tęsknił za tym łajdakiem. Brakowało mu jego punktualności, wszystkiego w Harrym pierdolonym Stylesie.
- Niall, obiecaj mi jedną rzecz... - Nick oderwał się i wytarł łzy. Oboje patrzyli na to imię, ktore zmieniło życia ich obu. - Jeśli go zobaczysz, powiedz mu, że go zabiję. Będę torturował go za zostawienie mnie tak...
A Niall przytaknął. Nick wiedział, co się wydarzy, że nie będzie mógł się już z nim skontaktować i zajmie mu to kilka dni zanim znajdzie w sobie odwagę, by ponownie przekroczyć próg ich apartamentu. Zanim rozeszli sie w przeciwnych kierunkach, poprosił Nialla o kolejną przysługę, by upewnił się, że nie zrobi nic, co go zrani.
Tej nocy Niall ubrał ulubioną koszulkę Harry'ego, założył jego spodnie i kapcie, gdy zmierzał, by kupić tabletki, wiele tabletek. Spojrzał na świat zewnetrzny po raz ostatni.
I Zayn tam był, obserwując go uważnie. Nie zauważył, że była to ta sama osoba, która otworzyła dla niego drzwi sklepu, nie zauważył, że była to ta sama osoba, która sprzedała mu tabletki.
Ponieważ Niall myślał tylko o jednej rzeczy: by być z osobą, którą kocha najbardziej.
Napisał list do swoich rodziców w Irlandii, mówiąc im jak bardzo za nimi tęsknił, ale nie żałował ucieczki przed zmuszeniem go do zostania inżynierem, a nie nauczycielem muzyki. Ponieważ jeśli zostałby w Irlandii, nigdy nie poznałby Harry'ego; nigdy nie zobaczyłby jak cudowny jest świat i jak cudowne jest życie, gdy spędzasz je z osobą, która tak bardzo cię kocha, że jest w stanie oddać za ciebie swoje własne życie.
Niall położył list na stole obok siebie. Nie bał się. Chciał być tak dzielny jak Harry, gdy nie myślał dwukrotnie ratując go. Tak naprawdę nie wierzył w życie po śmierci czy inny świat, ale tylko tej nocy, będzie sie modlił, by istniał i mógl zobaczyć go ponownie.
Wszedł pod pościel swojego ostatniego dnia. Harry wiedział co się z nim stanie i na pewno uszczęśliwił go. Szczelnie sie owinął, leżąc na łóżku po stronie Harry'ego. Wdychał jego zapach, czuł jego dotyk. Zamknął oczy i wszystko zobaczył: dzień, w którym wybrali to miejsce, noce, które razem spędzili, śpiewając i pijąc kawę.
I Niall doświadczał tego jeszcze jeden raz. Wyciągnął butelkę z tabletkami i wysypał je na dłoń, przepełnioną ich ilością i nie zawahał sie, gdy połknął je wszystkie na raz. I jak normalnego dnia, jakby czekał na powrót Harry'ego do domu, usnął spokojnie.
Otworzył oczy i pierwszą rzeczą jaką ujrzał, była osoba, którą pragnął zobaczyć w momencie, gdy się obudzi. Harry był obok niego, otaczając go ramionami i mocno go trzymając. Czuł na sobie oddech zielonookiego.
- Harry?
- Tak?
- Zostańmy tu, na zawsze...
- Mamy całą wieczność, Niall.
Co sądzicie? *skomentuj*
it wasn't a good idea to read ''inside a clock'' it makes you sob and think of your life.

Anya is live and ready to show you everything. Watch her strip, dance, and perform exclusive shows just for you. Interact in real-time and make your fantasies come true.
Free to watch • No registration required • HD streaming
So yesterday i visited Bath and I have to say that it was amazing! It has been a place that I have wanted to go for a while and at the start of the monthI just said to myself "you know what, sod It! I am going" and I am so glad that I did! It is such a beautiful City yes not feeling like a city at the same time. It was my first visit but it will not be my last. I plan to go there within the next couple of months to visit the new (ish) spa that is next to the roman baths! Here are some of the many hundred photos that I have taken of the beautiful place!





