Mówią: „spróbuj mnie przekonać, że w moim kraju masz prawo wygłaszać swoje zajefane poglądy.” „wypierdalaj z mojego kraju” Mówię: „To jest nasz kraj, nie wasz, rozumiecie? Możemy się nie zgadzać, możemy się spierać, ale nie wycofam się ze swoich słów, nie przestanę walczyć o nasze wspólne dobro, w tym Twoje, o lepszą Polskę i nie dam się zastraszyć.” Mówią: „jebany pedalu” Mówię: „A nawet gdybym był to co z tego?” Mówią: „Nic nie znaczysz, niczego sam nie jesteś w stanie zrobić” Mówię: „Masz rację, sam niczego nie zrobię. Ale razem możemy zrobić wspaniałe rzeczy.” Mówią: „W dupie cię mam, chuju” Mówię: „A ja Ciebie nie. Twój los obchodzi mnie i będę również o Twoje sprawy dbać. O drogi, po których jeździsz do pracy. O przedszkola i szkoły, do których chodzą Twoje dzieci. O szpitale, z których Ty też będziesz musiał korzystać. O godziwą emeryturę dla Twojej babci. O Twoje prawo do uczciwej pracy i do godnej pensji. O Twoje problemy, które możemy rozwiązać pracując razem.” Mówią: „To jest kraj dla Polaków.” Mówię: „Dobrze, a więc i moim krajem jest. Jestem jednym z Was i będę Ciebie traktował jak moją rodzinę. W mojej rodzinie też nie wszyscy się dogadają, ale nie znaczy, że myślę o nich gorzej. Proszę o ten sam szacunek.” Mówią: „Zamknij się, kurwa.” Mówię: „Nigdy. Słuchasz mnie czy nie słuchasz to Twoja sprawa, ale nie mam zamiaru się zamknąć. Przyjmij to do wiadomości i zamiast wszystko zniszczyć, spróbuj coś zbudować. Zamiast nienawiści, wybierz miłość. A jeśli Cię nie stać na miłość, spróbuj chociaż przyzwoitość. Będzie Ci lżej i Twoje serce Ci podziękuje.”
Matthew La Fontaine











