Samochód czy wydawanie płyt?
Tytuł tej notki to nie żart, ale częsty dylemat, przed którym stają właściciele niezależnych wytwórni płytowych. O realiach polskiego rynku fonograficznego z poziomu wydawcy muzyki alternatywnej opowiedział nam Michał Turowski - szef Oficyny Biedota.
Jak wyglądały początki Oficyny Biedota? Co sprawiło, że zająłeś się wydawaniem muzyki?
Pracowałem jakiś czas w kilku firmach, które miały większy lub mniejszy związek z muzyką ogólnie - od płyt po koncerty i robienie czegoś "na własny rachunek" to była myśl, która kiełkowała dłuższy czas zanim się to przełożyło na coś sensownego. Taki pierwotny impuls to była informacja zamieszczona na profilu MySpace 19 Wiosen, że nie mogą znaleźć wydawcy dla swojego ostatniego studyjnego albumu (to był jakoś koniec 2009), myślałem długo o tym, żeby do nich napisać, zacząłem zbierać wyceny, robić kalkulacje na sucho, no i zanim się zebrałem w sobie to ogłoszenie zostało zastąpione innym - o premierze "Pożegnania ze światem" nakładem Galerii Raster. Na chwilę temat wydawnictwa ucichł na nowo, aż do rozmowy na koncercie Wież Fabryk - z głupia frant zaproponowałem im wydanie bootlega (w związku z ich wypowiedziami w wywiadach, że płyta studyjna raczej nie powstanie, ponieważ patrzą na swój zespół jako na twór czysto koncertowy). Na początku uznali mnie za nienormalnego, potem rozmawialiśmy dalej, no i z bootlega zrobił się ich debiutancki album wydany po 10 latach działalności. A potem historia zatoczyła koło i nie pamiętam już dokładnie w jakich okolicznościach weszliśmy w kontakt z Marcinem Prytem z 19 Wiosen, ale zamiast wydać "Pożegnanie ze Światem" na kasecie jako pamiątkę, pierwszego impulsu do rozpoczęcia działalności wydaliśmy wspólnie dwupłytowe archiwum niepublikowanego lub nieco zakurzonego materiału.
Co doradzisz ludziom, którzy chcą założyć swoją wytwórnię?
Lepiej kupić samochód - inwestycyjna dziura bez dna tak samo jak własna wytwórnia, ale przynajmniej dupa w zimie nie marznie ;-)
Jak radzisz sobie z dystrybucją swoich wydawnictw? Od czego zacząłeś?
Paradoksalnie dużo łatwiej jest dystrybuować swoją płytę za granicą - czy to samodzielnie, czy korzystając z pośrednictwa polskich firm które dobrze ogarniają temat, uczciwie do tego podchodzą i chociaż ze sprzedażą polskich tytułów za granicą bywa lepiej lub gorzej w zależności od tytułu, to od strony czysto technicznej nie ma za bardzo do czego się przyczepić - przynajmniej z mojego doświadczenia. Niestety dystrybucja na krajowym rynku to znacznie smutniejszy temat - brakuje u nas może nie tyle firm, co "platform" dystrybucyjnych z prawdziwego zdarzenia, tworzonych przez zapaleńców, gdzie ze strony klienta można by znaleźć wszystko czego szuka, a ze strony wydawcy nie bać się o swoją kasę i towar, na uczciwych marżach dla wszystkich. Brakuje mi jakiejś współpracy pomiędzy labelami, prób stworzenia jakiegoś dystrybucyjnego kolektywu, z którym więksi gracze na rynku handlu detalicznego musieliby się liczyć - ale nie wymądrzam się, bo sam nie wiem jak się do tego tematu na poważnie zabrać, niestety. Mamy za to sporo dużych firm, dla których "niezależne" labele zwykle są dostawcami drugiej kategorii i nie dość, że kasa jaką dostaniemy w porównaniu z ceną detaliczną w sklepach internetowych to śmiech na sali to jeszcze cudem będzie, jak tych kilka groszy dostaniemy na konto po roku próśb, gróźb i modlitw. Na szczęście jest sporo pojedynczych sklepów, które czasem decydują się brać towar od małych labeli lub bezpośrednio od artystów, są portale które ułatwiają założenie własnego sklepu - tak jak 8Merch.com właśnie - jest allegro, fora internetowe i tak dalej i tak dalej. Możliwości samodzielnej dystrybucji są na szczęście dużo większe niż odsyłanie katalogów odbijanych na ksero ludziom którzy przysłali zaadresowaną do siebie kopertę i nadawanie tylko i wyłącznie paczek za pobraniem.
Da się w Polsce wypromować niezależnych wykonawców, czy napotykasz opór ze strony mediów i dziennikarzy?
Nie jest to może opór, ale na pewno wyboista droga. Coraz częściej potencjał bardzo kumatych i wspierających tzw. "niezal" redaktorów marnuje się pod presją oglądalności, klikalności i toporem redaktora nad głową. Swoim nazwiskiem firmują niestety artykuły o grubych udach młodej wokalistki i recenzję kolejnej płyty Phila Collinsa, a recenzji ciekawych i "niemodnych" płyt najlepiej szukać na ich prywatnych blogach (na które i tak mało kto zagląda). Ale wydaje mi się, że powoli nawet w świadomości czytelnika recenzji nie nastawionego wyłącznie na alternatywę coraz popularniejsze są małe portale, które starają się rzetelnie podejść do tematu i recenzując wszystko co w ręce wpadnie, od demówek w MP3 po mejdżersów.
W ostatnim czasie wydajesz więcej na kasetach magnetofonowych. Skąd ta decyzja?
Nośnik powoli staje się gadżetem, nawet jeśli mamy oryginał na półce to coraz częściej z lenistwa wrzucamy sobie streaming z Bandcampa albo YouTube, bo półka z płytami i wzmacniacz stoją za daleko od siebie, a jeszcze dalej od biurka z komputerem, przy którym siedzimy. Kaseta jest po prostu fajnym gadżetem, ładnie wygląda na półce, wygodnie się ją przenosi, mieści się w kieszeni i ma swój klimat - większość z nas pamięta przecież spacery z walkmanem i kupowanie kaset właśnie, bo tańsze. Jest to odwołanie się do sentymentów w pewnym stopniu, na pewno.
Oprócz tego pamiętam jak sam kupowałem kasety i znacznie wygodniej mi się wtedy muzykę chłonęło - przewijanie w celu znalezienia konkretnego utworu to była mordęga, więc słuchałem całości. Nawet gdy jakiś utwór mi się spodobał to i tak wracałem do niego dopiero, jak cała kaseta przeleciała, bo nie było sensu przewijać i szukać (dopiero po latach dowiedziałem się o high-endowych magnetofonach i walkmanach, które mają funkcję repeat i tym podobne). A odkąd pojawiły się w moim życiu CD i MP3, coraz częściej zapętlam jeden albo dwa utwory lub przełączam utwory, które mnie nudzą. Rzadko kiedy słucham płyt od początku do końca, w sposób w jaki słuchałem kaset.
Masz też na swoim koncie winyl The Kurws. Warto inwestować w płyty winylowe będąc niezależnym wydawcą?
Jak najbardziej warto, jeżeli kogoś na to stać, ja nie jestem jednym z tych szczęśliwców. LP to jest kwestia kilku tysięcy złotych, które mogą się zwracać latami, na wyprzedanie nakładu w pół roku rzadko kiedy można liczyć chociaż i takie przypadki się zdarzają. Jako, że nazwa labelu nie wzięła się znikąd, znacznie bardziej wolę wydawać niskonakładowe, kolekcjonerskie rzeczy, pozbyć się nakładu w miarę szybko i włożyć te pieniądze w następne wydawnictwa niż mrozić kasę w winylu który będę "odrabiał" powoli skazując label na ciszę z nowościami przez dłuższy okres czasu. Zawsze warto pomyśleć o jakiejś współpracy pomiędzy labelami, ale to kij który ma dwa końce - może się skończyć tym, że w momencie gdy macie wspólnych klientów to ktoś sobie poradzi lepiej i ich wszystkich "obskoczy" ze swoim towarem, a gdy rynek się nasyci ktoś będzie świętował sold out, a ktoś będzie rozdawał swój wymarzony winyl z katalogu wszystkim znajomym na urodziny i rocznicę przez najbliższych lat parę.
Jak wygląda w Twoim przypadku sprzedaż muzyki w plikach? Jak do tego podchodzisz od strony cen i sposobu sprzedaży?
Z każdym kolejnym wydawnictwem sprzedaży plików jest trochę więcej niż poprzednio i coraz większe sumy ludzie płacą powyżej tej minimalnie ustalonej, czysto z własnej woli. Wydaje mi się, że powoli pojawia się u nas myślenie o artystach i małych labelach i o tym, że znacznie fajniej jest zapłacić tych kilka groszy za pracę tych wszystkich ludzi niż ściągać MP3 z torrentów. Wiadomo jednak, że o wszystkim decyduje cena - ja sam nie dałbym raczej 10 czy 15 zł za pliki, gdy fizyczny nośnik kosztuje jakieś 25-30 zł, więc staram się pliki u siebie wystawiać za znacznie mniejsze sumy. Pięć, sześć złotych za materiał w MP3 albo wave'ach jest ceną, przy której odbiorca często się nawet nie zastanawia i woli z pewnego źródła ściągnąć dobre jakościowo pliki (a przy okazji wesprzeć nieco wydawcę) niż szukać pół godziny syfu w kiepskiej jakości.
Jak wyglądają najbliższe plany Oficyny Biedota?
Współzałożyciel 19 Wiosen, Franek Wicz, spędza ostatnio dużo czasu nad odgrzebywaniem swoich rozmaitych solowych nagrań sprzed lat i powoli co kilka tygodni planujemy wspólnie wypuszczać te nieznane artefakty - łącznie może być tego kilka lub nawet kilkanaście CD, na początku listopada wydajemy jego projekt Planetarium z 2006 roku. Oprócz tego w listopadzie ukażą się jeszcze kaseta składu z Grudziądza - Perspecto - i solowa płyta byłego gitarzysty Lao Che, KROJCa (na CD i MC). A na grudzień w planach jest kilka fajnych kaset - bo nic tak nie ucieszy twojego ojca lub matki jak widok ręcznie numerowanej i niskonakładowej kasety magnetofonowej zespołu o którym nigdy nie słyszeli pod choinką.